Выбрать главу

– Biedny dzieciak – stwierdził Siergiej. – Strzeże tego miejsca, jakby od tego zależało jego życie. Ja też je lubię, ale nieszczególnie bym się przejął, gdyby poszło z dymem.

– Dymitr martwi się o ciebie – oznajmiłam.

Siergiej się skrzywił i otarł serwetką usta i brodę.

W dzieciństwie stracił ojca. Żeby nakarmić siebie i syna, matka Dymitra musiała zadawać się z mężczyznami.

– Och. – Przypomniałam sobie reakcję Dymitra na moją uwagę dotyczącą rosyjskich tancerek. Zarumieniłam się ze wstydu. – Kiedy to było?

– Na początku wojny. Dymitr nauczył się sam sobą zajmować.

– Wspominał, że w dzieciństwie stracił matkę. Nie pytałam, jak umarła, on też mi się nie zwierzał.

Siergiej popatrzył na mnie, jakby się zastanawiał, ile mi powiedzieć.

– Pewnego dnia wybrała nieodpowiedniego mężczyznę. – Zniżył głos. – Marynarza. Zabił ją.

– Och! – Złapałam go za ramię. – Nasz biedny Dymitr!

– To on ją znalazł. – Siergiej wzruszył ramionami. – Wyobraź sobie, co czuł ten dzieciak. Marynarz próbował go zastraszyć, ale co mógł zrobić chłopcu, który właśnie stracił matkę?

Wpatrywałam się w wirujących tancerzy, zbyt smutna, by się rozpłakać, i zbyt przygnębiona, by wymyślić jakąś odpowiedź.

Siergiej trącił mnie w bok.

– Idź, powiedz Dymitrowi, żeby się nie przejmował – rzekł. – To inne kluby mają kłopoty, nie nasz. Ci żołnierze nic nie zrobią, ich dowódcy nas lubią.

Cieszyłam się, że Siergiej znalazł pretekst, abym mogła podejść do Dymitra. Na parkiecie panował ścisk, tak że ledwie udało mi się przepchnąć. Tancerze rozkręcali się wraz z muzyką, rytm perkusji osiągnął apogeum. Pewna młoda Rosjanka podrygiwała tak energicznie, że jedna z jej wielkich piersi wysunęła się z głębokiego dekoltu sukienki. Na początku widać było jedynie purpurowy sutek, ale dziewczyna tańczyła coraz bardziej zapamiętale i w pewnym momencie po energicznym podskoku wyskoczyła cała pierś. Rosjanka nawet nie próbowała jej schować, zresztą nikt chyba nie zauważył.

Ktoś postukał mnie w plecy.

– Ej, ślicznotko! To mój taniec. – Wyczułam za sobą obecność mężczyzny, zalatywało od niego alkoholem. W bełkotliwym głosie słyszałam pożądanie. – Ty, złotko. Do ciebie mówię.

Gdzieś w tłumie jakiś damski głos krzyknął:

– Zostaw ją w spokoju! To dzieciak szefa.

Dymitr szeroko otworzył oczy, gdy ujrzał, jak przepycham się w jego kierunku. Wkroczył w tłum i odciągnął mnie na bok.

– Mówiłem im, żeby cię dzisiaj nie przyprowadzali. – Zaprowadził mnie na schodek. – Czasem się zastanawiam, czy którekolwiek ma choćby odrobinę zdrowego rozsądku.

– Siergiej kazał ci powtórzyć, że nie spodziewa się kłopotów – powiedziałam.

– To upalna i pijacka noc. Nie będę ryzykował. – Dał znać jednemu z kelnerów i szepnął mu coś do ucha. Kelner odszedł pośpiesznie i po chwili wrócił z kieliszkiem szampana.

– Proszę – oznajmił Dymitr. – Możesz się trochę napić, a potem odeślę cię do domu.

Wzięłam kieliszek i upiłam łyk.

– Znakomity szampan – oznajmiłam. – Francuski, jak sądzę?

Uśmiechnął się.

– Aniu, chętnie cię tu powitam, chciałbym, żebyś ze mną pracowała. Ale nie w te wieczory. Nie pasują do ciebie. Jesteś za dobra na tę hołotę.

Nagle wpadł na mnie żołnierz piechoty morskiej, niemal przewróciłam się na schody. Po chwili mężczyzna wyprostował się i złapał mnie w pasie. Jego rękę pokrywały nieudolnie wykonane tatuaże. Odsunęłam się, przerażona agresją w jego przekrwionych oczach. Nie wypuszczając mnie z objęć, ruszył w kierunku parkietu.

Ręka mi się wykręciła, upuściłam kieliszek. Rozbił się na podłodze, ktoś natychmiast na niego nadepnął.

– Jesteś trochę chuda. – Żołnierz pomacał moje biodra. – Ale ja lubię chude.

Dymitr błyskawicznie stanął między nami.

