Выбрать главу

Matka złapała za kraty w oknie i podciągnęła się wyżej, tak że teraz lepiej widziałam jej twarz. Wydawała się wyczerpana, miała cienie pod oczami, jednak nadal była piękna. Znowu opowiadała mi nasze ulubione historie i śpiewała piosenkę o grzybach, chcąc powstrzymać moje łzy. Inni ludzie wyciągali ręce, by pomachać rodzinom i sąsiadom, ale żołnierze bili ich po dłoniach. Strażnik obok nas był młody, wyglądał niemal jak chłopiec, z porcelanową skórą i oczami jak kryształy. Pewnie ulitował się nad nami, bo odwrócił się tyłem i zasłonił nasze pożegnanie przed innymi.

Pociąg ruszył. Trzymałam palce matki najdłużej, jak mogłam, potykając się o ludzi i pudła na peronie. Usiłowałam biec, ale po – ciąg nabrał szybkości i puściłam matkę. Zabrano mi ją. Odwróciła się, zasłaniając usta pięścią, gdyż nie była już w stanie zapanować nad rozpaczą. Łzy piekły mnie pod powiekami, ale nawet nie mrugnęłam. Patrzyłam na pociąg, aż zniknął mi z oczu. Oparłam się o uliczną latarnię, osłabiona pustką, która we mnie narastała.

Jednak jakaś niewidzialna ręka kazała mi się wyprostować. Usłyszałam słowa ojca: „Pomyślisz, że jesteście same, ale tak nie będzie. Przyślę kogoś”.

PARYŻ WSCHODU

Gdy pociąg zniknął, wszystko zamarło niczym w chwili między błyskawicą a grzmotem. Bałam się odwrócić i spojrzeć na Tanga. Wyobraziłam sobie, że skrada się ku mnie jak pająk ku ćmie uwięzionej w pajęczynie. Nie musiał się śpieszyć, ofiara już wpadła w pułapkę. Mógł zwlekać i rozkoszować się swoją przebiegłością. Radziecki oficer zniknął, zapomniał o mojej matce i zajął się swoimi sprawami. Byłam córką pułkownika białogwardzistów, ale matka bardziej mogła mu się przydać jako robotnica. Ideologia stanowiła dla niego jedynie przykrywkę, liczyły się względy praktyczne. Tang jednak był inny. Domagał się swojej pokrętnej sprawiedliwości i zamierzał dopilnować wszystkiego aż do samego końca. Nie wiedziałam, co dla mnie zaplanował, ale nie miałam wątpliwości, że coś długotrwałego i okropnego. Z pewnością nie każe mnie zastrzelić ani zrzucić z dachu. Powiedział: „Chcę, żebyś żyła, ponosząc konsekwencje tego, co zrobiłaś wraz ze swoją matką”. Może miałam podzielić los japońskich dziewcząt z naszego okręgu, tych, które nie zdołały uciec. Komuniści ogolili im głowy i sprzedali do chińskich burdeli, gdzie obsługiwały także trędowatych bez nosów i mężczyzn cierpiących na tak straszne choroby weneryczne, że gniły im ciała.

Przełknęłam ślinę. Na sąsiedni peron wjeżdżał inny pociąg. To byłoby proste… o wiele prostsze, myślałam, wpatrując się w ciężkie koła, w metalowe tory. Na drżących nogach zrobiłam krok do przodu, ale nagle przed oczami mignęła mi twarz ojca i już nie mogłam się poruszyć. Kątem oka ujrzałam Tanga. Faktycznie zmierzał ku mnie, wcale się nie śpieszył. Teraz, po zniknięciu matki, na jego twarzy widziałam głód, nie ulgę. Przychodził po więcej. Już po wszystkim, powiedziałam sobie. Po wszystkim.

Na niebie eksplodowały sztuczne ognie, a ja podskoczyłam, za – niepokojona hałasem. Na peron wylał się tłum ludzi w mundurach komunistów. Wpatrywałam się w nich, zdumiona ich nagłą obecnością. Wznosili radosne okrzyki, machali kolorowymi chorągiewkami, tłukli w bębny i cymbały. Pojawili się tu na po – witanie innych radzieckich komunistów. Przemaszerowali dokładnie między mną a Tangiem. Widziałam, jak Chińczyk próbuje się przepchnąć, ale uwiązł między paradującymi. Otoczyli go ludzie. Krzyczał na nich, ale jego głos ginął wśród okrzyków i muzyki.

– Biegnij!

Uniosłam wzrok. To był ten młody radziecki żołnierz, ten z oczami jak kryształy.

– Biegnij! Uciekaj! – wrzasnął, popychając mnie kolbą strzelby.

