Выбрать главу

Teraz chwile spędzane z Berelain w pozornej zgodzie w połączeniu z oficjalnym dementi wobec plotek zaczynały przynosić skutki i obóz powoli przekonywał się do wersji wydarzeń, według której nic niestosownego się wówczas nie stało. Co interesujące, najważniejszą rolę w tym procesie odegrał fakt uratowania Berelain przez Faile podczas tamtego pamiętnego wybuchu bąbla zła. Ludzie nie mieli innego wyjścia, niż przyznać, że nie może być mowy o żadnej poważniejszej animozji między obydwiema kobietami.

Oczywiście, Faile wcale nie uratowała tamtej życia, po prostu trochę jej pomogła. Ale plotki przedstawiały całą rzecz inaczej, więc pozostawało się cieszyć, że choć raz działały na korzyść jej i Perrina.

Dotarła do namiotu, za pomocą wilgotnego ręcznika naprędce umyła się nad miednicą. Wyperfumowała, włożyła najlepszą sukienkę w barwach ciemnej zieleni, haftowaną. na staniku i lamówce w roślinne ornamenty. Na koniec spojrzała w lustro. Dobrze. Nie było śladu niepokoju, który nią targał. Perrinowi nic się nie stanie. Przecież to niemożliwe.

Niemniej na wszelki wypadek ukryła kilka noży za paskiem i w rękawach. Koniuszy już przyprowadził Świt, czekali teraz przed namiotem. Wyszła na zewnątrz, wskoczyła na siodło, przelotnie poczuwszy ukłucie żalu za Jaskółką, którą zabili Shaido. Nawet jej najbardziej elegancka suknia miała rozcięcia do konnej jazdy- nie wyobrażała sobie, aby warto było zabierać w drogę jakąkolwiek inną odzież. Już we wczesnym dzieciństwie matka wbiła jej do głowy, że nic bardziej nie podważa autorytetu damy w oczach żołnierzy niż damskie siodło. A gdyby jednak stało się niewyobrażalne i Perrin nie był w stanie dowodzić armią, wówczas ona musiałby zająć jego miejsce.

Podjechała truchtem na czoło przygotowującej się do wymarszu kolumny. Perrin już tam był. Jak śmiał zachowywać się tak cierpliwie i spokojnie?

Jednak nie pozwoliła, aby cokolwiek z odczuwanej irytacji odbiło się na jej twarzy. Jest czas na bycie nawałnicą, jest czas na bycie łagodną bryzą. Dała już Perrinowi do zrozumienia, i to w słowach niedopuszczających wątpliwości, co sądzi o tym procesie. Na tę chwilę musiała mu zaofiarować wyłącznie bezwarunkowe wsparcie.

Zajęła miejsce obok niego, a tymczasem za ich plecami Aes Sedai dołączyły do Mądrych; podobnie jak one miały iść pieszo. Ani jednej Panny Włóczni? Gdzie się podziały? Zapewne zapadła decyzja, żeby nie pozwolić im na udział w procesie. Sulin i jej towarzyszki uważały, że misja strzeżenia Perrin została im zlecona przez ich Car’a’carna, więc jej ewentualne fiasko wiązałoby się z potworną utratą toh.

Rozglądając się po obozie, przez który jechali, dostrzegła w pewnym momencie dwójkę gai’shain w białych szatach, spieszących ku czołu kolumny. Stojący obok Steppera Gaul nachmurzył czoło. Jedna z postaci skłoniła się przed nim, podając na wyciągniętych dłoniach komplet włóczni.

- Świeżo zaostrzone - powiedziała Chiad.

- Oraz strzały ze świeżym opierzeniem - dodała Bain.

- Mam już włócznie i strzały - odparł Gaul.

- Tak - zgodziły się kobiety, klękając przed nim z rękoma wciąż wyciągniętymi z darami.

- Co? - obruszył się Aiel.

- Po prostu martwimy się o twoje bezpieczeństwo - wyjaśniła Bain. - A poza tym i tak sam sporządziłeś tę broń. - Powiedziała to z całym przekonaniem, a w jej głosie nie było śladu szyderstwa czy nieszczerości. Niemniej same słowa mogły być odebrane jak wtrącanie się nie w swoje sprawy.

Gaul roześmiał się. Potem wziął zaoferowaną broń i oddał kobietom tę, w którą uzbroił się na wyprawę. Mimo niewesołych perspektyw, jakie zwiastował ten dzień, Faile nie potrafiła powstrzymać uśmiechu nad potwornie wręcz skomplikowanym charakterem relacji społecznych w świecie Aielów. Te działania jego gai’shain, które w opinii Faile powinny cieszyć Gaula, najczęściej wzbudzały w nim uczucie dokładnie odwrotne, natomiast to, co mogło być poczytane za obrazę, wzbudzało w nim śmiech.