– Przepraszam pana, ale jest pan w błędzie – powiedział. – To nie tancerka.

– Jak ma dwie nogi i dziurę, to tancerka. – Żołnierz wyszczerzył zęby i starł palcami ślinę z warg.

Nie widziałam ciosu Dymitra, to się rozegrało zbyt szybko. Ujrzałam tylko, jak zdumiony żołnierz pada na podłogę, a krew tryska mu z ust. Głową uderzył o parkiet, przez chwilę leżał oszołomiony. Usiłował podeprzeć się na łokciu, jednak zanim zdołał wstać, Dymitr wbił mu kolana w szyję i zaczął okładać go pięściami po twarzy. Teraz wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Tancerze oddalili się w szerokim kręgu, orkiestra przestała grać. Ręce Dymitra były pokryte krwią i śliną. Twarz żołnierza na moich oczach zmieniała się w krwawą miazgę.

Siergiej przepchnął się przez tłum i usiłował odciągnąć Dymitra.

– Zwariowałeś? – wrzasnął.

Jego słowa jednak utonęły w ogólnym hałasie. Dymitr kopał żołnierza w żebra. Pod siłą ciosu trzasnęły kości. Mężczyzna skulił się z bólu, a Dymitr zmiażdżył mu krocze.

Trzej inni marines o grubych karkach i potężnych pięściach rzucili się na pomoc koledze. Jeden z nich dźwignął zakrwawionego mężczyznę i odciągnął go na bok, dwóch pozostałych chwyciło Dymitra, powalając go na podłogę. Tłum ogarnęła panika. Wszyscy byli przekonani, że są świadkami morderstwa. Angielscy, francuscy i włoscy marynarze zaczęli wywrzaskiwać obelgi pod adresem marines, ci nie pozostali im dłużni. Część usiłowała przywołać kolegów do porządku, prosić, żeby nie hańbić swojego kraju, inni jednak podgrzewali atmosferę. Pięści młóciły powietrze jak cepy.

Klienci zbierali swoje rzeczy i biegli do wyjścia, przepychając się między sobą. Rosyjskie tancerki uciekły do toalety dla pań, kucharze i kelnerzy wynosili cenne wazony i rzeźby. Wieść o bijatyce musiała wydostać się na zewnątrz, gdyż mimo ucieczki części gości pomieszczenie napełniało się nowymi siłami. Amerykańscy żołnierze tłukli się z piechotą morską, piechota morska lała Francuzów, Francuzi rzucali się na angielskich marynarzy.

Marines nadal trzymali Dymitra za szyję. Miał usta wykrzywione z bólu. Włoscy marynarze i jeszcze jeden żołnierz piechoty przybyli mu z odsieczą, ale nie mogli się równać z krzepkimi Amerykanami.

Siergiej podniósł krzesło i przyłożył nim jednemu z napastników, który padł bez przytomności. Zachęcony tym przykładem Włoch powalił drugiego żołnierza na ziemię. Jednak trzeci Amerykanin, największy, nie puszczał Dymitra, przyciskał jego głowę do podłogi i usiłował skręcić mu kark. Wrzeszczałam, rozglądając się wokół w poszukiwaniu pomocy. Ujrzałam w restauracji Amelię, trzymała nóż w dłoni i usiłowała przepchnąć się przez tłum. Dymitr się krztusił, ślina ciekła mu z ust. Siergiej tłukł żołnierza niedźwiedzi – mi pięściami, ale bez rezultatu. Napastnik wykręcał dłoń Dymitra.

Nagle Dymitr chwycił czubki moich butów. Nie mogłam już tego znieść, rzuciłam się na Amerykanina i z całej siły ugryzłam go w ucho. Poczułam smak krwi i soli… Żołnierz jęknął i puścił Dymitra. Zrzucił mnie z siebie, a ja wyplułam zakrwawiony, różowy strzępek. Twarz żołnierza zbladła jak płótno, gdy ujrzał pół swojego ucha na mojej sukience. Przycisnął dłoń do głowy i uciekł.

– Benissimo! – odezwał się do mnie włoski marynarz. – A teraz przepłucz usta.

Kiedy wróciłam z łazienki, słyszałam na zewnątrz wycie syren i gwizdki żandarmerii. Funkcjonariusze wpadli do budynku, pałując wszystkich jak popadnie i tym samym przyczyniając się do zwiększenia liczby ofiar. Wybiegłam na ulicę i ujrzałam karetki pogotowia odwożące rannych. Wydawało się, że znowu wybuchła wojna.

Szukałam w tym chaosie Dymitra i Siergieja, w końcu znalazłam ich z Amelią na schodach; odprowadzali rannych, tak jak każdej innej nocy odprowadzali VIP – ów. Dymitr miał podbite oko i tak spuchnięte wargi, że niemal nie przypominał człowieka. Mimo to zdołał się uśmiechnąć na mój widok.