- Wystarczy - weszła jej w słowo Morgase, a w jej głosie zabrzmiały chłodne tony. - Skończy się na tym, że dziesięciu Synów nazwie go Sprzymierzeńcem Ciemności, a dwudziestu jego ludzi będzie wychwalać jego cnoty. W niczym nie wpłynie to na wynik sprawy. Przedmiotem procesu są bowiem określone wydarzenia, które zaszły w określonym miejscu i czasie.
Faile umilkła, choć docierająca od niej woń świadczyła o wewnętrznej furii, która nią targała. Ujęła Perrina pod ramię, najwyraźniej nie mając ochoty siadać. Perrin zaś czuł… żal. Powiedział całą prawdę. Ale jakoś nie czuł satysfakcji.
Nie chciał zabić tych Białych Płaszczy, a jednak zabił. I zrobił to zdjęty szałem, nie panując nad sobą. Mógł próbować zrzucić winę na wilki, mógł winić Białe Płaszcze, prawda wszelako była prosta: zwyczajnie stracił nad sobą kontrolę i nie wiedział, co robi. Kiedy oprzytomniał, ledwo potrafił sobie przypomnieć, co się wydarzyło.
- Wiesz, jaki będzie wyrok, Perrin - powiedziała Morgase. - Widzę to w twoich oczach.
- Rób, co uważasz za konieczne - stwierdził Perrin.
- Nie! - krzyknęła Faile. - Jak śmiesz! Zajął się tobą, przygarnął!
Perrin położył dłoń na jej ramieniu. Ona tymczasem odruchowo już sięgała do rękawa, gdzie miała schowany nóż.
- Nie ma to nic wspólnego z moimi osobistymi odczuciami wobec Perrina - oświadczyła Morgase. - Proces toczy się zgodnie z prawem Andoru. Cóż, prawo w tej kwestii stanowi jasno. Perrin może uważać wilki za swoich przyjaciół, niemniej prawo głosi, że na przykład pies lub inny żywy inwentarz wart jest określoną cenę wyrażalną w pieniądzu. Zarżnięcie zwierzęcia bez zgody właściciela jest złamaniem prawa, ale złamaniem prawa jest również… i to w znacznie poważniejszym stopniu… zabicie człowieka w zemście za to wykroczenie. Mogę ci zacytować odpowiednie statuty, jeśli sobie życzysz.
Pod namiotem zaległa cisza. Neald na poły już podnosił się z krzesła, ale Perrin złapał jego wzrok i przecząco pokręcił głową. Aes Sedai i Mądre miały twarze zupełnie pozbawione wyrazu. Berelain wydawała się zrezygnowana, słomianowłosa Alliandre zastygła z dłonią przyłożoną do ust.
Dannil i Azi al’Thone przysunęli się bliżej do Perrina i Faile, a on jakoś nie miał siły odesłać ich na poprzednie miejsce.
- Jakie to ma znaczenie? - groźnie zapytał Byar. - Przecież on nie ma zamiaru poddać się wyrokowi trybunału!
Pozostałe Białe Płaszcze zaczynały się podnosić i tym razem Perrin nie potrafił powstrzymać wzrokiem wszystkich swoich ludzi, którzy zaczęli podobnie reagować.
- Jeszcze nie ogłosiłam wyroku - stwierdziła Morgase, zimnym, twardym głosem.
- Jaki tu może być inny wyrok? - zdziwił się Byar. - Przecież powiedziałaś, że jest winny.
- Tak - zgodziła się Morgase. - Choć uważam, że istnieją określone okoliczności, które pozostają nie bez wpływu na wyrok. - Jej twarz wciąż miała twardy wyraz, pachniała zdecydowaniem. Do czego zmierzała?
- Tamten oddział Białych Płaszczy należy traktować jako jednostkę wojskową, działającą bez upoważnienia na terenie mojego królestwa - ciągnęła dalej. - W świetle tych okoliczności, choć uznaję Perrina winnym zabicia twoich ludzi, równocześnie uznaję, że cały incydent winien być traktowany w zgodzie z ustaleniami protokołu Kainec.
- To jest prawo, które reguluje działalność najemników? - zapytał Galad.
- W rzeczy samej.
- O co chodzi? - zapytał Perrin.
Galad spojrzał na niego.
- Matka uznała, że tamto starcie było potyczką między oddziałami najemników, aktualnie niepozostających na niczyjej służbie. W skrócie, według kodeksu żadna ze stron nie jest bez winy. Tym samym zdejmuje z ciebie zarzut morderstwa. Zamiast tego kwalifikuje twój czyn jako nielegalne zabójstwo.
- A na czym polega różnica? - zapytał Dannil, marszcząc brwi.
