Выбрать главу

– Siergiej mówił mi o twojej matce. – Za wszelką cenę pragnęłam oszczędzić mu bólu. – Moja także podjęła decyzję, która wydawała się moralnie naganna, w ten sposób mnie chroniła. Matka zrobi wszystko, aby ocalić swoje dziecko.

– Aniu, wiem, że Siergiej mówił ci o mojej matce. Masz na tyle dobre serce, by to zrozumieć. Jednak wysłuchaj mnie, proszę. Są pewne rzeczy, które mnie ukształtowały.

Zawstydzona, wcisnęłam się w fotel.

– Obiecuję, że nie będę ci przerywać.

Dymitr skinął głową.

– Odkąd pamiętam, chciałem być bogaty. Nie miałem zamiaru mieszkać w rozpadającej się chałupie, cuchnącej ściekami i tak wilgotnej, że zimno przenikało do kości nawet latem. Wszyscy chłopcy wokół mnie żebrali, kradli albo pracowali w fabrykach, i nie wychodzili z biedy. Przysiągłem sobie jednak, że nigdy nie stanę się takim tchórzem jak mój ojciec. Nie poddam się, niezależnie od tego, co będę musiał poświęcić. Znajdę jakiś sposób, żeby zarobić, zapewnię godne życie sobie i matce. Na początku szukałem uczciwej pracy. Chociaż nigdy nie chodziłem do szkoły, byłem bystry, matka nauczyła mnie czytać. Mogłem jednak zarobić jedynie na jedzenie, a chciałem więcej. Kiedy ma się pieniądze, można wybrzydzać. Ale szczury ulicy? Ludzie tacy jak ja? Musieliśmy wykazać więcej sprytu. Wiesz, co robiłem? Kręciłem się pod barami i klubami, które odwiedzali bogaci, a gdy wychodzili, pytałem ich o pracę. Nie mam na myśli takich bogaczy jak Siergiej czy Aleksiej, tylko… opiumowych baronów. Im jest wszystko jedno, kim jesteś, skąd jesteś i ile masz lat. Im mniej podejrzany się wydajesz, tym lepiej.

Urwał i szukał w mojej twarzy reakcji na swoje słowa. Nie podobało mi się to, co słyszałam, ale postanowiłam milczeć.

– Opiumowi baronowie byli rozbawieni, że taki młodzik jak ja wie, kim są, i chce dla nich pracować. – Wstał i zdrową ręką chwycił za oparcie fotela. – Nosiłem im wiadomości z jednego końca miasta na drugi. Kiedyś dostarczyłem odciętą dłoń. To było ostrzeżenie. Nigdy nie wydałem na siebie ani grosza z zarobionych pieniędzy. Ukrywałem je w materacu. Oszczędzałem na lepsze mieszkanie, ładniejsze rzeczy dla matki. Zanim jednak to nastąpiło, zamordowano ją… – Puścił fotel i podszedł do kominka, zaciskając pięść. Po chwili się opanował i podjął opowieść. – Po śmierci matki jeszcze bardziej się zawziąłem. Gdybyśmy byli bogaci, matka by nie zginęła. Tak uważałem. Nadal tak sądzę.

Wolałbym raczej umrzeć, niż znowu zbiednieć, bo biedak w niczym nie jest lepszy od trupa. Nie jestem dumny ze wszystkiego, co robiłem, ale i niczego nie żałuję. Cieszę się, że żyję. Jako piętnastolatek miałem szerokie plecy i silną pierś. Byłem również przystojny. Opiumowi baronowie nazywali mnie swoim przystojnym ochroniarzem. Zatrudnianie potomka białogwardzisty w swojej świcie dodawało prestiżu. Kupowali mi jedwabne garnitury, towarzyszyłem im w najlepszych klubach w mieście. Pewnej nocy dostarczałem paczkę do francuskiej dzielnicy. Kiedy przekazywałem coś bezpośrednio od jednego z baronów, mogłem być pewien, że trafię w miejsce z klasą. Nie do nory dla średniaków: mrocznej, śmierdzącej i pełnej zrozpaczonych klientów w rodzaju mojego ojca. Nie do speluny, w której rikszarze wkładają rękę przez dziurę, by dostać zastrzyk. To miejsce przypominało raczej pięciogwiazdkowy hotel niż burdeclass="underline" czarne meble na wysoki połysk, jedwabne parawany, francuska i chińska porcelana, włoska fontanna w recepcji. Pełno tu było białych dziewcząt i Euroazjatek. Zaniosłem przesyłkę madame. Wybuchnęła śmiechem po przeczytaniu wiadomości od barona, pocałowała mnie w czoło i za fatygę obdarzyła złotymi spinkami do mankietów.

