Oficjalnym celem spotkania była laudacja urządzana przez koronę na cześć Perrina i Faile za bezpieczne sprowadzenie do domu Morgase. Oczywiście był to tylko pozorny powód, naprawdę chodziło o omówienie przyszłości Dwu Rzek. Lecz ta kwestia była tak delikatnej natury, że żadna ze stron nie mogła jej otwarcie poruszyć, przynajmniej z początku. Już sama definicja przedmiotu takiej rozmowy mogłaby drugiej stronie zbyt wiele zdradzić.
- Niech powszechnie stanie się wiadome - zaczęła Elayne melodyjnym głosem - że tron serdecznie wita was: lady Zarine ni Bashere t’Aybara, królowo Alliandre Maritho Kigarin. Perrinie Aybara. - Jego nazwiska nie poprzedzał żaden tytuł. - Równocześnie we własnej osobie chcielibyśmy wyrazić wdzięczność za sprowadzenie do nas naszej matki. Wasza skwapliwość w tym dziele zasłużyła sobie na najwyższy podziw korony.
- Dziękuję, Wasza Królewska Mość - powiedział Perrin swoim zwyczajowo szorstkim tonem. Faile długo mu wcześniej tłumaczyła konieczność zachowania oficjalnych form ceremonii.
- W związku z powrotem naszej matki ogłaszamy dzień świąteczny - ciągnęła dalej Elayne. - Jej zaś zapewniamy… przywrócenie odpowiedniej pozycji.
Cóż, pauza oznaczała, że Elayne była niezadowolona z faktu, iż jej matkę potraktowano jak służącą. Musiała jednak wiedzieć, że Perrin i Faile nie mieli pojęcia, z kim mają do czynienia, niemniej królowa miała oczywiście prawo wyrazić swoje niezadowolenie z samego faktu. Należało się też domyślać, że będzie to jeden z jej argumentów w decydującej rozmowie.
Zresztą, niewykluczone, że Faile zbyt wiele treści odczytywała z niewinnych uwag, ale nic nie potrafiła na to poradzić. Pod wieloma względami dama była jak kupiec, a ona została wyszkolona w obu rolach.
- Na koniec zaś - mówiła dalej Elayne - chcielibyśmy przejść do właściwego celu naszego spotkania. Lady Bashere, panie Aybara. Czy jest coś, czym korona mogłaby się wam odwdzięczyć za waszą ofiarność wobec Andoru?
Perrin wsparł dłoń na obuchu młota, potem pytająco zerknął na Faile. Wychodziło na to, że Elayne oczekiwała, iż Perrin poprosi o oficjalne nadanie tytułu szlacheckiego. Albo może o oficjalne wybaczenie tego, że za lorda się podawał. Rozmowa mogła pójść w jedną lub w drugą stronę.
Faile kusiło, żeby wybrać pierwszą możliwość. Odpowiedź na pytanie byłaby w ten sposób znacznie prostsza. Ale być może zbyt prosta. Zanim przejdą do tej kwestii, musiała dowiedzieć się paru rzeczy.
- Wasza Królewska Mość - zaczęła ostrożnie - może moglibyśmy omówić tę kwestię w nieco bardziej kameralnych okolicznościach?
Elayne zastanawiała się przez chwilę, w istocie przynajmniej przez trzydzieści sekund, które tu zdawały się wiecznością.
- Świetnie. Mam przygotowany salon na tę okoliczność.
Faile pokiwała głową, a któryś ze służących otworzył tymczasem niewielkie drzwi w lewej ścianie Sali tronowej. Perrin ruszył w tamtą stronę, ale zreflektował się i gestem uniesionej dłoni zatrzymał Gaula, Sulin i Argandę.
- Zaczekajcie tutaj. - Znowu się zawahał, spojrzał na Grady’ego. - Ty też.
Żadnemu z nich najwyraźniej się to nie spodobało, ale zastosowali się do polecenia. Zresztą z góry wiedzieli, że takie coś może się wydarzyć.
Faile starała się nie dać po sobie poznać niepokoju, jaki w czuła w obliczu tej sytuacji - nie podobało się jej, że muszą opuścić Asha’mana, który był ich najlepszą drogą ucieczki. Zwłaszcza że można było przyjąć za pewnik, iż Elayne będzie miała w salonie ukrytych szpiegów i gwardzistów. Niechętnie pozbywała się podobnej ochrony, jednak sama myśl o tym, żeby brać ze sobą potrafiącego przenosić mężczyznę na poufne spotkanie z królową… cóż, nie miała wielkiego wpływu na to, jak się wszystko odbędzie. Znajdowały się na terenie władzy Elayne.
