Выбрать главу

Niebawem jej ognisko już płonęło. Jego pomarańczowe światło odbijało się od wysokiej ściany głazu. Wcześniej upolowała niewielkiego skorupowca, obrała go, oskórowała i wreszcie nabiła na rożno. Może niekoniecznie delikates, ale mógł zaspokoić głód.

Aviendha umościła się wygodnie i zapatrzyła na trzaskające płomienie, od których pachniało mięsem. Tak, była zadowolona, że nie Podróżowała bezpośrednio do Rhuidean, tylko niespiesznie - mimo że czas był drogocenny - biegła przez Ziemię Trzech Sfer. Przydało się to, że zrozumiała, kim kiedyś była i kim się stała. Nie było już Aviendhy-Panny. Obrała drogę Mądrej i dzięki temu odzyskała honor. Znowu miała jakiś cel. Jako Mądra mogła przeprowadzić ludzi przez czasy największej próby.

Kiedy to już się skończy Aielowie będą musieli wrócić do Ziemi Trzech Sfer. Każdy dzień na mokradłach ich osłabiał. Ona sama była tego doskonałym przykładem. Zmiękła tutaj. No bo jak można nie zmięknąć w tym miejscu? Trzeba będzie stąd odejść. I to jak najprędzej.

Uśmiechnęła się i oparła plecami o głaz, na chwilę przymykając oczy, pozwalając, by zmęczenie całego dnia powoli z niej wyciekło.

Jej przyszłość jawiła się teraz o ileż bardziej wyraźnie. Nawiedzi Rhuidean, przejdzie między kryształowymi kolumnami, a potem wróci i zagarnie swój udział w sercu Randa. Będzie walczyła w Ostatniej Bitwie. Pomoże otoczyć ochroną tych Aielów, którzy ocaleją, a potem zaprowadzi ich do domu, do miejsca, do którego należeli.

Skądś poza granicami jej maleńkiego obozu dobiegł ją jakiś dźwięk.

Aviendha otwarła oczy i poderwała się z miejsca, obejmując Źródło. Po części była zadowolona, że instynktownie poszukała Jedynej Mocy, zamiast włóczni, których tam nie było. Utkała kulę światła.

Nieopodal, w ciemnościach, stała kobieta, ubrana jak Aiel. Nie w cadin’sor i nie jak Mądra, tylko w normalne odzienie: ciemna spódnica, brązowa bluzka i szal, chustka na siwiejących włosach. Była w średnim wieku i nie miała przy sobie żadnej broni. Stała nieruchomo.

Aviendha obejrzała się na boki. Jakaś zasadzka? Czy raczej kobieta była jakąś zjawą? Żywym trupem? Dlaczego nie usłyszała, że ona się zbliża?

- Witaj, Mądra - powiedziała kobieta, pochylając głowę. - Czy podzielisz się ze mną wodą? Podróżuję z daleka i zauważyłam twój ogień.

Kobieta miała pomarszczoną skórę i nie potrafiła przenosić - Aviendha wyczuła to bez trudu.

- Jeszcze nie jestem Mądrą - odparła czujnie Aviendha. - Obecnie po raz drugi wybieram się do Rhuidean.

- W takim razie już niebawem znajdziesz dużo honoru - stwierdziła kobieta. - Jestem Nakomi. Obiecuję, że nie uczynię ci nic złego, dziecko.

Aviendzie znienacka zrobiło się głupio. Ta kobieta podeszła do niej bez broni. A ona była rozkojarzona swoimi myślami; dlatego nie usłyszała, że Nakomi się zbliża.

- Oczywiście, proszę.

- Dziękuję ci - powiedziała Nakomi, wkraczając w plamę światła i stawiając swój tobołek obok niewielkiego ogniska. Cmoknęła językiem, a potem wydobyła z tobołka kilka niewielkich gałązek, dla podsycenia ogniska. Wyciągnęła też czajniczek na herbatę. - Czy wolno mi wziąć trochę tej wody?

Aviendha sięgnęła po swój bukłak. Właściwie to nie mogła się podzielić nawet kroplą - do Rhuidean miała dotrzeć dopiero za kilka dni - ale to byłaby obraza, gdyby wyraziła odmowę, skoro już zaoferowała cień.

Nakomi ujęła bukłak i napełniła czajniczek, po czym ustawiła go obok ogniska, żeby go rozgrzać.

- To nieoczekiwana przyjemność - powiedziała, szperając w swym tobołku - natrafić na kogoś, kto się wybiera do Rhuidean. Powiedz mi, od jak dawna terminujesz?

- Zbyt długo - wyznała Aviendha. - Głównie jednak z powodu mojego uporu.

- Ach - odparła Nakomi. - Masz w sobie wiele z wojowniczki, dziecko. Powiedz mi, jesteś z tych, którzy udali się na zachód? I przyłączyli się do tego, który mieni się Car’a’carnem?

- On jest Car’a’carnem - odrzekła Aviendha.

