- Dwie Rzeki? - powtórzył Galad. - Osobliwe, że tak często daje się słyszeć tę nazwę w ostatnich czasach. Czy to nie stamtąd pochodzi al’Thor?
- Tak powiadają - odparł Byar.
Galad potarł się po podbródku.
- Hodują tam niezły tytoń, Byar, ale nie słyszałem, żeby sadzili też wojsko.
- To mroczne miejsce, Lordzie Kapitanie Komandorze. Syn Bornhald i ja spędziliśmy tam nieco czasu ubiegłego roku. Całe jest zaropiałe od Sprzymierzeńców Ciemności.
Galad westchnął.
- Mówisz jak Śledczy.
- Lordzie Kapitanie Komandorze - podjął Byar. - Wybacz, proszę, ale to nie są jakieś zwyczajne spekulacje z mojej strony. To coś innego.
Galad zmarszczył czoło. A potem wskazał gestem drugi zydel obok stołu. Byar usiadł na nim.
- Wytłumacz swoje słowa - rozkazał Galad. - I powiedz mi wszystko, co wiesz o tym Perrinie Złotookim.
Perrin wciąż pamiętał czasy, kiedy zadowalało go proste śniadanie złożone z chleba i sera. Ale teraz już tak nie było. Być może wynikało to z jego związków z wilkami albo może z czasem zmienił się jego gust. Teraz łaknął mięsa, zwłaszcza rankami. Nie zawsze mógł je dostać i radził sobie z tym. Ale na ogół nie musiał prosić.
Tak było tego dnia. Wstał, obmył twarz i zobaczył służącą, która weszła z dużym kawałem szynki, parującym i soczystym. Żadnej fasoli, żadnych warzyw. Żadnego sosu. Tylko szynka, natarta solą i opieczona nad ogniem, do tego dwa gotowane jajka. Służąca postawiła to na jego stole i zaraz się wycofała.
Perrin wytarł ręce, przemierzył dywan, którym był wyłożony jego namiot, i wciągnął w nozdrza woń szynki. Coś mu podpowiadało, że powinien ją odtrącić, a jednak nie potrafił. Nie, kiedy ta szynka tu była. Usiadł, wziął nóż i widelec i wbił się w mięso.
- Nadal nie pojmuję, jak ty to możesz jeść na śniadanie - powiedziała Faile, wychodząc z łaziennej części ich namiotu i wycierając dłonie ręcznikiem. Ich wielki namiot składał się z kilku części przedzielonych zasłonami. Miała na sobie jedną ze swych skromnych, szarych sukni. Suknia była idealna, ponieważ nie odwracała uwagi od jej urody, i przedzielona solidnym, czarnym pasem - Faile odesłała wszystkie swoje złote pasy, nieważne jak wspaniałe. Zaproponował, że wyszuka dla niej pas bardziej zgodny z jej upodobaniami, na co zrobiła taką minę, jakby ją zemdliło.
- To przecież jedzenie - wskazał Perrin.
- Widzę - odparła z pogardliwym prychnięciem, przeglądając się jednocześnie w lustrze. - A twoim zdaniem uznałam, że co to takiego? Kamień?
- Chciałem powiedzieć - rzekł Perrin między kęsami - że jedzenie to jedzenie. Czemu miałbym się przejmować tym, co jem na śniadanie, i tym, co jem na inny posiłek?
- Bo to dziwne - stwierdziła, zapinając na szyi rzemyk, na którym dyndał mały, niebieski kamyk. Jeszcze raz przyjrzała się sobie w lustrze, a potem odwróciła, machając luźnymi rękawami skrojonej na saldaeańską modłę sukni. Zerknęła z krzywą miną na jego talerz. - Jem śniadanie z Alliandre. Przyślij po mnie, jeśli nadejdą jakieś wieści.
Przytaknął, jednocześnie przełykając. Niby czemu ktoś miałby jeść mięso w połowie dnia, a odmawiać go sobie na śniadanie? To nie miało sensu.
Postanowił nadal obozować przy Drodze Jehannah. Co jeszcze miałby robić, skoro tuż przed nimi była armia Białych Płaszczy, między nim a Lugard? Jego zwiadowcy potrzebowali czasu, by ocenić niebezpieczeństwo. Sporo rozmyślał o dziwnych wizjach, o wilkach goniących za owcami w stronę jakiejś bestii i Faile idącej nad klif. Nie był w stanie wychwycić w nich żadnego sensu, ale czy mogły mieć coś wspólnego z Białymi Płaszczami? Ich pojawienie się trapiło go bardziej, niż chciał przyznać, ale żywił jakąś niewielką nadzieję, że ich obecność okaże się mało ważna i że nie spowolni go zbytnio.
- Perrinie Aybara! - zawołał czyjś głos sprzed namiotu. - Czy udzielasz mi pozwolenia, abym wszedł?