Wzięła głęboki oddech i dołączyła do Perrina i Alliandre w niewielkim bocznym pomieszczeniu. Fotele były odpowiednio ustawione - znak, że Elayne przewidziała taką możliwość. Tamci czekali na Elayne, żeby móc usiąść. Faile jakoś nie potrafiła dostrzec miejsc, w których mogliby się kryć gwardziści.
Elayne w końcu weszła i gestem dłoni dała im znak, że mogą siadać. Pierścień z Wielkim Wężem na palcu zamigotał w świetle lamp. Faile o mało nie zapomniała, że królowa jest też Aes Sedai. Więc być może niepotrzebna jej pomoc zaczajonych żołnierzy - kobieta, która potrafiła przenosić, starczała za dziesiątki zbrojnych.
Czy można było wierzyć w plotki na temat ojca dziecka Elayne? Czy naprawdę mógł nim być sam Rand?
Morgase weszła do środka zaraz za Elayne. Miała na sobie stosunkowo skromną suknię w barwach głębokiej czerwieni. Usiadła obok córki, bacznie przyglądając się obecnym, milcząca.
- Tak więc - zaczęła Elayne - wyjaśnijcie mi, dlaczego nie miałabym was obojga stracić jako zdrajców.
Faile zamrugała zaskoczona, a Perrin parsknął.
- Nie wydaje mi się, aby czyn ten znalazł szczególne uznanie w oczach Randa.
- Nie odpowiadam przed nim za swoje czyny - powiedziała Elayne. - Poza tym chyba nie chcesz mi wmówić, że to on stoi za tym, że zawracałeś w głowach moim poddanym i mianowałeś się królem?
- Wasza Królewska Mość nie do końca chyba zna fakty - zauważyła zirytowana Faile. - Perrin nigdy nie ogłosił się królem.
- Ach, i nie wzniósł także sztandaru Manetheren, o czym donieśli mi moi informatorzy? - zapytała Elayne.
- Zrobiłem tak - zgodził się Perrin. - Ale potem moją decyzją sztandar został zwinięty.
- Cóż, to już coś - odparowała Elayne. - Być może nie ogłosiłeś się królem, niemniej rozwinięcie tego sztandaru jest właściwie aktem równoznacznym. Och, siadajcie wszyscy. - Machnęła dłonią. Z odległego stolika podniosła się taca i przyfrunęła w powietrzu do niej. Na tacy stały puchary oraz dzban z winem, a także filiżanki i czajniczek z herbatą.
„Podniosła ją z użyciem Jedynej Mocy” - pomyślała Faile. „W ten sposób okazuje nam swą siłę”. Sposób nie był raczej szczególnie subtelny.
- Niemniej - podjęła na powrót Elayne - zrobię wszystko, czego będzie trzeba dla mego królestwa, nie bacząc na konsekwencje.
- Wątpię, aby zantagonizowanie Dwu Rzek - z wahaniem wtrąciła Alliandre - mogło się okazać korzystne dla twego królestwa. Egzekucja przywódcy tych ludzi niechybnie skończy się rebelią.
- O ile wiem - odparła Elayne, nalewając herbatę do kilku filiżanek - rebelia właśnie trwa.
- Przybyliśmy do ciebie w pokoju - powiedziała Faile. - Trudno to nazwać postępowaniem godnym buntowników.
Elayne pierwsza spróbowała herbaty, jak nakazywał obyczaj, każący dowodzić, że nie jest zatruta.
- Moi wysłannicy do Dwu Rzek zostali stamtąd przepędzeni, a od twoich ludzi otrzymałam wiadomość, cytuję: „Ziemie lorda Perrina Złotookiego odmawiają płacenia ci twoich andorańskich podatków. Tai’shar Manetheren”.
Alliandre zbladła. Perrin jęknął cicho, który to odgłos w jego wydaniu przypominał lekko warczenie. Faile wzięła do ręki swoją filiżankę i upiła łyk herbaty miętowej, z moroszką, bardzo dobrej. Ludzie z Dwu Rzek mieli odwagę, to trzeba było im oddać.
- Żyjemy w czasach, gdy namiętności niekiedy biorą górę nad rozsądkiem, Wasza Królewska Mość - powiedziała Faile. - Z pewnością nietrudno ci dostrzec, że tamtejsi mieszkańcy mogą się czuć rozżaleni. Dwie Rzeki rzadko kiedy mieściły się wśród priorytetów twego tronu.
- Łagodnie rzecz ujmując - wtrącił Perrin z parsknięciem. Większość z nas wychowała się w całkowitej nieznajomości faktu, iż jesteśmy poddanymi Andoru. Zazwyczaj nie zwracano na nas zupełnie uwagi.