Выбрать главу

– Wolny bieg!

Schwycił sztorwałowe koło i po chwili „Witeź" zawracał, zakreślając na spienionej powierzchni morza szeroki łuk.

Dwie godziny stracono na poszukiwaniu wyrzuconego za burtę majtka, lecz nie zauważono żadnych śladów.

– W takim zwarze najlepszy, zdrowy pływak trzech minut nie utrzyma się na fali! – rzekł ze smutkiem kapitan. – Rzucić za burtę koło ratunkowe i dwie kule korkowe – na wszelki wypadek…

To powiedziawszy, Norweg zdjął kapelusz marynarski i ponuro patrzał na niknące zimne, syczące fale. Za jego przykładem obnażyli głowy Pitt i stojący przy sztorwale Hadejnen. Wtedy dopiero Nilsen schwycił Pitta za ramię i spytał:

– Co z Ottonem Lowe?

Sztorman uspokoił go i Nilsen poszedł odwiedzić potłuczonego majtka. Przy Lowem już się uwijał felczer Walicki, na którego twarzy malowało się zdumienie. Nilsen kazał przenieść majtka do biesiadni,.a sam oglądał szkody uczynione podczas wypadku i kierował łapaniem i umocowywaniem beczek, miotających się jeszcze po pokładzie.

Nareszcie wszystko było w porządku – oprócz oceanu, który kipiał, ryczał i ciskał długie hufce fal na mały statek, jak gdyby zaciął się w zamiarze zdruzgotania go i pożarcia białymi kłami bałwanów.

Jednak „Witeź" się nie dawał. Zderzał się z nadlatującymi wałami, wbijał swój dziób w ich piersi, wylatywał w górę, ciężko opadał, lecz parł naprzód, pozostawiając za sobą biały od piany kilwater i czarną smugę dymu, niby olbrzymią banderę kaperską.

Na warudze pozostał bosman, Olaf Nilsen zaś po obejściu szonera i odwiedzeniu wszystkich jego zakątków poszedł do swej kajuty, aby wypocząć przed wieczorem, gdyż o tak burzliwej porze nie chciał opuszczać mostku kapitańskiego przez całą noc.

Pitt Hardful, który też miał wolną chwilę, ulokował się na swym ulubionym miejscu na dziobie okrętu i, otulony w nieprzemakalny płaszcz, stał zadumany, zapatrzony w piętrzące się przed statkiem bałwany i w przepaściste, ciemne wiry.

– Sztormanie! – rozległ się nagle głos za Pittem. Odwrócił twarz i ujrzał stojących obok siebie felczera Walickiego i mechanika Ludę.

– Co się stało? – zapytał.

– Chcemy pomówić z wami, sztormanie! – rzekł Walicki. – Rzecz poważna…

– Albo śmieszna… – dorzucił Luda.

– Gadajcie jak się należy, bo nic nie rozumiem! – wybuchnął sztorman.

– Wiecie, sztormanie, że potłuczony majtek Lowe zemdlał – zaczął felczer. – Musiałem go cucić…

– No… – mruknął Pitt.

– Ściągnąłem z niego bluzę i koszulkę wełnianą i wiecie, co pod nią znalazłem, sztormanie? – rzekł, wciąż nie mogąc przezwyciężyć zdumienia, Walicki.

Pitt znowu zaczął patrzeć na morze i niby od niechcenia rzucił:

– Z pewnością skórę okrytą sińcami, mój panie…

– Do skóry było jeszcze daleko! – zaśmiał się Luda. – Biedak Walicki musiał się dobrze napracować, aż dotarł do niej!

– Tak, sztormanie! – zawołał felczer, oglądając się, czy ich nikt nie podsłuchuje. – Lowe miał na sobie zbroję, coś w rodzaju kolczugi z grubej, twardej skóry, przeszywanej paskami stali. Coś na kształt gorsetu, okrywającego go od szyi do bioder. Rozciąłem go, bo nie mogłem rozpiąć na opuchniętym ciele, i wtedy… wtedy…

Zapanowało milczenie.

– Wtedy przekonaliście się, że Lowe – to nazwisko kobiety – rzekł nareszcie sztorman.

– Tak! Tak! – szepnął felczer. – Lecz cóż oznacza taka maskarada?

