Выбрать главу

– To koniec – lamentowałam. – Teraz nas zamkną, prawda?

Dymitr ze zdumieniem uniósł brew, a Siergiej wybuchnął śmiechem.

– Dymitrze, najwyraźniej po dwóch wieczorach Ani zaczęło zależeć – oświadczył.

Nawet Amelia, w sukni rozdartej na szwie i z potarganymi włosami, uśmiechnęła się do mnie.

– To tak samo, prawda, Aniu? – spytał Dymitr. – Tak samo jak z muzyką. To miejsce wchodzi ci w krew. Teraz naprawdę jesteś jedną z nas. Szanghajką.

Podjechała limuzyna i Amelia wsiadła do środka, dając mi znak, że mam pójść w jej ślady.

– Chłopcy narobili bałaganu i chłopcy posprzątają – powiedziała.

Lepka krew żołnierza wciąż szpeciła moją sukienkę, która przylepiła mi się do skóry. Popatrzyłam na nią i zaczęłam szlochać.

– Na litość boską. – Amelia złapała mnie za rękę i wciągnęła do auta. – To Szanghaj, nie Harbin. Jutro będzie zwykły wieczór, wszyscy zapomną o dzisiejszej nocy. Nadal będziemy najgorętszym nocnym klubem w mieście.

Następnego ranka, kiedy plotłam warkocze, do drzwi zastukała Mei Lin i oznajmiła, że Siergiej czeka przy telefonie. Zwlokłam się po schodach, tłumiąc ziewanie. Skóra mnie piekła, gardło bolało, włosy wciąż śmierdziały papierosowym dymem. Nie miałam ochoty na przedpołudniową nudną geografię z siostrą Mary. Wyobraziłam sobie, jak zasypiam gdzieś pomiędzy Wyspami Kanaryjskimi i Grecją, i muszę napisać sto razy na tablicy przyczynę mojego zmęczenia.

Oczami duszy widziałam zdumienie na twarzy siostry Mary, kiedy przeczyta: „Byłam w nocy w Moskwie – Szanghaju i się nie wyspałam”.

Lubiłam lekcje francuskiego i sztuki, ale teraz, kiedy tańczyłam bolero i widziałam Moskwę – Szanghaj, czułam się zbyt dorosła na naukę w szkole. Mój azyl z książek i farb nie mógł się równać z podnieceniem i blaskiem świata, który otwierał się przede mną.

Położyłam szczotkę na stoliku w holu i podniosłam słuchawkę.

– Aniu! – ryknął Siergiej po drugiej stronie linii. – Teraz, kiedy jesteś pracownicą klubu, spodziewam się ciebie o siódmej!

– Ale co ze szkołą?

– Nie sądzisz, że dosyć już szkoły? A może nadal chcesz tam chodzić?

Przycisnęłam dłoń do ust. Potknęłam się o stolik i zrzuciłam szczotkę na podłogę.

– Mam już dosyć! – wykrzyknęłam. – Właśnie o tym myślałam! Przecież mogę czytać i uczyć się na własną rękę.

Siergiej wybuchnął śmiechem i szepnął coś komuś, kto musiał stać obok niego. Ten drugi człowiek, mężczyzna, też się roześmiał.

– No to przygotuj się i przyjdź do klubu – powiedział Siergiej.

– Włóż najładniejszą sukienkę. Od dziś zawsze musisz wyglądać modnie.

Odłożyłam słuchawkę na widełki i popędziłam schodami, po drodze zdzierając z siebie szkolny mundurek. Zmęczenie, które odczuwałam zaledwie przed chwilą, zdążyło się ulotnić.

– Mei Lin! Mei Lin! – zawołałam. – Pomóż mi się ubrać!

Dziewczynka weszła na półpiętro, szeroko otwierając oczy.

– No chodź. – Złapałam ją za drobne ramię i zaciągnęłam do swojego pokoju. – Od tej chwili jesteś pokojówką pracownicy klubu Moskwa – Szanghaj!

Klub tętnił życiem. Ekipa Chińczyków czyściła schody przy użyciu mioteł i wiader z mydlinami. Jedną z szyb wybito podczas zamieszek poprzedniej nocy, szklarz wstawiał nową. W sali służące szorowały podłogę i wycierały stoliki. Pomocnicy kucharza wbiegali i wybiegali wahadłowymi drzwiami od kuchni, przenosząc pudła selerów, cebuli i buraków, które w bocznym wejściu podawał im dostawca. Odgarnęłam włosy z twarzy i wygładziłam sukienkę.

Ten strój wybrałam razem z Lubą, pewnego dnia po szkole.

