Выбрать главу

„Na Światłość!” - pomyślał Perrin, biorąc do ręki liść od Nevarin. Pachniał rozkładem. „Co to za świat, w którym Ugór staje się słuszną alternatywą?”.

- Mori objechała całe to miejsce - powiedziała Nevarin, wskazując skinieniem głowy Pannę stojącą nieopodal. - Blisko środka jest ciemniejsze. Mori nie udało się zobaczyć, co tam jest.

Perrin trącił piętami boki Stayera. Faile, która ruszyła jego śladem, ani trochę nie pachniała strachem, ale jego zbrojni z Dwu Rzek zawahali się.

- Lordzie Perrinie? - zawołał Wil.

- Raczej nie jest to nic groźnego - rzucił Perrin. - Zwierzęta wchodzą i wychodzą stamtąd nietknięte.

Ugór był groźny tym, co w nim żyło. I jeśli te bestie jakimś sposobem przemieszczały się ku południu, to oni musieli się o tym dowiedzieć. Aielowie podążali za nim bez słowa komentarza. I od czasu, gdy Faile przyłączyła się do niego, Berelain oczywiście też koniecznie chciała być przy nim, wlokąc za sobą Annourę i Galenne. Przynajmniej Alliandre zgodziła się pozostać z tyłu, przejmując pieczę nad obozowiskiem i uchodźcami w trakcie nieobecności Perrina.

Konie się płoszyły, a otoczenie też nie podnosiło im wszystkim nastrojów. Perrin oddychał przez usta, żeby stłumić smród zgnilizny i śmierci. Grunt tutaj był również wilgotny - gdyby chociaż te chmury odeszły, to wtedy porządne słońce osuszyłoby glebę - i konie stąpały po zdradzieckim gruncie, dlatego nie mogli się spieszyć. Łąka w przeważającej części była porośnięta trawą, koniczyną i drobnymi chwastami i im dalej jechali, tym więcej dostrzegali ciemnych plam. Po kilku minutach widzieli więcej brązowych roślin niż zielonych czy żółtych.

W końcu dotarli do niewielkiej kotliny zagnieżdżonej między trzema zboczami. Perrin zatrzymał Stayera. Pozostali zbili się w gromadę dookoła niego. Przed nimi roztaczała się jakaś osobliwa wioska utworzona z chat zbudowanych z dziwnego drewna przypominającego wielkie trzciny, z dachami krytymi strzechą - tyle że ta strzecha była zrobiona z ogromnych liści, o szerokości dwóch męskich dłoni.

Nic tam nie rosło, gleba była bardzo piaszczysta. Perrin wysunął się z siodła i pochylił się, by ją obmacać, rozetrzeć szorstki pył między palcami. Popatrzył po pozostałych. Pachnieli niezrozumieniem.

Ostrożnie poprowadził Stayera do środka wioski. W tym miejscu promieniował Ugór, ale wioska sprawiała wrażenie nim nie tkniętej. Panny rozeszły się z osłoniętymi twarzami, z Sulin na czele Szybko zbadały chaty, przekazując sobie znaki prędkimi gestami i zaraz wróciły.

- Nikogo? - spytała Faile.

- Nikogo - odparła Sulin, ostrożnie opuszczając zasłonę. - To miejsce jest opuszczone.

- Kto też mógł zbudować taką wioskę? - spytał Perrin. - I to w Ghealdan?

- Ona nie została zbudowana tutaj - powiedziała Masuri.

Perrin przeniósł spojrzenie na szczupłą Aes Sedai.

- Ta wioska nie jest typowa dla tego terenu - wyjaśniła Masuri. - Nigdy tutaj nie widziałam takiego drewna.

- Wzór się skarży - rzekła cicho Berelain. - Martwi powstają z grobów, dochodzi do dziwnych zgonów. W miastach znikają izby i psuje się jedzenie.

Perrin podrapał się po brodzie, przypomniawszy sobie tamten dzień, kiedy własny topór usiłował go zabić. Jeśli całe wioski znikały i pojawiały się w innych miejscach, jeśli Ugór wyrastał ze szczelin tam, gdzie Wzór zaczynał się strzępić… Światłości! Jak niedobry obrót przybrały już sprawy?

- Spalcie tę wioskę - powiedział, obracając się do pozostałych. - Użyjcie Jedynej Mocy. Wypalcie tyle skażonych roślin ile tylko się da. Może uda się wam zatrzymać jego dalszą ekspansję. Przeniesiemy wojsko do tamtego obozowiska oddalonego o godzinę drogi i zostaniemy tam jeszcze do jutra, jeśli będziecie potrzebowały więcej czasu.

