Campbell nie daje świadkowi ani chwili wytchnienia.
– Czy rodzice decydują o sposobie leczenia swoich dzieci, dopóki nie skończą one osiemnastu lat?
Na to pytanie nawet ja mogłabym odpowiedzieć. Rodzice decydują o wszystkim, chyba że jest się takim jak Jesse i robi się wszystko, żeby mieli cię dość i woleli udawać, że w ogóle cię nie ma.
– Z prawnego punktu widzenia tak – odpowiada doktor Bergen. – Niemniej kiedy dziecko wkroczy w wiek dojrzewania, musi wyrazić zgodę na każdy zabieg, choć nie jest to zgoda formalna. Dotyczy to również sytuacji, kiedy rodzice już wcześniej zdążyli udzielić zgody na wykonanie zabiegu.
Ta zasada, gdyby mnie ktoś pytał, jest jak reguły bezpiecznego przechodzenia przez jezdnię. Wszyscy wiedzą, jak należy postępować, ale mimo to i tak chodzą, jak chcą.
Doktor Bergen ciągnie dalej swój wywód.
– Rzadko dochodzi do różnicy zdań pomiędzy rodzicami a niepełnoletnim pacjentem. W takim wypadku komisja do spraw etyki lekarskiej zbiera się i zanim zajmie stanowisko, bierze pod uwagę kilka czynników: wiek i dojrzałość fizyczną niepełnoletniego pacjenta, stosunek ryzyka do spodziewanych korzyści wypływających z zabiegu, argumentację, którą przedłożył pacjent, oraz to, czy zabieg leży w jego najlepiej pojętym interesie.
– Czy komisja do spraw etyki lekarskiej rozważała przypadek choroby Kate Fitzgerald? – chce wiedzieć Campbell.
– Dwukrotnie nas o to poproszono – odpowiada doktor Bergen. – Za pierwszym razem mieliśmy zająć stanowisko w sprawie próby przeszczepu komórek macierzystych pobranych z krwi obwodowej. Było to w roku dwa tysiące drugim, kiedy okazało się, że kilka terapii, w tym przeszczep szpiku kostnego, nie przyniosło rezultatów. Po raz drugi obradowaliśmy nad przypadkiem Kate całkiem niedawno. Mieliśmy stwierdzić, czy w jej najlepiej pojętym interesie leży przeszczep nerki.
– Jakie stanowisko zajęła komisja?
– Co do przeszczepu komórek macierzystych pobranych z krwi obwodowej opowiedzieliśmy się za. W sprawie przeszczepu nerki wystąpiła pomiędzy nami różnica poglądów.
– Proszę nam to wyjaśnić.
– Kilkoro z nas było zdania, że w tym stadium choroby stan pacjentki pogorszył się już tak znacznie, że ciężka, skomplikowana operacja chirurgiczna przyniesie jej więcej szkody niż pożytku. Reszta uznała, że bez tej operacji Kate z całą pewnością musi umrzeć, zatem spodziewane korzyści przeważają nad ryzykiem.
– Skoro w obrębie komisji wystąpiła różnica zdań, kto miał podjąć ostateczną decyzję w sprawie przeszczepu nerki?
– Rodzice, ponieważ Kate jest jeszcze niepełnoletnia.
– Czy komisja do spraw etyki lekarskiej – podczas ostatnich obrad bądź też tych w dwa tysiące drugim roku – brała pod uwagę ryzyko i spodziewane korzyści, które zabieg przyniesie dawcy?
– Nie to było sednem sprawy…
– A zainteresowali się państwo tym, czy dawca, Anna Fitzgerald, wyraziła zgodę na zabieg?
Doktor Bergen spogląda prosto na mnie. W jego oczach widzę współczucie, co jest jeszcze okropniejsze, niż gdyby wyzywał mnie od najgorszych za to, że w ogóle przyszło mi do głowy złożyć pozew. Potrząsa głową.
– To jasne, że żaden szpital w tym kraju nie wziąłby nerki od dziecka, które nie zgadza się jej oddać.
– A zatem, czysto teoretycznie, gdyby Anna odmówiła zgody na zabieg, to wtedy jej sprawa wylądowałaby na pańskim biurku, czy tak?
– Cóż…
– Czy sprawa Anny trafiła na pańskie biurko, panie doktorze?
– Nie.
Campbell podchodzi do niego.
– Czy może nam pan wyjaśnić, dlaczego tak się nie stało?
– Ponieważ Anna Fitzgerald nie była pacjentką naszego szpitala.
– Czyżby? – Campbell wyjmuje z teczki plik papierów i podaje je sędziemu, a potem doktorowi Bergenowi. – Proszę. Oto karty chorobowe Anny Fitzgerald pochodzące z kartoteki szpitala miejskiego w Providence. Pierwsza z nich została założona trzynaście lat temu. Skąd w kartotece takie dokumenty, skoro, jak pan twierdzi, Anna nie była pacjentką waszego szpitala?