- Nie powiedziałam, że nim nie jest - zwróciła jej uwagę Nakomi, wyraźnie rozbawiona. Wyjęła liście herbaty i jakieś zioła.

Nie. Tego nie powiedziała. Aviendha przewróciła skorupowca na drugą stronę. Zaburczało jej w żołądku. Swoim posiłkiem też będzie musiała podzielić się z Nakomi.

- Czy wolno mi spytać - powiedziała Nakomi - co myślisz o Car’a’carnie?

„Kocham go” - pomyślała odruchowo Aviendha. Ale z tego zwierzać się nie mogła.

- Moim zdaniem on ma dużo honoru. I wprawdzie niewiele wie o tym, czym są właściwe obyczaje, ale prędko się uczy.

- A zatem spędziłaś z nim trochę czasu?

- Trochę - potwierdziła Aviendha. I potem, żeby być bardziej uczciwa, dodała: - Więcej niż inni.

- On jest mieszkańcem mokradeł - zauważyła Nakomi z zadumą w głosie. - I Car’a’carnem. Powiedz mi, czy mokradła są tak wspaniałe, jak powiadają? Że rzeki są tak szerokie, że nie zobaczysz, co jest na drugim brzegu, a rośliny tak pełne wody, że wybuchają, jak je naciśniesz?

- Mokradła nie są wspaniale - odparła Aviendha. - Są niebezpieczne. My tam słabniemy.

Nakomi zmarszczyła czoło.

„Kim jest ta kobieta?” - Napotkanie Aiela podróżującego po Ugorze nie było czymś niezwykłym, nawet dzieci uczyły się, jak siebie chronić. Ale czy Nakomi nie powinna podróżować z przyjaciółmi, z rodziną? Nie miała na sobie odzienia Mądrej, ale było w niej coś…

Nakomi zamieszała herbatę, a potem przełożyła skorupowca Aviendhy, żeby piekł się bardziej równomiernie. Wyciągnęła z tobołka kilka korzeni ziemiogłąbów. Matka Aviendhy bardzo często je gotowała. Nakomi ułożyła je w małej ceramicznej foremce do pieczenia, po czym wsunęła ją pod węgle. Aviendha dopiero teraz zauważyła, że ognisko mocno buzuje. Skąd się wzięły te węgle?

- Wydajesz się zakłopotana - powiedziała Nakomi. - Nie do mnie należy wypytywanie szkolącej się na Mądrą. Ale widzę zmartwienie w twoich oczach.

Aviendha stłumiła grymas. Wolałaby zostać sama. Ale przecież zaprosiła tę kobietę, obiecując podzielić się z nią wodą i cieniem. - Martwię się o naszych ludzi. Nadchodzą niebezpieczne czasy.

- Ostatnia Bitwa - rzekła cicho Nakomi. - O tym mówią mieszkańcy mokradeł.

- Tak. Ale ja martwię się o coś więcej ponad to. Mokradła deprawują naszych. Czynią ich miękkimi.

- Przecież mokradła to część naszego przeznaczenia, czyż nie? To, co powiedział Car’a’carn, ujawniło… że jesteśmy związani z mokradłami, w jakiś osobliwy sposób. O ile to, co powiedział, jest prawdą.

- Nie okłamywałby nas w takiej sprawie - odparła Aviendha.

Nieopodal przeleciało niewielkie stado myszołowów, skrzecząc głośno i łopocząc skrzydłami w ciemnym, nocnym powietrzu. Historia ludu Aviendhy - to, co ujawnił Rand al’Thor - wciąż stanowiła powód do smutku dla niejednego Aiela. Aviendha miała niebawem sama zobaczyć tę historię w Rhuidean: że Aielowie złamali swoje przysięgi. Lud Aviendhy wyznawał kiedyś Drogę Liścia, ale z czasem ją zarzucił.

- Wygłaszasz interesujące myśli, uczennico - powiedziała Nakomi, nalewając sobie herbaty. - Nasza kraina jest nazywana Ziemią Trzech Sfer. Trzy sfery ze względu na trzy rzeczy, które nam uczyniła. Ukarała nas za grzech. Poddała sprawdzianowi naszą odwagę. Przeobraziła się w kowadło, by móc nas kształtować.

- Ziemia Trzech Sfer czyni nas silnymi. Tak więc opuszczając ją, stajemy się słabsi.

- Ale jeśli musieliśmy przybyć tu po to, by dać się przekuć w coś silnego - odparła Nakomi - to czy nie należy z tego wnosić, że sprawdziany, z którymi mieliśmy się zmierzyć na mokrych ziemiach, były równie niebezpieczne jak sama Ziemia Trzech Sfer? Tak niebezpieczne i trudne, że musieliśmy tu przybyć, aby się do nich przygotować? - Potrząsnęła głową. - Ale nie powinnam sprzeczać się z Mądrą, nawet jeśli ona dopiero terminuje. Mam toh.