Znienacka zrozumiał poczucie uwięzienia obecne w przesłaniu wilków. Nie były w stanie się wydostać.
Być może więc na tym polegało przeznaczenie kopuły? Chwytała wilki, żeby zabójca mógł na nie polować?
Perrin warknął i podszedł do ściany kopuły. Nie był w stanie przenieść się do niej mocą wyobraźni, może sprawdzą się bardziej przyziemne metody? Uniósł dłoń, zawahał się. Nie miał pojęcia, czym może się skończyć dotknięcie kopuły.
Od wilków przyszło przesłanie zawierające obraz człowieka w czerni i skórze z pobrużdżoną twarzą i uśmiechem plączącym się po ustach - wystrzeliwał strzałę za strzałą. Pachniał złem, ogromnym złem. Pachniał też martwym wilkiem.
Perrin nie mógł tak tego zostawić. Tak samo jak nie mógł zostawić pana Gilla i pozostałych na pastwę Białych Płaszczy. Pełen wściekłości na Zabójcę, dotknął ściany kopuły.
Mięśnie nagle jakby zmieniły się w wodę. Stracił w nich całą siłę, nogi załamały się pod nim. Twardo uderzył w ziemię. Stopy wciąż dotykały granicy kopuły. Była zupełnie niematerialna.
Płuca też nie chciały pracować. Z mięśniami klatki piersiowej stało się to samo, co z pozostałymi. Zdjęty paniką, wyobraził sobie, że jest w innym miejscu. Nie zadziałało. Został schwytany, równie niechybnie co wilki!
Obok niego mignęła szarosrebrna smuga. Szczęki schwyciły za ramię. Gdy Skoczek już wyciągnął go poza obręb kopuły, siła w mięśniach od razu wróciła. Łapczywie nabrał tchu.
„Durny szczeniak” - pojawiło się przesłanie Skoczka.
- Zostawiłbyś je? - zapytał Perrin urywanym głosem.
„Durny nie dlatego, że kopał dziurę, durny, bo nie zaczekał na mnie na wypadek pojawienia się szerszeni”. - Skoczek odwrócił się w stronę kopuły. „Pomożesz mi, gdy się przewrócę”. - Potruchtał naprzód, póki nie dotknął nosem kopuły. Zachwiał się, ale wyprostował i ruszył dalej. Po drugiej stronie przewrócił się wprawdzie, niemniej jego pierś wciąż unosiła się w oddechu.
- Jak to zrobiłeś? - zapytał Perrin.
„Jestem sobą”. - Skoczek, jakim widział samego siebie, nie różnił się w niczym od tego, jak wyglądał w rzeczywistości. Plus wonie siły i zaufania.
Wychodziło na to, że sztuczka polega na pełnej kontroli nad tym, kim się jest. Jak w przypadku wielu rzeczy w wilczym śnie siła myślowego obrazu była często większa niż substancja zewnętrznego świata.
„Chodź” - przesłał Skoczek. „Bądź silny, przejdź”.
- Mam lepszy pomysł - powiedział Perrin, wstając. Ruszył naprzód tak szybko, jak tylko mógł. Uderzył w powierzchnię purpurowej kopuły i choć natychmiast mięśnie mu zwiotczały, to impet przeniósł go na drugą stronę. Przez chwilę toczył się po ziemi, wreszcie zatrzymał. Jęknął - zabolał uderzony bark i podrapana ręka.
„Durny szczeniak” - zabrzmiało w głowie przesłanie Skoczka. „Jeszcze sporo musisz się nauczyć”.
- Teraz nie czas na to - rzekł Perrin, gramoląc się na nogi. - Musimy pomóc tamtym.
Strzały na wietrze, masywne, czarne, śmiertelne. Śmiech myśliwego. Zastarzały zapach człowieka. Morderca tu był. Skoczek i Perrin pobiegli drogą, a Perrin przekonał się, że wewnątrz kopuły jednak potrafi biegać szybciej. Na próbę dał jednego susa siłą myśli… i podziałało. Ale kiedy spróbował wyskoczyć poza kopułę, nie zdarzyło się nic.
A więc kopuła była barierą. Wewnątrz mógł się poruszać swobodnie, ale nie był w stanie przenieść się w miejsce na zewnątrz niej, wyobrażając sobie to miejsce. Jej ścianę trzeba było pokonać na sposób ograniczony do wymogów fizycznego świata.
Dębowy Tancerz, Nieposkromiony i Iskierka znajdowali się przed nimi. Zabójca też tam był. Perrin warknął - zalały go przesłania pełne oszalałych obrazów. Ciemny las. Zabójca. Wilkom wydawał się ogromny niby mroczny potwór o twarzy wyciosanej z kamienia.
