Выбрать главу

We trzech siedzieli w prywatnym gabinecie, za który zapłacił Mat. Wcześniej kazali sobie przynieść trzy największe w karczmie fotele, na których goście zazwyczaj zasiadali przy kominku. Zupełnie nie pasowały do stołu, ale były wygodne. Mat półleżał w swoim, oparłszy nogi na blacie. Teraz odłamał kawałek owczego sera, skubnął z niego odrobinę, a resztę położył na oparciu.

- Wiesz, Mat - zagaił Perrin - twoja żona zapewne oczekuje, że nauczysz się zachowania przy stole.

- Och, już mnie uczono - odparł Mat. - Tylko że ja się nie chciałem nauczyć.

- Chętnie bym ją poznał - drążył dalej Perrin.

- To naprawdę interesująca osoba - wtrącił Thom.

- Interesująca - powtórzył Mat. - No. - Nagle posmutniał. - Tak czy siak, już się nasłuchałeś, Perrin. Sprowadziła nas tu ta przeklęta Brązowa siostra. Tak na marginesie, to już od kilku tygodni jej nie widziałem.

- Mogę zobaczyć ten list? - zapytał Perrin.

Mat poklepał się po kieszeniach, potem wyciągnął ciasno zwinięty i zapieczętowany czerwonym woskiem karteluszek. Rzucił go na stół. Rogi listu były pozaginane, papier zdążył się wybrudzić, ale nikt jeszcze nie naruszył pieczęci. Matrim Cauthon dotrzymywał danego słowa, przynajmniej wtedy, gdy komuś udało się zeń wyłudzić przyrzeczenie.

Perrin wziął do ręki list. Lekko pachniał perfumami. Obrócił go w dłoniach, zbliżył do świecy.

- Nie da się - zauważył Mat.

Perrin mruknął coś, a potem zapytał:

- A więc, co jest w liście?

- Nie mam pojęcia - wyznał Mat. - Przeklęta obłąkana Aes Sedai. To znaczy moim zdaniem one wszystkie mają niepoukładane w głowach. Ale Verin już kompletnie straciła piątą klepkę. Nie miałeś przypadkiem od niej żadnych wieści? Mam nadzieję, że nic jej się nie stało. Mówiła tak, jakby się czegoś bała. - Wziął list z ręki Perrina, postukał jego krawędzią w blat stołu.

- Masz zamiar go otworzyć?

Mat przecząco pokręcił głową.

- Otworzę go po powrocie. Ja…

W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi, a potem ukazał się w nich karczmarz, młody mężczyzna o imieniu Denzel. Był wysoki, o pociągłej twarzy i gładko ogolonej głowie. Z tego, co Perrin mógł się zorientować, najprawdopodobniej należał do zaprzysiężonych Smokowi, i to oddanych, ponieważ posunął się do tego, że zamówił portret Randa i powiesił go we wspólnej Sali. Podobizna była zresztą dość wierna.

- Przepraszam, panie Szkarłatny - zaczął Denzel - ale człowiek pana Złotego nalega, żeby się z nim rozmówić.

- Dobra, niech wejdzie - zgodził się Perrin.

Denzel wycofał się, a zamiast niego w drzwiach ukazało się oblicze Grady’ego.

- Hej, Grady. - Mat pomachał mu dłonią. - Wysadziłeś ostatnio coś ciekawego?

Smagły Asha’man zmarszczył brwi, po czym spojrzał na Perrina.

- Mój panie. Lady Faile prosiła, żebym ci przypomniał, kiedy wybije północ.

Mat zagwizdał przez zęby.

- Rozumiecie teraz, dlaczego zostawiłem żonę w innym królestwie.

Mars na czole Grady’ego pogłębił się.

- Dzięki, Grady - z westchnieniem powiedział Perrin. - Zupełnie straciłem rachubę czasu. Zaraz będziemy ruszać.

Asha’man skinął głową i zniknął we wspólnej Sali.

- Żeby sczezł - zaklął Mat. - Czy on nie mógłby się choć raz uśmiechnąć? Przeklęte chmury wiszące nad światem są już dość ponure, żeby jeszcze ludzie chmurzyli twarze.

- Cóż, synu - rzekł Thom, nalewając sobie jeszcze trochę ale - być może niektórym świat nie wydaje się ostatnio szczególnie zabawny.

- Bzdury - żachnął się Mat. - Świat jest strasznie zabawny. Czy też zabawowy. Ostatnio wszyscy śmiali się ze mnie do rozpuku. Mówię ci, Perrin. Pamiętaj o tych rysunkach i nie rzucaj się w oczy.

- Nie wyobrażam sobie, jak to niby miałoby być możliwe - zdziwił się Perrin. - Dowodzę armią, zajmuję się tysiącami ludzi.

