Выбрать главу

Perrin przytaknął.

- Mógłbym to zaaprobować.

Balwer umościł się z powrotem, wyraźnie zadowolony, choć zazwyczaj wyjątkowo udatnie skrywał emocje.

„Dlaczego on tak bardzo chciał kogoś posłać do Cairhien?”

- Przyznam, że martwię się kwestią przerzucania wszystkich tych ludzi - wyznał Grady. - Nawet jeśli Neald wydobrzeje, utrzymanie bram dostatecznie długo, by ich wszystkich przemieścić, będzie wyczerpujące.

- Być może istnieje sposób na rozwiązanie tego problemu, Perrinie Aybara - powiedziała Edarra.

- Jaki?

- Te uczennice opowiedziały o czymś. Krąg, tak to się nazywa? Jeśli połączymy się z sobą, to jest Asha’mani i niektóre z nas, to może uda się nam dołożyć im siły potrzebnej do stworzenia większych bram.

Perrin poskrobał się po brodzie.

- Grady?

- Nigdy wcześniej nie łączyłem się w kręgu, mój panie. Ale jeśli jakoś to przemyślimy… cóż, dzięki większym bramom uda się przerzucić więcej ludzi w krótszym czasie. To by bardzo pomogło.

- W porządku - rzekł Perrin, zwracając się znowu do Mądrych. - Ile by mnie to kosztowało, abyście wy zechciały spróbować?

- Za długo współpracujesz z Aes Sedai, Perrinie Aybara - powiedziała Edarra i pociągnęła nosem. - Nie wszystko trzeba robić za jakąś cenę. To przysporzy korzyści nam wszystkim. Już od jakiegoś czasu się nad tym zastanawiałam.

Perrin zmarszczył czoło.

- Od jak dawna wiesz, że to może zadziałać?

- Dostatecznie długo.

- A żebyś sczezła, kobieto, to dlaczego nie przyszłaś z tym do mnie wcześniej?

- Na ogół zdajesz się mało zainteresowany swoją pozycją wodza - odparła zimnym tonem Edarra. - Szacunek to jest coś, na co sobie zarabiasz, a nie coś, czego się domagasz, Perrinie Aybara.

Morgase wstrzymała oddech, gdy usłyszała tę bezczelną uwagę. Niejeden lord byłby się zdenerwował za coś takiego. Perrin skamieniał, ale ostatecznie przytaknął, jakby właśnie takiej odpowiedzi się spodziewał.

- Twoi Asha’mani byli chorzy, kiedy po raz pierwszy o tym pomyślałam - ciągnęła Edarra. - Dlatego wcześniej to by się nie udało. Ale teraz już czas jest stosowny, aby podnieść kwestię. Dlatego też to uczyniłam.

„Ona przy jednym oddechu obraża Aes Sedai - pomyślała Morgase - a przy drugim zachowuje się tak, jakby sama była Aes Sedai”. A jednak przebywanie w niewoli w Malden pomogło jej przynajmniej wstępnie zrozumieć obyczaje Aielów. Wszyscy twierdzili, że oni są niezrozumiali, ale ona pokładała niewiele wiary w to gadanie. Aielowie byli ludźmi takimi samymi jak inni. Mieli osobliwe tradycje i kulturowe dziwactwa, ale tak też było z innymi nacjami, Królowa musi być zdolna rozumieć wszystkich ludzi zamieszkujących jej królestwo - a także wszystkich potencjalnych wrogów jej królestwa.

- Bardzo dobrze - rzekł Perrin. - Grady, nie przemęczaj się za bardzo, ale zacznij z nimi pracować. Sprawdź, czy potrafisz uformować krąg.

- Tak, mój panie - odparł Grady. Asha’man zawsze zdawał się jakby trochę nieobecny. - Byłoby dobrze zaangażować w to Nealda. Kręci mu się w głowie, kiedy wstaje z posłania, ale aż go swędzi, tak by chciał zrobić coś z Mocą. Może to byłby sposób, żeby mu pomóc wrócić do praktyki.

- Zgadzam się - odrzekł Perrin.

- Nie skończyliśmy rozmawiać o zwiadowcach, których wysyłamy do Cairhien - odezwała się Seonid. - Chciałabym towarzyszyć takiej grupie.

Perrin znów podrapał się po swym brodatym podbródku.

- Tak przypuszczałem. Zabierz swoich Strażników, dwie Panny i Pela Aydaera. Postaraj się nie rzucać w oczy.

- Camaille Nolaisen też się przyłączy - powiedziała Faile. Oczywiście dodałaby do tej grupy kogoś z Cha Faile.

Balwer kaszlnął.

