Выбрать главу

Tak czy owak tamte dni zaiste należały już do przeszłości. A teraz Morgase ostrożnie przemierzała przestrzeń pawilonu i pilnowała, by wszystkie filiżanki były pełne.

- Pracowałyście dłużej, niż bym się spodziewał - zauważył Perrin.

- Dałeś nam obowiązek do wypełnienia, Perrinie Aybara - odparła Nevarin. - Wypełniłyśmy go. Potrzebowałyśmy sporo czasu, aby wypełnić go należycie. Z pewnością nie sugerujesz, iż było inaczej.

Mądra o włosach piaskowej barwy siedziała tuż przed Seonid i Masuri.

- Daj spokój, Nevarin - burknął Perrin, rozwijając mapę na ziemi. Została narysowana przez Balwera, który korzystał przy tym z instrukcji Ghealdanina. - Ja niczego nie kwestionowałem, ja tylko pytałem, czy były jakieś problemy.

- Wioska już nie istnieje - odparła Nevarin. - I wszystkie rośliny, u których znalazłyśmy choćby tylko ślad Ugoru, zostały spalone na popiół. Poradziłyśmy sobie. Wy, mieszkańcy mokradeł, mielibyście sporo kłopotu z poradzeniem sobie z czymś tak śmiertelnym jak Ugór.

- Jeszcze byś się zdziwiła - odezwała się Faile.

Morgase zerknęła na Faile, która toczyła bój na spojrzenia z Mądrą. Żona Perrina siedziała jak królowa, znowu odziana zgodnie ze swą pozycją we wspaniałą suknię z tkanin zielonej i fiołkowej barwy, plisowanej po bokach i z dzieloną spódnicą, by się nadawała do konnej jazdy. O dziwo, władcze ciągoty Faile pogłębiły się pod wpływem czasu spędzonego z Shaido.

Morgase i Faile prędko powróciły do odgrywania ról pani i służki, W rzeczy samej życie Morgase było tutaj uderzająco podobne do tego w obozie Shaido. Prawda, niektóre rzeczy wyglądały inaczej; na przykład Morgase nikt tutaj nie mógł spętać rzemieniami. Co nie zmieniało faktu, że - przez jakiś czas - ona i te cztery kobiety były sobie równe. Ale to już się skończyło.

Morgase zatrzymała się obok lorda Galenne i dolała mu herbaty, uciekając się do tych samych umiejętności, które kultywowała przy służeniu Sevannie. Czasami bycie służką zdawało się wymagać więcej zręczności niż bycie na przykład zwiadowcą. Miała być niewidzialna, skupiona na swym zadaniu. Czy jej własna służba tak się zachowywała przy niej?

- Cóż - odezwała się Arganda - jeśli ktoś się przypadkiem zastanawia, gdzie się też podzialiśmy, to dym z tamtego ogniska będzie dlań pomocną wskazówką.

- Nasza grupa liczy zbyt wielu ludzi, byśmy dali radę się ukryć - stwierdziła Seonid. Ostatnimi czasy jej i Masuri udzielono pozwolenia na odzywanie się bez konsekwencji w postaci reprymendy ze strony Mądrych, aczkolwiek Zielona wciąż jeszcze zerkała w stronę tamtych, zanim się odezwała, który to widok irytował Morgase. Siostry z Wieży, które stały się uczennicami bandy dzikusek? Powiadali, że wymusił to rozkaz Randa al’Thora, tylko jakim sposobem dowolny mężczyzna - choćby nawet Smok Odrodzony - miał być zdolny do czegoś takiego?

Fakt, że te dwie Aes Sedai przestały się buntować przeciwko swemu położeniu, wprawiał ją w zakłopotanie. Sytuacja, w jakiej znalazła się dana osoba, potrafiła zmienić ją dramatycznie. Tej lekcji udzieli Morgase najpierw Gaebril, a potem Valda. Niewola u Aielów stanowiła jedynie kolejny krok w tym procesie.

Każde z tych doświadczeń coraz bardziej ją oddalało od królowej, którą kiedyś była. Już nie pragnęła ani wspaniałych strojów, ani swego tronu. Pragnęła tylko stabilizacji. Która, jak się zdawało, była towarem o wiele cenniejszym od złota.

- To nie ma znaczenia - stwierdził Perrin, stukając palcem w mapę. - Więc jak? Decyzja podjęta? Ścigamy teraz Gilla i innych pieszo, wysyłając zwiadowców przez bramę, jeśli się da. Obyśmy ich dopadli, zanim dotrą do Lugard. Powiadasz, że jak daleko jest do miasta, Arganda?

- Zależy od błota - odparł żylasty żołnierz. - Nie bez powodu nazywamy tę porę roku roztopami. Człowiek roztropny nie podróżuje podczas wiosennej odwilży.