Doktor Bergen przerzuca podane mu papiery.
– Faktycznie, Anna przeszła u nas kilka operacji chirurgicznych.
Nie popuszczaj, Campbell, krzyczę w myślach. Nie jestem z tych, które wierzą w szlachetnych rycerzy ratujących damy w opałach, niemniej coś w tym jest.
– Czy nie zastanawia pana, że przez trzynaście lat komisja ani razu nie zebrała się, aby rozpatrzyć zabiegi, którym poddawano Annę Fitzgerald, wszelako pacjentkę pańskiego szpitala, co wnioskuję po grubości tego pliku dokumentów, a przede wszystkim z samego faktu jego istnienia?
– Byliśmy przekonani, że Anna oddaje narządy z własnej, nieprzymuszonej woli.
– Czy chce pan przez to powiedzieć, że gdyby Anna uprzednio zaznaczyła, że nie życzy sobie oddawać siostrze limfocytów, granulocytów, krwi pępowinowej, a choćby nawet zestawu pierwszej pomocy przy ukąszeniu przez pszczołę, który nosi w plecaku, to komisja zajęłaby inne stanowisko?
– Wiem, do czego pan zmierza, panie Alexander – mówi zimnym głosem psychiatra. – Cały kłopot w tym, że taka sytuacja nie zaistniała nigdy wcześniej i nie ma żadnego precedensu. Podążamy nieprzetartym szlakiem i staramy się nie popełniać błędów.
– Czy jednak praca komisji do spraw etyki lekarskiej nie polega właśnie na tym, aby rozpatrywać sytuacje, które nigdy wcześniej nie zaistniały?
– W zasadzie… tak.
– Panie doktorze, poproszę pana teraz o opinię jako biegłego. Czy wymaganie od Anny Fitzgerald, aby przez trzynaście lat swojego życia była dawcą narządów i tkanek, jest zgodne z etyką lekarską?
– Sprzeciw! – woła mama.
Sędzia pociera podbródek.
– Proszę odpowiedzieć. Chcę to usłyszeć.
Doktor Bergen znów rzuca mi spojrzenie.
– Szczerze mówiąc, byłem przeciwny pobraniu nerki od Anny, zanim jeszcze usłyszałem, że ona sama nie zgadza się na zabieg. Nie wierzę w to, że Kate może przeżyć przeszczep, zatem moim zdaniem Anna zupełnie niepotrzebnie zostałaby poddana poważnej operacji chirurgicznej.
Jednakże podczas zabiegów, które przeszła do tej pory, ryzyko było niewielkie w porównaniu z korzyściami, które odniosła cała jej rodzina. Pochwalam działania państwa Fitzgerald oraz ich decyzje, które dotyczyły Anny.
Campbell udaje, że rozważa te słowa.
– Panie doktorze, proszę mi powiedzieć, jakim samochodem pan jeździ?
– Porsche.
– Na pewno lubi pan swój samochód.
– Lubię – pada ostrożna odpowiedź.
– A gdybym w tej chwili panu oznajmił, że przed wyjściem z tej sali musi pan oddać kluczyki i dowód rejestracyjny, ponieważ w ten sposób można ocalić życie sędziego DeSalvo?
– To śmieszne. Pan…
Campbell pochyla się nad nim.
– A gdyby nie dano panu wyboru? Gdyby od dziś psychiatrzy musieli wykonywać wszelkie polecenia prawników, bo to prawnicy decydowaliby o tym, co jest dobre dla innych?
Doktor Bergen przewraca oczami.
– Widzę, że próbuje pan wprowadzić do akcji wątek dramatyczny, panie Alexander. Nic z tego. Etyka medyczna zna pojęcie podstawowych praw dawcy. Są to zabezpieczenia ustanowione w jednym celu: aby pionierzy medycyny nie ulegli zaślepieniu własnymi osiągnięciami. W Stanach Zjednoczonych nieraz już dochodziło do drastycznych naruszeń tak zwanej świadomej zgody pacjenta; skutkiem tego prowadzenie badań z udziałem ludzi jest teraz regulowane przepisami, które mają chronić człowieka przed wykorzystaniem w charakterze szczura doświadczalnego.
– Proszę nam zatem powiedzieć – ripostuje Campbell – jakim cudem, do cholery, etyka medyczna mogła przeoczyć przypadek Anny Fitzgerald?
Kiedy miałam zaledwie siedem miesięcy, w sąsiedztwie ktoś urządził imprezę. Łatwo sobie wyobrazicie ten koszmar: tony galaretki owocowej, piramidki z kostek żółtego sera, ludzie tańczący na ulicy w rytm muzyki puszczonej przez okno z pokoju. Ja, rzecz jasna, nie pamiętam z tego absolutnie nic. Wiem tylko, że wsadzono mnie w chodzik. Takie urządzenia były całkiem popularne, zanim dzieci zaczęły się masowo w nich wywracać i rozbijać sobie głowy.