Po odejściu Bain i Chiad, Faile ogarnęła wzrokiem gotującą się do wymarszu armię. Szli wszyscy jak jeden mąż, nie tylko dowódcy z reprezentacjami swoich oddziałów. Większość i tak nie będzie w stanie uczestniczyć w procesie, niemniej będą na miejscu. Na wszelki wypadek.

Faile podjechała bliżej do swego męża.

- Coś cię martwi - powiedziała.

- Świat właśnie wstrzymał oddech, Faile - odparł.

- Co chcesz przez to powiedzieć?

Pokręcił głową.

- Oto trwa Ostatni Łów. Rand jest w niebezpieczeństwie. Znacznie poważniejszym niż to, które grozi na co dzień każdemu z nas. A ja nie mogę mu pomóc. Jeszcze nie.

- Perrin, mówisz bez sensu. Skąd możesz wiedzieć, że Randowi grozi niebezpieczeństwo?

- Widzę go. Za każdym razem, gdy wspominam jego imię albo o nim myślę, przed moimi oczami roztacza się wizja miejsca, gdzie akurat się znajduje.

Aż zamrugała, zaskoczona.

Spojrzał jej w oczy, w jego żółtych ślepiach dostrzegła głębokie zamyślenie.

- Jestem z nim związany. On… wywiera na mnie… jakby to powiedzieć… rodzaj przyciągania. Tak czy siak, przyrzekłem sobie, że będę z tobą szczery w takich sprawach. - Zawahał się, zawiesił głos na moment. - Chodzi o moje wojska. Mam nieodparte wrażenie, Faile, że jesteśmy dokądś zaganiani. Jak owce do rzeźni.

Znienacka przypomniał sobie swoją wizję z wilczego snu. Owce uciekające przed stadem wilków. Wydawało mu się wówczas, że jest jednym z wilków. A może jest na odwrót?

Światłości! Przez cały czas jego myśli kierowały się w złą stronę. Teraz już rozumiał, co tamten sen znaczył.

- Czuję to w powietrzu - tłumaczył dalej. - Kłopoty z Podróżowaniem są związane z czymś, co dzieje się w wilczym śnie. Ktoś zadbał, abyśmy nie mogli się stąd wydostać.

Z nagła owiał ich podmuch zimnego wiatru, niezbyt normalny śród południowego upału.

- Jesteś pewien? - zapytała Faile.

- Tak - odparł Perrin. - Dziwne, ale jestem.

- I dlatego Panien Włóczni z nami nie ma? Poszły na zwiady?

- Ktoś chce nas wciągnąć w pułapkę, aby potem zaatakować. Zrozumiałe, że najpierw pozwoli nam zetrzeć się z Białymi Płaszczami, a w dalszej kolejności dorżnie niedobitki. To jednak dalej wymagałoby poważnej siły zbrojnej, niemniej w okolicy nie ma po takiej śladu. Tylko my i Synowie. Wysłałem więc Alyasa na poszukiwanie Portalu, zakładając, że być może jakiś znajduje się w okolicy, ale jak dotąd jego poszukiwania nie przyniosły skutku. Więc być może to wszystko bezpodstawne spekulacje, a ja po prostu zaczynam się bać każdego cienia.

- Ostatnimi czasy, drogi mężu, jakże często okazywało się, że te cienie potrafią kąsać. Ufam twoim instynktom.

Spojrzał na nią, uśmiechnął się szeroko.

- Dziękuję.

- Cóż więc zrobimy?

- Pojedziemy na proces - odpowiedział Perrin. - I zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby nie dopuścić do bitwy z Białymi Płaszczami. A w nocy sprawdzę, czy nie da się czegoś uczynić w sprawie trudności z Podróżowaniem. Wiem już tyle, że nie wystarczy po prostu odjechać na odpowiednią odległość, ponieważ ta rzecz w wilczym śnie może się poruszać: widziałem ją już w dwóch miejscach. Będę więc ją musiał zniszczyć. Jakoś. Gdy mi się uda, uciekniemy stąd.

Pokiwała głową, a w tej samej chwili Perrin dał znak do wymarszu. Chociaż ogromna kolumna marszowa za jego plecami wciąż sprawiała dość chaotyczne wrażenie - wiła się niczym poskręcany sznur - armia ruszyła. Kolejne oddziały same poradziły sobie ze znalezieniem miejsc w szyku.

Podróż do Drogi Jehannah nie zajęła im dużo czasu. Wkrótce dotarli do pola, na którym stał pawilon namiotu. Białe Płaszcze były już na miejscu. Ich żołnierze stali w zwartym szyku. Wychodziło na to, że również przyprowadzili ze sobą wszystkie swe siły. Zapowiadało się nerwowe popołudnie.