- Roztropność jest dla tych, którzy mają na nią czas - mruknął Perrin, mierząc palcami dystans na mapie.

Morgase podeszła do Annoury, żeby jej dolać herbaty. Nigdy w życiu nie myślała, że nalewanie herbaty to tak skomplikowana czynność. Musiała wiedzieć, czyją filiżankę wziąć na bok i tam napełnić, a komu dolać, kiedy trzymał filiżankę w dłoni. Musiała też wiedzieć dokładnie, do jakiego poziomu nalewać, żeby się nie przelało, i jak to robić, żeby porcelana nie poszczękiwała. Wiedziała, kiedy powinna się stać niewidzialna, a kiedy zrobić skromne widowisko z napełniania filiżanek na wypadek, gdyby kogoś przeoczyła, zapomniała albo błędnie oceniła czyjeś potrzeby.

Ostrożnie podniosła filiżankę, którą Perrin postawił obok siebie na ziemi. Lubił gestykulować w trakcie mówienia i mógłby wytrącić filiżankę z jej dłoni, gdyby nie uważała. W sumie podawanie herbaty było ważną sztuką - było wręcz całym światem, którego Morgase królowa nigdy nie zauważała.

Napełniła filiżankę Perrina i ustawiła ją ponownie obok niego. Perrin zadawał kolejne pytania związane z mapą - najbliższe miasta, potencjalne źródła żywności. Miał w sobie spore zadatki na przywódcę, nawet jeśli był niedoświadczony. Z niewielką poradą od niej…

Odepchnęła tę myśl. Perrin Aybara był buntownikiem. Dwie Rzeki należały do Andoru, tymczasem on sam mianował się tamtejszym lordem i do tego wymachiwał sztandarem z wilczym łbem. Dobrze, że chociaż schowali sztandar Manetheren. Wystawianie go na pokaz nie różniło się niczym od jawnego wypowiedzenia wojny.

Morgase już się nie jeżyła za każdym razem, gdy ktoś nazywał go lordem, ale też nie zamierzała mu oferować żadnej pomocy. Dopóki nie wymyśli, jak go z powrotem wepchnąć w objęcia andorańskiej monarchii.

„A poza tym - przyznała z niechęcią Morgase - Faile jest dostatecznie bystra i udzieli wszystkich tych rad, których ja bym udzieliła”.

Faile była zaiste znakomitym dopełnieniem Perrina. O ile on był tępą lancą wymierzoną we wroga podczas szarży, o tyle ona była subtelnym kawaleryjskim łukiem. Połączenie tych dwojga - i do tego powiązania Faile z saldaeańskim tronem - było czymś, co realnie niepokoiło Morgase. Owszem, schował sztandar Manetheren, ale wcześniej nakazał również schować sztandar z wilczym łbem. Zakazywanie czegoś często stanowiło najlepszy sposób na wywołanie przeciwnego skutku.

Filiżanka Alliandre była w połowie pusta. Morgase podeszła, by jej dolać; Alliandre, jak wiele innych arystokratek, zawsze oczekiwała, że jej filiżanka będzie pełna. Alliandre zerknęła na Morgase i w jej oczach zalśniło słabo uczucie dyskomfortu - nie bardzo wiedziała, jak powinny wyglądać ich relacje. Co zakrawało na osobliwość, jako że przecież zachowywała się nad wyraz wyniośle w czasie, gdy je obie trzymano w niewoli. Ta osoba, którą Morgase kiedyś była, czyli królowa, miała wielką ochotę usadzić Alliandre i udzielić jej długiego wyjaśnienia, na czym polega dostojeństwo.

Alliandre będzie musiała nauczyć się tego na własną rękę. Morgase nie była już tą samą osobą co kiedyś. Nie miała pewności, kim jest, ale zdecydowanie zamierzała opanować swe obowiązki jako pokojówka damy. Bo dla niej to stawało się pasją. Sposobem na dowiedzenie sobie, że wciąż jest silna, że wciąż jest coś warta.

Na swój sposób to było przerażające, że się tym przejmowała.

- Lordzie Perrinie - odezwała się Alliandre, kiedy Morgase odeszła już od niej. - Czy to prawda, że zamierzasz odesłać moich ludzi do Jehannah po tym, jak już znajdziesz Gilla i jego grupę?

Morgase obsługiwała teraz Masuri - Aes Sedai lubiła, jak jej dolewają do filiżanki tylko wtedy, gdy postukała w nią lekko paznokciem.

- Tak zamierzam - potwierdził Perrin. - Wszyscy wiemy, że nie do końca z własnej woli się do nas przyłączyłaś, to po pierwsze. Gdybyśmy cię nie zabrali, nigdy nie zostałabyś pojmana przez Shaido. Masema nie żyje. Czas, byś na powrót zaczęła rządzić swoim krajem.