Widziałyśmy go w amerykańskim katalogu. Była to różowa prosta sukienka z tiulem u góry, dekolt i dół miała przyozdobione rozetkami. Była głęboko wycięta, ale materiał zebrano na biuście, więc nie wydawała się nieprzyzwoita. Liczyłam na to, że Siergiej ją zaaprobuje i nie narobi mi wstydu, odsyłając mnie do domu, żebym się przebrała. Zapytałam jednego z kuchcików, gdzie znajdę Siergieja, a chłopak wskazał korytarz i drzwi z napisem „Biuro”.

Jednak w odpowiedzi na swoje pukanie usłyszałam głos Dymitra.

– Wejdź.

Stał obok kamiennego kominka i palił papierosa. Miał posiniaczoną i spuchniętą twarz, rękę na temblaku. Na szczęście rozpoznałam w nim Dymitra i, mimo obrażeń, wydał mi się równie przystojny jak zawsze. Zmierzył wzrokiem moją sukienkę i widziałam po jego uśmiechu, że spodobało mu się to, co zobaczył.

– Jak się miewasz dziś rano? – Otworzył okiennice i wpuścił do pomieszczenia więcej światła. Na parapecie okna stała kopia Wenus z Milo. Rzeźba i niebiesko – biały porcelanowy wazon nad kominkiem były jedynymi ozdobami w biurze. Wszystko wydawało się ponuro nowoczesne. Tekowe biurko i czerwone skórzane krzesła domino – wały w niesłychanie schludnym pomieszczeniu: nigdzie nie do – strzegłam gazety ani otwartej książki.

Okno wychodziło na aleję, która w przeciwieństwie do większości Szanghajskich uliczek była czysta. Dostrzegłam salon piękności, kawiarnię i sklep ze słodyczami. Zielone markizy były podniesione, w skrzynkach na parapetach rosło czerwone geranium.

– Siergiej kazał mi przyjść – wyjaśniłam.

Dymitr wrzucił niedopałek do paleniska.

– Poszedł gdzieś z Aleksiejem. Dziś już nie wrócą. Nie rozumiem. Powiedział… Aniu, to ja chciałem z tobą porozmawiać.

Nie byłam pewna, czy mam się cieszyć, czy bać. Usiadłam na fotelu pod oknem, Dymitr naprzeciwko mnie. Miał tak poważny wyraz twarzy, że zaczęłam się zastanawiać, czy aby nie zaszło coś strasznego – może z powodu ubiegłej nocy pojawiły się jakieś problemy z klubem.

Dymitr wskazał dłonią okno.

– Jeśli wyjrzysz na zachód, zobaczysz kilka dachów w ruinie. Tam właśnie straciłaś naszyjnik matki.

Te słowa mnie zdumiały. Po co przywoływał smutne wspomnienie? Czyżby zdołał odnaleźć pozostałe fragmenty naszyjnika?

– Stamtąd pochodzę – ciągnął. – Właśnie tam się urodziłem.

Zaskoczona ujrzałam, że jego dłoń drży. Bawił się następnym papierosem, upuścił go na kolana. Miałam ogromną ochotę ująć drżącą rękę Dymitra i ją pocałować, jakoś go pocieszyć, nie rozumiałam jednak, co się dzieje. Podałam papierosa i przytrzymałam zapalniczkę, żeby mógł go przypalić. W oczach Dymitra pojawiło się coś dziwnego, jakby przypominał sobie jakieś bolesne wydarzenia. Nie mogłam znieść tego bólu. Niczym nóż wbijał mi się wprost w serce.

– Dymitrze, nie musisz mi tego mówić – powiedziałam. – Wiesz, że nie ma dla mnie znaczenia, skąd pochodzisz.

– Aniu, chcę powiedzieć ci coś ważnego. Powinnaś to wiedzieć, zanim podejmiesz decyzję.

Jego słowa wydały mi się złowieszcze. Przełknęłam ślinę i poczułam, jak żyła pulsuje mi na szyi.

– Moi rodzice przyjechali tu z Sankt Petersburga. Opuszczali dom pod osłoną nocy. Nic ze sobą nie wzięli, nie wystarczyło czasu. Herbata ojca stygła na stole, haft matki został na fotelu przy kominku. Zbyt późno dowiedzieli się o rewolcie i uciekli z Rosji z pustymi rękami. Kiedy dotarli do Szanghaju, mój ojciec znalazł pracę jako robotnik, a potem, po moich narodzinach, jako szofer. Nigdy jednak nie pogodził się z nową rzeczywistością. Miał słabe nerwy, zszargane przez wojnę. Większość swoich skromnych zarobków przepijał i przepalał. Matka schowała dumę do kieszeni i czyściła podłogi w domach bogatych Chinek, żebyśmy mieli gdzie mieszkać. Pewnego dnia ojciec przedawkował opium i zostawił matkę z długami, których nie była w stanie spłacić. Musiała… inaczej zarabiać, żebyśmy mieli co jeść.