Выбрать главу

Byar podjechał bliżej.

- Tak samo, jak wtedy w Dwu Rzekach. Dain, pamiętasz, co zrobił? Trolloki zaatakowały, Aybara przybył na pomoc i dzięki temu zyskał poparcie.

- Jaki miałoby to sens?

- Żeby nas oszukać.

- Zabijając tyleż Trolloków, iluż w zamian zyska zwolenników? - Bornhald zmarszczył brwi. - To… to nie ma sensu. Gdyby Aybara miał pod swoją komendą tysiąc Trolloków, nie potrzebowałby nas.

- On ma chory, pokręcony umysł - wyjaśnił Byar. - A jeżeli nie ma nic wspólnego z tymi Trollokami, jakim sposobem pojawili się dokładnie w tym samym czasie?

Cóż, w tym argumencie akurat można się było doszukiwać ziarna prawdy, to Galad musiał przyznać.

- Na razie - zauważył - zyskał dla nas czas, żebyśmy uformowali szyk. Bornhald, Byar, przekażcie moje rozkazy. Chcę szarżę, gdy tylko kusznicy skończą ostrzał. - Zawahał się. - Ale powiedzcie też ludziom, żeby nie odsłaniali flank przed Aybarą. I umieśćcie trochę pik u podstaw tych wzgórz. Na wszelki wypadek.

Trolloki padały pod nawałą strzał. Ale z koryta rzeki wciąż wychodziły następne, a wiele trzeba było dobijać kilkoma grotami. Widać było też, że Pomiot Cienia planuje atak po zboczu na pozycje Perrina. Gdy to nastąpi, piechota będzie musiała wytrwać do czasu, aż kawaleria się przygotuje. Potem Perrin ich wycofa i w dół zbocza spłynie szarża.

- Skąd wiedziałeś? - zapytała Faile.

Spojrzał na nią.

- Czas, żebyście we trzy wycofały się na pozycje ariergardy. - Zerknął na Berelain, która z pobladłą twarzą siedziała w siodle, jakby widok Trolloków zupełnie wyprowadził ją z równowagi. Przecież wiedział, że jest dość twarda, aby tak nie reagować. Ponadto z jakiegoś powodu pachniała smutkiem.

- Już jadę - zgodziła się Faile. - Ale najpierw powiedz.

- Wszystko układało mi się w całość - tłumaczył Perrin. - Kopuła miała nam uniemożliwić odwrót przez bramy. A równocześnie zmusić nas do marszu drogą, skoro nie mogliśmy Podróżować bezpośrednio do Andoru. W swoim czasie wydawało nam się dziwne, że pan Gill wbrew rozkazom zawrócił z drogi… ale stało się tak, ponieważ uchodźcy z północy przekonali go, że droga jest nieprzejezdna. Uchodźcy, jak podejrzewam, nasłani przez naszych wrogów. Przez cały czas zaganiano nas w to miejsce. Okazuje się, że nie czekali, aż wydamy bitwę Białym Płaszczom, czekali, aż w szybkim tempie ruszymy na Lugard. Założę się, że gdybyśmy pomaszerowali po bezdrożach, coś zmusiłoby nas do cofnięcia się na drogę. Za wszelką cenę chcieli, abyśmy weszli w tę zasadzkę. Siły Galada prawdopodobnie w ogóle nie były brane pod uwagę… okazał się tylko rzepem, co utkwił pod siodłem.

- Ale Trolloki. Skąd…

- Myślę, że z Kamienia Portalu - powiedział Perrin. - Wiedziałem, że stamtąd nadejdzie jakiś atak. Nie wiedziałem tylko, jak będzie przebiegał. Podejrzewałem, że może z powietrza, przy użyciu draghkarów… albo jakąś Drogą, którą przeoczyliśmy. Te ruiny, o których mówił Arganda, wydawały mi się znakomitym miejscem na lokalizację Kamienia Portalu. Zapewne leżał głęboko pogrzebany, może znalazł się na dnie koryta rzeki, gdy ta zmieniła nurt. Trolloki przecież nie wychodzą spod ziemi, zapewne posługują się kamieniem. Tak więc, to była pułapka. Prawdopodobnie zaatakowaliby wcześniej, tylko Białe Płaszcze stały im na drodze. Musieli więc zaczekać, póki się z nimi nie rozprawimy. Ale my odmaszerowaliśmy. Więc…

- Więc zaatakowali Damodreda i jego ludzi - dokończyła Faile. - Zastawiwszy już pułapkę, chcieli przynajmniej coś z tego mieć. Choćby zgubę tych, którzy mogli później im się naprzykrzać.

- Podejrzewam, że stoi za tym jeden z Przeklętych - powiedział Perrin, spoglądając na Grady’ego.

- Jeden z Przeklętych? - zdumiała się Alliandre, a w jej głosie zabrzmiały cokolwiek histeryczne nuty. - Przecież nie możemy stawić czoła Przeklętym!