- Wejdź, Gaul! - krzyknął. - Mój cień należy do ciebie.
Wysoki Aiel wkroczył do środka.
- Dziękuję ci, Perrinie Aybara - powiedział, zerkając na szynkę. - Niezła uczta. Świętujesz coś?
- Nic oprócz śniadania.
- Potężne zwycięstwo - rzekł Gaul, śmiejąc się.
Perrin potrząsnął głową. Humor Aielów. Przestał się starać go zrozumieć. Gaul usadowił się na ziemi i Perrin westchnął wewnętrznie, zanim wziął do ręki swój talerz i sam zasiadł na dywaniku obok Gaula. Ustawił sobie posiłek na kolanach i wrócił do jedzenia.
- Nie musisz siedzieć na ziemi z mojego powodu - rzekł Gaul.
- Nie robię tego z przymusu, Gaul.
Gaul skinął głową.
Perrin odkroił sobie kolejny kawałek. Byłoby o wiele łatwiej, gdyby chwycił to wszystko w ręce i zaczął odgryzać kęsy zębami, Dla wilków jedzenie było czymś prostszym. Sztućce? Po co?
Znieruchomiał pod wpływem tych myśli. Nie był wilkiem i nie chciał myśleć jak wilk. Może powinien jadać owoce na śniadanie, jak mówiła Faile. Skrzywił się i wrócił do swojego mięsa.
- W Dwu Rzekach walczyliśmy z Trollokami - powiedział Byar, zniżając głos. Zapomniana owsianka Galada stygła na stole. - Kilkudziesięciu ludzi z naszego obozu może to potwierdzić. Własnym mieczem zabiłem kilka tych bestii.
- Trolloki w Dwu Rzekach? - zdziwił się Galad. - Przecież to setki mil od Ziem Granicznych!
- A jednak się tam pojawiły - potwierdził Byar. - Lord Kapitan Komandor Niall musiał to podejrzewać. Zostaliśmy tam posłani z jego rozkazu. Wiesz, że Pedron Niall nie rzucałby się na coś bez powodu.
- Owszem, zgadzam się. Ale Dwie Rzeki?
- Są pełne Sprzymierzeńców Ciemności - wyjaśnił Byar. - Bornhald opowiedział ci o Złotookim. W tych Dwu Rzekach Perrin Aybara wzniósł sztandar starożytnego Manetheren i zebrał armię z wieśniaków. Wyszkoleni żołnierze mogą sobie kpić z farmerów wcielonych siłą do służby, ale jak się ich zbierze razem dostateczną liczbę, to mogą stanowić niebezpieczeństwo. Niektórzy potrafią się posługiwać pałkami albo łukami.
- Jest mi to wiadome - odparł beznamiętnie Galad, wspominając szczególnie zawstydzającą lekcję, jakiej mu niegdyś udzielono.
- Ten człowiek, ten Perrin Aybara… - ciągnął Byar. - Pomiot Cienia, to jasne jak słońce. Nazywają go Złotookim, bo on ma złote oczy, której to barwy nie stwierdzono dotąd u nikogo innego, Byliśmy pewni, że to Aybara ściągnął Trolloki i wykorzystuje je, by zmuszały ludzi z Dwu Rzek do wstępowania do jego armii. Ostatecznie przegnał nas stamtąd. A teraz jest tutaj, przed nami.
Zbieg okoliczności czy coś więcej?
Byar najwyraźniej myślał tym samym tropem.
- Lordzie Kapitanie Komandorze, być może powinienem był napomknąć o tym wcześniej, ale Dwie Rzeki to nie jest moje pierwsze doświadczenie z tą kreaturą. Aybara zabił dwóch Synów przy pewnej zapomnianej drodze do Andoru jakieś dwa lata temu Podróżowałem wonczas z ojcem Bornhalda. Spotkaliśmy Aybarę w obozie nieopodal głównego gościńca. Biegał z wilkami jak jakiś dziki człowiek! Zabił dwóch ludzi, zanim udało nam się go obezwładnić, a potem uciekł w noc po tym, jak go pojmaliśmy. Mój lordzie, jego trzeba powiesić.
- Czy są inni, którzy mogą to potwierdzić? - spytał Galad.
- Oratar. I również Bornhald może potwierdzić to, co zobaczyliśmy w Dwóch Rzekach. Złotooki był też w Falme. Już za to tylko, co tam robił, powinien stanąć przed sprawiedliwością. To oczywiste. Światłość go nam dostarczyła.
- Jesteś pewien, że wśród Białych Płaszczy są nasi ludzie? - spytał Perrin.
- Ja nie byłem w stanie dojrzeć twarzy - odrzekł Gaul - ale oczy Elyasa Machery są bardzo czułe. Twierdzi, że z całą pewnością zobaczył Basela Gilla.
Perrin pokiwał głową. Złote oczy Elyasa bywały równie wprawne jak oczy Perrina.