Wracam do mojego stolika i staję obok niego.
– Dziś na tej sali – kończę mowę – sąd pomoże nam rozstrzygnąć te niejasności.
Mój pierwszy świadek to adwokat strony pozwanej. Przyglądam się, jak Sara podchodzi do krzesła dla świadka. Idzie chwiejnym krokiem, jak marynarz łapiący równowagę na chybotliwym pokładzie. Udaje jej się zająć miejsce i wyrecytować formułkę przysięgi, ale nawet na jedną chwilę nie spuszcza oka z Anny.
– Panie sędzio, proszę o pozwolenie, abym mógł traktować panią Fitzgerald jako świadka wrogo nastawionego do powoda.
Sędzia marszczy brwi.
– Panie Alexander, jestem głęboko przekonany, że oboje państwo potrafią zachować się kulturalnie podczas przesłuchania.
– Zrozumiałem, wysoki sądzie. – Podchodzę do Sary. – Proszę podać imię i nazwisko.
Matka Anny unosi lekko podbródek.
– Sara Crofton Fitzgerald.
– Czy jest pani matką nieletniej Anny Fitzgerald?
– Tak. Anny, Kate i Jessego Fitzgeraldów.
– Czy to prawda, że pani córka Kate w wieku dwóch lat zachorowała na ostrą odmianę białaczki, ostrą białaczkę promielocytową?
– Tak.
– Czy to prawda, że podjęła pani wtedy wraz z mężem decyzję, aby począć i urodzić kolejne dziecko, które w następstwie manipulacji genetycznej byłoby dawcą narządów dla chorej siostry?
Twarz Sary ciemnieje.
– Co prawda użyłabym innych sformułowań, ale faktycznie to mieliśmy na myśli, decydując się na trzecie dziecko. Chcieliśmy przetoczyć Kate krew pępowinową Anny.
– Dlaczego nie poszukiwali państwo dawcy niespokrewnionego?
– Ponieważ jest to o wiele bardziej ryzykowne. Gdyby dawca nie był spokrewniony z Kate, niebezpieczeństwo zgonu wydatnie by wzrosło.
– A zatem w jakim wieku była Anna, kiedy po raz pierwszy oddała narząd, czy też w tym wypadku tkankę, aby pomóc siostrze?
– Kiedy Kate przetoczono krew pępowinową, Anna miała miesiąc.
Potrząsam głową.
– Nie pytam o to, kiedy przeprowadzono przeszczep. Proszę powiedzieć, kiedy Anna oddała tę krew. Nastąpiło to natychmiast po urodzeniu, prawda?
– Tak – odpowiada Sara – ale Anna nie była wtedy tego świadoma.
– A ile miała lat, kiedy ponownie wystąpiła konieczność oddania jakiegoś narządu Kate?
Sara krzywi się z niesmakiem, dokładnie tak, jak się spodziewałem.
– W wieku pięciu lat oddała siostrze limfocyty do operacji wlewu limfocytów dawcy.
– Na czym to polegało?
– Na pobraniu krwi z żyły w zgięciu łokcia.
– Czy Anna wyraziła zgodę na wbicie igły w żyłę?
– Miała dopiero pięć lat – odpowiada Sara.
– Czy poprosiła ją pani o zgodę na wbicie igły w żyłę?
– Poprosiłam ją, żeby pomogła siostrze.
– Czy to prawda, że Annę trzeba było przytrzymywać na stole zabiegowym, aby można było wprowadzić igłę do żyły?
Sara spogląda na Annę, a potem zamyka oczy.
– Tak.
– I tak pani zdaniem wygląda dobrowolny udział w zabiegu? – Katem oka widzę, jak brwi sędziego DeSalvo ściągają się w jedną grubą linię. – Czy po pierwszym pobraniu limfocytów wystąpiły skutki uboczne?
– Anna miała kilka siniaków i była obolała.
– Ile czasu upłynęło pomiędzy pierwszym a drugim pobraniem krwi?
– Miesiąc.
– Czy przy drugim zabiegu także trzeba było ją przytrzymać?
– Tak, ale…
– Jakie były skutki uboczne?
– Takie same. – Sara potrząsa głową. – Pan nic nie rozumie. Sądzi pan, że przymykałam oczy na to, co Anna musi przechodzić podczas każdego z tych zabiegów? Przecież ona też jest moją córką. To nieistotne, które ze swoich dzieci widzi się w takiej sytuacji. Za każdym razem serce rodzica pęka na taki widok.
– A jednak zdołała pani zwalczyć w sobie to uczucie – zauważam – bo zaprowadziła pani Annę na pobranie krwi po raz trzeci.
