Выбрать главу

Cóż, w opinii Faile było inaczej: Alliandre po prostu dostała się w sferę przyciągania ta’veren. Cały akt przysięgi nie wyglądał na szczególnie precyzyjnie zaplanowany. Choć oczywiście Alliandre mogła to widzieć inaczej.

- Wasza Królewska Mość - podjęła Faile - wiele jest tu do zyskania. Przez moje małżeństwo z Perrinem nawiążesz więzi z Saldaeą. Dzięki przysiędze Alliandre zdobędziesz Ghealdan. Berelain też uważa się za sojuszniczkę Perrina i często wspominała o konieczności znalezienia silnych aliantów dla Mayene. Jeśli już o niej mowa, to sądzę, że da się ją namówić do wstąpienia w układ sojuszniczy z nami. To jest początek drogi do nowego paktu. Pięć krajów, jeśli liczyć Dwie Rzeki… sześć, jeśli dodać Tron Słońca, zgodnie z tym, co głoszą plotki na temat twoich zamiarów. W tym układzie nie stanowimy może najpotężniejszych narodów, ale w jedności siła. A ty będziesz naszą przywódczynią.

Z oblicza Elayne prawie ulotniły się resztki wrogości.

- Saldaea. Która jesteś w porządku sukcesji?

- Druga - przyznała Faile, o czym zresztą Elayne prawdopodobnie sama wiedziała. Perrin nerwowo poruszył się w fotelu. Doskonale zdawała sobie sprawę, że fakt ten go mocno niepokoi. Cóż, musi jakoś przywyknąć.

- Druga to trochę za blisko - stwierdziła Elayne. - Co się stanie, jeśli przypadnie ci tron Saldaei? W ten sposób mogę stracić Dwie Rzeki na rzecz innego kraju.

- To da się bez trudu załatwić - znowu wtrąciła się Alliandre. - Gdyby Faile miała wstąpić na tron, jedno z jej i Perrina dzieci mogłoby objąć pozycję lorda Dwu Rzek. A kolejne dziedziczyć tron w Saldaei. Wystarczy, że ten porządek sukcesji zostanie zapisany oficjalnie i będziesz chroniona.

- Taką umowę jestem gotowa zaakceptować - orzekła Elayne.

- Ja również, bez żadnych problemów - potwierdziła Faile, spoglądając na Perrina.

- Zgoda.

- Ja też chciałabym jedno z nich - powiedziała Elayne z namysłem. -To znaczy chodzi mi o twoje dzieci. Chciałabym, żebyś jedno z nich połączyła ślubem z królewską linią Andoru. Jeżeli już Dwie Rzeki mają być rządzone przez lorda o takiej władzy, jaką przewiduje dlań ten traktat, wolałabym, aby łączyły go z tronem więzy krwi.

- Tego nie mogę obiecać - wtrącił Perrin. - Moje dzieci będą dokonywać własnych wyborów.

- Czasami wśród szlachty tak się dzieje - próbowała mu wytłumaczyć Elayne. - Nie jest to zwykła praktyka, ale też nie jest zupełnie niesłychana, żeby aranżować małżeństwa jeszcze przed narodzinami dzieci.

- My w Dwu Rzekach nie robimy tego w ten sposób - upierał się Perrin. - Nigdy.

Faile wzruszyła ramionami.

- Możemy obiecać tylko tyle, że będziemy tłumaczyć sensowność tej opcji, Wasza Królewska Mość.

Elayne zawahała się, ale po chwili pokiwała głową.

- To mi wystarczy. Ale pozostałym Domom naprawdę nie spodoba się ta sprawa z „Wysokim Lordem”. Musi być jakiś inny sposób…

- Oddaj Dwie Rzeki Smokowi Odrodzonemu - zaproponowała Morgase.

Oczy Elayne zaświeciły się.

- Tak. To się może udać. Jeżeli dam mu ten region jako, powiedzmy, jego rezydencję w Andorze…

Faile otworzyła usta, ale Elayne uciszyła ją gestem dłoni.

- To nie podlega negocjacjom. Muszę mieć jakiś argument, którym przekonam Domy, że słusznie robię, dając Dwu Rzekom tak dalece posuniętą autonomię. Jeżeli przekażę te ziemie Smokowi Odrodzonemu, a równocześnie nadam mu andorański tytuł szlachecki i uczynię Dwie Rzeki jego siedzibą, wtedy specjalny status tych ziem będzie jak najbardziej usprawiedliwiony. Arystokratyczne Domy Andoru przystaną na tę propozycję, już choćby dlatego, że Rand tam się wychował, a Andor w ten sposób spłaca mu swój dług. Umówimy się, że Rand wyznaczy dziedzicznego zarządcę i funkcję tę będzie piastować ród Perrina. Moja sytuacja natomiast wyglądać będzie wówczas następująco: zamiast kapitulować przed rebelią w moich granicach, udzielę Smokowi Odrodzonemu, człowiekowi, którego kocham, pozwolenia na wyniesienie na tę pozycję jego najlepszego przyjaciela. Dzięki temu również stworzymy sobie polityczny przyczółek w obliczu paktu Illian-Łza, o którym wspominaliście, ponieważ nie będą mogli wówczas powoływać się na więzi z Randem w swej polityce ekspansjonistycznej wobec nas. - Zamyśliła się, stukając paznokciem w ściankę filiżanki.

