Выбрать главу

Gaul biegł przy siodle wierzchowca Perrina i wyglądał, jakby zupełnie niczym się nie przejmował. Nawet nie zasłonił twarzy. Faile rozumiała, iż w jego oczach decyzja Perrina, żeby stanąć przed sądem, stanowiła zachowanie jak najbardziej honorowe. Albo uda mu się obronić, albo uzna swoje toh i zaakceptuje wyrok. Kiedy pojawiła się konieczność sprostania toh, Aielowie sami udawali się na miejsce własnej kaźni.

Ruszyli w stronę namiotu. Na niewysokim podium, od jego północnej strony znajdowało się pojedyncze krzesło, zwrócone tyłem do odległej linii lasu skórzanych liści. Zasiadała w nim Morgase wyglądająca w każdym calu na panującą monarchinię i odziana w złoto-czerwoną szatę, którą Galad musiał skądś dla niej zdobyć. Jak Faile mogła choć na moment pomylić tę kobietę ze zwykłą pokojówką damy?

Przed Morgase znajdowały się rzędy krzeseł. Połowę z nich zdążyły już zająć Białe Płaszcze. Galad póki co stał obok jej zaimprowizowanej ławy sędziowskiej. Każdy lok złotych włosów na swoim miejscu, mundur bez jednej plamki, płaszcz elegancko spływający na plecy. Faile zerknęła przelotnie w bok i zobaczyła zarumienioną Berelain, wpatrującą się w niego omalże głodnym wzrokiem. Ani na moment nie zrezygnowała z wysiłków przekonania Perrina, żeby pozwolił jej nawiązać negocjacje pokojowe z Białymi Płaszczami.

- Galadzie Damodred! - zawołał Perrin, zsiadłszy z konia przed namiotem. Faile też zeskoczyła z grzbietu swego wierzchowca, a potem razem z nim ruszyła do środka. - Zanim to się zacznie, chcę, żebyś mi coś obiecał.

- A cóż to miałoby być? - zapytał w ten sam sposób młody dowódca z cienia pod namiotem.

- Przysięgnij, że nie pozwolisz, aby cała ta sprawa skończyła się walką - odparł Perrin.

- Mogę ci to obiecać - zgodził się Galad. - Ale oczywiście najpierw ty będziesz musiał obiecać, że nie będziesz się uchylał przed prawomocnym wyrokiem.

Perrin przez chwilę milczał. Potem wsparł dłoń na głowni młota.

- Widzę, że jakoś nie masz ochoty - stwierdził Galad. - Dałem ci tę szansę, ponieważ matka wytłumaczyła mi, że powinno ci się dać szansę przemowy we własnej obronie. Ale prędzej zginę, niż pozwolę odejść bezkarnie człowiekowi, który mordował Synów Światłości. Jeśli więc nie chcesz, aby dzień dzisiejszy skończył się walką, Perrinie Aybara, broń się skutecznie przed tym trybunałem. Albo to, albo poddaj się karze.

Faile zerknęła na męża - marszczył brwi. Wyglądał, jakby chciał złożyć wymaganą przez tamtego obietnicę. Położyła mu dłoń na ramieniu.

- Powinienem zrobić, jak on mówi - wyszeptał. - Żaden człowiek nie może stać ponad prawem, Faile. A przecież zabiłem tamtych ludzi, na terenie Andoru, w czasach, gdy Morgase była jego królową. Powinienem poddać się jej osądowi.

- A twoje obowiązki wobec twoich ludzi i twojej armii? - zapytała. - Twoje obowiązki wobec Randa, rola, którą być może przyjdzie ci odegrać na polach Ostatniej Bitwy?

„A ja?”.

Perrin zawahał się, po czym skinął głową.

- Masz rację. - A głośniej dodał: - Zaczynajmy więc.

Gdy wkroczył pod dach namiotu, natychmiast przyłączyli się doń Neald, Dannil i Grady. W ich obecności poczuł się trochę jak tchórz - wszyscy czworo otaczali go w sposób, który każdemu postronnemu obserwatorowi musiał dać niedwuznacznie do zrozumienia, że nie pozwolą, aby Perrina dokądkolwiek zabrano. Jakiż to miał być proces, skoro Perrin nie miał zamiaru poddać się jego wyrokowi? To nie był proces, tylko farsa.

Białe Płaszcze w napięciu przyglądały się całej sytuacji - oficerowie w cieniu namiotu, pozostali żołnierze w pozycji „na spocznij”. Wyglądali, jakby nie mieli zamiaru trzymać się z boku podczas procesu. Siły Perrina - większe, lecz znacznie gorzej wymusztrowane - stanęły w gotowości naprzeciwko nich.

