Na koniec Shielyn zdawkowo skinęła głową i tylko jej bluzka w trakcie czasu, jaki poświęciła na namysł, kilkukrotnie zmieniła barwy, aż w końcu zapłonęła szkarłatem, biżuteria natomiast migotała, przechodząc z bytu w niebyt.
- Znakomicie. Jesteśmy ci wdzięczne za dar tego miejsca, jaki nam zaoferowałaś, i szanujemy twoje obowiązki gospodyni. - Usiadła na krześle stojącym najdalej od Egwene i pozostałych Aes Sedai, a reszta poszła za jej przykładem.
Egwene skrycie odetchnęła z ulgą, a następnie stworzyła kilka małych stoliczków, na których parowały pachnące filiżanki herbaty. Poszukiwaczki Wiatru co do jednej aż podskoczyły, z drugiej strony żadnej z Mądrych nawet nie drgnęła powieka. I tylko Amys sięgnęła spokojnie po swoją filiżankę, żeby natychmiast zmienić jej zawartość - to znaczy napar z kwiecia róży - w coś o znacznie ciemniejszej barwie.
- Może poinformujesz nas w końcu o celu tego spotkania? - zaczęła Bair, upijając łyk herbaty z filiżanki. Kobiety Ludu Morza wydawały się niezbyt zainteresowane poczęstunkiem, Aes Sedai wręcz przeciwnie.
- My ze swej strony już się domyśliłyśmy - wtrąciła Shielyn. - Tej konfrontacji nie dało się uniknąć, choć wolałabym, aby wiatry zrządziły inaczej.
- Cóż, wyjaśnij nam więc, proszę - powiedziała Yukiri - o co w tym wszystkim chodzi?
Shielyn wbiła wzrok w Egwene.
- Wiele pór roku i przypływów morza przeminęło, odkąd zdecydowałyśmy się, aby zataić przed Aes Sedai istnienie naszego Talentu, którym jest Poszukiwanie Wiatrów. Biała Wieża bierze, ale nie oddaje - tym, które do niej trafią, nie pozwala się odejść. Teraz, kiedy już o nim wiecie, chcecie go mieć na własność, ponieważ nie jesteście w stanie znieść myśli o kobietach, które przenoszą Moc, a równocześnie znajdują się poza waszą władzą.
Wszystkie Aes Sedai jak jedna zmarszczyły brwi. Melaine nawet potakująco zaczęła kiwać głową. Choć słowa były szczerą prawdą, przedstawiały tylko jedną stronę zagadnienia. Gdyby tamte wiedziały, jakie korzyści mogły wynieść ze szkolenia w Białej Wieży i jak ważna jest dla zwykłych ludzi świadomość, że przenosząca Moc kobieta otrzymała odpowiednie szkolenie i porękę…
W tym momencie przyłapała się, że powtarzane i słyszane po wielokroć argumenty zdają się jakoś nieprzekonujące. Lud Morza miał swoje własne tradycje, w których znakomicie mieściły się kobiety przenoszące Moc, i nie potrzebował do ich pielęgnowania ręki Białej Wieży. Była w stanie to zrozumieć, bo choć nie spędziła wśród Ludu Morza tyle czasu, co Elayne i Nynaeve, to czytała szczegółowe raporty. Poszukiwaczki Wiatru kiepsko sobie radziły z wieloma splotami, niemniej ich umiejętności tkania splotów o nadzwyczaj wyspecjalizowanym charakterze - zwłaszcza tych, w których zasadniczą role odgrywało Powietrze - dalece przekraczały wszystko, na co stać było Aes Sedai.
Ta kobieta zasługiwała na słowa prawdy. Zresztą, czyż nie o to chodziło w Trzech Przysięgach i w całej instytucji Białej Wieży?
- Masz rację, Shieltyn din Sabura Nocne Wody - powiedziała. - I niewykluczone, że twój lud mądrze uczynił, tając swe zdolności przed Białą Wieżą.
Yukiri westchnęła, co było reakcją, jak na Aes Sedai, dość emfatyczną. Shielyn zaś zamarła i tylko łańcuszek łączący jej ucho z nosem zadźwięczał cichutko, gdy medaliki uderzyły o siebie. Kolor jej bluzki zmienił się na błękitny.
- Co?
- Niewykluczone, że mądrze uczyniłyście - powtórzyła Egwene. - Nie chcę tu kwestionować postanowień wszystkich Amyrlin, które przede mną zasiadały na stronie, ale sprawa wydaje mi się przynajmniej otwarta. Niewykluczone, że naprawdę nazbyt zazdrośnie traktowałyśmy władające Mocą kobiety. Nie ulega kwestii, że Poszukiwaczki Wiatru znakomicie potrafią sobie poradzić z własnym szkoleniem. Osobiście sądzę, że Biała Wieża mogłaby się od was wiele nauczyć.