Przynajmniej tym razem ani Mądre, ani Aes Sedai nie skomentowały nawet pociągnięciem nosa tak bezpośredniego rozkazu.

„Poluj z nami, bracie”.

Perrin znalazł się w wilczym śnie. Mgliście pamiętał, że siedział senny w coraz to mniejszej plamie światła padającego z otwartej lampy, z pojedynczym płomykiem drżącym na czubku, w oczekiwaniu na raport od kobiet, które miały się zająć dziwną wioską. Czytał Podróże Jaina Długi Krok, które Gaul znalazł wśród rzeczy wyratowanych z Malden.

A teraz leżał na plecach na samym środku wielkiego pola porośniętego trawą, tak wysoką, że sięgałaby do pasa dorosłego człowieka. Gapił się na niebo, czując, jak źdźbła drżące na wietrze ocierają mu się o policzki i ręce. Na niebie wrzała ta sama burza co w świecie jawy. Tu bardziej gwałtownie.

Wpatrzony w niebo - pole widzenia miał okolone łodygami brunatnych albo zielonych traw i pędami dzikiego prosa - niemalże czuł, że burza rozrasta się, że jest coraz bliżej. Zdawała się spełzać z nieba po to, żeby go pochłonąć.

„Młody Byku! Przybywaj! Przybywaj na polowanie!”.

To był głos wilczycy. Perrinowi instynkt podpowiedział, że ona nazywa się Tancerka Dębów, a to dlatego, że jako szczenię uganiała się wśród młodych drzewek. I byli też inni. Zaklinacz. Brzask. Iskra. Bezkres. Wołało go kilkanaście wilków, żywych wilków, pogrążonych we śnie, albo duchy tych, które już nie żyły.

Wołały do niego mieszaniną zapachów, obrazów i dźwięków. Odorem kozła wiosną, którego roztańczone kopyta zostawiają ślady w ziemi. Wonią spadłych liści miażdżonych przez łapy biegnących wilków. Powarkiwaniami zwycięstwa, dreszczem podniecenia przepełniającym rozpędzoną watahę.

Zaproszenia obudziły coś ukrytego w nim głęboko, wilka, którego starał się trzymać tam na uwięzi. Ale wilka nie da się długo trzymać na uwięzi. Albo ucieka, albo umiera; nie jest w stanie wytrzymać niewoli. Pragnął poderwać się na nogi i wysłać w świat radosną wieść, że przyjmuje zaproszenie, pragnął zagubić się w stadzie. Był Młodym Bykiem i witano go tam z radością.

- Nie! - zawołał, siadając prosto i chwytając się za głowę. - Nie zatracę się wśród was.

Skoczek siedział na trawie po jego prawej ręce. Wielki, szary wilk przyglądał się uważnie Perrinowi złotymi, niemrugającymi ślepiami, w których odbijały się błyskawice tańczące po niebie. Trawa sięgała mu do karku.

Perrin odjął dłoń od swojej głowy. Powietrze było ciężkie, pełne wilgoci i pachniało deszczem. Przez woń aury i suchego pola przebijał się zapach cierpliwości Skoczka.

„Masz zaproszenie, Młody Byku” - takie przesłanie przesłał mu Skoczek.

- Nie mogę polować z wami - wyjaśnił Perrin. - Rozmawialiśmy już o tym, Skoczek. Zatracam się. Kiedy wchodzę do bitwy, staję się rozjuszony. Jak wilk.

„Jak wilk?” - powtórzył Skoczek. „Młody Byku, ty jesteś wilkiem. I człowiekiem. Przybywaj polować”.

- Powiedziałem ci, że nie mogę! Nie pozwolę, by mnie to pochłonęło. - Przypomniał sobie pewnego młodzieńca ze złotymi oczami, zamkniętego w klatce, pozbawionego wszelkiego człowieczeństwa. Nazywał się Noam - Perrin widział go w wiosce o nazwie Jarra.

„Światłości” - pomyślał. „To niedaleko stąd”. A w każdym razie niedaleko od tego miejsca, gdzie jego ciało drzemało w prawdziwym świecie. Jarra znajdowała się w Ghealdan. Dziwny zbieg okoliczności.

„Tam, gdzie blisko jest jakiś ta’veren, nie dochodzi do zbiegów okoliczności”.

Zmarszczył brwi, unosząc się z miejsca i omiatając spojrzeniem krajobraz. Moiraine powiedziała mu, że w Noamie nie pozostało nic ludzkiego. Taki los spotykał wilczego brata, jeśli dał się w całości pochłonąć przez wilka.

- Albo nauczę się nad tym panować, albo będę musiał wygnać z siebie wilka - powiedział Perrin. - Nie ma już czasu na kompromisy, Skoczku.