– Znaleźli sześć łusek – powiedział. – Dziewięciomilimetrowe, parabellum. Dziwne ślady po bokach, przysłali
rysunek.
Podsunął kartkę Neagley. Przeczytała dokładnie, skrzywiła się, przekazała faks Reacherowi, który spojrzał na rysunek i pokiwał głową.
– Heckler & Koch MP5 – stwierdził. – Wyrzuca puste łuski z naprawdę potężnym kopem. Facet ustawił go na krótkie serie. Dwie serie, sześć łusek. Pewnie wylądowały dwadzieścia metrów dalej.
– Najprawdopodobniej model SD6 – dodała Neagley. -Jeśli był wytłumiony. Świetna broń, pistolet maszynowy pierwszej klasy, drogi i dość rzadki.
– Czemu chciałeś obejrzeć mój gabinet? – spytał Stuyvesant.
– Myliliśmy się co do sprzątaczy – oznajmił Reacher.
W sali zapadła cisza.
– Pod jakim względem? – spytała Neagley.
– Pod każdym względem. Z każdej możliwej strony. Co
się stało, gdy z nimi rozmawialiśmy?
– Kompletnie zamknęli się w sobie.
Skinął głową.
– Ja też tak sądziłem. Pogrążyli się w stoickim milczeniu, niemal w transie. Uznałem to za reakcję na jakieś zagrożenie, jakby okopali się i bronili przed kimś, kto coś na
nich ma. Coś niezmiernie ważnego. Jakby wiedzieli, że
nie mogą sobie pozwolić nawet na jedno słowo. Ale wiecie co?
– Co?
– Oni po prostu nie mieli pojęcia, o czym my mówimy, najmniejszego. Dwójka zwariowanych białasów, zadających im dziwaczne pytania. Byli zbyt uprzejmi i zbyt
nieśmiali, by kazać nam spadać. Po prostu siedzieli cierpliwie i słuchali, jak bredzimy.
– Co chcesz powiedzieć?
– Pomyślcie, co jeszcze wiemy? Na taśmie mamy dziwną sekwencję wydarzeń. Gdy wchodzą do gabinetu Stuyvesanta, sprawiają wrażenie nieco zmęczonych. Kiedy wychodzą, są nieco mniej zmęczeni. Wchodząc, wyglądają bardzo porządnie, wychodząc – mniej porządnie. W gabinecie spędzili piętnaście minut, w pokoju sekretarki zaledwie dziewięć.
– I co? – spytał Stuyvesant. Reacher się uśmiechnął.
– Twój gabinet jest prawdopodobnie najczystszym po
mieszczeniem świata; można by tam przeprowadzić operację chirurgiczną. Świadomie utrzymujesz taki porządek.
A przy okazji, wiemy o twoich nawykach z teczką i mokrymi butami.
Froelich wyraźnie nie miała pojęcia, o czym mowa. Tym razem to Stuyvesant się zarumienił.
– Jest wręcz obsesyjnie czysty – ciągnął Reacher. – A jednak sprzątacze spędzili w nim piętnaście minut. Czemu?
– Wypakowywali list – odparł Stuyvesant. – Układali na miejscu.
– Nie, nie wypakowywali.
– Może sama Maria? Czy Julio i Anita nie wyszli pierwsi?
– Nie.
– To kto go tam położył? Moja sekretarka?
– Nie.
W sali zapadła cisza.
– Twierdzisz, że ja to zrobiłem? – spytał Stuyvesant.
Reacher pokręcił głową.
– Pytam tylko, czemu sprzątacze spędzili piętnaście minut w gabinecie, który był idealnie czysty?
– Odpoczywali? – podsunęła Neagley.
Reacher znów pokręcił głową. Froelich uśmiechnęła się nagle.
– Robili coś, co sprawiło, że wyglądali nieporządnie? -
spytała.
Reacher odpowiedział uśmiechem.
– Na przykład co?
– Na przykład uprawiali seks?
Stuyvesant pobladł.
– Mam szczerą nadzieję, że nie. A poza tym było ich troje.
– Istnieje coś takiego jak trójkąty – mruknęła Neagley.
– Mieszkają razem – przypomniał Stuyvesant. – Gdyby mieli na to ochotę, mogliby to robić w domu.
– To może być przygoda erotyczna – wyjaśniła Froelich. – No wiesz, zabawa w pracy.
– Zapomnijcie o seksie – uciął Reacher. – Zastanówcie się nad wrażeniem nieporządku. Co dokładnie je wywołało?
Wszyscy po kolei wzruszyli ramionami. Stuyvesant nadal był blady. Reacher się uśmiechnął.