- Jest to różnica czysto językowa - wyjaśnił Galad, wciąż pozostając w tej samej postawie co wcześniej, z rękoma zaplecionymi za plecami. - To jest trafny osąd, matko. Jednak z tego co mi wiadomo, karą dalej jest egzekucja.
- Może być - odparła Morgase. - Niemniej kodeks dopuszcza również inne interpretacje, zależne od okoliczności zajścia.
- Wobec tego, jaki jest wyrok? - dopytywał się Perrin.
- Trybunał odstępuje od wydania wyroku w tej konkretnej sprawie - kontynuowała Morgase. - Galad, ty ponosisz odpowiedzialność za zabitych ludzi, przynajmniej w największym stopniu ze wszystkich tu zgromadzonych. Tobie więc przekazuję prawo wydania wyroku. Ze swojej strony przedstawiłam kwalifikacje czynu i odpowiednie akty prawne. Ty decydujesz, jaka będzie kara.
Galad i Perrin popatrzyli sobie w oczy.
- Rozumiem - powiedział na koniec Galad. - Dziwna decyzja, Wasza Miłość. Aybara, muszę ci jeszcze raz zadać to pytanie. Czy poddasz się wyrokowi tego sądu, jak zapowiedziałeś? Czy też walka będzie musiała rozstrzygnąć sprawę?
Perrin poczuł, jak przytulona doń Faile sztywnieje. Słyszał wyraźnie poruszenie wśród swych wojsk zebranych za jego plecami, zgrzyt luzowanych w pochwach mieczy, gniewne pomruki. Wszystko, co było mówione, przekazywano sobie wzdłuż szeregów - szepty zlewały się w jednostajny pomruk:
„Lord Perrin został uznany winnym. Aresztują go. Nie pozwolimy na to, co?”.
Pod dachem namiotu mieszały się ze sobą gorzkie wonie strachu i gniewu, obie strony popatrywały po sobie, wzburzone. A ponad tym wszystkim Perrin czuł unoszący się w powietrzu zapach zła.
„Dalej mam uciekać?” - zapytał sam siebie w myślach. „Ścigany przez wydarzenia tamtego nieszczęsnego dnia?”. - W życiu ta’veren nie było przypadków. Dlaczego więc Wzór doprowadził go do miejsca, gdzie musi stawić czoło upiorom własnej przeszłości?
- Poddam się wyrokowi sądu, Damodred - oświadczył.
- Co? - jęknęła Faile.
- Ale - dodał Perrin, unosząc w górę palec - tylko pod tym warunkiem, że obiecasz odwlec wykonanie kary do czasu, aż odsłużę swój obowiązek w Ostatniej Bitwie.
- Poddasz się karze po Ostatniej Bitwie? - spytał Bornhald głosem znamionującym zupełne pomieszanie. - Po ewentualnym końcu świata? Po tym, jak będziesz miał niezliczone okazje uciec i zdradzić nas wszystkich? Co to jest za przysięga?
- Innej złożyć nie mogę. - Perrin trwał przy swoim. - Nie mam pojęcia, co przyszłość przyniesie ani też, czy uda nam się jej dożyć. Lecz teraz walczymy o przetrwanie. Może nawet istnienie samego świata. W obliczu takiej groźby wszystkie nasze sprawy schodzą na dalszy plan.
- Skąd mam wiedzieć, że dotrzymasz słowa? - zapytał Galad. - Moi ludzi uważają cię za Pomiot Cienia.
- Pojawiłem się tutaj dziś, nieprawdaż? - odpowiedział pytaniem na pytanie Perrin.
- Ponieważ wzięliśmy do niewoli twoich ludzi.
- A jakiż Pomiot Cienia przejmowałby się takimi sprawami? - drążył Perrin.
Galad zawahał się.
- Przysięgam, że mówię prawdę - oznajmił Perrin. - Na Światłość oraz moją nadzieję zbawienia i odrodzenia. Na moją miłość do Faile i na pamięć mojego ojca. Będziesz mnie miał w swej mocy, Galadzie Damodred. Jeżeli ty i ja dotrwamy lepszych czasów, poddam się twemu wyrokowi.
Galad przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, a następnie skinął głową.
- Zgadzam się.
- Nie! - krzyknął Byar. - To absurd!
- Odjeżdżamy, Synu Byar - spokojnie powiedział Galad, już zbierając się do wyjścia. - Podjąłem decyzję. Matko, będziesz mi towarzyszyć?
- Przykro mi, Galad - odparła Morgase. - Ale nie. Aybara zmierza do Andoru, a ja muszę jechać z nim.
- Dobrze. - Galad nie zatrzymał się nawet na moment.
- Zaczekaj - zawołał za nim Perrin. - Nie powiedziałeś mi, jaka będzie moja kara, gdy już gotowy będę się jej poddać.
- Nie - Galad obejrzał się przez ramię, nie zwalniając nawet kroku. - Nie powiedziałem.