Выбрать главу

- To dlatego, że nikt się tam nie buntował. - Elayne upiła herbaty z filiżanki.

- Rebelia to nie jedyny powód, dla którego królowa powinna się troszczyć o poddanych, którym jej pomoc bywa potrzebna - tłumaczył Perrin. - Nie mam pojęcia, co słyszałaś, ale w zeszłym roku odparliśmy najazd Trolloków, nie otrzymawszy od korony nawet symbolicznej pomocy. Przekonany jestem, że gdybyś znała sytuację, pomogłabyś, wiele mówiącym faktem jednak pozostaje, że w pobliżu nie stacjonowały żadne oddziały, które można by zawiadomić w takim wypadku.

Elayne zawahała się.

- Dwie Rzeki dokonały ponownego odkrycia swej historii - ostrożnie dobierając słowa, mówiła Faile. - Ale nie mogła ona wiecznie spoczywać w ukryciu, zwłaszcza w obliczu Tarmon Gai’don. Zwłaszcza że tam wychował się Smok Odrodzony. Po części nie mogę się nie zastanawiać, czy przypadkiem Manetheren nie musiał upaść, żeby mogły powstać Dwie Rzeki, które miały dać schronienie młodemu Randowi al’Thorowi. Schronienie wśród wieśniaków o krwi i charakterach iście królewskich.

- Przez co zaprowadzenie spokoju w prowincji staje się sprawą tym bardziej naglącą - zauważyła Elayne. - Proponuję wam więc akt łaski, pod warunkiem że zostanę o nią poproszona. Gotowa jestem wam wybaczyć, dodatkowo obiecam wysłanie wojsk dla ochrony Dwu Rzek. Jeżeli się zgodzisz, przywrócimy status quo, jakby nic się nie stało.

- Nie ma mowy - cichym głosem powiedział Perrin. - Odtąd Dwie Rzeki będą miały swoich lordów. Przez jakiś czas sam zmagałem się z tą ideą. Ty też możesz protestować, ale to już niczego nie zmieni.

- Być może - stwierdziła Elayne. - Ale gdybym uznała twoje roszczenia, wówczas stworzyłabym precedens, zgodnie z którym każdy człowiek mógłby sam przyznawać sobie tytuł w moim królestwie, a potem uparcie dochodzić swych roszczeń drogą militarną. To byłoby nie do przyjęcia, Perrin. Nie wydaje mi się, abyś zdawał sobie do końca sprawę, w jakich znaleźliśmy się tarapatach.

- Poradzimy sobie z nimi - oznajmił Perrin tym upartym tonem głosu, którego używał, gdy nie zamierzał ustąpić. - Ja się nie wycofam.

- Nieszczególnie dobrze idzie ci przekonywanie mnie, że zaakceptujesz moją władzę - warknęła Elayne.

„Niedobrze” - pomyślała Faile, już otwierając usta, żeby włączyć się do rozmowy. Kłótnia nie posłuży żadnej ze stron.

Zanim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, do rozmowy wtrąciła się kolejna osoba obecna w pomieszczeniu.

- Córko - cicho powiedziała Morgase znad filiżanki z herbatą. - Jeżeli już zaplanowałaś sobie taniec z ta’veren, upewnij się, że znasz właściwe kroki. Podróżowałam w towarzystwie tego człowieka. Widziałam, jak naginał się świat wokół niego. Widziałam zawziętych wrogów, którzy stawali się jego przyjaciółmi. Walka z samym Wzorem jest jak próba przenoszenia góry łyżką.

Elayne zawahała się, spojrzała na matkę.

- Proszę, wybacz mi, jeśli uznasz, że wykraczam poza właściwą mi rolę - kontynuowała Morgase. - Ale, Elayne, złożyłam tym dwojgu tu obecnym obietnicę, że wstawię się za nimi. O czym cię zresztą poinformowałam. Andor jest silny, niemniej obawiam się, że nie przetrzyma starcia z tym człowiekiem. Ze swej strony mogę ci zagwarantować, że on nie chce twego tronu, a poza tym Dwie Rzeki naprawdę potrzebują protektora. Czy byłoby to aż tak straszne, gdybyś w tej roli osadziła człowieka, którego tamtejsi mieszkańcy sami sobie wybrali?

W niewielkim pomieszczeniu zapanowała cisza. Elayne przyglądała się Perrinowi, mierząc go wzrokiem. Faile wstrzymała oddech.

- Dobrze - zgodziła się na koniec Elayne. - Zakładam, że przybyliście tutaj, mając własne roszczenia. Wysłuchajmy ich, a potem zobaczymy, co da się zrobić.

- To nie są roszczenia - powiedziała Faile. - To propozycja.

Elayne uniosła brew.