– Na taśmie widać coś jeszcze – powiedział. – Gdy wchodzili, worek na śmieci był prawie pusty, gdy wychodzili niemal pełny. Czy w biurze zostało dużo śmieci?
– Nie. – Stuyvesant wyglądał na urażonego. – Nigdy nie zostawiam tam śmieci.
Froelich pochyliła się nagle.
– Co więc było w worku?
– Śmieci – odparł Reacher.
– Nie rozumiem – przyznała Froelich.
– Piętnaście minut to bardzo długo – zaczął Reacher. -
W pokoju sekretarki pracowali sprawnie i bardzo dokładnie, a jednak sprzątanie zajęło im zaledwie dziewięć minut. Jest nieco większy i bardziej zaśmiecony niż gabinet.
Wszędzie coś leży. Porównajcie te dwa pomieszczenia, po
równajcie ich wyposażenie. Załóżcie, że pracują wszędzie
równie ciężko, i powiedzcie mi, ile czasu powinni byli spędzić w gabinecie.
Froelich wzruszyła ramionami.
– Siedem minut, osiem. Mniej więcej tyle.
Neagley przytaknęła.
– Powiedziałabym, że góra dziewięć minut.
– Lubię porządek – zaprotestował Stuyvesant. – Zostawiam odpowiednie instrukcje. Chciałbym, by byli tam co najmniej dziesięć minut.
– Ale nie piętnaście – rzekł Reacher. – To przesada. Spytaliśmy ich o to. Spytaliśmy, czemu byli tam tak długo. A oni co odpowiedzieli?
– Nie odpowiedzieli – odparła Neagley. – Po prostu spojrzeli na nas ze zdumieniem.
– Potem zapytaliśmy, czy co noc spędzają w gabinecie tyle samo czasu, a oni odparli, że tak.
Stuyvesant spojrzał na Neagley, szukając potwierdzenia. Kobieta skinęła głową.
– Dobra – rzucił Reacher. – Mamy piętnaście minut,
wszyscy widzieliście taśmy. Teraz powiedzcie mi, co tam
robili?
Nikt się nie odezwał.
– Są dwie możliwości – podjął Reacher. – Albo nie spędzili tam tego czasu, albo też poświęcili go na hodowanie włosów.
– Co? – nie wytrzymała Froelich.
– Dlatego właśnie wyglądają nieporządnie, zwłaszcza Julio. Po wyjściu ma nieco dłuższe włosy niż w chwili, gdy wchodzi.
– Jak to możliwe?
– To możliwe, bo nie oglądaliśmy wydarzeń z jednej nocy. Oglądaliśmy dwie różne noce połączone ze sobą. Dwie połówki różnych nocy.
Cisza.
– Dwie taśmy – ciągnął Reacher. – Klucz stanowi zmiana kasety o północy. Pierwsza taśma jest autentyczna, musi być, bo wcześniej pokazuje Stuyvesanta i sekretarkę wychodzących do domu. To się zdarzyło naprawdę, w środę. O 23:52 pojawiają się sprzątacze. Sprawiają wrażenie zmęczonych, bo być może był to ich pierwszy dzień na nocnej zmianie. Może wcześniej przez cały dzień coś robili. Ale jak dotąd wszystko szło bez problemów. Nie mają opóźnienia. Nikt nigdzie nie rozlał kawy, nie zostawił gór śmieci. Worek na śmieci jest niemal pusty. Przypuszczam, że skończyli sprzątać w jakieś dziewięć minut. To pewnie ich zwykłe tempo, całkiem niezłe. Dlatego właśnie zdziwili się, gdy stwierdziliśmy, że siedzieli tam długo. Szacuję, że w rzeczywistości wyszli minutę po północy, przez kolejnych dziewięć minut sprzątali pokój sekretarki i dziesięć po dwunastej zniknęli.
– Ale… – wtrąciła Froelich.
– Ale po północy mamy już zupełnie inną noc. Może sprzed paru tygodni, nim Julio odwiedził fryzjera. Noc, gdy zjawili się później i później wyszli, bo w jakimś innym biurze coś ich zatrzymało. Może kupa śmieci, które trafiły do worka. Wychodząc, sprawiali wrażenie nieco bardziej energicznych, bo spieszyli się, żeby nadgonić pracę. Możliwe też, że był już środek tygodnia, przywykli do
nocnych zmian i zdołali się wyspać. Widzieliśmy zatem, jak wchodzą w środę i wychodzą zupełnie innej nocy.
– Ale data była właściwa – przypomniała Froelich. -
Niewątpliwie czwartkowa.