- Mhm… no cóż… - wybąkał pan Norry. - To nie będzie konieczne, wasza wysokość. Pomyślałem, że jeśli w mieście są Sprzymierzeńcy Ciemności, którzy udają Aes Sedai… - Pan Norry, podobnie jak inni, nauczył się, że nie należy tytułować Falion i pozostałych „Aes Sedai” w obecności Elayne - …to może winniśmy uważnie pilnować te, które utrzymywały, że są z Białej Wieży.
Elayne przytaknęła z zapałem. Ależ ten Norry ględził, zamiast przejść do rzeczy!
- Obawiam się, że będę musiał cię rozczarować, wasza wysokość - dodał Norry, najwyraźniej zauważywszy podniecenie Elayne - jeśli spodziewasz się dowodów, że ta kobieta to Sprzymierzeniec Ciemności.
- Och.
- Niemniej jednak mam podstawy, by wierzyć, że Duhara Sedai mogła się dołożyć do powstania dokumentu, który ty zdajesz się traktować z… mhm… osobliwą czcią - rzekł Norry, unosząc w górę swój chudy palec, po czym zerknął na kartki, które Elayne cisnęła na podłogę. Na jednej z nich było widać wyraźny odcisk podeszwy jej trzewika.
- Duhara spotyka się z Ellorien? - spytała Elayne.
- Zaiste - odparł pan Norry. - Owe wizyty stają się coraz częstsze. I odbywają się też z pewną dozą tajemniczości.
Elayne spojrzała na Dyelin.
- Dlaczego Duhara chce uwolnienia moich rywali?
Dyelin miała wyraźnie zakłopotaną minę.
- Nie mogła być aż tak głupia, aby uwierzyć, że dałaby radę zorganizować ruch przeciwko tobie, i to oparty na grupie złamanych i zbankrutowanych arystokratów.
- Wasza wysokość? - wtrącił się Norry. - Jeśli wolno mi skomentować…
- Oczywiście, panie Norry.
- Być może ta Aes Sedai stara się wkraść w łaski lady Ellorien. Nie wiemy z całą pewnością, czy spiskowały z sobą w kwestii niniejszej deklaracji. To się zwyczajnie zdawało prawdopodobne, sądząc na podstawie częstotliwości i pór wizyt Aes Sedai. Ale być może ona nie ma powodu, by rzeczywiście wspierać twoich wrogów, tylko raczej wolałaby zaskarbić sobie przychylność niektórych arystokratów z miasta.
Norry mógł mieć rację. Prawdopodobieństwo, iż Duhara wróci do Białej Wieży, było raczej niewielkie, niezależnie od tego, jak często sugerowała jej to Elayne. Powrót oznaczałby ofiarowanie Elaidzie pustych rąk i wrogiego Andoru. Żadna Aes Sedai nie dałaby się, ot tak, namówić na coś takiego. Gdyby jednak Duhara wróciła z zapewnieniami o lojalności niektórych andorańskich arystokratów, to już by było coś.
- Kiedy Duhara wybierała się na wizyty w domu Ellorien, to jak była ubrana? - spytała Elayne.
Ellorien wprawdzie wspomniała przelotnie o swym zamiarze powrotu do jej majątku na wsi, a jednak nie wyjechała, być może zrozumiawszy, że na razie nie będzie to korzystne politycznie. W danej chwili rezydowała w swojej siedzibie w Caemlyn.
- Ubierała się w płaszcz, wasza wysokość - odparł Norry. - Z zaciągniętym kapturem.
- Kosztowny płaszcz czy nędzny?
- Ja… ja nie wiem - odrzekł Norry, wyraźnie zażenowany. - Mógłbym sprowadzić pana Harka…
- To nie będzie konieczne - stwierdziła Elayne. - Ale powiedz mi jeszcze jedną rzecz: czy chadzała tam w pojedynkę?
- Nie. Moim zdaniem zawsze towarzyszył jej spory zastęp jej sług.
Elayne przytaknęła. Była gotowa iść o zakład, że mimo tego zaciągniętego kaptura Duhara nie zdejmowała pierścienia z Wielkim Wężem i wybierała zdecydowanie kosztowny płaszcz, a oprócz tego zabierała swoją świtę, aby jej fortel tym lepiej się udał.
- Panie Norry - powiedziała Elayne - obawiam się, że zagrano ci na nosie.
- Wasza wysokość?
Dyelin pokiwała głową.
- Chciała, żeby zauważono, że odwiedza Ellorien. Nie chciała składać oficjalnych wizyt, bo w ten sposób stawiałaby się w pozycji takiej, która występuje przeciwko twemu tronowi w formalny sposób. Chciała jednak, byś wiedziała, co ona robi.