Perrin przeniósł na nią wzrok.

- A ty co sobie wyobrażałaś, że na co niby się piszesz, Alliandre, kiedy do mnie przystałaś? Będziesz walczyć za Smoka Odrodzonego w Tarmon Gai’don. Wcześniej czy później bój z Przeklętymi cię nie minie.

Zbladła, ale pomimo wszystko skinęła głową.

- Grady! - Perrin zawołał Asha’mana, który raził Trolloki ogniem. - Wciąż wyczuwasz przenoszoną Moc?

- Tylko od czasu do czasu, mój panie - odkrzyknął Grady. - Kimkolwiek są, nie są zbyt silni. I nie uczestniczą w bitwie. Podejrzewam, że zajmują się transportem Trolloków. Przeskakują tu z kolejnym taranem, żeby zaraz wrócić po następne.

- Obserwuj ich - polecił Perrin. - Zastanów się, czy nie można by ich dopaść.

- Tak jest, mój panie - odparł Grady, salutując.

A więc to nie jeden z Przeklętych zajmował się transportem sił na pole bitwy. Z czego, oczywiście, nie wynikało, że nie dowodzi całą operacją, a tylko że nie bierze w niej bezpośredniego udziału.

- Wy, trzy, już na tyły - zwrócił się do Faile, Berelain i Alliandre, ważąc w dłoni młot. Trolloki już ruszyły do ataku po stoku. Wprawdzie padały pod strzałami, ale było ich tyle, że wkrótce z pewnością dotrą na szczyt. Czas walczyć.

- Nie wiesz, ilu ich jest, mój mężu - cicho stwierdziła Faile. - Wciąż pojawiają się następne. A jeżeli przygniotą nas liczebną przewagą?

- Jeżeli zacznie się źle dziać, wycofamy się przez bramę. Ale nie oddam im Białych Płaszczy bez walki… Nie zostawiłbym żadnego człowieka na pastwę Trolloków, nawet tej ich zgrai. Przyglądali się biernie atakowi na Dwie Rzeki. Cóż, nie odpłacę im tym samym. I dość na tym.

Faile nachyliła się znienacka w jego stronę i pocałowała go.

- Dziękuję.

- Za co?

- Za to, że jesteś tym, kim jesteś - odpowiedziała, zawracając konia i odjeżdżając na tyły.

Perrin pokręcił głową. Już zaczynał się martwić, że będzie musiał poprosić Grady’ego, aby związał ją Powietrzem i odwiózł na tyły. Odwrócił się, żeby przyjrzeć nacierającym Trollokom. Łucznicy z Dwu Rzek jak mogli utrudniali im marsz po stoku. Jednak powoli kończyły im się strzały.

Perrin ujął w dłonie Mah’alleinira. Trochę przykro mu się zrobiło, że będzie musiał skąpać go w krwi właściwie zaraz po wykuciu. Z drugiej strony był zadowolony - te Trolloki oraz ci, którzy nimi dowodzili, byli pośrednio winni śmierci Skoczka.

Taran Trolloków wyłonił się zza krawędzi stoku, jeden Pomor uwijał się wśród bestii, drugi biegł na przedzie z czarnym mieczem. Perrin ryknął i z uniesionym młotem ruszył w bój.

Galad zaklął, zawrócił Chrobrego i ciął mieczem kark Trolloka o niedźwiedzim łbie. Ciemna, tłusta krew trysnęła odrażającą strugą, ale te potwory nie zdychały łatwo. Galad nasłuchał się o tym sporo, poza tym szkolił się u ludzi, którzy walczyli z Pomiotem Cienia. Mimo to odporność niektórych stworów go zaskoczyła.

Tego akurat musiał ciąć jeszcze trzy razy, nim osunął się na ziemię. Już go zaczynało boleć ramię. Nie było żadnej finezji w walce z takimi potworami. Wykorzystywał wprawdzie formy miecza zdefiniowane dla walki z siodła, ale najczęściej tylko te najprostsze i najbardziej brutalne. Drwal Ścina Gałąź. Łuk Księżyca. Gaszenie Iskry.

Jego ludziom nie szło najlepiej. Zostali przyparci do stóp wzgórza i nie było już miejsca na kolejne szarże kawalerii. Wycieczki zza linii tarcz sprawdzały się przez czas jakiś, ale w końcu ciężka kawaleria została zepchnięta na pozycje piechoty, a cały jego oddział musiał się powoli cofać na wschód. Amadicjanie już właściwie uginali się pod nawałą, a siła ataku była tak wielka, że nie pozwalała na kolejne szarże kawalerii. Wszyscy Synowie, którzy walczyli z końskich siodeł, mogli właściwie tylko dziko wymachiwać ostrzami, żeby utrzymać się przy życiu.