Perrin zadowolony wyszedł z jenieckiego namiotu. W tym momencie zorientował się, co mu nie daje spokoju… Dlaczego nie spróbował czegoś takiego, gdy Faile została pojmana? Przecież wysłał niezliczonych zwiadowców do Malden. Światłości, przecież musiał się ze wszystkich sił powstrzymywać, żeby nie ruszyć jej na ratunek we własnej osobie, zdany tylko na własne siły! A nawet mu nie przyszło do głowy, żeby odkryć miejsce jej pobytu w wilczym śnie.
Być może próba taka spełzłaby na niczym. Jednak ani na moment nie wziął pod uwagę samej tylko możliwości. Oto, co mu nie dawało spokoju.
Mijając wóz stojący obok jednego z namiotów, stanął jak wryty. Tylna burta wozu była podniesiona, na nim spoczywał posrebrzony siwizną wilk.
- Faktycznie, zbyt często pozwalam, żeby pochłaniały mnie cele, do których dążę, Skoczek - powiedział Perrin bez wstępów. - Kiedy na czymś mi zależy, staję się nieuważny. A to może być niebezpieczne. Jak w bitwie, gdy skupienie uwagi na wrogu, którego ma się przed oczyma, odsłania cię przed łucznikiem z flanki.
Skoczek ziewnął szeroko i uśmiechnął się, jak to się wilki uśmiechają. Zeskoczył z wozu. Perrin wyczuwał niedaleką obecność innych wilków - reszta stada, z którym biegał wcześniej. Dębowy Tancerz, Iskierka i Nieskrępowany?
- W porządku - uspokoił Skoczka. - Jestem gotów na lekcję.
Skoczek przysiadł na tylnych łapach, przechylił łeb i wbił wzrok w Perrina.
„Za mną” - brzmiało przesłanie. Po czym zniknął.
Perrin zaklął, rozejrzał się wokół. Gdzie się podział ten wilk? Ruszył przez obóz, ale idąc, ani razu nie wyczuł obecności Skoczka. Wilka nigdzie nie było. Sięgnął myślami, jak daleko był w stanie. Nic.
„Młody Byku”. - W jednej chwili Skoczek był za jego plecami. „Za mną”. - I zniknął znowu.
Perrin jęknął, a potem w mgnieniu pokonał całą przestrzeń obozu. Kiedy wciąż nie natrafił nawet na najlżejszy ślad obecności wilka, przeniósł się na pole zboża, gdzie spotkał go ostatnim razem. Tam też wilka nie było. Więc stał przez chwilę pośród falujących łanów, zbity z tropu.
Skoczek znalazł go po kilku minutach. Pachniał rozczarowaniem.
„Za mną”. - Zabrzmiało przesłanie.
- Nie wiem jak - krzyknął Perrin. - Skoczek, nie wiem, gdzie ty znikasz.
Wilk przysiadł na tylnych łapach. W przesłaniu pojawił się obraz wilczego szczenięcia, dołączającego do stada. Szczeniak obserwował dorosłych i robił, co oni.
- Nie jestem wilkiem, Skoczek - tłumaczył Perrin. - Nie uczę się w taki sposób jak wy. Jeżeli chcesz, żebym coś zrobił, najpierw musisz mi wyjaśnić, czego ode mnie chcesz.
„Za mną”. - W przesłaniu pojawił się obraz wioski. O dziwo, było to akurat Pole Emonda. A wilk zniknął.
Perrin ruszył za nim i w jednej chwili znalazł się na znajomej łące. Wokół łąki wznosiła się gęsta zabudowa. Dziwne, nie na miejscu. Pole Emonda powinno być małą wioską, a nie miastem otoczonym kamiennym murem, szeroką drogą biegnącą obok gospody burmistrza, na dodatek wybrukowaną kamieniami. Dużo się zmieniło od czasu, gdy ostatni raz bawił w rodzinnych stronach.
- Czemu mnie tu przyprowadziłeś? - zapytał Perrin. W tej samej chwili, ku swej konfuzji, dostrzegł sztandar z wilczym łbem, wiszący na maszcie pośrodku łąki. Mogła to być jakaś sztuczka wilczego snu, ale w głębi duszy szczerze wątpił. Zbyt dobrze już wiedział, jak chętnie ludzie z Dwu Rzek wznosili sztandar „Perrina Złotookiego”.
„Ludzie są dziwni”. - Zabrzmiał w przesłaniu od Skoczka.
Perrin odwrócił się w stronę, gdzie stał stary wilk.
„Ludzie myślą dziwne myśli” - kontynuował Skoczek. „Nawet nie próbujemy ich zrozumieć. Dlaczego jeleń ucieka, jaskółka lata, a drzewo rośnie? Tak to jest. I to wszystko”.
