Obok niego wykwitła kula światła.
To światło wystarczyło, by oświetlić przerażającą scenę. Lopin, służący Mata, leżał martwy, jego krew utworzyła na podłodze namiotu wielką, czarną kałużę. Dwaj inni - Riddem i Will Reeve, Czerwonoręcy, którzy strzegli wejścia - leżeli jeden na drugim na jego posłaniu. Powinien był zauważyć, że zniknęli ze swego posterunku. Dureń!
Mat poczuł ukłucie smutku po zmarłych. Lopin, który dopiero niedawno okazał, że już się otrząsnął po śmierci Naleseana. Ażeby sczezł w Światłości, był dobrym człowiekiem! Nawet nie żołnierzem, tylko zwyczajnym sługą, zadowolonym z tego, że ma o kogo dbać. Mat czuł się teraz strasznie, że kiedyś na niego narzekał. Bez pomocy Lopina nie byłby w stanie uciec z Ebou Dar.
I czterech Czerwonorękich, wśród których dwóch przeżyło Ebou Dar i poprzedni atak gholam.
„Należało posłać wiadomość” - pomyślał Mat. „Należało postawić na baczność cały obóz”. Czy to by się na coś zdało? Gholam dowiódł, że właściwie nie da się go powstrzymać. Mat miał podejrzenie, że wyciąłby w pień cały Legion, gdyby musiał. Jedynie rozkaz jego pana, że ma nie przyciągać uwagi, sprawił, że tego nie uczynił.
Nie widział ani śladu po Olverze, mimo że chłopiec powinien był spać na swoim posłaniu w kącie. Tuż obok była kałuża krwi Lopina i koc Olvera nasiąkał nią od dołu. Mat zrobił głęboki wdech i zaczął szukać w tym bałaganie, przewracając koce i sprawdzając za meblami podróżnymi. Bał się tego, co może tam znaleźć. Przybywało coraz więcej żołnierzy. Wszyscy głośno klęli. Obozowisko zostało zaalarmowane. Pohukiwały ostrzegawczo rogi, zapalano latarnie, poszczękiwały zbroje.
- Olver - powiedział Mat do żołnierzy zbierających się przed jego namiotem. Przeszukał cały cholerny namiot! - Czy ktoś go widział?
- Myślę, że był z Noalem - odrzekł Slone Maddow, Czerwonoręki o odstających uszach. - Oni…
Mat przepchnął się do wyjścia, a potem przebiegł przez obóz w stronę namiotu Noala. Dopadł go w momencie, gdy siwowłosy mężczyzna wychodził właśnie na zewnątrz, rozglądając się z przestrachem dookoła.
- Olver? - spytał Mat, chwytając go za ramię.
- Jest bezpieczny, Mat - powiedział Noal, krzywiąc się. - Przepraszam, nie chciałem cię nastraszyć. Graliśmy w węże i lisy i chłopak zasnął na mojej podłodze. Nakryłem go kocem. Codziennie czekał na ciebie do późna przez ostatnie dni, więc uznałem, że lepiej go nie budzić. Źle zrobiłem, trzeba cię było powiadomić.
- Ty mnie przepraszasz? - odparł Mat, chwytając Noala w objęcia. -Ty cholerny, cudowny człowieku. Uratowałeś mu życie!
Jakąś godzinę później Mat usiadł z Thomem i Noalem we wnętrzu małego namiotu Thoma. Kilkunastu Czerwonorękich strzegło tego miejsca, a Olverowi kazano spać w namiocie Teslyn. Chłopiec nawet nie wiedział, że o mało zostałby zabity. Należało mieć nadzieję, że nigdy go nikt nie zabije.
Mat znowu miał medalion na szyi, zawieszony na nowym rzemyku. Ostrze ashandarei przecięło ten poprzedni. Będzie musiał znaleźć lepszy sposób na jego uwiązywanie.
- Thom - rzekł cicho Mat. -Ten stwór zagroził tobie i tobie też, Noal. Nie wspomniał o Olverze, ale wspomniał o Tuon.
- A skąd to paskudztwo mogło o niej wiedzieć?- spytał Thom.
- Strażnicy znaleźli jeszcze jednego trupa poza granicami obozu. Derry. - Derry był żołnierzem, który zniknął kilka dni wcześniej i Mat uznał, że zdezerterował. Tak się czasami działo, nawet jeśli dezercja należała do rzadkości w Legionie. - Nie żył od kilku dni.
- Zabił go tak dawno temu? - zdziwił się Noal. Garbił się nawykowo i miał nos w kształcie dużej, wygiętej papryczki. Mat nieodmiennie odnosił wrażenie, że on jest… wyeksploatowany. Jego dłonie były takie sękate, że zdawały się składać z samych kłykci.