- To brzmi sensownie - przyznał Perrin, kiwając głową. - Zarządca Dwu Rzek. Podoba mi się brzmienie tych słów.

- Cóż, dobrze - powiedziała Faile. - Jak rozumiem więc, sprawa załatwiona?

- Podatki - ciągnęła dalej Elayne, jakby nie usłyszała. - Podatki będą wpłacane na fundusz zarządzany przez Perrina i jego ród, z domniemaniem, że jeżeli Smok zechce wrócić na swoje posiadłości, będzie mógł zażądać rozliczenia, a następnie swobodnie nimi dysponować. Tak. W ten sposób zdobędziemy prawną wymówkę dla zwolnienia was z podatków. Oczywiście Perrin będzie dysponował uprawnieniami czerpania z funduszu na cele inwestycji związanych z obsługą infrastruktury Dwu Rzek. Drogi, magazyny żywności, umocnienia obronne.

Elayne spojrzała na Faile, potem uśmiechnęła się i upiła łyk herbaty z filiżanki.

- Powoli zaczynam dochodzić do wniosku, że pomysł stracenia was nie był najlepszy.

- Z pewnością miło to słyszeć - powiedziała Alliandre, uśmiechając się. Jako najsłabszy członek powstającego właśnie sojuszu najwięcej mogła zyskać na pokojowym trybie załatwiania spraw.

- Wasza Królewska Mość… - zaczęła Faile.

- Mów mi: Elayne - zaproponowała tamta, nalewając Faile puchar wina.

- Świetnie, Elayne - podjęła Faile z uśmiechem, odstawiając filiżankę z herbatą i biorąc do ręki puchar. - W tym kontekście muszę jednak jeszcze o coś zapytać. Czy wiesz, co się dzieje ze Smokiem Odrodzonym?

- Zachowuje się jak ostatni głupek z mózgiem wołu - odparła Elayne, kręcąc głową. - Przeklęty Rand zupełnie wyprowadził Egwene z równowagi.

- Egwene? - zapytał Perrin.

- W końcu zasiadła na Tronie Amyrlin - wyjaśniła Elayne, jakby fakt ten był nieunikniony.

Perrin tylko pokiwał głową, choć Faile była autentycznie zdumiona. Jak coś takiego mogło się stać i czemu Perrin przyjął to tak naturalnie?

- Co ostatnio zrobił, jakie są jego zamiary? - dopytywał się Perrin.

- Twierdzi, że chce zerwać pozostałe pieczęcie na więzieniu Czarnego - oznajmiła Elayne, marszcząc brwi. - Rzecz jasna, należy go powstrzymać. Plan jest głupi. W tej kwestii przydałaby się również i wasza pomoc. Egwene już gromadzi zaplecze polityczne, żeby go przekonać.

- Myślę, że w tej kwestii mogę się okazać przydatny - powiedział Perrin.

- Wiesz może, gdzie on obecnie przebywa? - zapytała Faile.

Perrin miał w tej sprawie jako takie rozeznanie na podstawie wizji, które miewał, gdy myślał o Randzie, ale Faile chciała się zorientować, ile wie Elayne.

- Nie mam pojęcia, gdzie jest w tej chwili - odparła królowa. - Ale wiem, gdzie będzie…

Fortuona Athaem Devi Paendrag, władczyni Chwalebnego Imperium Seanchan, weszła szybkim krokiem do Komnaty Nauk. Odziana była we wspaniałą szatę ze złotej materii, skrojoną i uszytą wedle mody obowiązującej w najwyższych warstwach seanchańskiego społeczeństwa. Suknia rozcięta była z przodu na wysokości kolan, a tren miała tak długi, że potrzeba było piątki da’covale, aby go nieść.

Na głowie miała ozdobny czepek ze złotego i szkarłatnego jedwabiu z pięknymi jedwabnymi aplikacjami wymodelowanymi na kształt skrzydeł podrywającej się do lotu sowy. Na ramionach lśniło trzynaście bransolet, każda szczycąca się inną kompozycją klejnotów. Na szyi zawieszony miała na długim łańcuszku kryształ. Ostatniej nocy usłyszała przez okno wołanie siedzącej nad nim sowy, która nie odleciała nawet, gdy wychyliła się na zewnątrz. Omen nakazywał wyjątkową pieczołowitość najbliższych działań i zwiastował ważne decyzje na przestrzeni następnych paru dni. Zalecane było noszenie w tym czasie biżuterii o poważnym symbolicznym ciężarze.