Выбрать главу

Spróbował się przenieść w jakieś odległe miejsce, ale się nie udało. Wychodziło na to, że nawet trzymając w dłoni ter’angreal, wciąż podlega zasadom realności, jakie ten narzucał.

Zamiast tego przeniósł się po prostu tak daleko, jak był w stanie. Pamiętał, że Neald mówił coś o czteroligowym perymetrze obozu, więc przeniósł się o cztery ligi na północ, potem znowu, i jeszcze raz. Gigantyczna kopuła poruszała się razem z nim, najwyższy jej punkt zawsze wznosił się dokładnie nad jego głową.

Zamierzał zabrać pręt w bezpieczne miejsce, gdzieś, gdzie go Zabójca nie znajdzie.

36.

Zaproszenie.

Egwene pojawiła się w Tel’aran’rhiod, mając na sobie śnieżnobiałą suknie haftowaną na szwach, i nie tylko złotą nicią, ozdobioną drobnymi fragmentami obsydianu, ale również złotą nicią obszyto stanik. Suknię te uważała za okropnie niepraktyczną, gdyż tak łatwo się brudziła. Tu jednak nie miało to znaczenia.

Znajdowała się w odpowiedniku swoich komnat, jaki tworzył Świat Snów, dokładnie tam, gdzie zamierzała. W następnym momencie przeniosła się do korytarza, przy którym znajdowały się kwatery Żółtych Ajah. Nynaeve już tam na nią czekała. Ręce miała zaplecione na piersiach, odziana była w znacznie bardziej stosowną suknię w barwach ciemnego brązu.

- Chciałabym, abyś naprawdę bardzo uważała - zaczęła bez dłuższych wstępów Egwene. - Jako jedynej z obecnych zdarzyło ci się spotkać jedną z Przeklętych, poza tym dysponujesz jako takim obyciem w Tel’aran’rhiod. Kiedy Mesaana się pojawi, obejmiesz dowodzenie.

- Zakładam, że sobie poradzę - odparła Nynaeve, a kąciki jej ust lekko uniosły się do góry. Tak, da sobie radę i z dowodzeniem. W istocie, to powstrzymanie jej przed natychmiastowym zaatakowaniem Mesaany mogłoby stanowić problem.

Egwene skinęła głową i w tej samej właściwie chwili sylwetka Nynaeve rozwiała się jak dym. Przeniosła się na wyznaczone stanowisko, kryjówkę w pobliżu Komnaty Wieży, skąd miała obserwować, czy Mesaana i jej Czarne siostry nie przybędą, aby szpiegować markowane spotkanie. Egwene natomiast przeniosła się do wyznaczonego miejsca w mieście, gdzie miało się odbyć prawdziwe tym razem spotkanie z Mądrymi i Poszukiwaczkami Wiatru.

Tar Valon dysponowało kilkoma salami, w których w zależności od potrzeby odbywały się koncerty muzyczne lub inne imprezy wymagające miejsc dla większej liczby osób. Ta konkretna sala nosiła nazwę Drogi Muzyka i była idealna do jej celów, nie wspominając już o tym, że stanowiła piękny okaz architektury wystroju wnętrz. Ściany wysadzane były boazerią z drewna skórzanego liścia, rzeźbioną tak, że wydawało się, iż to las drzew otacza całą salę. Krzesła wykonane były z identycznego materiały, mianowicie z drewna wyśpiewanego przez Ogirów, każde jedno stanowiło istne ucieleśnienie piękna. Stały kręgami, wokół centralnie usytuowanej sceny. Kopułę sklepienia wysadzały kawałki marmuru, rzeźbione w kształty gwiazd na niebie. Wystrój był naprawdę cudowny - piękny, a równocześnie żadną miarą nie przesadny.

Na miejscu zastała już Mądre - Amys, Bair oraz Melanie. Ta ostatnia miała już brzuch mocno zaokrąglony, a więc jej ciąża musiała się zbliżać do rozwiązania. Z boku amfiteatralnej widowni wiodła ku górze rampa, na której Mądre mogły spokojnie przysiąść w taki sposób, żeby równocześnie żadna z zajmujących krzesła kobiet nie patrzyła na nie z góry.

A tych było trzy: Leane, Yukiri i Seaine. Siedziały na krzesłach naprzeciwko Mądrych, każda wyposażona w jeden ze skopiowanych przez Elayne ter’angreali snu, a przez to cokolwiek bezcielesna i rozmyta. W oczach Aes Sedai Mądre były tylko kiepsko wyszkolonymi dzikuskami. Mądre z kolei zarzucały Aes Sedai bezpodstawną pychę.

