- Życie uczennicy Poszukiwaczek Wiatrów nie jest lekkie - zauważyła Shielyn. - Myślę, że wielu dziewczynom wyda się mocno odmienne od cieplarnianych warunków panujących w Białej Wieży.
Dolna część pleców Egwene wciąż pamiętała ból związany z tymi „cieplarnianymi warunkami”.
- Nie wątpię, że dla wielu z pewnością stanowić to będzie wyzwanie - zgodziła się - ale uważam też, że choćby z tego względu warto je podjąć.
- Cóż, myślę, że da się zrobić - oświadczyła Shielyn, pochylając się z cokolwiek podejrzaną skwapliwością. - Oczywiście będziecie musiały uiścić zapłatę.
- W tej samej monecie - stwierdziła Egwene. - To znaczy ja pozwolę, abyście przysłały swoje dziewczyny do Wieży, żeby tu się uczyły.
- Przecież już to robimy.
- Ale w liczbie wyłącznie symbolicznej, po to, aby uśpić nasze podejrzenia. Reszta twoich kobiet ukrywa się przed nami, a do Wieży udaje dopiero w ostateczności, i to nadzwyczaj niechętnie. Potem kiepskie są z nich uczennice. Chcę, aby ta praktyka dobiegła końca. Nie ma powodu, żeby pozbawiać twój lud przyszłych Poszukiwaczek Wiatru.
- Cóż, nie bardzo rozumiem, na czym miałaby polegać różnica? - zapytała Shielyn.
- Kobiety, które do nas przyślesz, po ukończeniu szkolenia będą mogły wrócić na okręty - wyjaśniła Egwene. - Wam chciałabym to samo zaproponować, Mądre. Chętnie widziałabym u nas aielskie uczennice. Żeby przybywały do nas bez wstrętu, ale też nie po to, aby zostać Aes Sedai, a tylko by uczyć się i poznawać nasze zwyczaje. One oczywiście też będą mogły wrócić do swego ludu, pod warunkiem że zechcą i po tym, jak ukończą szkolenie.
- Potrzeba tu czegoś więcej - oznajmiła Amys. - Nie wyobrażam sobie, co stanie się z kobietą, która za bardzo przywyknie do cieplarnianych warunków panujących na waszych mokradłach.
- Przecież nie możesz ich zmusić… - zaczęła Egwene.
Bair weszła jej w słowo:
- Wciąż pozostaną uczennicami Mądrych, Egwene al’Vere. Dziećmi, które będą musiały porządnie się jeszcze napracować, aby ich szkolenie dobiegło końca. Oczywiście przy założeniu, że zgodzimy się na twój plan. Jest w nim coś, co źle wpływa na mój żołądek, sprawiając, że czuję się, jakbym po całym dniu postu zjadła zbyt wiele.
- Jeżeli oddamy nasze uczennice w ręce Aes Sedai - powiedziała Melaine - tak łatwo spod ich wpływu już się potem nie uwolnią.
- A na pewno byście tego chciały? - zapytała Egwene. - Nie rozumiesz, kim jestem, Melaine? Zasiadająca na Tronie Amyrlin, która została wyszkolona przez Mądre? Cóż by szkodziło twojemu ludowi posiadanie więcej takich, jak ja? Aes Sedai rozumiejących ji’e’toh oraz Ziemię Trzech Sfer, szanujących Mądre miast widzieć w nich rywalki czy dzikuski?
Na to już trzy kobiety Aielów odpowiedzi nie znalazły. Zakłopotane, zgarbione popatrywały po sobie.
- A ty, Shielyn, co myślisz? - Egwene kuła żelazo póki gorące. - Ile warte dla twego ludu mogłoby być posiadanie wyszkolonej przez was Amyrlin, która uważałaby was za przyjaciół i szanowała wasze obyczaje?
- To mogłoby być coś - przyznała Shielyn. - Pod warunkiem, że kobiety, które do nas przyślesz, będą miały lepsze charaktery niż te, z którymi dotąd miałyśmy okazję się zapoznać. Jeszcze nie spotkałam Aes Sedai, której nie wyszłoby na dobre powieszenie na kilka dni na maszcie.
- To dlatego, że upierałaś się przy Aes Sedai - wyjaśniła Egwene - przy kobietach już ukształtowanych. Gdybyśmy zamiast tego mogły przysłać wam Przyjęte, okazałyby się z pewnością znacznie bardziej zgodne.
- Zamiast? - natychmiast zareagowała Shielyn. - Nie było o tym mowy w naszym targu.
- A szkoda - zauważyła Egwene. - Gdyby wyszkolone we władaniu Mocą kobiety Ludu Morza mogły do was wracać, gdy zechcą, nie potrzebowałybyście tylu nauczycielek Aes Sedai.
- Musiałybyśmy zawrzeć nową umowę. - Shielyn pokręciła głową. - A takiego targu łatwo dobić się nie da. Aes Sedai są niczym ten wąż, którego nosisz na palcu.