- Świetnie - zgodził się Perrin.
„Nie nauczę jaskółki polować” - tłumaczył dalej Skoczek. „A jaskółka nie nauczy wilka latać”.
- Ale tutaj potrafisz latać - zauważył Perrin.
„Tak. I nikt mnie tego nie nauczył. Umiałem”. - W woni bijącej od Skoczka mieszały się ze sobą silne uczucia i konsternacja. Wszystkie wilki pamiętały to, czego nauczył się bodaj od jednego z nich. Konsternacja Skoczka brała się stąd, że nie potrafił nawiązać z Perrinem kontaktu w taki sposób, w jaki robili to ludzie.
- Proszę - rzekł Perrin. - Spróbuj mi wyjaśnić, o co ci chodzi. Zawsze mi mówisz, że „zbyt mocna” jest moja tu obecność. Zbyt niebezpieczna, powiadasz. Dlaczego?
„Śpisz” - zabrzmiało w przesłaniu Skoczka. „Ten drugi ty śpi. Nie możesz tu zostać zbyt długo. Nigdy nie powinieneś zapominać, że jesteś tu obcy. To nie jest twoje leże”.
Skoczek powiódł wzrokiem po domach stojących wokół łąki. „To jest twoje leże, leże twego rodu. To miejsce. Nie zapomnij o nim. Jeżeli będziesz pamiętać, nigdy się nie zgubisz. A tak się kiedyś twemu rodowi przydarzyło. Rozumiesz”.
To nie było pytanie, przypominało raczej błaganie. Skoczek nie miał pojęcia, co mógłby jeszcze powiedzieć.
- Spróbuję - mruknął Perrin, starając się zrozumieć przesłanie najlepiej, jak umiał. Ale Skoczek się mylił. To miejsce to nie był jego dom. Dom Perrina był tam, gdzie była Faile. I o tym właśnie nie powinien zapominać, za żadną cenę, jeśli nie chciał, aby wilczy sen pochłonął go bez reszty.
„Widziałem samicę w twoich myślach, Młody Byku” - zabrzmiało przesłanie od Skoczka, który równocześnie przekrzywił łeb. Jest jak ul pełen pszczół, ze słodkim miodem i ostrymi żądłami”. - Obraz Faile, jaki ukształtował się w myślach Skoczka, był przedziwny: wilczyca, która raz chętna była dla igraszki musnąć zębem pysk, a innym razem warczała wściekle, nie dopuszczając do mięsa.
Perrin uśmiechnął się.
„Pamięć to tylko część” - przesłał mu Skoczek. „Pozostałą częścią jesteś ty. Nie wolno ci przestać być Młodym Bykiem”. - Słowom tym towarzyszył obraz przeglądającego się w lustrze wody wilka, którego wizerunek drżał, marszczony przez fale.
- Nie rozumiem.
„Siła tego miejsca - w przekazie od Skoczka pojawił się wilk wyrzeźbiony w kamieniu - jest siłą twoją”. - Wilk zastanawiał się przez moment. - „Trwaj. Bądź. Pozostań sobą”.
Z tymi myślami wilk podniósł się, a potem wycofał, jakby biorąc rozbieg do skoku na Perrina.
Ten, kompletnie już skonfundowany, próbował wywołać w swych myślach obraz siebie takiego, jakim się widział, a potem wpił się w ten obraz z całych sił.
Skoczek dał kilka kroków i skoczył na Perrina. Coś takiego zdarzało mu się już kilka razy, zazwyczaj po to, aby wyrzucić Młodego Byka z wilczego snu.
Tym razem jednak Perrin był przygotowany i czujny. Instynktownie odepchnął Skoczka. Substancja wilczego snu zafalowała wokół niego, lecz po chwili skrzepła na powrót. A Skoczek odbił się od niego, choć przecież impet skoku potężnego wilka powinien zwalić go z nóg.
Skoczek pokręcił głową, jakby w oszołomieniu.
„Dobrze” - zabrzmiało przesłanie. „Dobrze. Uczysz się. Jeszcze raz”.
Perrin powtórnie zebrałt się w sobie, akurat w czas, żeby odeprzeć następny atak siwego wilka. Aż jęknął z wysiłku, ale udało się. „Tam”. - Skoczek przesłał mu obraz porośniętego zbożem pola. Zniknął, a Perrin ruszył za nim. Gdy tylko pojawił się na przewidzianym miejscu, wilk rzucił się na niego całą siłą swego ciała i umysłu.
Tym razem Perrin nie zdołał utrzymać się na nogach, a cały otaczający go wilczy sen przeszyło dogłębne drżenie. Poczuł, jak jakaś siła wypycha go z wilczego snu, i po chwili znajdował się już w zwykłym, naturalnym śnie.