Nagle zapachy zaczęły się ulatniać, rozwiewały się tak szybko, jakby nawet na moment nie były prawdziwe.
„Skoczek” - wysłał przesłanie do wilka.
„Tu jestem, Młody Byku”. - Wilk pojawił się obok.
- Dziwnie tu pachnie.
„Zapachy mieszają się ze sobą” - zabrzmiało w przesłaniu Skoczka. „Jak woda z tysiąca strumieni. To nienaturalne. Niedobre. To miejsce zaczyna się rozpadać”.
Perrin przeniósł się z miejsca na miejsce i w jednej chwili stał już po kolana wśród brązowych połaci rzepienia, który rósł tuż przy skraju purpurowej kopuły. Za moment Skoczek pojawił się obok. Twarde łodygi trzeszczały, gdy po nich deptał łapami.
Kopuła wznosiła się nad nimi, złowroga, nie z tej ziemi. Wiał wiatr, targając zielskiem i gałęziami drzew. Na niebie w całkowitej ciszy rozbłysła błyskawica.
„On tu jest” - przesłał Skoczek. „Zawsze to jest”.
Perrin pokiwał głową. Zaczął się zastanawiać, czy Zabójca pojawiał się w wilczym śnie w taki sam sposób jak Perrin? I czy przebywanie w nim też go tak męczyło? Z pozoru wyglądało to tak, jakby nigdy go nie opuszczał.
Strzegł tu czegoś. Może jakiejś rzeczy, czegoś, co znajdowało się w wilczym śnie, a co mogłoby dezaktywować kopułę.
„Młody Byku, nadchodzimy”. - Przesłanie przyszło od Dębowej Tancerki. Jej wataha się zbliżała, teraz złożona już tylko z trzech osobników. Iskierki, Nieposkromionego i samej Tancerki. Postanowiły przyjść mu z pomocą, zamiast dołączyć do wilków ciągnących na północ.
W jednej chwili cała trójka pojawiła się obok Skoczka. Perrin spojrzał na nie i przesłał im wyrazy zatroskania.
„To będzie niebezpieczne. Wilki mogą zginąć”.
Przesłanie, które otrzymał w odpowiedzi, miało charakter ponaglenia.
„Zabójca musi paść za to, co zrobił. Razem jesteśmy silni. Młody Byk nie powinien sam polować na tak groźną ofiarę”.
Pokiwał głową na zgodę. Zmaterializowany siłą woli młot pojawił się w jego dłoni. Razem ostrożnie podeszli do ściany kopuły. Perrin wszedł do środka szybkim, zdecydowanym krokiem. Wszelkie rozterki związane z własną słabością odsunął na bok. Był silny. Kopuła była tylko zwykłą strukturą zrobioną z powietrza. Wierzył niezachwianie, że świat jest taki, jakim każe mu być.
Potknął się wprawdzie, ale poza tym łatwo przeniknął do wnętrza. Wewnątrz było jakby nieznacznie ciemniej. Kora starszych drzew jakby nieco zmatowiała, zagony schnącego rumianku kładły się po ziemi brązem i ciemną zielenią. Skoczek i jego wataha przeniknęli do wnętrza kopuły zaraz za nim.
„Spróbujmy znaleźć środek tego miejsca” - zdecydował Perrin i przesłał wilkom swoją myśl. Jeżeli jest tu jakaś tajemnica do odkrycia, zapewne będzie w środku”.
Ruszyli wolno przez krzaki i zagajniki. Perrin narzucił otaczającej okolicy swoją wolę i liście przestały szeleścić pod stopami i łapami i zielsko też żadnymi odgłosami nie zdradzało, że ktoś po nim depcze. Naturalna cisza, jaka powinna tam panować.
Do środka ograniczonego kopułą obszaru droga daleka, więc Perrin zaczął przeskakiwać z miejsca na miejsce. Nie dawał, jak wcześniej, przed kilkoma dniami, żadnych wielkich kroków, żadnych skoków - po prostu znikał w jednym miejscu, żeby zaraz pojawić się w innym. Dzięki temu udawało mu się unikać rozsiewania wokół swej woni. Z pozoru było to niepotrzebne, bo przecież Zabójca nie był wilkiem.
„Może na tym polega przewaga, którą powinienem wykorzystać” - zastanawiał się, w miarę jak coraz bardziej zbliżali się do środka kopuły. - „On jest znacznie bardziej doświadczony ode mnie. Ale ja mam w sobie wilka. To miejsce jest naszym, wilczym snem. On jest tu obcy. Jakiekolwiek są jego umiejętności, nie jest jednym z nas. I dlatego właśnie zwyciężę”.
W pewnym momencie wyczuł coś, jakby zło w powietrzu. Wspinali się właśnie po zboczu wysokiego wzgórza, które wznosiło się nad wąskim wąwozem przecinającym tu teren. Przed nimi, może jakieś pięćdziesiąt kroków, znajdowała się niewielka kępa starych drzew.
