Thom zaśmiał się i poklepał go po ramieniu.
- Co? - obruszył się Mat.
Tamten tylko roześmiał się po raz drugi, a potem zerknął na zwój w dłoni.
- To było równą niespodzianką.
- Cóż, Andor nie posiada nadwornego trubadura - stwierdził Mat.
- Zaiste - przyznał Thom, podnosząc zwój do oczu. - Ale tu jest oprócz tego jeszcze akt łaski za wszelkie zbrodnie… znane i nieznane… jakie mogłem popełnić w Andorze i Cairhien. Zastanawiam się, kto też mógł jej powiedzieć…
- O czym?
- Nic, nic, Mat. O niczym. Mamy jeszcze parę godzin do kolacji z Elayne. Co byś powiedział, żebyśmy poszli i kupili ci nowy kaftan?
- Dobrze - zgodził się Mat. - Myślisz, że ja też mógłbym otrzymać taki akt łaski, gdybym o niego poprosił?
- A jest ci potrzebny?
Mat wzruszył ramionami. Poszli razem w głąb korytarza.
- Na pewno nie zaszkodzi. Tak na marginesie, jaki kaftan zamierzasz mi kupić?
- Nie powiedziałem, że za niego zapłacę.
- Nie bądź taki skąpiec - zaśmiał się Mat. - Ja stawiam obiad. - I, na krwawe popioły, skądś Mat wiedział, że tak się stanie.
20.
Wybór.
- Nie wolno ci mówić - Rosil zwróciła się do Nynaeve. Szczupła kobieta o wdzięcznej szyi miała na sobie pomarańczową sukienkę z żółtymi rozcięciami. - A w każdym razie możesz się odzywać tylko wtedy, gdy ktoś się do ciebie zwróci. Wiesz, jak wygląda ceremonia?
Nynaeve skinęła głową, serce łomotało zdradziecko. Wędrowały właśnie przez mroczne, głębokie jak lochy, podziemia Białej Wieży. Rosil była nową Mistrzynią Nowicjuszek, całkiem przypadkowo z ramienia Żółtych Ajah.
- Świetnie, świetnie - pochwaliła Rosil. - Powinnam ci zwrócić uwagę, że lepiej byłoby, gdybyś przełożyła pierścień na serdeczny trzeci palec lewej dłoni.
- Uwaga przyjęta - odrzekła Nynaeve, ale nie wykonała nawet najmniejszego ruchu. Została wyniesiona do godności Aes Sedai. Nie miała zamiaru żadnym gestem potwierdzać innego mniemania.
Rosil zacisnęła usta, ale już nic nie mówiła. Podczas krótkiego pobytu w Wieży okazywała Nynaeve dalece idącą serdeczność - za co należała się jej wdzięczność. Nynaeve powoli zaczynała się już przyzwyczajać do myśli, że każda spotkana Żółta siostra będzie ją traktować z lekceważeniem lub, w najlepszym razie, z obojętnością. Och, zdawały sobie sprawę, że jest nadzwyczaj utalentowana, wiele otwarcie przyznawało się do nauk, jakie u niej pobierały. Ale nie uważały jej za jedną z nich. Jeszcze nie.
Ta kobieta zachowywała się inaczej, a odpłacanie się jej niegrzecznością nie miało sensu.
- Dla mnie najważniejszą sprawą, Rosil - wyjaśniła - jest to, aby żadną miarą nie okazać Amyrlin braku szacunku. Ona wyniosła mnie do godności Aes Sedai. Gdybym teraz zachowywała się jak zwykła Przyjęta, zadałabym kłam jej czynom i słowom. Ta inicjacja jest ważna… Kiedy stawałam się Aes Sedai, Amyrlin nie twierdziła, że obejdzie się bez inicjacji. Ale jestem Aes Sedai.
Rosil spojrzała na nią z ukosa, potem pokiwała głową.
- Tak. Rozumiem. Masz rację.
Nynaeve zatrzymała się w przestrzeni mrocznego korytarza.
- Chciałabym ci podziękować, zarówno tobie, jak i pozostałym, które odnosiły się do mnie życzliwie… to znaczy Niere i Meramor. Obawiałam się, że nie znajdę wśród was zrozumienia.
- Są wśród nas takie, które stanowczo sprzeciwiają się wszelkim zmianom, kochana - wyjaśniła jej Rosil. - I zawsze tak będzie. Osobiście musze przyznać, że te twoje nowe sploty naprawdę robią wrażenie. A co ważniejsze, są niesamowicie skuteczne. I ta ostatnia rzecz chyba zdecydowała na twoją korzyść, przynajmniej jeśli o mnie chodzi.
Nynaeve uśmiechnęła się.
