Выбрать главу

Uśmiechnęła się z rozbawieniem.

- Czterdzieści par - powtórzył Mat, kręcąc głową. - Czterdzieści przeklętych par! I wcale nie są to takie same buty. Do każdego stroju ma inną parę, oprócz tego z dziesięć par w różnym stylu, które można dopasować do połowy jego ubrań. Buty na wizytę u króla, buty na wizyty u innych wielkich lordów, buty na spotkania z normalnymi ludźmi. Buty na zimę i buty na lato, buty na dni deszczowe i buty na dni słoneczne. Masz cholerne buty, które wkładasz tylko do łazienki. Lopin skarżył się, że nie mam butów, które bym wzuwał, kiedy nocą idę do toalety!

- Rozumiem… A więc buty są dla ciebie metaforą dla brzemienia odpowiedzialności i decyzyjności, które bierze na siebie arystokracja wraz z wyznaczoną dla niej rolą w skomplikowanej tkance społeczno-politycznej.

- Metaforą dla… - Mat spochmurniał. - Krwawe popioły, kobieto. To nie jest żadna metafora! Tu chodzi o buty.

Setalle pokręciła głową.

- Jesteś nieprzeciętnie mądrym człowiekiem, Matrimie Cauthon.

- Staram się, jak mogę - stwierdził, sięgając po dzban grzanego cydru. -To znaczy staram się być nieprzeciętny. - Nalał pucharek wina, podał go jej.

Przyjęła wdzięcznie, wypiła, wstała.

- Wobec tego zostawię cię twoim rozrywkom, panie Cauthon. Ale gdybyś zrobił jakieś postępy w sprawie tej bramy dla mnie…

- Elayne twierdzi, że wkrótce będzie ją dla ciebie miała. Za dzień czy dwa. Kiedy wrócę z jednej małej wycieczki z Thomem i Noalem, osobiście się tym zajmę.

Pokiwała głową, rozumiejąc. Jeżeli nie wróci z tej „wycieczki”, ona będzie się musiała zająć Olverem. Odwróciła się i odeszła.

Mat odczekał, aż zniknęła mu z oczu, a potem napił się cydru prosto z dzbana. Przez cały wieczór tak pił, ale przy niej nie chciał. To były te rzeczy, z którymi lepiej się nie zdradzać przed kobietami.

Wrócił do swoich dokumentów, ale wkrótce myślami wybiegł ku Wieży Ghenjei oraz tym przeklętym wężom i lisom. Uwagi Birgitte dawały do myślenia, ale nie były szczególnie zachęcające. Dwa miesiące? Dwa przeklęte miesiące spędziła na błąkaniu się po tych korytarzach? To była potężna, parująca kupa zmartwień. Poza tym wzięła ze sobą ogień, muzykę i żelazo. A więc pomysł złamania reguł gry nie był szczególnie oryginalny.

Nie był tym szczególnie zaskoczony. Zapewne w tym samym dniu, kiedy Światłość stworzyła pierwszego człowieka, a ten człowiek wymyślił pierwszą regułę, natychmiast pojawił się ktoś, kto pomyślał o tym, żeby ją złamać. Ludzie w rodzaju Elayne tworzyli zasady, które były dla nich korzystne. Ludzie w rodzaju Mata szukali sposobów na ominięcie głupich przepisów.

Niepokojące było co innego. Wychodziło na to, że Birgitte - jedna z legendarnych Bohaterek Rogu - nie była w stanie pokonać Aelfinn i Eelfinn. Naprawdę niepokojące.

Cóż, Mat miał coś, czego ona nie miała. Szczęście. Siedział więc w zamyśleniu, kołysząc się na krześle. Minął go jeden z żołnierzy. Clintock przechodząc, zasalutował. Czerwonoręcy co pół godziny sprawdzali, czy u Mata wszystko w porządku. Wciąż próbowali zmyć hańbę, jaką było wpuszczenie gholam do obozu.

Kolejny raz wziął do ręki list od Verin, obrócił go w palcach. Pozaginane rogi i smugi brudu na nieskazitelnie białym niegdyś papierze. Postukał jego krawędzią w blat stołu.

A potem rzucił na biurko. Nie. Nie ma zamiaru go otwierać, nawet po powrocie. I tyle. Nigdy się nie dowie, co w nim jest, i w ogóle go to nie obchodzi.

Wstał i poszedł poszukać Thoma oraz Noala. Jutro wyruszali do Wieży Ghenjei.

53.

Bramy.

Pevara milczała, idąc ulicami wioski pod Czarną Wieżą w towarzystwie Javindhry i Mazrima Taima.

