Выбрать главу

- Nasz honor został nam odebrany - odrzekł Takai, po czym powstał z westchnieniem. - Lud Smoka, też coś. Co jest dobrego w przynależeniu do jego ludu? Według legend my zostaliśmy stworzeni do tego, by być włócznią wykutą na Ziemi Trzech Sfer. On nas wykorzystał, a potem odrzucił. Co ma uczynić odrzucona włócznia, jak nie iść na wojnę?

„Dobre pytanie” - pomyślała Ladalin. Smok domagał się pokoju, w przekonaniu, że dzięki temu Aielowie staną się szczęśliwi. Tylko jak mogli być szczęśliwi, skoro na ich ziemię wkroczyli przez Światłość przeklęci Seanchanie? Jej nienawiść do najeźdźców była bezgraniczna.

Może ta nienawiść zniszczyła Aielów. Wsłuchiwała się w wycie wiatru, kiedy z namiotu wyszedł z dumnie zadartą głową Takai. Rankiem Aielowie mieli wrócić do Ziemi Trzech Sfer. Wychodziło na to, że jeśli sami nie zaakceptują pokoju, to ten pokój zostanie im narzucony.

Aviendha zrobiła kolejny krok naprzód. Otoczona roztańczonymi okruchami światła dotarła prawie do samego środka lasu kolumn. Jej łzy spływały teraz swobodnie po policzkach. Czuła się jak dziecko. Bycie Ladalin było czymś gorszym niż poprzednie wcielenia, bo w tej kobiecie Aviendha dostrzegła ślady prawdziwych obyczajów Aielów, a jednak one były zniekształcone, niemalże zdawały się z niej drwić. Ladalin myślała o wojnie i kojarzyła ją z honorem, ale nie rozumiała, czym jest honor. Żadnych gai’shain? Odwrót? Nie padła ani jedna wzmianka o toh. To była bitwa całkiem odarta z sensu albo rozsądku.

Po co walczyć? Dla Ladalin walkę napędzała nienawiść do Seanchanów. Była wojna, ponieważ zawsze była wojna.

Jak? Jak to się stało, że Aielowie tak się zmienili?

Aviendha zrobiła krok do przodu.

Nazywała się Oncala, była Panną Włóczni. W przyszłości miała się wyrzec włóczni i wyjść za mąż, tak jak jej matka i jeszcze wcześniej matka jej matki. Ale teraz czas nakazywał walkę.

Szła przez ulice Caemlyn. Jej prawie-siostra niosła sztandar Smoka, by głosić wszem wobec, z jakiego rodu się wywodzi. Obok Oncali szedł mężczyzna, dla którego chętnie wyrzekłaby się włóczni. Hehyal, Biegacz Świtu, zabił więcej Seanchanów niż ktokolwiek z jego społeczności, zyskując sobie dużo ji. Rok wcześniej udzielono mu pozwolenia na wyprawę do Rhuidean, by dzięki temu mógł się stać wodzem klanu.

Rhuidean. To miasto było oblegane przez Seanchanów. Oncala zrobiła szyderczy grymas. Seanchanie nie mieli honoru. Powiedziano im, że Rhuidean to miejsce, gdzie panuje pokój. Aielowie nie atakowali pałacu w Ebou Dar. Seanchanie nie powinni napadać na Rhuidean.

Istoty podobne do nędznych jaszczurek. Źródłem nieustającej frustracji było to, że wojna się toczyła już od dziesiątków lat, a tymczasem linie walk pozostały niemal takie same jak wtedy, gdy jej dziadek udał się do Shayol Ghul.

Obojgu im, jej i Hehyalowi, towarzyszyły dwa tysiące włóczni tworzących gwardię honorową. Królowa Talana wiedziała, że powinna się ich spodziewać i dlatego bramy do andorańskiego pałacu, całego jarzącego się bielą, stały otworem. Hehyal przywołał gestem pięćdziesiąt zawczasu wybranych włóczni, by razem z nimi przemaszerować przez te wspaniałe komnaty. W całym pałacu pleniło się bogactwo. Każdy gobelin, wazon, złota rama dla Oncali były swoistą zniewagą. Wojna trwała już od czterdziestu lat, a Andor pozostał nietknięty. Trwał bezpiecznie, pławiąc się w tej ochronie, którą otoczyli go Aielowie.

No i dobrze, Andor jeszcze popamięta. Aielowie urośli w siłę za sprawą swojej walki. Ich męstwo już dawniej zasługiwało na miano legendarnego, a teraz było bezmierne! Kiedy Aielowie zniszczą Seanchanów, świat zobaczy, czego się nauczyli. Władcy z mokradeł pożałują, że nie byli bardziej hojni.