– To było konieczne, żeby uzyskać dostatecznie dużo limfocytów – tłumaczy Sara. – Nie jest to standard przy zabiegach tego typu.
– Ile lat miała Anna, kiedy po raz kolejny musiała poddać się zabiegowi w celu ratowania chorej siostry?
– Kiedy Kate miała dziewięć lat, wywiązało się u niej ostre zakażenie i…
– Znowu nie odpowiedziała pani na moje pytanie. Chcę wiedzieć, co przeszła Anna w wieku sześciu lat.
– Oddała granulocyty, które miały przeciwdziałać infekcji u Kate. Zabieg jest bardzo podobny do pobrania limfocytów.
– Czyli kłucie igłą?
– Zgadza się.
– Czy zapytała pani Annę o zgodę na oddanie granulocytów?
Sara milczy.
– Pani Fitzgerald… – upomina ją sędzia.
Sara zwraca się błagalnym tonem wprost do córki:
– Anno, przecież wiesz, że nigdy nie chcieliśmy, żebyś cierpiała. Wszyscy cierpieliśmy. Każdy siniec, który ty nosiłaś na rękach, my nosiliśmy głęboko w sercu.
– Proszę odpowiedzieć. – Staję pomiędzy Anną a jej matką. – Czy zapytała ją pani o zgodę?
– Niech pan przestanie – prosi Sara. – Wszyscy wiemy, jak było. Usiłuje mnie pan pogrążyć; przyznaję się do wszystkiego, co chce mi pan zarzucić. Wolałabym mieć tę część już za sobą.
– Bo ciężko pani znieść rozgrzebywanie przeszłości, tak? – Wiem, że balansuję na cienkiej linie, ale przecież robię to dla Anny i w jej imieniu, bo chcę, by zobaczyła, że może na kogoś liczyć. – W sumie wszystkie te zabiegi nie były aż tak niewinne, jak pani sądzi?
– Panie Alexander, do czego pan zmierza? – pyta sędzia DeSalvo. – Znana mi jest liczba zabiegów, które przeszła Anna.
– Chcę to ustalić, ponieważ dysponujemy tylko historią choroby Kate, a brak nam dokumentów dotyczących jej siostry.
Sędzia DeSalvo kiwa głową, nie patrząc na żadne z nas.
– Proszę się streszczać.
Ponownie zwracam się w stronę matki Anny.
– Szpik kostny – mówi głucho Sara, uprzedzając moje pytanie. – Ponieważ Anna była bardzo młoda, trzeba było zastosować znieczulenie ogólne. Szpik pobrano igłami wprowadzonymi do grzebienia kości biodrowej.
– Czy to było pojedyncze nakłucie, tak jak podczas poprzednich zabiegów?
– Nie – odpowiada Sara cicho. – Nakłuć było około piętnastu.
– Do wnętrza kości?
– Tak.
– Jakie tym razem wystąpiły skutki uboczne?
– Ból kości. Podano Annie środki przeciwbólowe.
– Czyli tym razem Anna została w szpitalu pełną dobę… i, jak słyszę, potrzebna jej była kuracja pozabiegowa?
Sara milczy przez chwilę, żeby zapanować nad sobą.
– Powiedziano mi, że pobranie szpiku kostnego nie jest złożonym zabiegiem chirurgicznym i nie zagraża dawcy. Przyznaję, że być może chciałam to usłyszeć; być może w tym momencie potrzebowałam usłyszeć takie zapewnienie. Możliwe, że nie myślałam o Annie, że zaniedbałam ją, ponieważ byłam bardzo skoncentrowana na tym, co się dzieje z Kate. Ale wiem ponad wszelką wątpliwość, że Anna, tak jak wszyscy w naszej rodzinie, pragnęła jednego: żeby Kate wyzdrowiała.
– Oczywiście – dopowiadam. – Przecież to oznaczało dla niej koniec kłucia igłami.
– Dość tego, panie Alexander – przerywa mi sędzia DeSalvo.
– Proszę zaczekać – powstrzymuje go Sara. – Chciałabym coś powiedzieć. – Zwraca się wprost do mnie. – Sądzi pan, że tę sytuację łatwo będzie przeanalizować, opisać w prosty, przejrzysty sposób, tutaj białe, a tam czarne? Myli się pan. Broni pan mojej córki, ale tylko dziś, tylko na tej sali. A ja mam dwie córki i bronię każdej z nich jednakowo, codziennie, zawsze i wszędzie. I kocham każdą z nich jednakowo, zawsze i wszędzie.
– Przyznała pani jednak, że podejmując wspomniane decyzje, kierowała się troską o zdrowie Kate, nie Anny – zauważam. – Jak zatem może pani twierdzić, że kocha obie córki jednakowo? Że nie faworyzowała pani jednej z nich?