- Ludwisarzom to się nie spodoba. Wraz z końcem oblężenia większość rzemieślników w mieście myśli tylko o tym, żeby wrócić do normalnej pracy.
- Och, nie byłabym taka pewna, Elayne - wtrąciła Birgitte. - W swoim czasie znałam kilku rzemieślników. Wszyscy co do jednego skarżyli się na przywileje królewskie, jakie władzy daje wojna, ale póki Korona płaci, wszyscy są w głębi ducha szczęśliwi. Stała praca jest wartością w każdych czasach. Poza tym coś takiego może rozbudzić ciekawość niektórych.
- Będziemy musieli zachować całą rzecz w tajemnicy - stwierdziła Elayne.
- A więc zgadzasz się? - zapytał Mat, zaskoczony. Nie musiał nawet uciekać się do swej sekretnej łapówki, żeby ją przekonać!
- Oczywiście, najpierw potrzebny nam będzie dowód, że to działa - rzekła Elayne. - Lecz jeżeli te urządzenia, te smoki, sprawdzą się choćby w połowie tak, jak twierdzi Aludra… Cóż, byłabym głupia, gdybym nie dała ci tylu ludzi, ilu mogę!
- To bardzo hojnie z twojej strony - wymamrotał Mat, drapiąc się po głowie.
Elayne zawahała się.
- Hojnie?
- Że chcesz je zafundować Legionowi.
- Legionowi… Mat, chcę je dla Andoru!
- Chwilę - zaprotestował. - To są moje plany.
- A moje środki! - upierała się Elayne. Wyprostowała się w fotelu, nagle przybierając pozę stosownie królewską. - Z pewnością musisz zdawać sobie sprawę, że Korona gwarantuje znacznie bardziej bezpieczne i skuteczniejsze wykorzystanie tej broni.
Z boku Thom szczerzył się całkiem otwarcie.
- Co cię tak bawi? - rzucił w jego stronę Mat.
- Nic takiego - rzekł bard. - Matka byłaby z ciebie dumna, Elayne.
- Wielkie dzięki, Thom - powiedziała, obdarowując go uśmiechem.
- Po czyjej jesteś stronie? - zapytał Mat.
- Jestem po stronie wszystkich - padła odpowiedź.
- To nie jest żadna przeklęta strona - odciął się Mat, a potem znów spojrzał na Elayne. - Włożyłem mnóstwo trudu i pomyślunku w to, żeby skłonić Aludrę do stworzenia tych planów. Nie mam nic przeciwko Andorowi, ale nie powierzę nikomu tej broni, nie zaufam nikomu, prócz mnie samego.
- A gdyby tak Legion wszedł w skład armii Andoru? - zapytała Elayne.
Znienacka w jej głosie pobrzmiały naprawdę królewskie tony.
- Legion nie służy nikomu - stwierdził Mat.
- To godne podziwu, Mat - kontynuowała Elayne - ale to czyni was zwykłymi najemnikami. Wydawało mi się, że Legion domaga się czegoś więcej, zasługuje na coś lepszego. Z oficjalnym wsparciem będziecie mieli dostęp do zasobów i prawo domagania się, aby wasze potrzeby zostały zaspokojone. Możemy przyjąć was na służbę Andoru, zachowując równocześnie całość hierarchii dowodzenia.
Perspektywa naprawdę kusząca. Przynajmniej do pewnego stopnia. Nieważne. Był przekonany, że Elayne nie będzie chciała mieć go pod bokiem, gdy dowie się o jego związkach z Seanchanami. Ponieważ on pragnął jakoś wrócić do Tuon. Już choćby tylko po to, żeby się przekonać, co naprawdę do niego czuje.
Oczywiście, nie miał zamiaru dostarczyć Seanchanom tych smoków, ale Andorowi też nie chciał ich przekazywać. Nieszczęśliwie się składało, że nie było sposobu na nakłonienie Andoru do ich budowy, a potem odebranie ich narodowi.
- Nie chcę listu zaciężnego dla Legionu - rzekł. -Jesteśmy wolnymi ludźmi i taki los nam odpowiada.
Elayne spojrzała na niego zakłopotana.
- Ale gotów jestem podzielić się z tobą smokami - kontynuował Mat. - Trochę dla ciebie, trochę dla nas.
- A co, jeśli - Elayne zawiesiła na moment głos - sama zbuduję smoki i tym samym będę jedyną ich właścicielką… lecz równocześnie obiecam, że pozostaną w wyłącznej służbie Legionu? Żadne inne wojska nie będą ich używać.
- To byłoby miłe z twojej strony- odpowiedział Mat. - Lecz równocześnie dość podejrzane. Bez urazy.
