Выбрать главу

W odpowiedzi zabrzmiał spokojny głos Berelain. Żołnierz odsunął klapę namiotu, wpuszczając Faile do środka. Dała już krok naprzód, gdy po drugiej stronie wejścia zaszeleściły suknie i z namiotu wyszła Annoura. Aes Sedai skinęła Faile głową, wokół jej twarzy zakołysały się cienkie warkoczyki. Wyglądała na zasmuconą - najwyraźniej nie udało jej się jeszcze wkraść z powrotem w łaski swojej pani.

Faile wciągnęła głęboki oddech, potem weszła do namiotu. W środku było chłodno. Podłogę pokrywały kasztanowe i zielone dywaniki, tkane w kręty wzór pnączy. Choć bez umeblowania, z jakim Berelain zwykle podróżowała, namiot zdawał się pusty, gdzieś po drodze z Malden udało jej się jednak zdobyć dwa masywne dębowe krzesła i delikatny stół.

Pierwsza powstała na jej widok.

- Lady Faile - oznajmiła spokojnie. Dziś miała wpięty we włosy diadem, znak władzy nad Mayene. Symboliczna korona była wspaniała w swej prostocie: żadnych zdobień, tylko złoty jastrząb zrywający się do lotu, jakby wabiony smugami słonecznego światła sączącymi przez dach namiotu, z którego usunięto klapy, żeby wpuścić świeże powietrze. Suknia pierwszej miała barwy złota i zieleni, talię spinał cieniutki prosty pasek, dekolt wycięty był głęboko.

Faile usiadła na jednym z krzeseł. Rozmowa, którą miała przed sobą, była przedsięwzięciem niebezpiecznym, mogła doprowadzić do katastrofy. Ale nie da się jej uniknąć.

- Mam nadzieję, że miewasz się dobrze? - zagaiła Berelain. - Czy szarugi ostatnich dni nie okazały się nazbyt wyczerpujące?

- Deszcz zaiste padał straszny, Berelain - odparła Faile. - Ale nie o deszczu przyszłam tu rozmawiać.

Berelain zacisnęła idealnie wykrojone usta. Światłości, ależ była piękna! W jej obecności Faile czuła się jak zwykła brzydula: nos za duży, pierś zbyt płaska. Głos nawet w ułamku nie tak melodyjny. Dlaczego Stwórca w ogóle powoływał na świat takie kobiety jak Berelain? Czy robił to po to, by szydzić z pozostałych?

Ale Perrin nie kochał Berelain. Kochał Faile.

„Pamiętaj o tym”.

- Świetnie - kontynuowała Berelain. - Spodziewałam się, że dojdzie do takiej rozmowy. Na wstępie chciałabym cię zapewnić, że szerzące się plotki są całkowicie fałszywe. Nic niestosownego nie miało miejsca między mną a twoim mężem.

- Już mi o tym zdążył powiedzieć - szybko rzekła Faile. - A jego słowu ufam bardziej niż twemu.

Berelain zmarszczyła brwi. Była prawdziwą mistrzynią politycznych rozmów. Faile zazdrościła jej umiejętności i subtelności, jakimi potrafiła się w nich wykazać. Mimo młodego wieku Berelain udało się utrzymać niezależność niewielkiego miasta-państwa od znacznie większej i potężniejszej Łzy. Faile mogła się tylko domyślać, ile wymagało to balansowania, politycznych targów i najzwyklejszego sprytu.

- A więc z czym do mnie przyszłaś? - zapytała Berelain, zajmując drugie krzesło. - Jeżeli nie dręczy cię ta kwestia, to nie ma żadnej sprawy.

- Obie wiemy, że kwestia tego, czy spałaś, czy nie spałaś z moim mężem, jest tu całkowicie drugorzędna - odparła Faile, a na jej słowa oczy Berelain rozszerzyły się. - Nie niepokoi mnie to, co się stało, lecz to, co o tym wszystkim sądzą ludzie.

- W każdym miejscu, gdzie zbierają się ludzie, rodzą się plotki - wyjaśniła Berelain. - Zwłaszcza przodują w nich mężczyźni.

- Takie jednoznaczne, uporczywe plotki nie pojawiają się same przez się - ciągnęła dalej Faile. - Obecnie już wszyscy w obozie, włączywszy w to nawet uchodźców, którzy złożyli mi hołd lenny, są przekonani, że kiedy mnie nie było, wzięłaś sobie do łóżka mego męża. Co nie tylko czyni ze mnie postać zaiste żałosną, lecz również kładzie się cieniem na honorze samego Perrina. Jak ma się cieszyć autorytetem ludzi, w oczach których jest mężczyzną wpadającym w ramiona innej kobiety, gdy tylko żona na chwilę zniknie mu z oczu?