Krew na trawie. Ból, wściekłość, przerażenie, poczucie zagubienia. Iskierka był ranny. Pozostałe dwa wilki krążyły w tę i we w tę, prowokując Zabójcę i odciągając od Iskierki, który pełzł w stronę granicy kopuły.
„Uważaj, Młody Byku” - zabrzmiało przesłanie Skoczka. „Ten człowiek potrafi polować. Rusza się prawie jak wilk, choć jest złem”.
- Odwrócę jego uwagę. Ty się zajmij Iskierką.
„Ty masz ręce. Możesz nosić”. - Oczywiście w przesłaniu było znacznie więcej niż ten prosty sens: wiek i doświadczenie Skoczka, obraz Perrina jako szczeniaka.
Perrin zgrzytnął zębami, ale nie kłócił się. Skoczek był bardziej doświadczony od niego. Rozdzielili się. Perrin sięgnął myślą ku Iskierce, zorientował się, gdzie jest wilk - ukrywał się w kępie drzew - a potem przeniósł się w to miejsce.
Z łapy brunatnego wilka sterczała strzała. Pełzł, skowytając cicho i zostawiając za sobą krwawy ślad. Perrin szybko przykląkł obok i wyciągnął strzałę. Wilk nie przestawał skowytać, pachniał strachem. Perrin podniósł strzałę do góry. Wyczuł woń zła. Ze wstrętem odrzucił na bok i wziął wilka na ręce.
Coś zatrzeszczało w pobliżu, Perrin odwrócił się. Ziejący wonią lęku Nieposkromiony wyskoczył spomiędzy rosnących obok siebie drzew. Pozostałe dwa wilki odciągały Zabójcę dalej od nich.
Z Iskierką na rękach Perrin ruszył w drugą stronę, najkrótszą drogą ku ścianie kopuły. Nie mógł przeskoczyć bezpośrednio pod nią, ponieważ nie wiedział dokładnie, w którym miejscu się znajduje.
Wyskoczył spomiędzy drzew, serce łomotało mu w piersiach. Im dalej znajdowali się od wyrzuconej strzały, tym wilk lepiej zdawał się czuć. Przyśpieszył jeszcze, właściwie gnał już na ślepo, pokonując setki kroków w zawrotnym pędzie. Widząc przed sobą zbliżającą się ścianę kopuły, zatrzymał się.
I nagle zobaczył Zabójcę - stal z przodu z naciągniętym łukiem. Poły czarnego płaszcza rozwiewał wiatr. Nie uśmiechał się już, oczy miotały gromy.
Wypuścił strzałę. W tej samej chwili Perrin przeskoczył w inne miejsce i tym sposobem nigdy nie zobaczył, w co trafiła strzała. On sam natomiast znalazł się w miejscu, gdzie przekroczył po raz pierwszy ścianę kopuły. Od razu należało tak zrobić. Rzucił się na barierę, zwalił bezwładnie po drugiej stronie. Iskierka potoczył się po ziemi.
Wilk zaskowytał. Perrin twardo uderzył w ziemię.
„Młody Byku!” - nadeszło rozpaczliwe przesłanie od Iskierki. Zabójca stał mroczny niczym czoło burzy, z naciągniętym łukiem, po wewnętrznej stronie purpurowej bariery.
Perrin nawet w tamtą stronę nie spojrzał. Jedną myślą przeniósł się na stoki Góry Smoka. Znalazłszy się tam, pozwolił sobie na emocjonalną reakcję - skoczył na równe nogi z młotem w dłoniach. Od grupki pobliskich wilków przyszło powitalne przesłanie. Puścił je mimo uszu.
Zabójca nie podążał za nimi. Po kilku pełnych napięcia chwilach pojawił się Skoczek.
- Tamtym udało się uciec? - zapytał Perrin.
„Są wolne” - nadeszło przesłanie Skoczka. - „Szept nie żyje”. - W przesłaniu pojawiła się postać wilka widzianego z perspektywy innych członków stada, który ginie chwilę po tym, jak pojawia się kopuła. A potem Iskierki, trafionego strzałą, gdy w panice obwąchiwał ciało Szept.
Głęboki warkot zrodził się w gardle Perrina. O mało co nie rzucił się, aby zaraz stawić czoło Zabójcy, powstrzymało go dopiero ostrzeżenie Skoczka.
„Za szybko! Najpierw musisz się nauczyć!”.
- To nie tylko o niego chodzi - powiedział. - Muszę rozejrzeć się po terenach otaczających mój obóz i obóz Białych Płaszczy. W świecie jawy coś tam źle pachnie. Chcę sprawdzić, czy tu nie dzieje się nic dziwnego.
„Dziwnego?” - Skoczek przesłał mu obraz kopuły.
- To może być ze sobą związane. - Dwie dziwne rzeczy to zapewne coś więcej niż zwykły przypadek.