- Dla mniej lepiej, jeżeli Domy szlacheckie nie będą nimi dysponowały, przynajmniej przez czas jakiś. W końcu zaczną się upowszechniać. Z bronią tak już jest. Zbuduję je i oddam Legionowi. Żadnego listu zaciężnego, zwykła umowa, w której wynajmuję was na czas nieokreślony. Możesz odejść, kiedy chcesz. Ale odchodząc, zostawiasz smoki.
Mat zmarszczył brwi.
- Brzmi, jakbym sam sobie zakładał łańcuch na szyję, Elayne.
- Po prostu podsuwam rozsądne kompromisowe rozwiązania.
- W dniu, w którym usłyszę od ciebie coś rozsądnego, zjem swój kapelusz - powiedział Mat. - Bez urazy.
Elayne spojrzała nań spod uniesionych brwi. Tak, była prawdziwą królową. Zdecydowanie!
- Chciałbym zagwarantować sobie prawo do zatrzymania kilku smoków - ciągnął. - Na wypadek, gdybym jednak chciał opuścić Andor. Jedna czwarta całkowitej ich liczby dla mnie, trzy czwarte dla ciebie. Z drugiej strony zgadzamy się na warunki umowy i póki pozostaniemy w twojej służbie, tylko my będziemy się nimi posługiwać. Jak powiedziałaś.
Mars na jej czole pogłębił się. Żeby sczezł, ale szybko zorientowała się w możliwościach tych smoków. Teraz nie powinien dać jej czasu na zastanowienie. Najważniejsze było, żeby smoki natychmiast trafiły do produkcji. I nie dopuścić, aby Legion stracił szansę ich wykorzystania.
Wzdychając w duchu, Mat uniósł dłoń, rozwiązał rzemyk otaczający szyję, a potem spod koszuli wyciągnął znajomy medalion z lisim łbem. W tej samej chwili poczuł się bardziej nagi, niż gdyby zrzucił całe odzienie.
Położył medalion na stoliku.
Elayne zerknęła na niego, a Mat dostrzegł w jej oczach przelotne iskierki pragnienia.
- Co to ma być?
- Premia - oznajmił, pochylając się naprzód i opierając łokcie na kolanach. - Dostaniesz go na jeden dzień, jeżeli jeszcze dziś wieczorem zgodzisz się na produkcję smoków. Nie obchodzi mnie, co zrobisz z medalionem: badaj go, noś go, napisz o nim przeklętą książkę. Ale jutro musi wrócić do mnie. Dasz słowo.
Birgitte zagwizdała cicho, przez zęby. Od chwili, gdy dowiedziała się, co to jest, Elayne chciała położyć swe ręce na tym medalionie. Rzecz jasna, odnosiło się to do wszystkich przeklętych Aes Sedai, z jakimi Mat miał do czynienia.
- Zatrudnię Legion na kontrakcie przynajmniej rocznym - odparła Elayne - z możliwością przedłużenia. Zapłacimy ci tyle samo, ile zarabiałeś w Murandy.
Skąd ona mogła o tym wiedzieć?
- Możesz wypowiedzieć umowę w każdej chwili - kontynuowała - ale z miesięcznym wyprzedzeniem… jednak zatrzymam wówczas cztery smoki z pięciu. I ponadto, każdemu żołnierzowi, który będzie chciał wstąpić na służbę do mnie, zostanie dana taka możliwość.
- Chcę jednego z czterech - upierał się Mat - I nowego ordynansa.
- Kogo? - zdumiała się Elayne.
- Ordynansa - powtórzył Mat. - Wiesz, człowieka, który będzie dbał o moje rzeczy. Z pewnością lepiej poradzisz sobie z wyborem odpowiednio kompetentnego, niż ja kiedykolwiek bym zdołał.
Elayne obrzuciła wzrokiem jego kaftan, po czym przeniosła spojrzenie na czuprynę.
- To - powiedziała - mogę ci zagwarantować niezależnie od wyniku naszych negocjacji.
- Jeden z czterech? - zapytał Mat.
- Dostanę medalion na trzy dni.
Zadrżał. Trzy dni z gholam grasującymi po mieście. Ta kobieta doprowadzi go do śmierci. Już ryzykowne było rozstać się z medalionem choćby na dzień. Ale w tej chwili nie potrafił wymyślić nic innego, co mógłby jej zaoferować.
- Masz w ogóle pomysł, co z nim zrobić? - zapytał.
- Chciałabym go skopiować - z roztargnieniem odparła Elayne. - Jeśli się da.
- Naprawdę?
- Nie dowiem się, póki nie będę miała możliwości zbadania go.
Matowi stanęła przed oczyma okropna wizja świata, w którym każda Aes Sedai nosi jeden z takich medalionów. Wymienił spojrzenia z Thomem, który zdawał się równie zaskoczony usłyszanymi właśnie słowy.