Выбрать главу

- Proszę - powiedziała łagodnie. - Postaraj się odprężyć tego jednego wieczoru. Dla mnie.

- W porządku - odparł, kładąc dłoń na jej dłoni. Podprowadziła go do koca i usiedli obok siebie, przed srebrnymi nakryciami. Faile zapaliła jeszcze kilka świec, oprócz tych pozostawionych przez służbę. Noc była chłodna - chmury zdawały się wysysać ciepło lata.

- Dlaczego robimy to na dworze? - spytał Perrin. - Dlaczego nie w namiocie?

- Spytałam Tama, jak wy w Dwu Rzekach obchodzicie shanna’har - wyjaśniła. - I tak, jak się obawiałam, usłyszałam, że wcale go nie znacie. Zdajesz sobie sprawę, że to jest zacofanie. Będziemy musieli to zmienić, kiedy już wszystko się uspokoi. Ale skądinąd Tam opowiedział mi, że on i żona mieli coś zbliżonego. Raz do roku pakowali pełny posiłek, najbardziej wymyślny, na jaki było ich stać, i wędrowali w jakieś nieznane miejsce w lesie. Spożywali tam ten posiłek i spędzali cały dzień tylko w swoim towarzystwie. - Przytuliła się do niego. - Nasz ślub odbył się na modłę obowiązującą w Dwu Rzekach, dlatego zapragnęłam, abyśmy ten dzień uświęcili również zgodnie z takim obyczajem.

Uśmiechnął się. Wbrew wcześniejszym obiekcjom czuł, że jego napięcie ustępuje. Jedzenie pachniało smakowicie, że aż zaburczało mu w brzuchu, i wtedy Faile usiadła prosto, wzięła talerz i wręczyła mu go.

Zaczął jeść. Starał się zachować maniery, ale to jedzenie było wyśmienite i miał za sobą długi dzień. Zanim się połapał, co robi, już rozdzierał szynkę palcami, starając się, by przynajmniej nie poplamić tłuszczem tego eleganckiego koca.

Faile jadła wolniej, woń rozbawienia mieszała się z zapachem jej mydła.

- Co? - spytał Perrin, ocierając usta.

Oświetlały ją teraz tylko świece, bo słońce zdążyło już zajść.

- Jest w tobie dużo z wilka, mój mężu.

Zamarł, zauważywszy, że właśnie oblizywał sobie palce. Warknął i wytarł je teraz w serwetkę. Lubił wilki, a jednak nie zaprosiłby ich do stołu na wspólną ucztę.

- Mam w sobie za dużo wilka - potwierdził.

- Jesteś, kim jesteś, mój mężu. I ja przypadkiem kocham to, kim jesteś, więc wszystko jest dobrze.

Znowu zabrał się do przeżuwania swojej porcji szynki. Noc była spokojna, słudzy wycofali się dostatecznie daleko, by ani nie czuł ich zapachu, ani ich nie słyszał. Najprawdopodobniej Faile wydała polecenie, że mają im nie przeszkadzać, a dzięki drzewom rosnącym u stóp wzgórza nie musieli się bać, że ktoś ich podgląda.

- Faile - powiedział cicho. - Musisz wiedzieć, co ja robiłem, kiedy byłaś w niewoli. Bałem się, że rzeczy, które robię, przeobrażą mnie w kogoś, kogo nie będziesz już chciała. Nie był to tylko układ z Seanchanami. Byli jeszcze ludzie w mieście, w So Habor, o których nie potrafię przestać myśleć. Ludzie, którym może mogłem pomóc. I jeszcze był pewien Shaido, z ręką…

- Słyszałam o tym. Wydaje się, że zrobiłeś, co musiałeś zrobić.

- Posunąłem się znacznie dalej - wyznał Perrin. - Przez cały czas nienawidząc samego siebie. Mówiłaś, że lord powinien być dostatecznie silny, by nie dać sobą manipulować. Cóż, ja nigdy nie będę taki silny. Nie wtedy, gdy ktoś ciebie weźmie do niewoli.

- Będziemy zatem musieli dopilnować, by już nikt nigdy mnie nie pojmał.

- To mnie mogło zniszczyć, Faile - powiedział cicho. - Z wszystkim innym chyba dałbym sobie radę. Ale jeśli wykorzystają ciebie przeciwko mnie, to nic się nie będzie liczyło. Zrobię wszystko, żeby cię chronić, Faile. Wszystko.

- No to może powinieneś owinąć mnie w miękką tkaninę - odrzekła sucho. - Wsadzić mnie do jakiejś izby i zamknąć drzwi na klucz.

O dziwo, nie wyczuwał obrazy w jej zapachu.