- A gdybym wam zaproponowała między innymi te ter’angreale snu, dzięki którym mogłyście tu dzisiaj przybyć? - zapytała Egwene.
Shielyn spuściła na moment wzrok i objęła nim swoją dłoń, w której w świecie jawy trzymała niewielką płytkę, nasączoną strumyczkiem Ducha, umożliwiającą kobiecie wstęp do Świata Snów. Oczywiście Egwene nie dostarczyła im ter’angreali, które działały bez udziału Jedynej Mocy. Te były znacznie bardziej wszechstronne, a przez to potężniejsze. Lepiej zachować ich istnienie w tajemnicy.
- W Tel’aran’rhiod - wyjaśniała, pochyliwszy się nieco ku tamtej - można dotrzeć wszędzie. Można spotkać się z tymi, którzy przebywają daleko, i wcale w tym celu nie trzeba Podróżować. Można poznać różne sekrety, naradzać się w tajemnicy.
- To dość ryzykowna propozycja z twojej strony, Egwene al’Vere - surowo napomniała ją Amys. - Dać im tu pełną swobodę, to jak puścić dziecko bez opieki w Krainę Trzech Sfer.
- Nie dasz rady zatrzymać dla siebie całego Świata Snów, Amys - zripostowała Egwene.
- Nie jesteśmy aż takimi egoistkami - broniła się Mądra. - Chodzi mi tylko o ich bezpieczeństwo.
- Wobec tego - kontynuowała Egwene - może byłoby najlepiej, gdyby Lud Morza wysłał swoje uczennice również do was, Mądre… a niewykluczone, że wy zrewanżujecie im się tym samym.
- Żyć na statku? - wyrwało się Melaine. Jej głos ociekał zgrozą.
- Jak inaczej przełamać strach przed wodą?
- Nie boimy się wody - warknęła Amys. - Szanujemy ją. Wy, mieszkańcy mokradeł… - O statkach wyrażała się zawsze z mieszaniną przerażenia i czci, z jaką traktuje się zamkniętego w klatce lwa.
- Nieważne. - Egwene wróciła do rozmowy z Shielyn. - Ter’angreale będą wasze, jeśli dobijemy targu.
- Już je nam dałaś - zauważyła Shiefyn.
- Wypożyczyłam, Shielyn, co zostało jednoznacznie stwierdzone przez kobiety, które je wam dostarczyły.
- A teraz jesteś skłonna dać je nam na zawsze? - dopytywała się Shielyn. - Bez tego nonsensownego gadania, że niby wszystkie ter’angreale należą do Białej Wieży?
- Jest rzeczą istotną, aby wszyscy wiedzieli, że istnieją zasady, wedle których ter’angreal nie powinien pozostawać w ręku tych, którzy nań natrafili - tłumaczyła Egwene. - Dzięki temu łatwiej zadbać, aby potencjalnie groźne przedmioty nie trafiały w ręce przypadkowych chłopów bądź kupców. Ale chętnie stworzę oficjalny wyjątek dla Poszukiwaczek Wiatru i Mądrych.
- A więc szklane słupy… - Amys zawiesiła głos. - Zawsze się zastanawiałam, kiedy Aes Sedai się o nie upomną.
- Wątpię, aby to miało kiedykolwiek nastąpić - ciągnęła dalej Egwene. - Niemniej sądzę, że uda mi się uspokoić lud Aielów, jeżeli ogłoszę oficjalnie, że te ter’angreale… oraz wszystkie inne znajdujące się w waszym posiadaniu… są waszą własnością, a wszelkie ewentualne roszczenia sióstr wobec nich są całkowicie bezpodstawne.
I tutaj Mądre miały się już nad czym zastanawiać.
- Wciąż to porozumienie wydaje mi się jakieś dziwne - po pewnym czasie oświadczyła Bair. - Kobiety Aielów, szkolące się w Białej Wieży, ale nie po to, żeby zostać Aes Sedai? Kto to widział?
- Świat się zmienia, Bair - cicho powiedziała Egwene. - Z dzieciństwa spędzonego w Polu Emonda pamiętam kępę ślicznych, zadbanych kwiatów zwanych chwałami Emonda. Rosły przy strumieniu. Mój ojciec lubił się przechadzać wśród nich. Zawsze mu się bardzo podobały. Ale kiedy zbudowano nowy most, droga do niego wiodła prosto przez te kwiaty. Ojciec przez lata całe próbował wyperswadować ludziom, żeby po nich nie deptali. Budował płoty, wieszał napisy. Na nic. W końcu wpadł na pomysł, żeby na skroś kępy kwiatów ułożyć ścieżkę z kamieni. I wtedy ludzie przestali po nich deptać. Kiedy nadchodzi zmiana, można wrzeszczeć i wierzgać, walcząc, żeby wszystko zostało po staremu. Zazwyczaj kończy się to tak, że świat cię zadepcze. A przecież wystarczy nieco wpłynąć na kierunek zmian. Tak jak z Jedyną Mocą, która słucha nas, ale pod warunkiem, że wcześniej jej się poddamy.