Выбрать главу

Elyas skinął głową, a Grady zdawał się z nim zgadzać. A jednak Perrin nie czuł się przekonany własnymi słowami. Białe Płaszcze zadręczały go od pierwszych dni po opuszczeniu Dwu Rzek. Radzenie sobie z nimi nigdy nie należało do prostych zadań.

Nadszedł już czas, takie to wszystko sprawiało wrażenie. Czas położyć kres jego kłopotom z nimi, w taki czy inny sposób. Kontynuował swój obchód, dotarłszy do tej części obozu, którą zamieszkiwali Aielowie. Skinął głową w stronę dwóch Panien, które niedbale rozparte siedziały na ziemi, pełniąc straż ze zrelaksowaną czujnością. Nie wstały ani nie zasalutowały - co go ani trochę nie obeszło - ale skinęły głowami. Najwyraźniej zdobył w ich oczach duże ji tym, jak zaplanował, a potem przeprowadził atak na Shaido.

Aielowie utrzymywali własne posterunki wartownicze i nie miał powodów, by dokonywać w nich inspekcji. Ale i tak zaglądał do nich podczas swoich obchodów. Po prostu zdawało się, że skoro odwiedza inne części obozowiska, to tę też powinien.

Grady zatrzymał się znienacka i stanął twarzą w stronę namiotów Mądrych.

- Co takiego? - spytał Perrin, omiatając spojrzeniem obóz. Nie dostrzegł niczego niezwykłego.

Grady uśmiechnął się.

- Chyba im się udało. - Ruszył w stronę namiotów Aielów, ignorując groźne spojrzenia, którymi obdarzyło go kilka Panien. Pewnie wyrzuciłyby go stamtąd, Asha’man czy nie, gdyby nie było tam Perrina.

„Neald” - pomyślał Perrin. „Pracuje z Aes Sedai, żeby dojść do tego, jak się tworzy krąg”. Jeśli Grady dostrzegł coś w splotach… Perrin ruszył za Gradym i niebawem dotarli do pierścienia namiotów Mądrych w samym środku obozu Aielów, gdzie dzielące je przestrzenie zostały osuszone - niewykluczone, że za pomocą splotów - i ziemia była ubita. Przed namiotami siedzieli Neald, Edarra i Masuri. Fager Neald był młodym Murandianinem z wąsami, które zakręcały się i były zakończone szpicami. Nie nosił żadnych szpilek przy kołnierzyku swego czarnego kaftana, aczkolwiek czekał go zapewne awans po tym, jak jego grupa wróci już z tej wyprawy. Nabył sporo doświadczeń we władaniu Mocą od czasu, kiedy zaczęli swoją działalność.

Wciąż był blady skutkiem ukąszeń, ale wyglądał znacznie lepiej niż jeszcze kilka dni wcześniej. Uśmiechał się, wpatrując w powietrze przed sobą, i pachniał uniesieniem.

Wielka brama przepołowiła powietrze. Perrin głośno chrząknął. Brama zdawała się prowadzić do tego miejsca, gdzie obozowali kilka tygodni wcześniej - otwarte pole, które nie wyróżniało się niczym szczególnym.

- Działa? - spytał Grady, klękając obok Nealda.

- Jest pięknie, Jur - odparł cicho Neald. W jego głosie nie słyszało się tej brawury, którą lubił demonstrować. - Czuję saidara. Jest teraz tak, jakby wreszcie stał się kompletny.

- Możesz go przenosić? - zdziwił się Perrin.

- Nie. Nie muszę. Ale mogę go używać.

- Jak? - spytał Grady z podnieceniem.

- Ja… Trudno to wyjaśnić. Sploty są z saidina, ale potrafię je wzmacniać saidarem. Wydaje się, że dopóki jestem w stanie samodzielnie utworzyć bramę, to mogę zwiększać ilość Mocy, a także rozmiar bramy dzięki temu, co użyczają mi te kobiety. Światłości! To jest cudowne. Należało to zrobić już wiele miesięcy temu.

Perrin zerknął na Masuri i Edarrę. Żadna nie wyglądała na tak wniebowziętą jak Neald. Masuri była chyba chora i pachniała strachem. Edarra zaś pachniała zaciekawieniem i czujnością. Grady już wcześniej wspomniał, że tworzenie kręgu w ten sposób wymaga, by mężczyźni przejmowali kontrolę nad kobietami.

- W takim razie niedługo poślemy grupę zwiadowczą do Cairhien - orzekł Perrin, gładząc palcem układankę kowalską, którą trzymał w kieszeni. - Grady, omów z kobietami tę misję, ustawcie bramy, jak one każą.

- Tak, mój lordzie - odparł Grady, pocierając się po skórzastej twarzy. - Pewnie powinienem opanować tę technikę, zamiast kontynuować obchód. Jest jednak coś, o czym chciałbym pomówić najpierw z tobą. Jeśli masz czas.