Wychodząc, minąłem pokój z lekko uchylonymi drzwiami. Ze środka dobiegły mnie szepty. Z ciekawości zajrzałem i dostrzegłem mężczyznę na łóżku. Dwie dziewczyny szperały mu po kieszeniach, co nawet w tak luksusowych przybytkach jest na porządku dziennym, gdy klient upija się do nieprzytomności. Przeszukały mu ubranie i znalazły coś na szyi. Z daleka przypominało to obrączkę na łańcuszku. Usiłowały go zdjąć, ale nie mogły sięgnąć drobnymi rękami do zapięcia. Jedna z nich zaczęła gryźć łańcuszek, jakby chciała go rozerwać zębami. Mogłem zamknąć drzwi i odejść, jednak ten człowiek wydawał mi się bezbronny. Może przypominał mi ojca. Nie myśląc wiele, wpadłem do pokoju i oznajmiłem dziewczynom, żeby zostawiły klienta w spokoju, bo to dobry przyjaciel Czerwonego Smoka. Cofnęły się z przerażeniem. Pomyślałem, że to zabawne, więc zażądałem, żeby odźwierny pomógł mi zaprowadzić nieznajomego do rikszy. Cała nasza czwórka musiała się tym zająć.

– Moskwa – Szanghaj – wyszeptał do mnie na odchodnym jeden z odźwiernych. – To właściciel klubu. Zarumieniłam się. Nie chciałam, żeby Dymitr ciągnął tę opowieść. Nie takiego Siergieja znałam. Dymitr spojrzał na mnie i się roześmiał. – Chyba nie muszę ci mówić, kim był ten mężczyzna, Aniu.

Zdumiałem się. Moskwa – Szanghaj był najlepszym nocnym klubem w mieście, nawet Czerwony Smok nie miał tam wstępu. Tak czy owak, w rikszy Siergiej zaczął odzyskiwać przytomność. Natychmiast złapał za łańcuszek na szyi.

– Nic się z nim nie stało – uspokoiłem go. – Ale wyczyściły panu kieszenie.

Klub był już zamknięty, gdy do niego dotarliśmy. Dwóch kelnerów paliło na zapleczu papierosy, zawołałem ich, żeby pomogli mi wprowadzić Siergieja. Położyliśmy go na sofie w biurze. Nie był w najlepszej formie.

– Ile masz lat, dzieciaku? – spytał mnie. Kiedy odpowiedziałem, wybuchnął śmiechem. – Słyszałem o tobie. Następnego dnia zobaczyłem Siergieja na progu swojego mieszkania. W tym pięknie skrojonym płaszczu i ze złotym zegarkiem nie pasował do slumsów. Miał szczęście, że nikt go nie załatwił. Myślę, że to dzięki posturze i dzikiemu spojrzeniu. Inny facet od razu padłby ofiarą rabusiów. – Baronowie, dla których pracujesz, tylko się tobą bawią – powiedział. – Jesteś ich zabawką, wyrzucą cię jak starą kurwę, kiedy im się znudzisz. Chcę, żebyś pracował dla mnie. Nauczę cię zarządzać klubem.

Tak oto Siergiej zapłacił baronom i zabrał mnie do swojego domu. Do domu, w którym ty teraz mieszkasz. Mój Boże! Czy myślisz, że kiedykolwiek w życiu widziałem coś podobnego? Kiedy przestąpiłem próg, myślałem, że oczy mi spłoną od tego piękna. Ty tak nie pomyślałaś, Aniu, prawda? Przywykłaś do luksusowych rzeczy. Ja jednak czułem się jak podróżnik na nieznanym terenie.

Siergieja bawiło to moje dotykanie każdego wazonu, gapienie się na obrazy i talerze na stole, zupełnie jakbym dotąd nie widział zastawy. Wcześniej nie miałem do czynienia z taką elegancją. W rezydencjach opiumowych baronów było mnóstwo tandetnych rzeźb, czerwonych ścian i gongów, symboli władzy, nie bogactwa.

W domu Siergieja odnalazłem coś innego. Wiedziałem, że gdybym miał taki dom, byłbym naprawdę bogaty. Nie takim bogactwem, które mogą ci w każdej chwili odebrać. Nie takim, przez które czujesz, że żyjesz z nożem wbitym w plecy. Taki dom zmieniłby mnie z hołoty w dżentelmena. Chciałem być więcej niż bogaty. Chciałem mieć to, co Siergiej.

Siergiej przedstawił mnie Amelii. Wystarczyła jedna krótka rozmowa, żebym zrozumiał, że to nie jej dom zawdzięcza swój wystrój. Jak ja, dopiero trafiła do świata luksusu. Nie brak jej było jednak rozumu. Nie urodziła się w bogactwie, ale wyczuwa je niczym łasica. Jednak potrafi tylko stać się na tyle pociągająca, by uszczknąć trochę tego bogactwa. Nie ma pojęcia, jak je tworzyć.

Roześmiał się pod nosem. Po raz pierwszy zauważyłam jego ciepłe uczucia do Amelii. Odkrył to, wyrażając się o niej w ten sposób. Wstrząsnął mną dreszcz. Wiedziałam, że nic na to nie poradzę, znali się na długo przed moim przybyciem. Poza tym Dymitr już mi wspominał, że są do siebie podobni.