- Wydaje mi się, że nie podchodzisz do ostrzeżenia Verin dostatecznie poważnie, chłopcze - powiedział Thom, kręcąc głową. - Styszałeś kiedyś o ludzie Banath?

- Nie - odparł Perrin, spoglądając na Mata.

- To był dziki lud, który zamieszkiwał kiedyś tereny Równiny Almoth - zaczął Thom. - Znam kilka znakomitych pieśni, opowiadających ich historię. Rozumiesz, wśród rozmaitych plemion istnieje obyczaj, żeby malować skórę wodza na czerwono i w ten sposób odróżniać od reszty.

Mat odłamał kolejny kawałek sera i wsunął do ust.

- Przeklęci durnie. Malować wodza na czerwono? Przecież w ten sposób stanie się celem dla każdego żołnierza wroga!

- O to właśnie chodziło - tłumaczył Thom. - Rozumiecie, wyzwanie? Jak inaczej wrogowie mogliby go rozpoznać i sprawdzić się w walce z nim?

Mat parsknął.

- Osobiście pomalowałbym kilku nieszczęśników, potem kazał moim łucznikom namierzyć ich wodza, podczas gdy reszta wrogów ścigałaby chłopaków, którzy wydawaliby im się dowódcami mojej armii.

- Po prawdzie - ciągnął dalej Thom, upijając łyk ale z kufla - dokładnie tak postąpił Villiam Krwawa Litera podczas swej pierwszej i ostatniej bitwy z nimi. Opowiada o tym Pieśń Stu Dni. Błyskotliwy manewr. Zaskoczony jestem, że słyszałeś o tej pieśni… Jest nadzwyczaj słabo znana. Bitwa miała miejsce strasznie dawno temu i większość książek historycznych w ogóle o niej nie wspomina.

Z jakiegoś powodu Mat zdenerwował się lekko na te słowa.

- Chcesz powiedzieć, że sami się wystawiamy na cel - stwierdził Perrin.

- Chcę powiedzieć - poprawił go Thom - że wam, chłopcy, coraz trudniej się schować. Dokądkolwiek się udajecie, poprzedzają was sztandary. Ludzie bez końca o was mówią. A jestem raczej przekonany, że jak dotąd udało wam się przeżyć, ponieważ Przeklęci nie wiedzieli, jak was znaleźć.

Perrin pokiwał głową, myśląc o pułapce, w którą omalże nie wpadła jego armia. Wcześniej czy później, nocą przyjdą zabójcy.

- A więc co radzisz?

- Mat śpi każdej nocy w innym namiocie - powiedział Thom. - A czasami w mieście. Powinieneś też tego spróbować. Grady zna się na Podróżowaniu, tak? Dlaczego nie mógłby każdej nocy otworzyć bramy w twoim namiocie? Wyślizgniesz się przez nią i wyśpisz w zupełnie innym miejscu, a potem rankiem będziesz Podróżować z powrotem. Wszyscy przyjmą, że spałeś w namiocie. A kiedy asasyn uderzy, ciebie tam nie będzie.

Perrin z namysłem pokiwał głową.

- Mam jeszcze lepszy pomysł: mogę zostawić w środku pięciu lub sześciu czujnych Aielów.

- Perrin - wtrącił Mat - to już jest czysta złośliwość. - Uśmiechnął się. - Zmieniłeś się na lepsze, przyjacielu.

- Przyjmę, że w twoich ustach jest to komplement - rzekł Perrin, po czym dodał: - Ale to nie będzie łatwe.

Thom zachichotał.

- Jednak Mat ma rację. Zmieniłeś się. Co się stało z tym przyciszonym, niepewnym siebie chłopakiem, któremu pomagałem w ucieczce z Dwu Rzek?

- Przeszedł przez ogień kuźni - cicho powiedział Perrin.

Thom pokiwał głową, jakby rozumiał.

- A ty, Mat? - zapytał Perrin. - Czy mogę coś dla ciebie zrobić? Może pomóc ci Podróżować między namiotami?

- Nie. Poradzę sobie.

- Jak masz zamiar się chronić?

- Za pomocą oleju w głowie.

- Skąd go weźmiesz? - naigrawał się Perrin. - Przy tych kłopotach z żywnością.

Mat parsknął.

- Czemu wszyscy ostatnio kwestionują moje władze umysłowe? Uwierz, poradzę sobie. Przypomnij mi kiedyś, żebym ci opowiedział o tej nocy, kiedy po raz pierwszy zrozumiałem, że mogę wygrać każdą grę w kości. To jest dobra historia. Jest tam o spadaniu z mostów. A przynajmniej z jednego mostu.