- Twoja matka ma rację - ciągnęła dalej Faile. - Perrin nie chce twojego tronu.

- To, czego wy dwoje chcecie lub czego nie chcecie, może okazać się zupełnie nieistotne, gdy idea zakorzeni się w ludzkich głowach.

Faile pokręciła głową.

- Oni go kochają, Wasza Królewska Mość. Szanują go. Zrobią, co im powie. Możemy więc wyplenić z ludzkich myśli ideę renesansu Manetheren i zrobimy to.

- Ale dlaczegóż mielibyście to zrobić? - zapytała Elayne. - Zdaję sobie sprawę, jak szybko rozrastają się Dwie Rzeki zasilane uchodźcami zza gór. Ostania Bitwa może zniszczyć i stworzyć narody. Nie macie powodów, żeby rezygnować z szansy na własne królestwo.

- Tak naprawdę - sprzeciwiła się Faile - to mamy przynajmniej jeden dobry powód. Andor jest silnym królestwem i dobrze prosperującym. Być może faktycznie miasteczka w Dwu Rzekach szybko rosną, ale ludziom idea posiadania lorda dopiero zaczęła świtać w głowach. W gruncie rzeczy wszyscy dalej są tam prostymi farmerami. Nie chcą chwały, chcą, aby wschodziły ich plony. - Faile urwała na moment. - Być może masz rację, być może czeka nas nowe Pęknięcie, ale to tylko kolejny dobry powód, żeby mieć jak najwięcej sojuszników. Nikt nie chce wojny domowej w Andorze, a już najmniej lud Dwu Rzek.

- Jaka jest więc wasza propozycja? - zapytała Elayne.

- Tak naprawdę, nie ma w niej nic ponad stan faktycznie istniejący - zapewniła ją Faile. - Perrin otrzyma tytuł, który uczyni go Wysokim Lordem Dwu Rzek.

- Jaki sens ma dla ciebie tytuł „Wysokiego Lorda”?

- Pozycja rangą przekraczająca pozostałe arystokratyczne Domy Andoru, ale niższa od królowej.

- Wątpię, czy tamtym to się spodoba - zauważyła Elayne. - Co z podatkami?

- Dwie Rzeki zostaną wyłączone z opodatkowania - powiedziała Faile. Na widok chmurniejącego oblicza Elayne dodała szybko: - Wasza Królewska Mość, tron od stuleci ignorował istnienie Dwu Rzek, nie udzielał wsparcia w walce z bandytami, nie dbał o stan dróg, nie zaoferował żadnych struktur administracyjnych, od magistratów po sądy.

- Nie potrzebowali tego - upierała się Elayne. - Sami znakomicie rządzili. - Nie dodała, że lud Dwu Rzek prawdopodobnie wyrzuciłby poborców podatków, urzędników magistratu i sędziów przysłanych przez królową… ale wyraźnie zdawała sobie z tego sprawę.

- Cóż - skonstatowała Faile - a więc nic tak naprawdę nie trzeba zmieniać w tym stanie. Dwie Rzeki rządzą się autonomicznie.

- Możesz wprowadzić cła na handel z nimi - podpowiedziała Alliandre.

- Już to zrobiłam - zauważyła Elayne.

- A więc wszystko zostaje jak poprzednio - powtórzyła Faile. - Oprócz tego, że zyskujesz silną prowincję na zachodzie. Perrin jako twój sprzymierzeniec i wasal zgodzi się na udział jego wojsk w obronie Andoru. Wezwie też wasalnych monarchów do zawarcia z tobą odpowiednich sojuszy.

Elayne zerknęła na Alliandre. Prawdopodobnie słyszała od Morgase o przysiędze lennej Alliandre, ale zapewne wolałaby, by tamta to potwierdziła własnymi słowami.

- Złożyłam przysięgę lenną lordowi Perrinowi - oświadczyła Alliandre. - Ghealdan od dawna nie miało żadnych silnych sojuszników. Zamierzam zmienić tę sytuację.

- Wasza Królewska Mość - powiedziała Faile, pochylając się naprzód z filiżanką herbaty w obu dłoniach. - Perrin współpracował przez kilka tygodni z pewnymi oficerami Seanchan. Dowiedział się, że Seanchanie utworzyli wielki pakt narodów sprzymierzonych pod jednym sztandarem. Rand al’Thor, któremu ufasz jako swemu przyjacielowi, zrobił to samo. Pod jedną władzą, jego władzą, znajdują się Łza, Illian, a niewykluczone, że i Arad Doman. Nastała teraz epoka, w której narody łączą się raczej, miast dzielić. Z każdą godziną Andor wydaje się przy nich coraz mniejszy.

- Dlatego właśnie zrobiłam, co zrobiłam - dodała Alliandre.