Właściwie w tej samej chwili, gdy Egwene przybyła do sali, na samym jej środku pojawiła się grupka smagłoskórych kobiet o ciemnych włosach. Poszukiwaczki Wiatru od razu zaczęły się podejrzliwie rozglądać dookoła. Siuan, która je szkoliła, wytłumaczyła kiedyś Egwene powody takiej reakcji - otóż Lud Morza miał w swej tradycji dość ponure legendy o Tel’aran’rhiod i czyhających w nim rzekomo niebezpieczeństwach. Oczywiście, w niczym to nie powstrzymało Poszukiwaczek przed łapczywym chłonięciem wiedzy, gdy już zrozumiały, że Świat Snów jest jak najbardziej rzeczywisty.

Poszukiwaczkom Wiatru przewodziła wysoka szczupła kobieta o wąskich oczach i długiej szyi. Na delikatnym łańcuszku łączącym jej nos z płatkiem ucha kołysały się niezliczone złote medaliki. To musiała być Shielyn, jedna z tych, o których Egwene wspominała Nynaeve. Natychmiast też wśród pozostałej trójki dostrzegła pełną godności sylwetkę kobiety o czarnych włosach przetykanych gęsto siwizną. Na podstawie wymienianych listów i instrukcji Nynaeve od razu zrozumiała, że ma przed sobą Renaile. Renaile, która miała być rzekomo najważniejsza wśród nich, a tutaj wydawała się zdecydowanie zepchnięta na drugi plan. Może straciła pozycję Poszukiwaczki Wiatrów na rzecz Pani Okrętów?

- Witam - pozdrowiła je Egwene. - Proszę, siadajcie.

- Postoimy - ucięła Shielyn. W jej głosie pobrzmiewały napięte nuty.

- Egwene al’Vere, mogłabyś nam wyjaśnić, z kim mamy do czynienia?- zapytała Amys. - Dzieci nie mają czego szukać w Tel’aran’rhiod. To nie jest nora piaskowego borsuka, w której się można bawić.

- Dzieci? - zapytała Shielyn.

- Jesteście tu tylko dziećmi, mieszkanko mokradeł.

- Amys, proszę - wtrąciła się Egwene. - Ja wypożyczyłam im ter’angreale, aby mogły do nas przybyć. To naprawdę konieczne.

- Mogłyśmy się z nimi spotkać w jakimś innym miejscu - upierała się Bair. - Sam środek krwawej bitwy byłby pewnie bardziej bezpieczny.

W rzeczy samej, Poszukiwaczki Wiatru nadzwyczaj niezdarnie poczynały sobie w Tel’aran’rhiod. Ich jaskrawa odzież wciąż zmieniała barwy - a w pewnym momencie, dosłownie na oczach Egwene, bluzka Renaile zniknęła całkowicie. Nie potrafiła opanować rumieńca, choć przecież Nynaeve wspominała jej, że na morzu zarówno mężczyźni, jak i kobiety uwijali się po pokładzie bez niczego powyżej pasa i talii. Na szczęście chwilę później bluzka wróciła na swoje miejsce. Podobnie jak odzienie zachowywała się biżuteria.

- Miałam swoje powody, Amys, żeby je tu zaprosić - powiedziała Egwene, dając kilka kroków i zajmując miejsce wśród Mądrych. - Shielyn din Sabura Nocne Wody i jej siostry zostały poinformowane o zagrożeniach wiążących się z tym miejscem i zgodziły się zrezygnować z wszelkich gwarancji bezpieczeństwa z naszej strony.

- To trochę tak, jak dać dziecku krzesiwo i antałek oliwy - mruknęła Melaine - a potem powiedzieć, że nie gwarantuje mu się bezpieczeństwa.

- Musimy przysłuchiwać się tej sprzeczce, Matko? - zapytała Yukiri.

Dla uspokojenia Egwene wzięła głęboki oddech.

- Błagam, jesteście przecież przywódczyniami waszych ludów, kobietami cieszącymi się reputacją nadzwyczaj mądrych i przenikliwych. Czy nie mogłybyśmy traktować się przynajmniej z odrobiną grzeczności? - Potem zwróciła się ku kobietom Ludu Morza. - Poszukiwaczko Shielyn, zgodziłaś się przyjąć moje zaproszenie. Z pewnością nie zechcesz teraz wystawić na szwank moich powinności gospodyni i stać przez całe spotkanie?

Tamta zawahała się. Na pierwszy rzut oka można było w niej poznać kobietę dumną, a kształt ostatnich kontaktów Aes Sedai z Ludem Morza z pewnością dodał jej śmiałości. Egwene poczuła ukłucie gniewu. Warunki targu, którego przedmiotem była Czara Wiatrów, wydawały jej się nadzwyczaj niekorzystne. Nynaeve i Elayne powinny sobie lepiej poradzić. Przecież…

Nie. Elayne i Nynaeve zrobiły, co mogły, zwłaszcza mając na uwadze niełatwe okoliczności. Poza tym powiadano, że handel z Ludem Morza pod względem ryzyka ustępuje tylko handlowi z Samym Czarnym.