Выбрать главу

- Nie musisz przepraszać, Galad - cicho powiedziała Morgase. - Nie miałeś skąd wiedzieć, co się dzieje w Fortecy Światłości. Znajdowałeś się w odległości wielu lig od niej.

Siedzieli w jego namiocie, na krzesłach ustawionych na wprost siebie. Światło późnego popołudnia malowało płótno ścian. Galad miał ręce złożone, pochylał się naprzód. Taki uważny i troskliwy. Pamiętała wrażenia z pierwszego ich spotkania, dawno temu, kiedy wychodziła za jego ojca. Młody chłopiec był po prostu częścią małżeńskiego kontraktu i choć Morgase ostatecznie go adoptowała, zawsze obawiała się, że czuje się mniej kochany niż przybrane rodzeństwo.

Galad zawszy był taki poważny. Zawsze pierwszy, żeby wskazać, gdy ktoś zrobił coś złego. Lecz w przeciwieństwie do pozostałych dzieci - a zwłaszcza Elayne - nie wykorzystywał swej wiedzy w charakterze broni. Powinna była zrozumieć. Powinna była wiedzieć, że do Białych Płaszczy przyciągnęła go czarno-biała wizja świata. Czy mogła lepiej przygotować go na zmagania z własnym losem? Wytłumaczyć, że świat nie jest tylko czarny i biały - że nie jest nawet szary. Że jest pełen kolorów, które czasem kompletnie nie pasują do żadnej moralnej tęczy?

Uniósł wzrok, ręce wciąż pozostawały złożone, w jego oczach zobaczyła zmartwienie.

- Fałszywie oskarżyłem Valdę. Kiedy do niego poszedłem, powiedziałem mu, że domagam się Sądu Światłości za to, że cię zniewolił i zabił. W połowie była to nieprawda. Podjąłem określone działanie, kierując się błędnym przekonaniem, przynajmniej po części błędnym. Niezależnie od wszystkiego, cieszę się, że go zabiłem.

Poczuła, jak oddech więźnie jej w gardle. Valda cieszył się sławą jednego z najlepszych szermierzy świata. I Galad pokonał go w pojedynku? Ten młodzik? Ale żaden młodzik przed nią nie siedział. Galad dokonał swoich życiowych wyborów i kim ona była, żeby sądzić go za nie? Zresztą pod pewnymi względami wydawały się lepsze niż decyzje, które ona sama podjęła.

- Poradziłeś sobie znakomicie - pochwaliła go. - Valda był wężem. Pewna jestem, że stał za śmiercią Nialla. Galad, wyświadczyłeś światu przysługę.

Pokiwał głową.

- Za to, co ci zrobił, zasłużył na śmierć. Tak czy siak, muszę ogłosić rezolucję. - Podniósł się, zaplótł dłonie za plecami, a spowijająca go biel zdawała się lśnić w świetle. - Wyjaśnię w niej, że moje oskarżenie o morderstwo było fałszywe, niemniej śmierć Valdy była usprawiedliwiona innymi jego przestępstwami. Zbrodniami. - Zatrzymał się jeszcze na chwilę. - Szkoda, że nie wiedziałem.

- Nic byś nie mógł zrobić, synu - odparła. - Niewola, do jakiej trafiłam, była moją winą. Niepotrzebnie zaufałam wrogom.

Galad machnął dłonią.

- Jeżeli to, co słyszałaś, jest prawdą, to nie mogłaś się sprzeciwić Gaebrilowi. Jeżeli zaś chodzi o twoje uwięzienie, to przecież nie nastąpiło dlatego, że uwierzyłaś wrogom. To Valda cię zdradził, jak nas wszystkich. Synowie nigdy nie będą wrogami człowieka, który żyje w Światłości.

- A Perrin Aybara?

- Pomiot Cienia.

- Nie, synu. Też nie podobają mi się niektóre z rzeczy, jakie czyni, ale przysięgam ci: to jest dobry człowiek.

- Proces o tym zdecyduje.

- Dobrzy ludzie popełniają błędy. Jeżeli będziesz się upierał przy tej procedurze, wszystko może się skończyć w sposób, którego będziemy żałować.

Galad zamarł, zmarszczył brwi.

- Matko, czy sugerujesz, że należałoby mu pozwolić uniknąć kary za swe zbrodnie?

- Wracaj tu - powiedziała, zapraszając go gestem dłoni. - Usiądź. W głowie mi się kręci, jak tak chodzisz.

I choć być może faktycznie dopiero od niedawna piastował urząd Lorda kapitana Komandora, ale już jeżył się, gdy słyszał rozkaz. Usiadł niemniej.

