Po kolei spojrzała w oczy każdej ze zgromadzonych kobiet. - Uważam, że źle się stało, iż, jak tu siedzimy, nie podjęłyśmy wcześniej tej współpracy. Ostatnia Bitwa się zbliża, a Smok Odrodzony zamierza uwolnić Czarnego. Jakoby tego było nie dosyć, mamy jeszcze jednego wspólnego wroga, który chętnie zniszczyłby Aes Sedai, Poszukiwaczki Wiatrów i Mądre.
- Seanchanie - wtrąciła Melaine.
Na to słowo, Renaile, siedząca za plecami Poszukiwaczek Wiatru, cicho syknęła. W jednej chwili jej normalne ubranie zastąpiła zbroja, a w dłoni pojawił się miecz, który zaraz wszakże zniknął.
- Tak - potwierdziła Egwene. - Razem okażemy się dość silne, by stawić im czoło. Oddzielnie…
- Musimy się zastanowić nad tym targiem - weszła jej w słowo Shielyn. Nagły podmuch wiatru owiał twarz Egwene. Zapewne któraś z Poszukiwaczek wywołała go całkiem mimowolnie. - Spotkamy się ponownie i wtedy, być może, zaoferujemy promesę. Jeżeli tak się stanie, warunki będą następujące: w każdym roku wyślemy do Wieży dwie uczennice, w zamian przyjmiemy też dwie.
- Ale nie te najgorsze - wtrąciła Egwene. - Chcę najbardziej obiecujące.
- Rozumiem, że tego samego mogę oczekiwać po tobie? - zapytała Shielyn.
- Tak - zgodziła się Egwene. To oczywiście był dopiero początek. Kiedy okaże się, że pomysł jest dobry, będą chciały zwiększyć liczebność wymiany. Ale teraz nie było sensu podnosić tej sprawy.
- A co z nami? - zapytała Amys. - Czy my też będziemy stroną tego, jak to ujęłaś, targu?
- Dwie Przyjęte - stwierdziła Egwene - w zamian za dwie uczennice. Będą się szkolić przez okres nie krótszy niż sześć miesięcy, ale nie dłuższy niż dwa lata. Kiedy moje dziewczęta znajdą się u was, będą traktowane jak uczennice i będą się musiały stosować do waszych zasad. - Zawahała się. - Wraz z końcem szkolenia wszystkie Przyjęte i uczennice muszą powrócić do swoich ludów na czas przynajmniej jednego roku. Po upływie tego roku, jeżeli wasze dziewczęta zdecydują, że chcą zostać Aes Sedai, będą mogły wrócić do Wieży i poddać się inicjacji. To samo dotyczyć będzie moich dziewcząt, jeżeli zdecydują się na pozostanie wśród was.
Bair w namyśle kiwała głową.
- Być może trafią nam się takie kobiety jak ty, które zapoznawszy się z naszymi obyczajami, uznają je za lepsze od wszystkich pozostałych. Cały czas żałuję, że cię utraciłyśmy.
- Moje miejsce jest gdzie indziej - wyjaśniła Egwene.
- Czy zgodzicie się na identyczne warunki? - zapytała Shielyn, zwracając się do Mądrych. - Czy dobijemy targu: dwie za dwie i podobne obostrzenia czasowe?
- Jeżeli dobijemy targu z Białą Wieżą - oświadczyła Bair, popatrując po dwóch pozostałych Mądrych - nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy dobiły go również z wami. Najpierw jednak musimy się naradzić z pozostałymi Mądrymi.
- A co z ter’angrealami? - zapytała Shielyn, na powrót zwracając się do Egwene.
- Są wasze - odpowiedziała tamta. - Ale w zamian wy zwolnicie nas z naszej obietnicy zapewnienia wam sióstr, które będą was szkolić, my zaś pozwolimy wrócić do domu wszystkim kobietom Ludu Morza, które aktualnie wśród nas przebywają. Lecz podobnie jak w waszym wypadku, ja również muszę najpierw wnieść projekt umowy pod obrady Komnaty Wieży.
Oczywiście, dekret Tronu Amyrlin stanowił prawo. Jeśli jednak w Komnacie przeważyłyby nastroje sceptyczne, prawo mogło stać się martwą literą. I po to potrzebna była jej zgoda - poza tym chciała te sprawy omówić, już chociażby po to, aby tym samym Komnata Wieży częściej spotykała się z nią, a mniej potajemnie.
Niemniej była raczej przekonana, że uda jej się zdobyć aprobatę dla swojego pomysłu. Aes Sedai nie spodoba się konieczność wydania ter’angreali, ale przecież warunki targu zaproponowanego przez Elayne i Nyaneve nie podobały im się również. I dałyby wiele, aby umowa trafiła wreszcie do lamusa.