- Pewnie go przesłuchał - orzekł Mat. - Wykrył, z którymi ludźmi przestaję, gdzie jest mój namiot.
- Czy ta istota jest do tego zdolna? - spytał Thom. - Mnie on bardziej przypominał jakiegoś psa gończego, który na ciebie poluje.
- Wiedział, gdzie mnie znaleźć w pałacu Tylin - odparł Mat. - Nawet kiedy mnie już nie było, poszedł do jej komnat. Więc albo kogoś spytał, albo obserwował. Nigdy się nie dowiemy, czy Derry był torturowany, czy tylko wpadł na gholam, kiedy ten przemykał przez obóz i szpiegował. Ale ten stwór jest sprytny.
Chyba nie zasadzi się na Tuon? Gholam mówił o tym, co zrobi ludziom bliskim Matowi, bo w ten sposób chciał mu zapewne tylko rozstroić nerwy. Jakkolwiek by było, dowiódł tego wieczoru, że nadal obowiązuje go nakaz niezwracania na siebie uwagi. Mata jednakże niezbyt to pocieszyło. Jeśli ten potwór zrobi coś Tuon… Istniał tylko jeden sposób na dopilnowanie, by do tego nie doszło.
- Co zatem robimy? - spytał Noal.
- Zapolujemy na niego - odparł cicho Mat. - I zabijemy to przeklęte monstrum.
Noal i Thom odpowiedzieli milczeniem.
- Nie pozwolę, żeby to coś ścigało nas do samej Wieży Ghenjei - dodał Mat.
- Ale czy jego da się zabić, Mat? - spytał Thom.
- Wszystko można zabić. Teslyn dowiodła, że jest w stanie wyrządzić mu krzywdę przy użyciu Jedynej Mocy, jeśli wykaże się sprytem. Będziemy musieli zrobić coś podobnego.
- Co? - spytał Noal.
- Jeszcze nie wiem - przyznał Mat. - Chcę, abyście wy dwaj kontynuowali przygotowania. Mamy być gotowi do wyprawy do Wieży Ghenjei, gdy tylko pozwoli na to moja przysięga złożona Verin. Ażebym sczezł, naprawdę muszę rozmówić się z Elayne. Chcę uruchomić smoki Aludry. Będę musiał napisać do niej jeszcze jeden list. Tym razem mocniejszy w wymowie. Ale na razie poczynimy kilka zmian. Zacznę sypiać w mieście. Co noc w innej oberży. Legion ma się dowiedzieć, więc jeśli gholam się przysłuchuje, to też się o tym dowie. Dzięki temu nie będzie musiał atakować naszych ludzi. Po wtóre wy dwaj też musicie przeprowadzić się do miasta. Dopóki to się nie skończy, dopóki on nie umrze albo ja. Pozostaje tylko kwestia, co zrobić z Olverem. To coś nie wspomniało o nim, ale…
Dostrzegł zrozumienie w oczach Thoma i Noala. Mat zostawił Tylin, a teraz ona nie żyła. Nie mógł dopuścić, by to się powtórzyło z Olverem.
- Będziemy musieli zabrać chłopca ze sobą - orzekł Thom. - Albo go odesłać.
- Słyszałem wcześniej rozmowę Aes Sedai - powiedział Noal, pocierając sobie twarz kościstym palcem. - Planują wyjechać. Może poślemy go z nimi?
Mat skrzywił się. Przez swoje lubieżne spojrzenia, którymi łypał na te kobiety, Olverowi groziło, że go w niespełna dzień powieszą za palce u stóp. Mat dziwił się, że do tego jeszcze nie doszło. Jeśli się kiedyś dowie, który to z Legionu nauczył malca tak się zachowywać przy kobietach, to…
-. Wątpię, czy uda nam się go do tego zmusić - odparł Mat. - Już pierwszej nocy wymknie się im i wróci tutaj.
Thom przytaknął.
- Będziemy musieli zabrać go z nami - ciągnął Mat. - I kazać trzymać się z daleka od oberż w mieście. Może to…
- Matrimie Cauthon! - dobiegł ich przeszywający okrzyk sprzed namiotu Thoma.
Mat westchnął, skinął głową do tamtych dwóch i powstał. Wyszedł z namiotu i przekonał się, że Joline oraz jej Strażnicy utorowali sobie siłą drogę między pełniącymi wartę Czerwonorękimi i byli już blisko wdarcia się do wnętrza. Jego pojawienie się sprawiło, że Joline stanęła w pół kroku.
Wartownicy mieli zmieszane miny, że jej udało się ich wyminąć, ale trudno ich było winić. Cholerne Aes Sedai potrafiły stanąć na swych cholernych głowach i zrobić to, co sobie umyśliły.