– Nie wasza w tym i nie moja głowa, drodzy towarzysze! – wykrzyknął Pitt. – Wierzcie mi, że najlepiej będzie, jeżeli nikomu o tym słowa nie piśniecie. W przeciwnym razie za nic nie ręczę, a najmniej za wasze życie… Luda nic wcale nie wie, nic nie słyszał i nic nie spostrzegł. Walicki nie mógł się nie dowiedzieć największej tajemnicy „Witezia", lecz jest przekonany, że wszyscy o tym wiedzą, a więc nikomu o tym nie mówi. Taka moja rada, towarzysze! Bo co do mnie, to ja nic nie wiem i niczego się nie domyślam, chociaż pływam na „Witeziu" dłużej od was…

– Dziękujemy za radę, sztormanie! – szepnął Luda. – Ale czy nie myśli pan, że z tego wszystkiego może wyniknąć wielka heca? Okropnie bowiem łakomie spoglądają na leżącą w biesiadni… o, przepraszam, na leżącego na tapczanie Lowego te ogromne draby: Ikonen, Ryba i Hadejnen. Jak wilki kręcą się koło biesiadni, zaglądają do okien… Kapitan poszedł niby do siebie, lecz po chwili niespodziewanie zjawił się i spostrzegł Ikonena otwierającego drzwi… Wtedy kazał mi przynieść z góry koc, położył się na podłodze przy drzwiach, nas wyprawił i powiedział, że sam będzie tymczasem doglądał chorego. Gdy wychodziliśmy, spostrzegłem, że wyjął z kieszeni rewolwer i położył sobie pod płaszcz zwinięty pod głową. Może tu wyniknąć kryminał…

– Kryminał? – spytał wybuchając śmiechem Pitt, gdyż przypomniał sobie stare dzieje „Witezia" i niedawny wypadek z palaczem Mito.

– A prawda! – zawołał Luda wesołym głosem. – Nie ma tu policji! Wszyscy się zaśmiali przy tej uwadze.

– Czy można jeszcze mówić? – spytał Walicki.

– Ależ zapas opowiadań przynosicie z sobą, towarzysze! – wił się Pitt. – Cóż tam znowu?

– Bo to widzicie, sztormanie, Lowe po bardzo silnym potłuczeniu dostał gorączki, miota się i nie będąc jeszcze zupełnie przytomny, wykrzykuje różne rzeczy, rozmawia z kimś,

komuś grozi, woła… Felczer nagle urwał.

Pitt spojrzał na niego badawczo i spytał cicho:

– Woła?… Kogo?…

– Was, sztormanie… – szepnął Walicki. – Mówi: „On – czysty i jasny… On wszystkich nas uratuje… On jak słońce…"

– Czy kapitan słyszał to? – rzucił pytanie Pitt.

– Właśnie że słyszał… Zbladł i zębami zgrzytnął… – szeptał Walicki. – Dlatego chciałem uprzedzić was, sztormanie…

– Dziękuję! – rzekł sztorman na pozór zupełnie spokojnie, lecz natychmiast myśl zaczęła uporczywie pracować, bo czoło pokryło mu się zmarszczkami.

Odwrócił się plecami do majtków, dając do zrozumienia, że rozmowa skończona i że wcale go dalszy ciąg nie obchodzi.

Tego brakowało! – myślał Pitt. – To może do gruntu wszystko zmienić.

Jednak wielką potęgę posiada mowa kobiety, gdy wyraża uwielbienie lub miłość do mężczyzny! Zresztą jest to jedno i to samo, gdyż z uwielbienia zawsze wyrasta miłość. Odkąd stoi świat, każda kobieta uwielbiająca cudotwórców, czarowników, proroków, bohaterów i królów w głębi swego serca marzy o chwili, gdy będzie mogła w zapomnieniu i uniesieniu oddać ubóstwianemu swoją miłość.

„Kobieta nie śpi i myśli o nocnej, tajemniczej godzinie, gdy pana swoich myśli lub serca nazwie nie «sidi», nie «serdarem», lecz powie mu drżącymi ustami: «mój najdroższy»!" -głosi stara legenda arabska.

„Skazany jest ten, który dotknie tej jadowitej czary, bo pryśnie jego urok potężny, rozwiany lekkomyślnymi słowami chełpliwej lub zazdrosnej kobiety; człowiek kierujący życiem innych powinien odtrącić kochankę lub zabić ją, jak się odtrąca trujący napój, jak się zabija śmierć niosącego węża" – dodaje twórca innej wschodniej legendy.

Pitt mimo niepokoju i troski z powodu tak niespodziewanie wdzierającej się do jego życia okoliczności, zaczął myśleć o Elzie, ukrywającej się pod nazwiskiem majtka Ottona Lowego. Zwróciła na niego uwagę, chociaż on nie zdradził najmniejszej chęci zbliżenia się do niej? To pochlebiało jego dumie męskiej.

Kobiety były poniekąd przyczyną jego upadku moralnego, gdyż o ile mogą podnieść człowieka na wyżyny godności ludzkiej, geniuszu i bohaterstwa, o tyle też potrafią cisnąć do najohydniejszego bagna lub pogrążyć w gnuśnej obojętności dla wszystkiego, co stanowi treść życia i jego najpiękniejszej, najszczytniejszej ozdoby.