- Mój lordzie. Straszliwie potrzeba nam papieru i nowych stalówek, nie wspominając już o innych delikatnych przyrządach.

- To z pewnością może zaczekać - odburknął Perrin.

- Nie - sprzeciwiła się Faile. - Nie, mężu. Myślę, że to dobra sugestia. Powinniśmy posłać jedną osobę, by zgromadziła takie przedmioty. Balwer, udasz się z nimi i sam załatwisz te rzeczy?

- Jeśli moja pani tak sobie życzy - odparł sekretarz. - Z całej duszy pragnę zobaczyć szkołę, którą Smok otworzył w Cairhien. Oni będą mieli to, czego potrzebujemy.

- No to chyba możesz się tam udać - stwierdził Perrin. - Ale nikt inny. Na Światłość! Jeszcze ktoś i równie dobrze moglibyśmy tam posłać całą cholerną armię.

Balwer przytaknął, zadowolony.

„Ten człowiek najwyraźniej szpiegował na rzecz Perrina. Czy on powie Aybarze, kim ona naprawdę jest? Czy może już to uczynił? Perrin nie zachowywał się tak, jakby to wiedział.”

Pozbierała część filiżanek. Zebranie zmierzało ku końcowi. To oczywiste, że Balwer zaoferował się Aybarze jako szpieg; należało zagadnąć tego zakurzonego człowieczka wcześniej, sprawdzić, ile weźmie za zachowanie milczenia. Tego typu pomyłki mogły kosztować królową jej tron.

Zastygła w miejscu, z ręką w połowie drogi do jednej z filiżanek. „Już nie jesteś królową. Musisz przestać tak o sobie myśleć!”. Podczas pierwszych tygodni po jej cichej abdykacji miała nadzieję, źe znajdzie drogę powrotu do Andoru, dzięki czemu posłużyłaby za wsparcie dla Elayne. Niemniej jednak im bardziej się nad tym zastanawiała, tym bardziej do niej docierało, że powinna za wszelką cenę trzymać się z daleka. Wszyscy w Andorze musieli wierzyć, że Morgase nie żyje. Każda królowa musiała obrać własną drogę i Elayne mogłaby uchodzić za marionetkę własnej matki, gdyby Morgase powróciła. Ponadto Morgase narobiła sobie wrogów przed odejściem. Dlaczego robiła takie rzeczy? Jej wspomnienia o tamtych czasach były mgliste, ale powrót tylko pootwierałby stare rany.

Podjęła sprzątanie filiżanek. Może należało postąpić honorowo, czyli zabić się? Gdyby wrogowie jej tronu odkryli, kim była, to mogliby ją wykorzystać przeciwko Elayne, tak jak to uczyniły Białe Płaszcze. Na razie jednak nie stanowiła zagrożenia. Poza tym była przekonana, że Elayne nie ryzykowałaby bezpieczeństwem Andoru nawet po to, by ratować własną matkę.

Perrin pożegnał się ze swoją świtą i udzielił podstawowych instrukcji w związku z wieczornym obozem.

Morgase przyklękła i obtarła filiżankę, która się przewróciła na ziemię. Niall powiedział jej, że Gaebril nie żyje i że al’Thor przejął władzę nad Caemlyn. „To by skłoniło Elayne do powrotu, nieprawdaż? Czy została królową? Czy Domy udzieliły jej wsparcia, czy raczej występowały przeciwko niej z powodu tego, co uczyniła jej matka?”

Grupa zwiadowcza mogła wrócić z wieściami, których Morgase łaknęła z całej duszy. Będzie musiała znaleźć sposób na bycie obecną przy spotkaniu, na którym będą omawiane ich raporty, może zaoferuje swoje usługi przy nalewaniu herbaty. Im lepsza się stawała jako pokojówka Faile, tym była bliższa ważnych wydarzeń.

Kiedy Mądre zaczęły wychodzić z namiotu, Morgase zauważyła kogoś na zewnątrz. Tallanvor, obowiązkowy jak zawsze. Wysoki, barczysty, nosił miecz przy pasie, a w oczach miał wyraz głębokiej troski.

Podążał za nią właściwie cały czas od Malden, co jej nie przeszkadzało, mimo że skarżyła się na to dla zasady. Po dwóch miesiącach rozstania pragnął korzystać z każdej sposobności, aby być przy niej. Gdy spoglądała w te jego piękne, młode oczy, nie potrafiła zabawiać się samobójczymi myślami, nawet dla dobra Andoru. Czuła, że jest pod tym względem idiotką. Jakkolwiek by było, już raz pozwoliła swemu sercu narazić się na kłopoty, czyż nie?