- Wiedziałam, że postarasz się coś zrobić z tamtą umową - powiedziała Shielyn głosem, w którym brzmiało zadowolenie z samej siebie.
- A ty co wolisz? - odpowiedziała pytaniem Elayne. - Kobiety o najmniejszych pośród nas zdolnościach władania Mocą, na dodatek traktujące swą służbę jako karę? Czy zamiast tego kobiety twego ludu, które nauczyły się u nas wszystkiego, czego mogły się nauczyć, teraz z wdzięczności podzielą się z wami tą wiedzą? - W swoim czasie Egwene kusiło, aby wysłać na okręty Aes Sedai z Ludu Morza i tym sposobem wywiązać się z umowy; wydawało się jej to wówczas właściwym sposobem wybrnięcia z niezręcznej sytuacji.
Na szczęście teraz sytuacja się zmieniła i nowa umowa zajmie miejsce starej. Zresztą już wcześniej miała przeczucie, że tak czy siak straci siostry z Ludu Morza, a przynajmniej te, które nie wyleczyły się z tęsknoty za swoimi. Jednak świat się naprawdę zmieniał i skoro już tajemnica Poszukiwaczek Wiatru wyszła na jaw, nie było sposobu, aby wszystko zostało po staremu.
- Omówimy twoje warunki - oznajmiła Shielyn. Skinęła głową pozostałym i w jednej chwili zniknęły z pomieszczenia. Trzeba było im to oddać - z pewnością szybko się uczyły.
- To niebezpieczny taniec, Egwene al’Vere - zauważyła Amys, wstając i poprawiając szal na ramionach. - Był czas, gdy Aielowie z najwyższą dumą przyjęliby propozycje służby u Aes Sedai. Ten czas się skończył.
- Kobieta, którą spodziewałyście się tu zastać, Amys, nie jest niczym więcej niż snem - odparła Egwene. - A prawdziwe życie zazwyczaj bardziej rozczarowuje niż sny, ale przynajmniej, kiedy napotka się w nim honorowe zachowania, wiadomo, że nie są one tylko urojeniem.
Mądra pokiwała głową.
- Chętnie dobijemy tego targu. Musimy się nauczyć tego, czego nauczyć mogą nas Aes Sedai.
- Wybierzemy spośród nas kobiety najsprawniej władające Mocą, najsilniejsze - dodała Bair. - Takie, których nie skorumpują cieplarniane warunki mokradeł. - W tych słowach nie było potępienia. Dla Bair był to prosty opis stanu faktycznego: mieszkańcy mokradeł żyli w cieplarnianych warunkach, kropka.
Amys skinęła głową.
- Nie mam nic przeciwko twoim poczynaniom, pod warunkiem że nie wyobrażasz sobie, iż w ten sposób przykujesz nas do siebie żelaznymi łańcuchami.
„Nie, Amys” - pomyślała Egwene. „Nie wyobrażam sobie żadnych żelaznych łańcuchów. To będą ulotne koronki”.
- Dobrze - powiedziała Bair. - Będziemy ci jeszcze do czegoś potrzebne? Wspomniałaś coś o jakiejś bitwie…?
- Tak - zgodziła się Egwene. - A przynajmniej taką mam nadzieję. - Żadne wieści jak dotąd do niej nie dotarły. A więc ani Nynaeve, ani Siuan nie odkryły podsłuchujących. Czyżby cały podstęp na nic?
Mądre skinęły jej głowami, a potem odeszły na bok, żeby się naradzić. Egwene podeszła do grupki Aes Sedai.
Yukiri, widząc, dokąd zmierza, wstała.
- Nie podoba mi się to, Matko - powiedziała cicho, zerkając równocześnie w stronę, gdzie stały Mądre. - Nie wydaje mi się, abyś uzyskała w tej sprawie zgodę Komnaty. W zdecydowanej opinii większości wszystkie przedmioty Jedynej Mocy powinny należeć do nas.
- Komnata dostrzeże słuszność mojego stanowiska - odpowiedziała Egwene. - Przecież jest precedens: zwróciliśmy Czarę Wiatrów Ludowi Morza, a ponadto Elayne odkryła na powrót metodę wytwarzania ter’angeali, więc jest tylko kwestią czasu, żebyśmy straciły rachubę wszystkich, jakie znajdą się w świecie.
- Ale Elayne jest Aes Sedai, Matko - stwierdziła Seaine, podnosząc się. Na jej twarzy malował się niepokój. - Z pewnością da się zapanować nad jej poczynaniami.