Jakaś ręka złapała mnie i pociągnęła. Nie widziałam, kto wlecze mnie przez przepychającą się tłuszczę. Wszędzie czułam zapach ludzkiego potu i prochu z fajerwerków. Obejrzałam się przez ramię i zobaczyłam, jak Tang brnie przez tłum. Spowalniały go okaleczone dłonie. Nie mógł złapać ludzi za ubranie i ich ode – pchnąć. Warknął coś do młodego Rosjanina, ten udał, że rzuca się za mną w pogoń, ale celowo uwiązł wśród ludzi. Ciągle ktoś na mnie wpadał, miałam poobijane ręce i ramiona. Za morzem nóg otworzyły się drzwi auta, ktoś mnie popchnął. Wtedy rozpoznałam tę wielką rękę, która mnie wlokła, ujrzałam dobrze mi znane odciski. Borys.

Wskoczyłam do samochodu, Borys wcisnął pedał gazu. Na fotelu dla pasażera siedziała Olga.

– Moja najdroższa Aniu! Moja mała Aniu! – krzyknęła.

Droga została za nami. Wyjrzałam przez okno z tyłu. Tłum na stacji pęczniał, pojawili się wysiadający z pociągu radzieccy żołnierze. Nigdzie nie widziałam Tanga.

– Aniu, ukryj się pod kocem – polecił mi Borys. Posłuchałam go i poczułam, że Olga przykrywa mnie rozmaitymi rzeczami.

– Spodziewałeś się tych ludzi? – zapytała męża.

– Nie, zamierzałem zabrać Anię bez względu na okoliczności – stwierdził. – Jednak wygląda na to, że szaleńczy entuzjazm okazywany komunistom czasem się przydaje.

Po pewnym czasie auto stanęło, usłyszałam głosy. Drzwi otworzyły się i trzasnęły. Rozległ się stłumiony głos Borysa. Olga nadal siedziała na fotelu dla pasażera i cichutko rzęziła. Zrobiło mi się żal jej i jej słabego, starego serca. Moje własne serce biło jak oszalałe, mocno zacisnęłam wargi, jakby dzięki temu nikt nie mógł go usłyszeć.

Borys z powrotem wskoczył za kierownicę i ruszyliśmy przed siebie.

– Blokada na drodze – wyjaśnił. – Powiedziałem im, że musimy przygotować kilka rzeczy dla Rosjan i że się śpieszymy.

Dopiero po dwóch albo trzech godzinach pozwolił mi wyjrzeć spod koca. Olga zdjęła ze mnie pakunki, okazało się, że to worki z żywnością. Jechaliśmy ścieżką otoczoną górskimi pasmami.

W zasięgu wzroku nie było nikogo, pola stały opuszczone. Przed nami widziałam spalone gospodarstwo. Borys wjechał do szopy.

Poczułam zapach siana i dymu, zastanawiałam się, kto tam mieszkał. Domyśliłam się ze świątynnego kształtu bram, że pewnie Japończycy.

– Musimy zaczekać, aż zapadną ciemności, zanim pojedziemy do Dairen – powiedział Borys.

Wyszliśmy z auta. Borys rozłożył koc na ziemi i kazał mi na nim usiąść. Jego żona otworzyła niewielki koszyk, wyciągnęła z niego talerze i filiżanki. Nałożyła dla mnie trochę kaszy, ale było mi tak niedobrze, że ledwie ją przełknęłam.

– Zjedz coś, skarbie – poprosiła Olga. – Musisz zbierać siły na podróż.

Spojrzałam na Borysa, ale on odwrócił wzrok.

– Przecież jedziemy razem. – Czułam, jak strach ściska mnie za gardło. Wiedziałam, że mówią o mojej podróży do Szanghaju. – Musicie pojechać ze mną.

Olga przygryzła wargę i otarła oczy rękawem.

– Nie, Aniu. Musimy zostać tutaj albo zaprowadzimy Tanga prosto do ciebie. To potwór, jeszcze nie dostał tego, czego pragnie.

Borys objął mnie. Oparłam czoło o jego pierś. Wiedziałam, że będzie mi brakowało tego zapachu, woni owsa i drewna.

– Mój przyjaciel Siergiej Mikołajewicz to dobry człowiek. Zajmie się tobą. – Pogłaskał mnie po głowie. – W Szanghaju będziesz o wiele bezpieczniejsza.

– I zobaczysz tam mnóstwo pięknych rzeczy. – Olga wyraźnie próbowała mnie pocieszyć. – Siergiej Mikołajewicz jest bogaty, zabierze cię na wystawy i do restauracji. Z nim będzie ci dużo przyjemniej niż tutaj z nami.

Po zmroku, klucząc po bocznych dróżkach i polach, Pomerancewowie odwieźli mnie do portu Dairen, skąd o świcie odpływał statek do Szanghaju.