Perrin dał znak skinieniem głowy, a Rowan Hurn szybko poszedł sprawdzić, czy Galad wywiązał się z obietnicy i uwolnił jeńców. Perrin tymczasem przeszedł pod namiotem do miejsca, gdzie znajdowało się na podium krzesło Morgase i zatrzymał przed nim. Faile cały czas trzymała się jego boku. Potem odwrócił się, ruszył ku wyznaczonym dla nich krzesłom i usiadł. Morgase miał przed sobą o kilka stóp w lewo. Po jego prawej zasiedli obserwatorzy procesu. Za plecami miał swoją armię.

Faile, od której biła woń czujności i gotowości, usiadła obok niego. Pozostali wypełnili pozostałe wolne krzesła. Berelain i Alliandre pod ochroną swoich straży zasiadły niedaleko. Aes Sedai i Mądre stanęły z tyłu, odmawiając zajęcia miejsc siedzących. Ostatnie wolne krzesła przypadły ludziom z Dwu Rzek i kilku starszym ze społeczności tworzonych przez byłych uchodźców.

Oficerowie Białych Płaszczy znajdowali się dokładnie naprzeciwko miejsc zajmowanych przez Perrina i Faile. Bornhald i Byar w pierwszym rzędzie. Wszystkich krzeseł było gdzieś z trzydzieści, zapewne pochodziły z taborów Perrina, które wpadły w ręce Synów.

- Perrinie - zapytała Morgase ze swojego miejsca. - Pewien jesteś, że chcesz się poddać tej procedurze?

- Jestem pewien - odparł.

- Wobec tego, dobrze - powiedziała z kamiennym obliczem, choć Perrin wyczuwał bijącą od niej woń znamionującą głębokie wahanie. - Oficjalnie otwieram przewód procesowy. Oskarżonym jest Perrin Aybara znany jako Perrin Złotooki. - Zawahała się na moment, ale dodała: - Lord Dwu Rzek. Galad, jak rozumiem, ty zajmiesz się przedstawieniem oskarżenia.

- Przedstawiam oskarżonemu trzy zarzuty - zaczął Galad, wstając. - Pierwsze dwa dotyczą odpowiednio zbrodniczego zamordowania Syna Lathina i zbrodniczego zamordowania Syna Yamwicka. Aybara jest też oskarżony o bycie Sprzymierzeńcem Ciemności i w związku z tym o sprowadzenie Trolloków do Dwu Rzek.

Ostatni zarzut wywołał gniewne szmery ze strony ludzi z Dwu Rzek. Te Trolloki w końcu wymordowały rodzinę Perrina.

Galad tymczasem ciągnął dalej:

- Ostatni zarzut jak dotąd nie może zostać potwierdzony, jako że moi ludzie zostali przemocą wygnani z Dwu Rzek, zanim zdążyli zebrać odpowiednie dowody. Jeśli zaś chodzi o dwa pierwsze zarzuty, to Aybara już przyznał się, że jest winny obu zarzucanym mu czynom.

- Czy tak faktycznie jest, lordzie Aybara? - zapytała Morgase.

- Zabiłem tych ludzi, to nie ulega wątpliwości - odparł Perrin. - Ale to nie było morderstwo.

- O tym już zdecyduje ten trybunał - formalnym tonem stwierdziła Morgase. - Na razie strony przedstawiają swoje racje.

Ta nowa Morgase w niczym nie przypominała dawnej Maighdin. Czy ludzie, którzy przychodzili do Perrina, żeby rozsądził ich sprawy, oczekiwali po nim właśnie takiego zachowania? Musiał przyznać, że dzięki niej cała procedura nabierała tak istotnych cech oficjalnych. Mimo wszystko proces toczył się pod namiotem, wśród pól, a ława sędziowska stała się czymś, co na pierwszy rzut oka przypominało niewielki stos, na który ktoś narzucił dywanik.

- Galad - podjęta Morgase. - Twoi ludzie mogą przedstawić swoją wersję wydarzeń.

Galad skinął głową na Byara. Tamten podniósł się i w tym momencie dołączył doń kolejny Biały Płaszcz, mężczyzna młody, lecz z całkowicie łysą głową. Bornhald pozostał na swoim miejscu.

- Wasza Miłość - zaczął Byar. - Zdarzyło się to wszystko jakieś dwa lata temu. Wiosną. Z tego, co pamiętam, była to nienaturalnie chłodna wiosna. Wracaliśmy właśnie z nadzwyczaj poważnej misji zleconej nam rozkazem Lorda Kapitana Komandora, przemierzając bezdroża środkowego Andoru. Zamierzaliśmy rozbić obóz na miejscu opuszczonego stedding Ogirów, znajdującego się u podstawy ruin stojącej tam za dawnych czasów gigantycznej statui. Kierowały nami znane wszem wobec względy bezpieczeństwa.

Perrin dobrze pamiętał tamtą noc. Stał nad stawem z czystą wodą. Chłodny wschodni wiatr przenikał go na wskroś dreszczem i wydymał poły płaszcza. Pamiętał słońce chylące się ku upadkowi za zachodni horyzont. Pamiętał, jak obserwował staw w gasnącym świetle dnia, przyglądał się falom na jego powierzchni, jak w dłoniach trzymał topór.