Выбрать главу

Cadsuane obrzuciła ją przelotnym spojrzeniem, uśmiechnęła się lekko i na powrót skoncentrowała spojrzenie na Randzie.

On tymczasem podszedł do czworga monarchów, stanął przed nimi i rozłożył ramiona, jakby chciał zapytać: „Czegóż sobie ode mnie życzycie?”.

Zgodnie z przewidywaniami Cadsuane, Ethenielle wzięła na siebie prowadzenie rozmowy. Była pulchną kobietą o ciemnych włosach, ciasno związanych w tylu. Podeszła do Randa, a za nią szedł jakiś mężczyzna, niosąc w ręku miecz skryty w pochwie, czubkiem skierowany w jej stronę.

Wśród stojących niedaleko Panien dało się zauważyć delikatne poruszenie. Ruszyły w stronę Randa. Jak zwykle uważały, że rozkaz Randa nakazujący wszystkim zostać na miejscach ich nie dotyczy.

Ethenielle uniosła dłoń i uderzyła Randa w twarz.

Narishma zaklął. Panny Włóczni naciągnęły zasłony i dobyły włóczni. Min pchnęła konia naprzód, przejeżdżając przez szereg wartowników.

- Stać! - zawołał Rand, unosząc dłoń. Odwrócił się, spojrzał na Panny.

Min zatrzymała klacz, poklepała uspokajająco po szyi. Klacz zachowywała się nerwowo, czego zresztą należało oczekiwać. Panny niechętnie cofnęły się, a tymczasem Cadsuane skorzystała z okazji, żeby znaleźć się bliżej i podjechała do Min.

Rand z powrotem spojrzał na Ethenielle, rozcierając twarz.

- Mam nadzieję, że to rodzaj tradycyjnego kandoriańskiego powitania, Wasza Królewska Mość.

Uniosła brew, skinęła dłonią, a potem podszedł do niej król Easar z Shienaru. Uderzył Randa prosto w usta z taką siłą, że ten aż się zatoczył.

Wyprostował się i ponownie musiał gestem powstrzymać rwące się do walki Panny Włóczni. Spojrzał Easarowi prosto w oczy. Strużka krwi ciekła mu z ust. Shienaranin przyglądał mu się przez chwilę, a potem skinął głową i wrócił na swoje miejsce.

Następna była Tenobia. Uderzyła Randa lewą dłonią, z całej siły, aż głośny trzask rozległ się w powietrzu. Min poczuła szarpnięcie bólu w więzi zobowiązań łączącej ją z Randem.

Ostatni był król Paitar. Podstarzały Arafelianin z resztką włosów układającą się w wianuszek na głowie szedł w stronę Randa z dłońmi zaplecionymi za plecami. Wyraz twarzy miał taki, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. Stanął przez nim, wyciągnął dłoń i otarł mu krew z brody. Potem tym samym gestem, tyle że wierzchem dłoni zdzielił go tak mocno, że Rand upadł na kolana, a krew strugą trysnęła z jego ust.

Min nie wytrzymała.

- Rand! - zawołała, zeskakując z siodła i biegnąc w jego stronę. Dobiegła i objęła go, równocześnie patrząc wściekłym wzrokiem w stronę władców z Ziem Granicznych.

- Jak śmiecie! Przybył do was w pokoju.

- W pokoju? - zdziwił się Paitar. - Nie, młoda damo, nie przybył na ten świat w pokoju. Zatopił te ziemie w grozie, chaosie i zniszczeniu.

- Zgodnie z tym, co głosiły Proroctwa - oznajmiła Cadsuane, podchodząc bliżej i pomagając Min podnieść Randa. - Złożyliście na jego barkach ciężary całego Wieku. A przecież nie można wynająć mularza do przebudowy domu, a potem mieć do niego pretensje, gdy chce wyburzyć ścianę.

- Prawda, ale pod warunkiem, że to jest Smok Odrodzony - oznajmiła Tenobia, zaplatając ramiona na piersiach. - My…

Urwała, ponieważ Rand się właśnie podniósł, a potem płynnym ruchem sięgnął po Callandora. Miecz zasyczał, wychodząc z pochwy. Uniósł go nad głowę.

- Zaprzeczysz temu, co widzą twe oczy, królowo Tenobio, Tarczo Północy i Mieczu Granicy Ugoru, Głowo Domu Kazadi? Czy patrząc na tę broń, nazwiesz mnie fałszywym Smokiem?

Umilkła. Stojący z boku Easar pokiwał głową. Zza ich pleców całą scenę obserwowały szeregi stojących w absolutnej ciszy żołnierzy, lance, piki i tarcze uniosły się w górę. Jakby w salucie. Albo może szykowali się do ataku. Min uniosła wzrok wyżej i w oddali dostrzegła obserwatorów stojących na murach Far Madding.

- Przejdźmy do rzeczy - zaproponował Easar. - Ethenielle?

