– Rzeczywiście! – stwierdził Erling. – Tylko szczupłe małe dziecko mogłoby się tędy przecisnąć.
– Ja pójdę! – zgłosił się Villemann, bo spostrzegł, że Rafael bardzo się boi ciemności.
Wszyscy patrzyli pytająco na „rabina”. Ten skinął głową – tak będzie najlepiej.
– Dobrze, ale ja też! – zawołała Taran. – To przecież ja znalazłam wejście.
– No i tym samym wykonałaś już swoją część zadania – rozstrzygnął Móri. – Teraz kolej na Villemanna.
Taran dała się przekonać. Villemann dostał na drogę latarnię i surowy nakaz, żeby obchodził się z nią bardzo ostrożnie.
– No a co, jeśli w środku znajduje się szkielet? – zapytał, odwracając się do nich po raz ostatni.
– Chcesz, żebyśmy zamiast ciebie wysłali Taran? – rzucił Erling.
To pomogło natychmiast i po chwili zobaczyli, jak stopy chłopca znikają w otworze.
– Widzisz coś? – wołał Móri.
– Dziura się poszerza – dotarła do nich stłumiona odpowiedź. – Teraz znajduję się w maleńkim pomieszczeniu. Stoi w nim jakaś skrzyneczka.
– I to wszystko, co tam widzisz?
– Absolutnie wszystko.
– Znakomicie! W takim razie zabierz ze sobą skrzynkę. Uniesiesz ją razem z latarnią?
– Myślę, że tak. Będę skrzynkę popychał przed sobą.
Minęło trochę czasu, zanim chłopiec szczęśliwie do nich wrócił, okropnie wybrudzony, oblepiony pajęczynami, z mnóstwem ziemi w potarganych włosach. Ale wprost pękał z dumy, wszyscy musieli to zauważyć. Taran obawiała się, że będzie teraz musiała wysłuchiwać tej historii niezliczoną ilość razy przez cały rok.
Etan von Virneburg przejął płaską dębową skrzyneczkę z żelaznymi okuciami. Odwrócił się i obracał skrzynkę na wszystkie strony, ocierał ją z ziemi i kurzu.
– To był pierwszy etap – oznajmił zadowolony. – A teraz, moi nowi przyjaciele, zapraszam państwa ponownie do dworu. Nasi czarujący gospodarze są dzisiaj troszkę… niedysponowani, więc ja wystąpię w ich zastępstwie. – Posłał swemu bratankowi ironiczne spojrzenie. – Ich obecność jednak jest jak najbardziej pożądana, ponieważ będziemy musieli wyjaśnić wiele skandali. Księżno, czy zechciałaby pani odstąpić nam na chwilę jednego z gwardzistów, by pojechał do miasteczka po prefekta? Wiem, że jest już bardzo późno, ale obiecaj mu wspaniałe przyjęcie, jeśli przyjedzie.
Rozdział 18
Dolg szedł do głównego budynku pogrążony w myślach i nie zwrócił początkowo uwagi na to, że ktoś mu towarzyszy.
To Danielle. Z trudem dotrzymywała mu kroku, więc Dolg zwolnił. Widział bowiem, że dziewczynka bardzo pragnęła towarzystwa. Rafaela niósł Erling, a bliźniaki idąc rozmawiały z Mórim i Etanem.
Danielle rozjaśniła się widząc, że Dolg na nią czeka.
– Jesteś zmęczona? – zapytał przyjaźnie.
– Trochę.
– No tak, bo już jest bardzo późno.
Widział, że dziewczynka nad czymś się zastanawia, ale nie mówi nic, bo nie jest przyzwyczajona odzywać się pierwsza do innych. „Dzieci milczą, jeśli nie są pytane”, słyszała niezmiennie. Trudno zliczyć, ile razy.
Dolg zapytał więc:
– O czym myślałaś?
Ona odpowiedziała mu cichutkim pytaniem:
– Czy ty także jesteś samotny?
Dolg drgnął. Nie oczekiwał takich słów.
– Tak – odparł z wahaniem. – Tak. Ja także jestem samotny.
Dziewczynka z powagą pokiwała głową. Zrobiła ledwie dostrzegalny ruch ręką, ale on domyślił się i ujął jej dłoń. Mój Boże, ależ ona chudziutka, pomyślał.
Nocny wiatr szumiał w koronach drzew.
Tylko ośmioletnie dziecko zrozumie, czym może być dwunastolatek. Dwunastolatek jest już dorosły, jest silny, można go uczynić swoim niedościgłym wzorem, niemal bóstwem.
A Dolg był niewątpliwie dla całej pozostałej czwórki kimś absolutnie wyjątkowym.
