Pomogła mu dojść do wspólnych apartamentów, zadowolona, że przynajmniej na chwilę może dzielić z nim radość i poczucie ulgi.
33.
Dobra zupa.
Jej zupa okazała się zaskakująco dobra.
Siuan spróbowała jej po raz kolejny i brwi omalże same uniosły jej się do góry. Zupa była prosta - rosół z warzywami i kawałkami kury - ale w sytuacji gdy większość jedzenia w najlepszym wypadku trącała zastarzałą nutą, zupa tworzyła efekt omalże cudowny. Przegryzła ją sucharkiem. Żadnych wołków w środku? Rozkosz w gębie!
Nynaeve właśnie umilkła na dłuższą chwilę. Siedziała zamyślona nad parującą miską. Dziś została formalnie wyniesiona do szala, rano złożyła Przysięgi. Znajdowały się obie w gabinecie Amyrlin, przez odsłonięte okna lał się do środka złoty blask słońca, a posadzkę zdobiły nowe dywaniki w barwach zieleni i złota.
Siuan zaraz skarciła się w duchu za nagły poryw entuzjazmu, który zawładnął nią w obliczu drobnego triumfu. Przede wszystkim należało się zastanowić nad raportem, jaki przyniosła Nynaeve. Dużo opowiadała o swoich spotkaniach z al’Thorem, a zwłaszcza o brzemiennych wydarzeniach, jakich razem dokonali w rodzaju oczyszczenia Źródła. Oczywiście Siuan dysponowała własnymi doniesieniami, potwierdzającymi usunięcie skazy z saidina - w tym szczegółowym wywiadem z pewnym Asha’manem, który odwiedził obóz rebeliantek jeszcze przed tym, nim Wieża na powrót stała się jednością. Z początku zachowywała dalece idący sceptycyzm, jak się teraz okazało, raczej bezpodstawny.
- Cóż - powiedziała Zasiadająca na Tronie Amyrlin - dziękuje ci za to wyczerpujące wyjaśnienie, Nynaeve. Skoro saidin naprawdę został oczyszczony, pomysł wzajemnego nakładania więzi zobowiązań na Asha’manów i Aes Sedai wydaje mi się znacznie mniej niepokojący. I żałuję, że Rand nie poruszył tej kwestii podczas naszego ostatniego spotkania. - Powiedziała to tonem całkowicie pozbawionym wyrazu, ale Siuan wiedziała, że zapatruje się na to w podobny sposób jak kapitan statku na perspektywę pożaru w ładowni.
- Można by tak sądzić - zgodziła się Nynaeve, ale jej usta wykrzywił lekki grymas. - Powinnaś jednak wiedzieć, że Rand nie aprobuje nakładania więzi na kobiety.
- Nieważne, co on sobie myśli - powiedziała Egwene. - Fakt pozostaje faktem, a on ponosi odpowiedzialność za postępowanie Asha’manów.
- Ale w tym samym sensie, można by ciebie, Matko, chyba uznać odpowiedzialną za postępowanie tych Aes Sedai, które uwięziły i karały chłostą Smoka Odrodzonego? - zauważyła Nyaneve.
- Jak za wiele innych rzeczy, które odziedziczyłam po Elaidzie - oznajmiła Egwene, a oczy jej się lekko zwęziły.
„Miała rację, domagając się od Nyaneve powrotu do Wieży” - pomyślała Siuan, zjadając łyżkę zupy. „Zbyt często staje po jego stronie, żeby przejść nad tym do porządku dziennego”.
Nynaeve westchnęła i nabrała zupy na łyżkę.
- Nie zrozum mnie źle, Matko. Nic ci nie zarzucam. Chciałam tylko, żebyś wiedziała, co on sobie myśli. Światłości! Nie aprobuje większości jego działań, zwłaszcza ostatnio. Ale rozumiem, co go doprowadziło do miejsca, w którym się znalazł.
- A jednak on się zmienił - w namyśle dopowiedziała Siuan. - Sama mówiłaś.
- Tak - potwierdziła Nynaeve. - Aielowie mówią, że objął śmierć w uścisku.
- Też to słyszałam z ich ust - stwierdziła Egwene. - Ale patrzyłam w jego oczy i zobaczyłam, że zmieniło się także coś innego, coś nie do końca uchwytnego. Człowiek, którego widziałam…
- Nie przypominał tego człowieka, który zniszczył Kurhan Natrina? - weszła jej w słowo Siuan, ale na samo wspomnienie tego faktu zadrżała.
- Człowiek, z którym się spotkałam, nie widziałby potrzeby takiego czynu - wyjaśniła Egwene. - Po prostu wszedłby do środka, a tamci skłoniliby się przed nim. Poddali jego woli. Przez wzgląd na to, kim jest.
W gabinecie zapadła cisza.
W końcu Egwene pokręciła głową i wreszcie spróbowała zupy.
- Naprawdę dobra. Być może ze światem wcale nie jest aż tak źle, jak się obawiałyśmy.
