Wasza Cholerna Królewska Drzazgo w Bucie!
My tu czekamy, żeby odbyć z tobą przeklętą rozmowę, i już się robimy źli zdenerwowani. (Czyli źli). Thom powiada, że jesteś teraz królową, ale mnie to się zdaje, że to nic a nic nie zmienia, no bo ty to się zawsze zachowywałaś jak królowa. Nie zapominaj, że wyniosłem twój śliczny malutki tyłeczek z tej dziury we Łzie, ale ty się wtedy zachowywałaś jak królowa, więc chyba nie wiem, co ja się tak dziwię, że się teraz tak zachowujesz, jak już jesteś królową.
No to więc sobie myślę, że powinienem cię traktować jak przeklętą królową i przysłać ci ten cholerny list, i w ogóle, z całym tym gadaniem z wysoka i zdobyciem twojej uwagi. Użyłem nawet swojego pierścienia jako pieczęci, że to niby tak się należy. No to i masz mój formalny pokłon.
No to DO CHOLERY PRZESTAŃ MNIE ODTRĄCAĆ, co byśmy mogli pogadać. Potrzebuję twoich ludwisarzy. To cholernie ważne.
PS Pokłon oznacza pozdrowienie.
PPS Nie zwracaj uwagi na te wykreślone słowa i złą pisownię. Chciałem przepisać ten list, ale Thom tak się ze mnie nabija, że chcę to już mieć za sobą.
PPS Nie przejmuj się, że nazwałem twój tyłek ślicznym. Rzadko kiedy na niego patrzę, bo mam świadomość, że wydłubałabyś mi oczy, gdybyś mnie na tym przyuważyła. A poza tym jestem teraz żonaty, więc to już bez znaczenia.
Elayne nie mogła zdecydować, czy się oburzyć, czy być wniebowzięta. Mat był w Andorze i Thom żył! Uciekli z Ebou Dar. Czy znaleźli Olvera? Jak im się udało wymknąć z rąk Seanchan?
Narosło w niej tyle emocji i pytań. Birgitte stała wyprostowana, krzywiąc się, czując te emocje.
- Elayne? Co jest? Czy ten człowiek cię obraził?
Elayne mimo woli przytaknęła, czując, że łzy napływają jej do oczu. Birgitte zaklęła, podchodząc bliżej. Pan Norry wyglądał na wstrząśniętego, jakby żałował, że przyniósł ten list.
Elayne zaniosła się śmiechem. Birgitte zastygła w miejscu.
- Elayne?
- Nic mi nie jest - powiedziała Elayne, wycierając łzy i z wysiłkiem robiąc głęboki wdech. - Och Światłości, potrzebowałam tego. Masz, czytaj.
Birgitte porwała list i w miarę lektury jej twarz się rozjaśniała. Wreszcie zachichotała.
- Masz śliczny tyłeczek? I kto to mówi? To Mat ma niezły zadek, jak na mężczyznę.
- Birgitte! - upomniała ją Elayne.
- Kiedy to prawda - stwierdziła jej Strażnik, oddając list. - Uważam, że twarz ma o wiele za ładną, ale to jeszcze nie oznacza, że nie potrafię ocenić ładnego tyłeczka, kiedy mam takowy przed oczyma. Światłości, jak dobrze go będzie mieć z powrotem! Nareszcie będę mogła iść się napić z kimś, kto nie będzie na mnie patrzył jak na kogoś starszego rangą.
- Pohamuj się, Birgitte - upomniała ją Elayne, składając list.
Norry wydawał się zgorszony ich rozmową. Dyelin milczała. Wiele było trzeba, by zdumieć tę kobietę, a zresztą słyszała już gorsze rzeczy z ust Birgitte.
- Dobrze się spisałeś, panie Norry - powiedziała Elayne. - Dziękuję ci, że przekazałeś mi ten list.
- A więc rzeczywiście znasz tych najemników, wasza wysokość? - spytał, zdradzając głosem lekkie zdziwienie.
- To nie są najemnicy. W rzeczy samej nie jestem pewna, kim właściwie są. Przyjaciele. I sojusznicy, żywię taką nadzieję, - Dlaczego Mat sprowadził Legion Czerwonej Ręki do Andoru? Czy oni byli lojalni wobec Randa? Czy mogła ich wykorzystać? Mat był łobuzem, ale miał osobliwie dobre oko na taktykę i sztukę walki. Żołnierz pod jego dowodzeniem będzie wart dziesięciu z tego motłochu, który była zmuszona najmować ostatnimi czasy.
- Dopraszam się wybaczenia, wasza wysokość, za tę moją pomyłkę - powiedział Norry. - Powinienem był przynieść ci ten list wcześniej. Moi informatorzy twierdzili, że ta grupa była ostatnio na żołdzie Korony Murandy, dlatego więc odrzuciłem zapewnienia ich przywódcy, że nie jest najemnikiem.