- Dobrze - zgodziła się. - Powiem tyle, Randzie al’Thor. Nawet jeśli dowiedziesz, że jesteś Smokiem Odrodzonym, i tak nie unikniesz odpowiedzialności za wiele spraw.

- Możesz zrobić ze mną, co zechcesz, Ethenielle - odparł cicho Rand, chowając Callandora do pochwy. - Ale dopiero wtedy, jak Czarny ze mną skończy.

- Randzie al’Thor - odezwał się Paitar. - Mam do ciebie pytanie. Odpowiedź zdecyduje o tym, jak zakończy się ten dzień.

- Jakie pytanie? - wtrąciła Cadsuane.

- Cadsuane, proszę - powiedział Rand, unosząc dłoń do góry. - Lordzie Paitarze, widzę to w twoich oczach. Wierzysz, że jestem Smokiem Odrodzonym. Czy to pytanie naprawdę jest konieczne?

- Jest decydujące, lordzie al’Thor - odparł Paitar. - Poszukiwanie odpowiedzi nas tutaj przywiodło, choć moi sprzymierzeńcy z początku nie zdawali sobie z tego sprawy. Od początku wierzyłem, że jesteś Smokiem Odrodzonym. Ale przez to moje pytanie staje się jeszcze bardziej brzemienne w skutki.

Min zmarszczyła brwi. Dłoń postarzałego żołnierza opadła na rękojeść miecza, jakby zaraz chciał go dobyć. Panny popatrzyły czujnie. Min drgnęła, zrozumiawszy, że Paitar wciąż stoi blisko Randa. Zbyt blisko.

„W okamgnieniu mógłby dobyć miecza i ściąć Randowi głowę” - pomyślała. „Paitar stanął, jak stanął, żeby móc w każdej chwili uderzyć”.

Rand ani na moment nie oderwał wzroku od oczu króla.

- Zadaj swoje pytanie.

- Jak umarła Tellindal Tirraso?

- Kto? - zdumiała się Min, zerkając na Cadsuane.

Aes Sedai tylko pokręciła głową, wyraźnie skonfundowana.

- Skąd znasz to imię? - chciał wiedzieć Rand.

- Odpowiedz na pytanie - powiedział Easar, z dłonią na rękojeści, sprężony do ataku. Za jego plecami szeregi ewidentnie szykowały się do walki.

- Ona była urzędniczką - mówił Rand. - W Wieku Legend. Demandred, kiedy przyszedł po mnie, znalazłszy Osiemdziesięciu i Jednego… Padła w trakcie walk, uderzyła ją błyskawica spływająca z nieba… Jej krew na moich rękach… Skąd znasz to imię?

Ethenielle popatrzyła na Easara, potem przeniosła wzrok na Tenobię, na końcu objęta nim Paitara. Ten skinął głową, przymknął oczy, a z jego ust wydobyło się westchnienie ulgi. Zdjął rękę z miecza.

- Randzie al’Thor - zaczęła Ethenielle - Smoku Odrodzony. Czy zechciałbyś usiąść i porozmawiać z nami? Odpowiemy na twoje pytania.

- Dlaczego nigdy nie słyszałam o tym rzekomym proroctwie? - zapytała Cadsuane.

- Z samej swej natury musiało być trzymane w tajemnicy - odparł król Paitar.

Wszyscy siedzieli na poduszkach w namiocie rozbitym pośrodku obozowiska armii Pograniczników. Cadsuane swędziała szyja, miała wrażenie, że jest otoczona tysiącami nieprzyjaznych spojrzeń, a ten głupi chłopak… a zawsze będzie dla niej głupim chłopakiem, nieważne, ile lat sobie liczył… zdawał się całkiem rozluźniony.

Przed namiotem czekało trzynaście Aes Sedai, ponieważ wnętrze nie było dość obszerne, aby pomieścić wszystkich. Trzynaście! A al’Thor nawet nie mrugnął. Jakiż mężczyzna zdolny do przenoszenia Mocy zasiądzie wśród trzynastu Aes Sedai i nawet mu powieka nie drgnie?

„Pamiętaj, że on się zmienił” - napomniała się w myślach. „Trzeba to po prostu zaakceptować”. Oczywiście nie wynikało stąd, że już jej nie będzie potrzebował. Mężczyźni tacy jak on łatwo popadali w nadmierną pewność siebie. Parę drobnych sukcesów i już jeden z drugim potykał się o własne nogi i nieszczęście gotowe.

Ale… no cóż, niechętnie musiała przyznać, ale była z niego dumna. Odrobinę.

- Zostało przepowiedziane przez pewną Aes Sedai z mego rodu - ciągnął dalej Paitar. W dłoniach trzymał małą filiżankę z herbatą, z której właśnie upił łyk. - Przepowiednię usłyszał mój przodek, Reo Myershi. Rozkazał, aby jej słowa zachować dla potomności i takim sposobem były one przekazywane z władcy na władcę, aż po dziś dzień.