- Nie zrobiłbym tego - odparł Perrin. - Wiesz, że nie. Ale to oznacza, że mam jakąś słabość, straszną słabość. Taką, jakiej przywódca nie powinien posiadać.

Parsknęła.

- Myślisz, że inni przywódcy nie mają słabości, Perrin? Każdy król albo królowa Saldaei mieli takie. Nikiol Dianatkhah był pijakiem, mimo że znano go jako jednego z naszych największych władców, a Belairah poślubiała i odtrącała swego męża cztery razy. Serce wiecznie wciągało ją w kłopoty. Jonasim miała syna, którego skłonność do hazardu omal nie doprowadziła jej Domu do ruiny, a Lyonford nie potrafił utrzymać swego temperamentu na wodzy, jeśli ktoś go sprowokował. Każde z tych wymienionych było wspaniałym monarchą. I wszyscy mieli jakieś słabości.

Perrin nadal przeżuwał, pogrążony w myślach.

- W Ziemiach Granicznych - ciągnęła Faile - mamy takie powiedzenie: „Wypolerowane ostrze miecza odbija prawdę”. Człowiek może twierdzić, że pilnie wypełnia swoje obowiązki, ale jeśli jego miecz nie jest wypolerowany, to wtedy wiesz, że próżnował. Ale cóż, twój miecz się błyszczy, mój mężu. Od kilku tygodni stale powtarzasz, że źle postępowałeś w czasie, gdy ja byłam w niewoli. Każesz mi uwierzyć, że doprowadziłeś cały obóz do ruiny! Ale to ani trochę nie jest prawda. Dałeś im cel; zainspirowałeś ich, odznaczyłeś się swoją obecnością i zachowywałeś się jak lord.

- Poniekąd stoi za tym Berelain - przyznał. - Na poły uważam, że ta kobieta osobiście by mnie wykąpała, gdybym choć jeden dzień obył się bez kąpieli.

- Jestem pewna, że nie byłoby to dobre w obliczu tych wszystkich plotek - zauważyła sucho Faile.

- Faile, ja…

- Z Berelain ja się rozprawię - ucięła. Jej głos zabrzmiał niebezpiecznie. - To przynajmniej jeden obowiązek, którym nie musisz się przejmować.

- Ale…

- Ja się z nią rozprawię - powtórzyła Faile, tym razem bardziej stanowczym tonem. Nie było mądrze się z nią spierać, kiedy pachniała w taki sposób, chyba że chciał wszcząć prawdziwą kłótnię. Złagodniała, kładąc do ust kolejną łyżkę jęczmienia. - Kiedy ci powiedziałam, że jesteś podobny do wilka, mój mężu, to nie mówiłam o sposobie, w jaki ty jesz. Mówiłam o tym, w jaki sposób ty się skupiasz na sprawach. O tym, jak się przejmujesz. Że gdy masz jakiś problem do rozwiązania, nieważne jak wielki, ty zawsze dopilnujesz, by został rozwiązany. Czy ty tego nie rozumiesz? To wspaniała cecha u przywódcy. To jest dokładnie to, czego będą potrzebowały Dwie Rzeki. Zakładając, rzecz jasna, że masz żonę, która zadba o pośledniejsze kwestie. - Zmarszczyła czoło. - Szkoda, że nie porozmawiałeś ze mną o sztandarze przed jego spaleniem. Trudno go będzie znowu wznieść, by to nie wyglądało głupio.

- Nie chcę go jeszcze raz wznosić - odparł Perrin. - Dlatego właśnie kazałem go spalić.

- Ale dlaczego?

Oderwał kolejny kęs swojej szynki, ostentacyjnie nie patrząc na Faile, która pachniała ciekawością, niemalże desperacką.

„Nie potrafię ich poprowadzić” - pomyślał. „Dopóki nie będę wiedział, czy jestem w stanie zapanować nad wilkiem”. Jak to wytłumaczyć? Wytłumaczyć, jak bardzo się boi tego, że wilk przejmuje nad nim kontrolę podczas walki, kiedy pragnie czegoś zbyt mocno?

Nie mógł się pozbyć wilków. One za bardzo stały się jego częścią. Tylko do czego zawiódłby swoich ludzi, do czego zawiódłby Faile, gdyby zatracił się w tym, co skryło się w jego wnętrzu?

Znowu przypomniało mu się tamto brudne stworzenie zamknięte w klatce, które przestało być człowiekiem. „Nie pozostało w nim nic, co by pamiętało, jak to jest być człowiekiem…”.

- Mój mężu - powiedziała Faile, kładąc dłoń na jego ramieniu. - Proszę.

Pachniała bólem i od tego krajało mu się serce.

- To na pewno ma coś wspólnego z tymi Białymi Płaszczami - rzekł Perrin.