Drzwi do sali tronowej były otwarte. Oncala i Hehyal weszli do środka, pozostawiając na zewnątrz swoją eskortę. Sztandar Smoka też tutaj powiewał, przypominając, że królewski ród panujący w Andorze również ma w sobie krew Car’a’carna. Dla Oncali jeszcze jeden powód, by ich nienawidzić. Andorańscy arystokraci uważali siebie za jej równych.

Królowa Talana była kobietą w średnim wieku, o lśniących rudych włosach. Kobietą niezbyt piękną, ale za to nad wyraz władczą. Rozmawiała cicho z jednym ze swych doradców, dlatego gestem ręki nakazała Aielom zaczekać. Zniewaga rzucona z premedytacją. Oncala pieniła się wewnętrznie.

W końcu nakazano im podejść do Tronu Lwa. Brat Talany, jej protektor, stał za nią w swym odzieniu dworzanina - kamizela i kaftan - z dłonią na rękojeści miecza. Oncala mogłaby go zabić, nie roniąc może nawet kropli potu.

- A właśnie - zagaiła królowa Talana. - Znowu Taardad Aiel. Wciąż nosisz włócznie, Oncala?

Oncala skrzyżowała ręce na piersi, ale nic nie powiedziała. Wiedziała, że nie radzi sobie dobrze w relacjach z tymi ludźmi. Kiedy się odzywała, nader często odpowiadali zniewagami. Lepiej, by prym tutaj wiódł wódz klanu.

- Przypuszczam, że jesteście tu, by jeszcze raz prosić o wsparcie - rzekła Talana.

Hehyal zaczerwienił się, a Oncala żałowała - przez krótką chwilę - że zostawiła włócznie na zewnątrz.

- Mamy coś dla ciebie - odparł Hehyal, wyjmując skórzaną sakwę i wręczając ją jednemu z gwardzistów królowej. Mężczyzna otworzył sakwę, po czym zbadał znajdujące się wewnątrz dokumenty. Kolejna zniewaga. Czy naprawdę trzeba traktować ich jak skrytobójców? Oncala nie lubiła królowej, prawda, ale rodziny ich obu były zobowiązane do wzajemnej lojalności za sprawą ich babek, które były prawie-siostrami.

Mężczyzna wręczył królowej dokumenty. Talana przeglądała je z rosnącym zatroskaniem na twarzy.

Talana, jak większość władców, których obejmował Pokój Smoka, obawiała się Seanchanów. Umiejętności i wprawa Imperium Kruków w zakresie kształtowania Jedynej Mocy rosły. Aielowie trzymali ich w szachu, na razie. Co będzie, jeśli Seanchanie zwyciężą? Czy będą się trzymać swoich przysiąg?

W jakim stopniu można było ufać Seachanom? W ciągu ostatnich dziesięciu lat agenci Hehyala spędzili moc czasu na zasiewaniu tego właśnie pytania na najmożniejszych dworach tego świata. Hehyal był mądrym człowiekiem. Jeszcze zanim został wodzem, zrozumiał, że tej wojny Aielowie sami nie wygrają. Potrzebowali tych miękkich ludzi z mokradeł.

I to był jeszcze jeden powód, dla którego Oncala ich nienawidziła.

- Skąd wy to macie? - spytała Talana.

- Z seanchańskiego pałacu - odparł Hehyal. - Nie powinni byli uderzać na Rhuidean. Honor nakazał się odwzajemnić, aczkolwiek nasz atak został przeprowadzony po cichu, pozwalając nam przejąć je wszystkie. Od dawna miałem swoje podejrzenia co do miejsca, gdzie one się znajdują i jedynie honor nie pozwalał mi pogwałcić świętych murów seanchańskiego pałacu.

Twarz Talany stwardniała.

- Jesteś pewien, że są autentyczne?

- Podważasz me słowa? - spytał Hehyal.

Królowa Talana potrząsnęła głową, wyraźnie zakłopotana. Wiedziała, że Aielowie nie kłamią.

- Okazywaliśmy wam cierpliwość - wskazał Hehyal. - Przybyliśmy do was, by wyjaśnić, co się stanie, jeśli nie zatrzymamy Seanchanów.

- Pokój Smoka…

- Cóż ich obchodzi Smok? - spytał Hehyal. - To są najeźdźcy, którzy zmusili go do złożenia ukłonu przed ich Imperatorową. Jest postrzegana jako ktoś stojący wyżej od niego. Nie dotrzymają obietnic, które złożyli komuś gorszemu od siebie.

Królowa Talana ponownie spuściła wzrok. W tych dokumentach znajdowały się seanchańskie plany ataku na Andor, razem ze szczegółami spisku mającego na celu zabójstwo królowej. Pod spodem znajdowały się podobne plany rozprawienia się z władcami Łzy, Dwu Rzek oraz Illian.

- Muszę mieć czas na skonsultowanie się z moimi doradcami - rzekła Talana.