Shielyn rozsiadła się na krześle i z uwagą wpatrywała w Egwene. Ta spokojnie odpowiedziała jej spojrzeniem.
„Zrozum, że jestem zdecydowana” - myślała. „Przekonaj się, że mówię to, co myślę. To nie są żadne pochlebstwa. Ja jestem Aes Sedai. Mówię prawdę”.
- No, cóż - rzekła na koniec Shielyn. - Być może dobijemy targu i wasze kobiety będą mogły szkolić się u nas.
Egwene uśmiechnęła się.
- Miałam nadzieję, że dostrzeżecie korzystne strony takiego rozwiązania. - Siedzące z boku Aes Sedai przypatrywały się jej z tonowaną wrogością. Cóż, i one zrozumieją. Najlepszym sposobem na zdobycie przewagi w negocjacjach było zatrząść oczekiwaniami drugiej strony, jakby się zatrzęsło tłuczkami do kory w moździerzu.
- Z drugiej strony - kontynuowała Egwene - nie możecie nie zgodzić się, że Biała Wieża wie o wielu rzeczach, o których wy nie macie pojęcia. W przeciwnym razie nie zależałoby ci tak bardzo na tym, żeby nasze kobiety szkoliły twoje Poszukiwaczki.
- Nie będziemy renegocjować tej umowy - pospiesznie ucięła Shielyn. Jej bluzka przybrała barwę jaskrawej żółci.
- Cóż, bynajmniej tego nie oczekuję - zapewniła ją Egwene. - Dobrze się stało, że Poszukiwaczki mogą się uczyć u Aes Sedai. Dobrze też dla drugiej strony, ponieważ dzięki temu otrzymałyśmy coś zupełnie nieoczekiwanego.
Wszystko prawda, co do słowa. Wszelako powiedziała to w taki sposób, że tamta mogła doszukiwać się w jej słowach głębszego znaczenia - że, mianowicie, Egwene sama chciała wysłać siostry na okręty Ludu Morza. Mars na czole Shielyn pogłębił się, osunęła się na oparcie krzesła. Pozostawało mieć nadzieję, że zasiała w jej umyśle pierwsze wątpliwości odnośnie do tego, czy targ o Czarę Wiatrów był naprawdę takim wielkim triumfem, a nie przypadkiem manipulacją od początku do końca.
- Jeśli już - ciągnęła dalej - to uważam, że tamta umowa była wręcz zbyt skromna. - Zwróciła się do Mądrych: - Amys, czy zgodzisz się z twierdzeniem, że Aes Sedai znają rozmaite sploty, o których Mądre nic nie wiedzą?
- Nierozsądne byłoby odmawianie Aes Sedai tego rodzaju umiejętności - powoli, ostrożnie powiedziała Amys. - Spędzają wiele czasu na ich analizie i ćwiczeniach. Jednak są inne rzeczy, na których my się znamy, a dla was pozostają zagadką.
- Zgoda - przyznała Egwene. - Gdy szkoliłam się u Mądrych, dowiedziałam się więcej o rządzeniu ludźmi niż przez cały czas spędzony w Białej Wieży. Nie wspominając już o tym, ile zawdzięczam wam w umiejętnościach poruszania się po Tel’aran’rhiod i samym Śnieniu.
- Dobra - wtrąciła się Bair - skończmy z tym. Od początku tej rozmowy zajmujemy się ściganiem trójnogiej jaszczurki, którą wciąż szturchamy kijem, żeby zobaczyć, czy jest w stanie dalej uciekać.
- Dlatego też uważam, że powinnyśmy się podzielić wiedzą - zakończyła Egwene, nie tracąc kontenansu. - Że my, jak tu siedzimy, władające Mocą kobiety trzech ludów, powinnyśmy zawrzeć przymierze.
- Z przewodnią rolą Białej Wieży, jak mniemam - zauważyła Shielyn.
- Mówię tylko - odparła Egwene - że we wzajemnej współpracy, w wymianie wiedzy, jest mądrość i sens. Mądre, do was się zwracam, każę przysłać do was Przyjęte z Wieży na nauki. Ze szczególnym uwzględnieniem wszystkiego, co jest związane z Tel’aran’rhiod.
Wydawało się jej nadzwyczaj mało prawdopodobne, że wśród Aes Sedai ujawni się kolejna Śniąca, jak ona sama, ale nie należało tracić nadziei. Choć Talent ten występował nadzwyczaj rzadko. Mimo to ze szkolenia sióstr w Tel’aran’rhiod mogą wyniknąć wyłącznie korzyści, nawet gdyby musiały cały czas posiłkować się odpowiednimi ter’angrealami.
- Poszukiwaczki Wiatru, a teraz zwracam się do was - ciągnęła dalej. - Do was też chciałabym posłać siostry na nauki, zwłaszcza te, które znają się na Powietrzu, aby posiadły waszą sztukę wzywania wiatrów.