- Inni władcy jakoś sobie radzą z takimi plotkami - stwierdziła Berelain. - W przypadku wielu plotki te niosły ziarno prawdy. A monarchie trwają dalej.

- Być może tak to działa w Illian lub Łzie - upierała się Faile. - Niemniej Saldaea oczekuje więcej od swych władców. Podobnie jak ludzie z Dwu Rzek. Perrin nie jest jak inni królowie. Kiedy widzi, jak ludzie na niego patrzą, pęka mu serce.

- Wydaje mi się, że go nie doceniasz - uśmiechnęła się Berelain. - Poradzi sobie z tym. Nauczy się wykorzystywać plotki dla swoich celów. Dzięki temu stanie się silniejszym mężczyzną i władcą.

Faile przez chwilę przyglądała się rozmówczyni.

- Ty go w ogóle nie rozumiesz, nieprawdaż?

Berelain zareagowała, jakby otrzymała policzek. Szarpnęła się w tył. Najwyraźniej wcale aż tak dobrze nie radziła sobie z rozmową, gdy ta była boleśnie szczera. To mogło zapewnić Faile nieznaczną przewagę.

- Rozumiem mężczyzn, moja lady Faile - oznajmiła chłodnym tonem Berelain. - A twój mąż nie jest wśród nich żadnym wyjątkiem. Skoro już zdecydowałaś, że rozmawiamy szczerze, odwdzięczę ci się tym samym. Pojmanie Aybary za męża było sprytnym posunięciem i czas po temu wybrałaś odpowiedni. Dzięki temu Saldaea związała się mocno ze Smokiem Odrodzonym, niemniej powinnaś pamiętać, że tak łatwo nie zostanie twój.

Faile westchnęła głęboko. Nadszedł czas na jej gambit.

- Reputacja Perrina mocno ucierpiała przez to, co zrobiłaś, moja lady Pierwsza. Dyshonor, który ja poniosłam, mogę wybaczyć. Ale jego nie odpuszczę.

- Nie bardzo sobie wyobrażam, co w tej sprawie można zrobić.

- Ja natomiast wyobrażam sobie jak najbardziej - odparowała Faile. - I jestem raczej pewna, że jedna z nas będzie musiała oddać życie.

Na twarzy Berelain nie drgnął ani jeden mięsień.

- Proszę?

- Na Ziemiach Granicznych, kiedy kobieta dowie się, że inna wzięła sobie do łóżka jej męża, może rzucić jej wyzwanie. Walczą wtedy na noże. - Była to prawda, choć tradycję uważano powszechnie za archaiczną i mało kto jeszcze jej przestrzegał. - Jedynym sposobem, w jaki mogę oczyścić swoje imię, jest walka z tobą na noże.

- I czego miałoby to dowieść?

- Może z tego wyniknąć przynajmniej tyle, że kiedy będziesz martwa, nikt nie będzie sądził, że sypiasz z moim mężem za moimi plecami.

- Dobrze słyszę? Naprawdę grozisz mi w moim własnym namiocie?

- To nie jest groźba - odrzekła Faile zdecydowanym głosem. Światłości, pozostawało mieć nadzieję, że to właściwa droga. - To jest wyzwanie.

Berelain przyglądała się jej szacującym spojrzeniem.

- Mogę wygłosić publiczne oświadczenie. Potępię w nim moje pokojówki za rozsiewanie plotek i zapewnię wszystkich w obozie, że są całkowicie wyssane z palca.

- Naprawdę wydaje ci się, że w ten sposób położysz im kres? Nie protestowałaś przed moim powrotem. Wszyscy widzą w tym jednoznaczny dowód. I oczywiście, wszyscy spodziewają się, że teraz zachowasz się, jakby nic się nie stało.

- Z tym… wyzwaniem… chyba nie mówisz poważnie?

- Mając na uwadze honor męża, Berelain, zawsze jestem poważna. - Spojrzała tamtej prosto w oczy i zobaczyła w nich niepokój. Berelain nie chciała z nią walczyć. Jak również, rzecz jasna, Faile nie chciała walczyć z Berelain, i to nie tylko dlatego, że nie mogła mieć pewności, czy wygra. Choć z drugiej strony coś w niej aż się skręcało z ochoty, żeby odegrać się na Berelain za tamtą sytuację, gdy ta wytrąciła jej nóż z ręki.