Dziwne, ale po raz pierwszy od długiego czasu znowu poczuła się jak królowa. Galad nie widział jej podczas tych trudnych miesięcy. W jego oczach wciąż była starą Morgase, a więc w jego obecności mogła się czuć jak stara Morgase. Prawie.

Niall ja więził, ale szanował ją, aż w końcu doszła do wniosku, że i ona będzie mogła go obdarzyć szacunkiem. Co się stało z tą planszą, na której tak często grywała z nim w kamienie? Niesmakiem napawała ją myśl, że mogła zostać zniszczona w trakcie ataku Seanchan.

Czy Galad będzie takim Lordem Kapitanem Komandorem jak Niall, a może będzie lepszy? Królowa w niej, przebudzona królowa, zapragnęła znaleźć sposób, żeby wydobyć z niego światło i zdusić drzemiący w nim cień.

- Galad - zaczęła. - Co masz zamiar zrobić?

- W kwestii procesu?

- Nie. Z tą twoją armią.

- Będziemy walczyć w Ostatniej Bitwie.

- Godne pochwały - powiedziała. - Ale wiesz, co to oznacza?

- To oznacza walkę u boku Smoka Odrodzonego.

- I Aes Sedai.

- Możemy przez jakiś czas walczyć ramię w ramię z wiedźmami, jeśli będzie to dla większego dobra.

Przymknęła oczy, wypuściła powoli powietrze z płuc.

- Galad, posłuchaj sam siebie. Mówisz na nie „wiedźmy”? Przecież sam wyruszyłeś, żeby się szkolić w Białej Wieży, może nawet chciałeś zostać Strażnikiem!

- Tak.

Otworzyła oczy. Wydawał się taki oddany. Ale przecież nawet najbardziej groźne i gwałtowne psy też bywają oddane.

- Wiesz, co one zrobiły Elayne, matko? - zapytał.

- Chodzi ci o to, że ją skazały na poniewierkę?

- Chodzi mi o to, że wysłały ją z misją - powiedział głosem, w którym pobrzmiewały nuty niesmaku. - Nie pozwoliły mi się z nią zobaczyć, zapewne dlatego, że gdzieś w świecie narażała się na niebezpieczeństwo. Spotkałem ją później, z dala od Wieży.

- Gdzie to było? - zapytała Morgase skwapliwym tonem.

- Tu, na południu. Moi ludzie nazywają Aes Sedai „wiedźmami”. Czasami zastanawiam się, jak dalekie od prawdy jest to miano.

- Galad…

- Nie wszystkie kobiety posługujące się Jedyną Mocą są z natury złe - wyjaśnił. - Często mylnie przypisuje się ten pogląd tradycji Synów. Droga Światłości nie formułuje takiego twierdzenia. Powiedziane jest w niej tylko tyle, że używanie Jedynej Mocy może korumpować. Ja z kolei uważam, że kobiety, które obecnie władają Białą Wieżą, utonęły w swoich spiskach oraz egoistycznych intrygach i skutkiem tego oślepły.

Pokiwała głową, nie chcąc się kłócić w tej kwestii. Dzięki Światłości, że nie było tutaj Elaidy i nie musiała wysłuchiwać logiki tych rozważań!

- Tak czy siak - ciągnął - będziemy walczyć z nimi ramię w ramię, podobnie jak ze Smokiem Odrodzonym i Perrinem Aybarą też, jeśli zajdzie taka konieczność. Walka z Cieniem ma pierwszeństwo.

- Więc pozwól nam przyłączyć się do tej walki - odparła. - Galad, zapomnij o tym procesie! Aybara zamierza rozformować część swej armii, a resztę oddać pod rozkazy al’Thora.

Spojrzał jej w oczy, skinął głową.

- Tak. Teraz już rozumiem, że to Wzór mnie do ciebie przyprowadził. Pojedziemy z tobą. Po procesie.

Westchnęła.

- Nie robię tego dlatego, że tak chcę - oznajmił Galad, znowu powstając. - Aybara sam zaproponował proces. Widać, że ciąży mu sumienie i nie można odmówić mu szansy na jego oczyszczenie. Niech dowiedzie swej niewinności przed sobą i przed nami. - Zawahał się, po czym wyciągnął dłoń i musnął palcami leżący na toaletce miecz w białej pochwie. - A jeśli przyjdzie nam wędrować dalej bez niego, będziemy mieli świadomość, że spoczywa w Światłości, zapłaciwszy za swe zbrodnie.

- Galad - powiedziała - wiesz, że Lini była wśród ludzi, których zabrałeś z obozu Perrina?