Wszędzie wrzała gorączkowa aktywność. Jak zawsze w tym miejscu. Teraz żołnierze ścinali drzewa. Oddani zrywali z nich korę, a potem cięli pnie na drewno skoncentrowanymi strumieniami Powietrza. Trociny sypały się na ulicę. Pevarę przeszył zimny dreszcz, gdy zrozumiała, że stos pobliskich desek był prawdopodobnie dziełem Asha’manów.

Światłości! Wiedziała, co może ją tu czekać. Ale rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza do przyjęcia, niż się spodziewała.

- Tak więc widzicie - mówił Taim, idąc z jedną ręką założoną za plecy; dłoń była zaciśnięta w pięść. Drugą wskazywał w kierunku odległego, na poły ukończonego muru z czarnego kamienia. - Posterunki wart co pięćdziesiąt kroków. Każdy pod komendą Asha’mana. - Uśmiechnął się z zadowoleniem. - To miejsce będzie niezdobyte.

- Tak, zaiste - odparła Javindhra. - Robi wrażenie. - Lecz mówiła to tonem całkowicie bezbarwnym i pozbawionym wyrazu. - Jednak chciałam z tobą pomówić o czymś innym. Skoro mamy prawo wybrać sobie mężczyzn z odznaką Smoka…

- Znowu do tego wracasz? - zdziwił się Taim. W oczach tego mężczyzny gorzał prawdziwy płomień. Wysoki, czarnowłosy, o wydatnych saldaeańskich kościach policzkowych. Teraz się uśmiechał. A przynajmniej na jego twarzy widniał grymas, który zastępował mu uśmiech: lekkie skrzywienie ust pod pozbawionymi wesołości oczami. Grymas… drapieżcy. - Ogłosiłem już swoją wolę. A wy nie potraficie odpuścić. Powtarzam więc: nie. Tylko żołnierze i Oddani.

- Jak sobie życzysz - powiedziała Javindhra. - Wobec tego będziemy zastanawiać się dalej.

- Tygodnie mijają - odparł Taim - a wy się wciąż zastanawiacie? Cóż, nie moją jest rzeczą wtrącanie się w sprawy Aes Sedai. Nie obchodzą mnie one. Ale pamiętajcie, że czekające u bram kobiety też roszczą sobie prawo do reprezentowania Białej Wieży. Nie chcecie chyba, żebym pozwolił im się z wami spotkać?

Pevara poczuła, jak znów przeszedł ją dreszcz. Zawsze wydawał się zdecydowanie zbyt dobrze zorientowany - czego na dodatek wcale nie krył - w wewnętrznej polityce Białej Wieży.

- To nie będzie konieczne - chłodno stwierdziła Javindhra.

- Jak sobie chcecie - powtórzył. - Ale radzę decydować się szybko. One się niecierpliwią, a pozwolenie nałożenia moim ludziom więzi zobowiązań mają od samego al’Thora. Podejrzewam, że dużo dłużej zwlekać nie będą.

- To są buntowniczki. W ogóle nie powinieneś z nimi rozmawiać.

- Buntowniczki - zadrwił Taim - ale w sile znacznie większej niż wasza. Ile was tu jest? Sześć? Jak się was słucha, można odnieść wrażenie, że chcecie nałożyć więzi całej Czarnej Wieży!

- Być może i chcemy - spokojnie stwierdziła Pevara. - Nie nałożono żadnych ograniczeń.

Taim zerknął na nią, a ona przez chwilę miała niejasne wrażenie, że przygląda jej się wilk, zastanawiając nad tym, jak smacznym okaże się posiłkiem. Odepchnęła to uczucie od siebie. Była Aes Sedai, a nie łatwą ofiarą. Z drugiej strony, nie należało zapominać, że jest ich tu tylko sześć. Wśród setek mężczyzn potrafiących przenosić Moc.

- Widziałem kiedyś skyfishera zdychającego w dokach Illian - powiedział Taim. - Ptak się dławił, bo próbował połknąć dwie ryby naraz.

- Pomogłeś nieszczęsnej istocie? - zaciekawiła się Javindhra.

- Głupcy się dławią, ponieważ zawsze próbują sięgać po zbyt wiele, Aes Sedai - wyjaśnił Taim. - Czemu miałbym do tego przywiązywać znaczenie? Owej nocy miałem znakomity posiłek. Mięso ptaka i mięso ryby. Muszę już iść. Jeszcze ostrzeżenie: odtąd linia obrony przebiega na perymetrze. Gdy będziecie chciały wyjść, musicie mnie o tym uprzedzić.

- Przepustka jest potrzebna wszystkim, którzy wchodzą i wychodzą? - zapytała Pevara.

- Świat staje się coraz bardziej niebezpiecznym miejscem - gładko odrzekł Taim. - Muszę dbać o moich ludzi.