- Bezczelnie zadaje się z moimi wrogami - orzekła Elayne. - To ostrzeżenie. Groziła mi już wcześniej, twierdząc, że bycie w opozycji wobec niej i Elaidy nie wyjdzie mi na dobre.
- Ach! - jęknął Norry z przygnębieniem. - A zatem moja inicjatywa nie była wcale taka mądra.
- Och, była cenna - odparła Elayne. - Gdybyś nie kazał jej obserwować, to byśmy przeoczyli sprawę, co z kolei byłoby kompromitujące. Jeśli ktoś zamierza schodzić jej z drogi, żeby mnie obrazić, to ja przynajmniej chcę mieć tego świadomość. Choćby tylko po to, by wiedzieć, kogo będę musiała później ściąć.
Norry pobladł.
- Taka figura retoryczna, panie Norry- uspokoiła go. Aczkolwiek miałaby na to wielką ochotę. I Elaidę też! Odważyła się przysłać jakiegoś szpicla, żeby jej „doradzał”? Elayne potrząsnęła głową. „Pospiesz się, Egwene. Potrzebujemy cię w Wieży. Świat cię tam potrzebuje”.
Westchnęła, a potem zwróciła się znów do Norry’ego:
- Powiedziałeś, że jest „kilka nowych spraw”, które domagają się mojej uwagi?
- W rzeczy samej, wasza wysokość - odrzekł, wyciągając spod pachy swoją brzydką, skórzaną teczkę. Wyjął z niej jakąś kartkę, nie okazując jej jednak aż tyle szacunku, ile innym ze swego zbioru. Istotnie, tę kartkę ścisnął między dwoma palcami i trzymał z dala od siebie, jak ktoś, kto podniósł padłe zwierzę z rynsztoka. - Czy przypominasz sobie swoje rozkazy odnoszące się do band najemników?
- Owszem - odparła, krzywiąc się. Chciało się jej pić. Zmierzyła ponurym spojrzeniem filiżankę z ciepłym kozim mlekiem stojącą na stoliku obok jej krzesła. Wieści o bitwie przyciągnęły bandy najemnych żołnierzy gotowych oferować swoje usługi.
Niestety dla większości tychże oblężenie potrwało krótko. Wieści roznosiły się prędko, ale zmęczeni i głodni żołnierze podróżowali wolno. Ich grupy nadal przybywały do miasta, jednostajnym potokiem, i wszyscy oni przeżywali rozczarowanie, że nikt nie potrzebuje ich oręża.
Elayne na początku ich odsyłała. Potem zrozumiała, że to głupie postępowanie. Każdy przyda się podczas Tarmon Gai’don, dlatego chciała, by Andor dostarczył dodatkowych pięciu albo i dziesięciu tysięcy żołnierzy.
Nie miała pieniędzy, żeby zapłacić im już teraz, ale nie chciała też ich stracić, dlatego więc nakazała panu Norry’emu i kapitanowi Guybonowi, by wydali owym bandom najemników te same polecenia. Wolno im było wkraczać do Caemlyn w grupach o określonej liczbie żołnierzy i mieli obozować w odległości nie mniejszej niż jedna liga od miasta.
Dzięki takiemu zabiegowi mieli wbić sobie do głów, że ona spotka się z nimi w końcu i zaoferuje im pracę. I mogła to zrobić właśnie teraz, kiedy postanowiła przejąć Tron Słońca. Aczkolwiek wszyscy najemnicy, których ostatnimi czasy wynajęła, zasadniczo ją zawiedli.
Wbrew sobie wzięła do ręki filiżankę z mlekiem i upiła łyk. Birgitte pokiwała głową z satysfakcją, ale Elayne skrzywiła się. Już lepiej chodzić spragniona!
- No cóż - odezwał się pan Norry, spoglądając na swoją kartkę. - Jeden z kapitanów najemników uparł się, żeby przesłać ci… bardzo poufały list. Nie przyniósłbym go tobie, ale po drugim przeczytaniu uznałem, iż chyba powinnaś to sama przeczytać. Roszczenia owego rzezimieszka są niebywałe, ale nie chciałbym być tym, który je zlekceważy, bo a nuż okazałyby się… mhm… akuratne.
Zaciekawiona Elayne sięgnęła po kartkę. Niebywałe roszczenia? Nie znała żadnych kapitanów najemników. Pismo tego człowieka było nierówne, sporo słów zostało wykreślonych, a gramatyka była w dużej mierze… kreatywna. Kimkolwiek był ten człowiek…
Zamrugała ze zdziwieniem, kiedy dotarła do samego końca listu. A potem przeczytała go jeszcze raz.