Powiedział teraz w zamyśleniu:
– Ale moja samotność jest innego rodzaju niż twoja, Danielle. Ja jestem otoczony miłością i przyjaźnią ludzi o gorących sercach.
Danielle westchnęła tęsknie i szepnęła nieśmiało:
– Ale jesteś sam jeden na calutkiej ziemi, prawda?
Ona umie trafić w sedno, pomyślał zdumiony. Mądre małe stworzenie.
– Nie wiem – powiedział głośno. – I tak, i nie.
Spojrzała na niego pytająco.
– Widziałem istoty takie jak ja, jeśli tak się można wyrazić – wyjaśnił. – Ale nie wiem, czy one żyją. Czy nadal istnieją.
Dla Danielle było to trochę za bardzo skomplikowane. Słyszała jednak tęsknotę w jego głosie, która stanowiła jakby echo jej własnej, i leciutko uścisnęła dłoń chłopca. Dolg trzymał ją za rękę przez całą drogę, kiedy wracali do domu w coraz większych ciemnościach, i czuł, że mała przyjmuje ten dowód przyjaźni, rozpaczliwie spragniona ludzkiego zrozumienia i odrobiny uczucia.
Prefekt nie zdążył się jeszcze udać na spoczynek, więc chętnie podążył za cesarskim gwardzistą. Nigdy nie przepadał za baronem von Virneburg, który traktował go pogardliwie, a ponieważ wieczór spędził ze swoim zastępcą i obaj wychylili po parę kufelków, byli w znakomitych humorach, chętni, by „wymierzyć właścicielowi ziemskiemu kopniaka”.
Jechali szybko drogą na skróty do pałacu, gdzie wszyscy dorośli zebrali się w dużym salonie. Także Claude i mademoiselle zostali sprowadzeni z garderoby.
Goście pozwolili sobie zająć najbliższy pokój gościnny dla dzieci. W końcu trzeba było je położyć, wszystko ma swoje granice.
Taran i Danielle dostały jedno łóżko, trzech chłopców drugie. Tymczasem musiało im to wystarczyć. Pokojówka, panna Edith – która pewnie już niedługo pozostałaby panną, gdyby pozwoliła decydować Berndowi – miała pilnować drzwi, żeby malcy się nie wymknęli. Trochę spłoszona poprosiła o asystę i otrzymała ją pod postacią Nera. Zdaje się, że jej niedokładnie o niego chodziło, ale dzieci były wzruszone. Pies chodził od jednego do drugiego i żegnał je czule, aż w końcu ułożył się w poprzek na łóżku chłopców, przyciskając im nogi. Edith siedziała w głębokim fotelu przy drzwiach.
Dziewczynki szeptały i chichotały, naciągnąwszy kołdrę na głowę zwierzały się sobie z różnych tajemnic, aż chłopcy musieli je uciszać.
Rafael leżał pośrodku, a dwaj bracia po bokach, jako ochrona. Chociaż rówieśnik Dolga, Rafael był mniejszy nawet od Villemanna i dużo, dużo bardziej lękliwy. Wprost nie mógł uwierzyć, że jego trwający rok koszmar dobiegł końca i że ma przy sobie dwóch przyjaźnie usposobionych chłopców. Ale koledzy i ich wspaniała rodzina wyjadą jutro, co się wtedy stanie z nim i z Danielle? Czy on znowu wróci w kajdanach na strych?
Myśli Danielle biegły tym samym torem. Ten cudowny dzień, w którym odnalazła swego brata i poznała tylu wspaniałych ludzi, już się skończył. A jutro…
Nie miała odwagi myśleć, co będzie jutro.
Nie całkiem rozumiała gniew wszystkich dorosłych skierowany przeciwko tacie i maman. Co prawda przekonała się, że żadne z rodziców nie było takie dobre, jak powinno wobec swoich dzieci, ale nie umiała znaleźć powodów i zrozumieć znaczenia tego wszystkiego, co się stało w zamkowej piwnicy. Domyślała się, że czeka ją teraz wiele smutnych chwil i wiele zmartwień. W głębi duszy wciąż powtarzała modlitwę: „Dobry Boże, nie pozwól, by oni znowu zamknęli Rafaela”.
Prefekt i jego pomocnik wiedzieli już co nieco, wprowadzeni w sprawę przez gwardzistę, który jednocześnie podkreślał konieczność przeprowadzenia przesłuchań jeszcze tej nocy. Ze względu na dzieci. Księżna pani i jej przyjaciele nie mogą zostawić Rafaela i Danielle z rodzicami i dwojgiem okrutnych służących. Jak się zachowywała reszta pałacowej służby, nie wiadomo i nikt też nie zamierzał tego dochodzić.