Po krótkim zastanowieniu uznał, że prawdopodobnie środek kopuły znajduje się właśnie wśród tych drzew. Dzięki wilczej zdolności przenoszenia się z miejsca na miejsce pokonali w parę minut drogę, która powinna im zająć kilka godzin.
„To jest to” - zabrzmiało przesłanie Perrina. Spojrzał na Skoczka. Wilk zadbał, żeby żadna woń odeń nie docierała, niemniej nauczył się już fizjonomii wilków na tyle, żeby dostrzec na jego pysku niepokój, i wiedział, co znaczy lekkie ugięcie przednich łap.
Coś się zmieniło.
Perrin niczego nie usłyszał. Niczego nie poczuł nosem. Ale wyczuł drobne drżenie ziemi pod stopami.
„Uciekać!” - przesłał i sam w tym momencie zniknął. Pojawił się dziesięć kroków dalej i zobaczył od razu, że z ziemi na zboczu wzgórza, w miejscu, gdzie się jeszcze przed sekundą znajdował, sterczała strzała. Grot rozłupał spory kamień, a potem wbił się w kamienistą glebę aż prawie po czarne upierzenie.
Zabójca podniósł się z miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą trwał przykucnięty, i spojrzał na Perrina. Odległość między nimi była niewielka. Zabójca oczy miał czarne, kwadratową twarz o ostrych rysach spowijały cienie. Muskularna sylwetka sprawiała groźne wrażenie. Jak to miał w zwyczaju - uśmiechał się. A właściwie szczerzył zęby w parodii uśmiechu. Ubrany był w skórzane spodnie, ciemnozieloną koszulę z rękawami do łokci, w dłoni trzymał swój okropny łuk z ciemnego drewna. Kołczana nie miał, więc pewnie stwarzał sobie strzały myślą, gdy były mu potrzebne.
Perrin nie uciekł wzrokiem, przeciwnie, dał krok naprzód, jakby rzucając tamtemu wyzwanie. To wystarczyło, żeby odwrócić jego uwagę i żeby wilki mogły zaatakować.
I tak się też stało. Zabójca krzyknął, kiedy masywne cielsko Nieposkromionego zwaliło mu się na plecy. W oka mgnieniu Perrin był już przy nim, uniósł młot… Tuż przed tym, nim głowica zaryła się w ziemi, Zabójca zdążył zniknąć.
Perrin jednak złowił zapach miejsca, do którego się udał. To tutaj? Zapach zgadzał się z miejscem, do którego Perrin trafił. Zaalarmowany uniósł wzrok i zobaczył nad sobą w powietrzu wiszącego Zabójcę, naciągał już łuk.
„Wiatr” - przemknęło Perrinowi przez głowę. „Jakiś mocny!”. Strzała wyleciała z łuku, ale silny podmuch wiatru zniósł ją w bok. Wbiła się w ziemię niedaleko od Perrina. Nawet nie mrugnął, tylko uniósł ręce, w których pojawił się jego własny łuk. Już naciągnięty, ze strzałą nasadzoną na cięciwę.
Puścił ją. Oczy Zabójcy rozszerzyły się, gdy zrozumiał, co się stało. Zniknął i pojawił się w pewnej odległości. Stał na ziemi, ale w tej samej chwili z góry spadł na niego Skoczek i obaj potoczyli się po zboczu. Zabójca zaklął w jakimś gardłowym języku, po czym znowu zniknął.
„Tutaj” - przesłał Skoczek, a towarzyszący treści obraz wskazywał na zbocze wzgórza.
Perrin był tam w jednej chwili, z młotem w dłoni, i watahą następującą mu na pięty. Zabójca dzierżył w jednym ręku miecz, w drugim nóż. Perrin i wilki zaatakowały.
Perrin uderzył pierwszy, z szerokiego zamachu, krzykiem dodając sobie animuszu. Zabójca jakby zapadł się pod ziemię - całkiem dosłownie, ponieważ jego ciało stało się znienacka płynne, roztopiło się i tym sposobem uniknął ciosu. Ręka trzymająca nóż skoczyła naprzód i wbiła ostrze w pierś Dębowej Tancerki. Poleciała struga krwi. Zabójca tymczasem rzucił się w bok, tnąc równocześnie pysk Iskierki.
Dębowej Tancerce nie starczyło sił nawet na to, żeby zawyć - padła na ziemię. Tymczasem Perrin zamachnął się do kolejnego ciosu, ale Zabójca zdążył już zniknąć. Skamlając cicho, Iskierka przesłała jeszcze Perrinowi swój ból i lęk, a potem też zniknęła. Przeżyje. Jednak Dębowa Tancerka była już martwa.