- Dobrze, na teraz koniec pogaduszek. - Rosil uniosła palec. - Możesz być Aes Sedai w oczach Amyrlin i Wieży, niemniej tradycja wciąż obowiązuje. Przez resztę ceremonii nie powinnaś odzywać się słowem.
I poszły dalej. Szczupła kobieta prowadziła, Nynaeve wędrowała za nią, zmełłszy w ustach ostrą ripostę. Nie da się ponieść nerwom.
Zagłębiały się coraz bardziej w podziemia Wieży i mimo determinacji, by za wszelką cenę zachować spokój, Nynaeve czuła, jak niepewność owłada jej duszą. Była Aes Sedai, przejdzie te próby. Opanowała mistrzowsko setki splotów. Nie było się czym przejmować.
Wyjąwszy fakt, że niektóre kobiety nigdy nie wracały.
Otaczające ją ciemnice spowijało jakieś surowe piękno. Gładkie posadzki dawni mularze położyli równo i precyzyjnie. Na ścianach świeciły wysoko usytuowane lampy - zapewne do ich zapalenia potrzebna była siostra lub Przyjęta, władająca Jedyną Mocą. Lochy nie znały częstych gości i głównie wykorzystywano je na magazyny. W oczach Nynaeve wydawało się marnotrawstwem tak dbać o miejsce równie rzadko odwiedzane.
Na koniec stanęły przed drzwiami tak masywnymi, że Rosil musiała użyć Mocy, aby je otworzyć.
„Powinnam to rozumieć jako wskazówkę” - pomyślała Nynaeve, splatając ramiona na piersiach. „Sklepione korytarze, gigantyczne drzwi. W ten właśnie sposób ukazuje się Przyjętej znaczenie tego, co ma się dokonać”.
Wielkie niczym brama drzwi wreszcie stanęły otworem, a Nynaeve wreszcie doszła do ładu z męczącym ją niepokojem. Ostatnia Bitwa była tuż-tuż. Przejdzie tę próbę. Miała jeszcze tyle ważnych rzeczy do zrobienia.
Z uniesioną wysoko głową weszła do komnaty. Sklepienie stanowiła kopuła, pod nią kręgiem stały wysokie lampy. W środku znajdował się wielki ter’angreal. Na pierwszy rzut oka zdawało się, że jest zrobiony z metalu, jednak światło mieniło się w jego srebrzystych powierzchniach, sprawiając wrażenie, że cała rzecz jaśnieje i tętni wewnętrznym życiem.
- Zbliżcie się - ceremonialnie powiedziała Rosil.
W pomieszczeniu znajdowały się inne Aes Sedai. Po jednej z każdych Ajah, włączywszy w to - na nieszczęście - Czerwone. Wszystkie wywodziły się z Zasiadających Komnaty, co było dość dziwne, i co Nynaeve zapewne zawdzięczała swej specyficznej pozycji w Wieży. Saerin z Brązowych, Yukiri z Szarych, Barasine z Czerwonych. Uwagę zwracała obecność Romandy z Żółtych Ajah - sama domagała się udziału w ceremonii. Ale jak dotąd ona właśnie najmocniej dawała się Nynaeve we znaki.
Pojawiła się też Egwene we własnej osobie. Jedna siostra ponad przewidywaną przez ceremoniał normę, na dodatek sama Amyrlin. Nynaeve spojrzała swojej Amyrlin w oczy, a Egwene kiwnęła głową. W przeciwieństwie do inicjacji Przyjętej - za którą w całości odpowiadał ter’angreal - w tych próbach siostry brały aktywny udział. A Egwene zapewne okaże się z nich najbardziej bezwzględna. Żeby pokazać, iż miała rację, czyniąc z Nynaeve Aes Sedai.
- Przybyłaś tu jako ignorantka, Nynaeve al’Meara - kontynuowała Rosil. - Jaką odejdziesz?
- Odejdę z wiedzą o sobie.
- Po co zostałaś wezwana?
- Abym przeszła próbę.
- Dlaczego masz przejść próbę?
- Aby udowodnić, że jestem godna - odrzekła Nynaeve.
Kilka kobiet zmarszczyło brwi, włączywszy w to Egwene. To nie były właściwie słowa - Nynaeve miała powiedzieć, że chce się dowiedzieć, czy jest godna. Lecz ona już była Aes Sedai, a więc z definicji była godna. Musiała tylko dowieść tego pozostałym.
Rosil zająknęła się, ale kontynuowała:
- A czego chcesz okazać się godna?
- Noszenia szala, który już został mi dany - odpowiedziała Nynaeve. I znowuż nie przemawiała przez nią arogancja. Po prostu powiedziała prawdę tak, jak ją widziała. Przecież już nosiła szal. Dlaczego udawać, że jest inaczej?
Próbę musiała przejść odziana tylko w Światłość. Zaczęła ściągać suknię.