- Produkty przyszły z Caemlyn - oznajmiła Nynaeve. - Słyszałam, jak służące mówiły.
- Ach.
Kolejna chwila ciszy.
- Matko - odezwała się Siuan, ostrożnie dobierając słowa. - Kobiety wciąż zamartwiają się tymi zabójstwami w Wieży.
- Zgadzam się z tą diagnozą - dodała Nynaeve. - Siostry popatrują na siebie z dalece posuniętą podejrzliwością. To jest powód do zmartwienia.
- Nie pierwszy raz się tak dzieje - uspokajająco rzekła Egwene. - Podczas rządów Elaidy było to na porządku dziennym.
- Było znacznie gorzej - dodała Nynaeve. - Cieszę się, że nie dane mi w tym było uczestniczyć. - Zerknęła odruchowo na pierścień z Wielkim Wężem na palcu. Ostatnio robiła to coraz częściej, wręcz machinalnie. Jak rybak, który kupił sobie nową łódź, często zerka w kierunku portu, gdzie jego nabytek stoi przy nabrzeżu. Mimo wszelkich jej protestów, że przecież już jest Aes Sedai, że od dawna nosi zasłużony pierścień, wyraźnie zadowolona była z faktu, że przeszła wszystkie oficjalne ceremonie i złożyła Przysięgi.
- To było okropne - kontynuowała Egwene. - I nie zamierzam pozwolić, żeby wróciło. Siuan, trzeba jak najszybciej wprawić w ruch nasz plan.
Siuan skrzywiła się.
- Uczyłam tamte kobiety. Ale wciąż nie uważam tego za dobry pomysł, Matko. One są ledwie wyszkolone.
- O co chodzi? - zaciekawiła się Nynaeve.
- Chodzi o Aes Sedai - wyjaśniła Egwene. - Pieczołowicie wybrane, z ter’angrealami snu. Siuan uczy je, jak poruszać się po Tel’aran’rhiod.
- Matko, to miejsce jest niebezpieczne.
Egwene nabrała następną łyżkę zupy.
- Mniemam, że orientuję się w tym najlepiej. Ale nie ma innego wyjścia. Musimy sprowokować zabójców lub zabójczynie do otwartej konfrontacji. Zaaranżuję „potajemne” spotkanie z moimi najbardziej zaufanymi Aes Sedai w Świecie Snów i rozpuszczę plotki, że będą w nim uczestniczyć inne ważne postacie. Siuan, skontaktowałaś się z Poszukiwaczkami Wiatru?
- Tak - powiedziała Siuan. - Choć one chcą wiedzieć, co dostaną za to, że zgodzą się z tobą spotkać.
- Wypożyczę im ter’angreal snu, tego powinno być dosyć - sucho ucięła Egwene. - Nie wszystko zaraz musi być przedmiotem targu.
- One zazwyczaj myślą inaczej - skonstatowała Nynaeve. - Ale to jest bez znaczenia. Chcesz ściągnąć Poszukiwaczki Wiatru na to spotkanie, żeby zwabić Mesaanę?
- Nie do końca - tłumaczyła Egwene. - Spotkam się z Poszukiwaczkami Wiatru w tym samym czasie, ale w innym miejscu. Jak też z kilkoma z Mądrych. Będzie ich wystarczająco dużo, żeby Mesaana, przy założeniu, że ma szpiegów nie tylko wśród nas, ale też innych społeczności przenoszących kobiet, zdecydowała, że musi nas szpiegować w Tel’aran’rhiod. Ty i Siuan poprowadzicie wtedy posiedzenie Komnaty Wieży, ale będzie to manewr mylący, którego celem ma być wywabienie Mesaany i jej pomagierów z ukrycia. Dzięki pieczołowicie zastawionym osłonom… oraz siostrom ukrytym na czatach w odpowiednio dobranych miejscach… uda nam się złapać. Siuan pośle po mnie, gdy tylko pułapka się zatrzaśnie.
Nynaeve zmarszczyła brwi.
- To dobry plan, oprócz jednej rzeczy, która mi się w nim nie podoba. Nie lubię, jak wystawiasz się na niebezpieczeństwo, Matko. Pozwól mi poprowadzić tę operację. Poradzę sobie.
Po tej wypowiedzi Egwene przez dłuższy czas wpatrywała się w Nynaeve, a Siuan znowu zobaczyła w niej tę kobietę, którą naprawdę była: rozważającą wszystko, śmiałą, lecz zawsze kalkulującą szanse. Zobaczyła też jej zmęczenie, skutki ciężaru odpowiedzialności spoczywającego na barkach. Sama dobrze znała to uczucie.
- Zgadzam się, że podniosłaś istotne zastrzeżenie - rzekła na koniec. - Od czasu, jak dałam się złapać wysłanniczkom Elaidy pod Tar Valon, zastanawiam się nad tą kwestią. Może rzeczywiście zbyt bezpośrednio mieszam się we wszystko, zbyt dużo ryzykuję?