- Postąpiłeś słusznie, panie Norry - odparła Elayne, nadal czując się jednocześnie rozbawiona i obrażona. To było takie dziwne, że w związku z Matrimem Cauthonem człowiek stale się wahał między tymi dwiema emocjami. - Światłość wie, że i tak miałam dość zajęć. Jeśli jednak ktoś jeszcze będzie twierdził, że zna mnie osobiście, to proszę cię, przyprowadź go przynajmniej przed oblicze Birgitte.
- Tak, wasza wysokość.
- Zorganizuj mi spotkanie z panem Cauthonem - dodała Elayne, żałując, że nie ma czasu, by napisać do niego list równie obraźliwy jak ten, który on jej przysłał. - Przekaż mu, że ma koniecznie przyprowadzić ze sobą Thoma. Żeby ten… trzymał go w ryzach.
- Jak sobie życzysz, wasza wysokość - odparł Norry i wykonał charakterystycznie sztywny ukłon. - Jeśli wolno mi odejść…
Przytaknęła, a on nareszcie wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Elayne nie potrafiła się rozstać z listem. Czy mogła w jakiś sposób wykorzystać Mata, żeby pomógł jej rozwiązać problemy, których nastręczała Ellorien? Tak jak kiedyś wykorzystała tych z Ziem Granicznych? A może to było zbyt oczywiste?
- Jak myślisz, dlaczego on wspomniał o ludwisarzach? - spytała Birgitte.
- To może chodzić o coś tak prostego, jak na przykład zapotrzebowanie na nowy dzwon, który wybijałby Godzinę w jego obozie.
- Ale ty nie uważasz, że to coś tak prostego.
- Bo jest w to zamieszany Mat - wyjaśniła Elayne. - Który ma zwyczaj komplikowania spraw i napisał ten list w taki sposób, że na milę pachnie jakimiś jego matactwami.
- Prawda. A zresztą gdyby chciał mieć tylko dzwon, to po godzinie grania w kości miałby tyle, żeby go było na taki stać.
- No coś ty - żachnęła się Elayne. - Przecież nie ma aż takiego szczęścia.
Birgitte parsknęła do swojej herbaty.
- Nie jesteś zbyt uważna, Elayne. Ten człowiek mógłby zagrać w kości z samym Czarnym i też by wygrał.
Elayne pokręciła głową. Żołnierze, w tym również Birgitte, potrafili być tacy przesądni.
- Dopilnuj, by na służbie było kilka dodatkowych gwardzistek, kiedy pojawi się Mat. Bywa czasami żywiołowy, a ja nie chcę, żeby wywołał jakąś awanturę.
- Kim jest ten człowiek? - spytała Dyelin, wyraźnie skonfundowana.
- Jeden z tych dwóch ta’veren, którzy dorastali razem z Randem al’Thorem - wyjaśniła Birgitte i dopiła duszkiem swoją herbatę. Przestała pić mocniejsze trunki od czasu, gdy Elayne zaszła w ciążę. Przynajmniej ktoś jeszcze musiał cierpieć.
- Mat jest… osobliwie dynamicznym człowiekiem - dodała od siebie Elayne. - Potrafi być bardzo użyteczny, jak go właściwie utemperować, bo kiedy nikt nad nim nie panuje, czyli prawie zawsze, potrafi powodować katastrofy. Ale cokolwiek jeszcze da się powiedzieć o tym mężczyźnie, on i jego Legion umieją się bić.
- Zamierzasz ich wykorzystać, nieprawdaż? - spytała Birgitte, spoglądając na nią z uznaniem.
- Oczywiście - odparła Elayne. - I o ile mnie pamięć nie myli, Mat twierdził, że w Legionie jest wielu Cairhienian. To są synowie tej ziemi. Jeśli przybędę tam z armią, której oni będą stanowili część, to być może proces transformacji przebiegnie z większą łatwością.
- Naprawdę zamierzasz to zrobić? - spytała Dyelin. - Przejmiesz Tron Słońca? Teraz?
- Świat potrzebuje jedności - oświadczyła Elayne, powstając. - Poprzez przejęcie Cairhien zacznę nas wszystkich scalać, Rand ma już władzę nad Illian i Łzą i łączy go więź z Aielami. Wszyscy będziemy połączeni.
Powiodła wzrokiem ku zachodowi, skąd czuła węzeł emocji oznaczający Randa. Ostatnimi czasy czuła od niego tylko skrywany głęboko zimny gniew. Czy on był teraz w Arad Doman?
Kochała go. Ale nie zamierzała patrzeć spokojnie, jak Andor będzie się przeobrażał w kolejną część imperium Smoka. A poza tym gdyby Rand poległ pod Shayol Ghul, to kto wtedy miałby władać tym imperium? Najpewniej by się rozpadło, ale bała się też, że ktoś - być może Darlin - byłby dostatecznie silny, aby dać radę je utrzymać. W takim przypadku Andor byłby istniał samotnie między agresywnym imperium seanchańskim na południowym zachodzie, jakimś następcą Randa na północnym zachodzie i południowym wschodzie oraz zjednoczonymi Ziemiami Granicznymi na północy i północnym wschodzie.