- Jak chcesz - powiedział Perrin, oddalając się od grupy. Kilka innych Mądrych podeszło do Nealda i powiedziały mu, że teraz ich kolej wypróbować z nim tworzenie kręgu. Ani trochę nie zachowywały się tak, jakby to Neald tu dowodził, i on prędko ich usłuchał. Obchodził się z kobietami Aielów jak z jajkiem od czasu, gdy powiedział coś nazbyt frywolnego do jakiejś Panny i skończyło się na tym, że musiał grać w Pocałunek Panny.

- O co chodzi, Grady? - spytał Perrin, kiedy już odeszli nieco od pozostałych.

- No cóż, jak się zdaje, Neald i ja wydobrzeliśmy w takim stopniu, że możemy tworzyć bramy - powiedział Grady. - Zastanawiałem się więc, czy mógłbym… - Wyraźnie się zawahał. - Cóż, czy byłoby mi wolno wymknąć się do Czarnej Wieży na jedno popołudnie, żeby zobaczyć się z rodziną.

„Racja” - pomyślał Perrin. „On ma żonę i syna”. Asha’man nie mówił o nich zbyt często. W rzeczy samej prawie wcale o nich nie mówił.

- Nie wiem, Grady - powiedział Perrin, spoglądając na niebo zasnute ciemnymi chmurami. - Przed nami Białe Płaszcze i wciąż nie sposób orzec z całą pewnością, czy Shaido nie zawrócą i nie spróbują napaść na nas z zaskoczenia. Nie chciałbym zostać bez ciebie, dopóki nie będę wiedział, że jesteśmy bezpieczni.

- To nie musi być długo - odrzekł z żarem Grady.

Perrin czasami zapominał, jaki młody jest ten człowiek, że jest zaledwie sześć albo siedem lat starszy od niego samego. Grady zdawał się o wiele starszy w czarnym kaftanie, z twarzą ogorzałą od słońca.

- Znajdziemy jakiś moment - obiecał Perrin. - Już niebawem. Nie chcę niczego zakłócić, dopóki się nie dowiemy, co zaszło od czasu naszego odejścia. - Informacje potrafiły mieć w sobie wielką moc. Balwer go tego nauczył.

Grady przytaknął, z pozoru ugłaskany, mimo że przecież Perrin nie udzielił mu żadnej konkretnej odpowiedzi. Światłości! Nawet Asha’mani zaczęli pachnieć jak ludzie, którzy uważali go za swojego lorda. A byli tacy wyniośli na samym początku.

- Wcześniej nie miewałeś takich problemów - zauważył Perrin. - Czy coś się zmieniło?

- Wszystko - rzekł cicho Grady. Perrin poczuł powiew jego zapachu. Pełen nadziei. - Zmieniło się kilka tygodni temu. Ale ty oczywiście o niczym nie wiesz. Nikt nie wie. Fager i ja z początku nie byliśmy pewni i nie wiedzieliśmy, czy powinniśmy komuś powiedzieć. Ze strachu, że ktoś uzna to za jakieś przywidzenia.

- O czym nie wiem?

- O skazie, mój lordzie. Nie ma jej już.

Perrin zmarszczył brwi. Czyżby odezwało się szaleństwo? Ale Grady nie pachniał szaleństwem.

- To się zdarzyło tamtego dnia - wyjaśnił Grady - kiedy zobaczyliśmy coś na północy. Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, mój lordzie, ale to prawda.

- Brzmi to jak coś, o czym mógł mówić Rand - stwierdził Perrin i przed jego twarzą zatańczyły kolory. Przegnał je. - Zaufam ci, skoro tak mówisz, Grady. Tylko co to ma wspólnego z Czarną Wieżą i twoją rodziną? Chcesz się tam udać, by sprawdzić, co na to inni Asha’mani?

- Och, stwierdzą, że mam rację - odparł Grady. - To jest… cóż, mój lordzie, jestem prostym człowiekiem. To Sora była zawsze od myślenia. Robię, co trzeba robić, i tyle. Cóż, przyłączenie się do Czarnej Wieży było czymś, co należało zrobić. Wiedziałem, co się stanie, kiedy mnie poddawano sprawdzianom. Wiedziałem, że to jest we mnie. Bo widzisz, to było też w moim ojcu. My o tym nie rozmawiamy, ale to tam było. Czerwone znalazły go, kiedy był jeszcze młody, zaraz po moich narodzinach. Kiedy się przyłączyłem do Smoka Odrodzonego, wiedziałem, co się ze mną stanie. Jeszcze kilka lat i już bym nie żył. Równie dobrze więc mogłem te lata spędzić na walce. Lord Smok powiedział mi, że jestem żołnierzem, a żołnierz nie może zaniechać swego obowiązku. Dlatego aż do teraz nie prosiłem o pozwolenie na powrót. Potrzebowałeś mnie.