– Kolejny australijski pretekst, żeby się napić – stwierdził Keith.
– Rosjanie są tacy sami. Przynajmniej mężczyźni.
– Poważnie? Idę o zakład, że mając wybór, woleliby jednak całować dziewczyny, niż pić piwo.
Keith znowu spoglądał na mnie w ten swój bezpośredni sposób, ale nie potrafiłam odwzajemnić tego spojrzenia. Zerknęłam na swoje stopy.
Podczas drogi powrotnej kusiło mnie, żeby spytać go o Rowenę, ale się powstrzymałam. Wyczułam, że to nie ma sensu. Był młody i przystojny, jasne, że umawiał się z innymi dziewczynami. To ja zachowywałam się jak dziwaczka. Większą część młodości spędzi – łam samotnie. Kiedy Keith nie patrzył, rzucałam mu ukradkowe spojrzenia. Wpatrywałam się w jego skórę, po raz pierwszy zauważyłam piegi na nosie, włoski dookoła przegubu. Był atrakcyjny, ale nie był Dymitrem.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, podjechał do krawężnika i wyłączył silnik. Wykręcałam palce i modliłam się w duchu, żeby tylko nie próbował mnie pocałować. Nie byłam na to gotowa. Chyba wyczuł mój niepokój, bo mnie nie pocałował. Zamiast tego opowiadał mi o meczach tenisa, o których pisał, i o tym, jacy mili podczas wywiadu okazali się Ken Roswell i Lew Hoad. Po chwili uścisnął moją dłoń i powiedział, że odprowadzi mnie pod drzwi.
– Następnym razem zabiorę cię w jakieś bardziej eleganckie miejsce – powiedział. Uśmiechał się, ale wyczułam rozczarowanie w jego głosie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Wziął mnie za snobkę. Chciałam go zapewnić o swojej sympatii.
– Dobranoc, Keith – powiedziałam tylko. Wypadło to nerwowo i niezręcznie.
Zamiast iść spać szczęśliwa, nie mogłam zasnąć. Leżałam w nocy, przerażona, że zepsułam ten związek, zanim jeszcze miałam okazję się przekonać, czy w ogóle go pragnę.
Następnego dnia Irina i Witalij przyszli po mnie przed naszym zaplanowanym piknikiem na plaży. Irina miała na sobie długą i luźną koszulową sukienkę, chociaż właściwie jeszcze nie widać było brzucha. Pewnie nie mogła już dłużej wytrzymać. Kilka tygodni temu przyniosła wykroje dziecięcych ubranek i szkice pokoju dla malucha. Cieszyłam się razem z nią. Wiedziałam, że będzie cudowną matką. Zdumiało mnie, że Witalij również przybrał na wadze, odkąd zaszła w ciążę, ale nie pozwalałam sobie na żadne żarty dotyczące jedzenia za dwoje. Tych kilka dodatkowych kilogramów dobrze mu zrobiło. Zniknęła gdzieś jego chudość, wyglądał teraz jeszcze przystojniej.
– Kim był ten facet, z którym wczoraj się umówiłaś?. – zapytał mnie, zanim jeszcze minął próg. Irina trąciła go w żebro. – Obiecaliśmy Betty i Ruselinie, że to zbadamy. – Skrzywił się, masując bok.
– Betty i Ruselinie? Skąd wiedziały, że z kimś jestem?
Irina postawiła koszyk na stole i zapakowała do niego chleb daktylowy i talerze, które przygotowałam.
– Śledziły cię, jak zawsze – wyjaśniła. – Zgasiły światła w mieszkaniu i obserwowały przez okno, kiedy cię odprowadzał.
Witalij skubnął kawałek chleba.
– Usiłowały podsłuchać, o czym rozmawiacie, ale Betty burczało w brzuchu i nic nie usłyszały – dodał.
Wzięłam wyładowany koszyk od Iriny. Nie był zbyt ciężki, ale nie chciałam, żeby się przemęczała.
– Postępując w ten sposób, utrudniają mi życie – stwierdziłam. – I tak jestem wystarczająco nieśmiała.
– Sekret polega na tym, żeby wyjść za mąż i się wyprowadzić. – Irina poklepała mnie po ramieniu. – Nie za daleko, ale i niezbyt blisko.
– Jeśli będą się tak zachowywały, nigdy nie wyjdę za mąż – stwierdziłam. – Odstraszają mężczyzn.
– Też coś! – prychnął Witalij. – Kim jest ten starający się, Aniu? Dlaczego nie zaprosiłaś go na piknik?
– Poznałam go przez Dianę. Nie zaprosiłam go dzisiaj, bo nie widziałam was od wieków i chciałam spędzić dzień tylko z wami.
– Rozumiem, za wcześnie, żeby przedstawiać go rodzinie. – Witalij pogroził mi palcem. – Muszę cię jednak uprzedzić, że na dole już dyskutuje się o twojej ślubnej sukni.
Irina przewróciła oczami.
– Nie wierzę – westchnęła, wypychając mnie i Witalija za drzwi.
W każdą niedzielę lata plaża w Bondi była zatłoczona. Irina, Witalij i ja musieliśmy dojść aż do przylądka Bena Bucklera, zanim znaleźliśmy jakieś wolne miejsce. Świeciło oślepiające słońce, odbijało się od piasku i rzędów plażowych parasoli, tak samo jak śnieg lśniący na dachach i drzewach na półkuli północnej. Witalij rzucił na piach ręczniki i zamontował parasole, a Irina i ja włożyłyśmy okulary i kapelusze. Ratownicy trenowali na falach, ich umięśnione brązowe ciała połyskiwały od morskiej wody i potu.
– Widziałem, jak niektórzy ćwiczyli w ostatni weekend na basenie – powiedział Witalij. – Pływali z wypełnionymi wodą puszkami po nafcie u pasa.
– Pewnie muszą być silni, żeby dać sobie radę w morzu – zauważyłam.
Minął nas sprzedawca słodyczy, ochronny krem na jego twarzy rozpuszczał się niczym lody na słońcu. Zawołałam go i kupiłam trzy kubki lodów waniliowych. Wręczyłam po jednym Irinie i Witalijowi, ostatni otworzyłam sama.
– Ratownicy są przystojni, co? – zachichotała Irina. – Może Ania i ja powinnyśmy wstąpić do klubu.
– Za kilka miesięcy będziesz pływała z czymś cięższym niż puszka po nafcie, Irino – zauważył Witalij.
Patrzyłam, jak ratownicy ćwiczą z pasami. Jeden z mężczyzn wyróżniał się na tle innych. Był wyższy od pozostałych, mocno zbudowany, miał kwadratową twarz i mocną szczękę. Jego kolega, udający topielca, mógł czuć się bezpiecznie, nie groziło mu utonięcie. Potężny ratownik z energią i zaangażowaniem wykonywał wszystkie ćwiczenia. Przewiązał pas dookoła talii i bez wahania skoczył do oceanu, z łatwością wyciągając ofiarę z wody i pozorując sztuczne oddychanie na plaży.
– Robi wrażenie – stwierdził Witalij.
Skinęłam głową. Ratownik bez żadnych oznak zmęczenia raz za razem skakał do wody, poszukując ludzi w potrzebie. Biegał jak jeleń po lesie, szybko i beztrosko.
– To pewnie ten, o którym wczoraj wspominał Harry… – Zawiesiłam głos w połowie zdania. Przeszył mnie dreszcz. Zerwałam się na równe nogi, zasłaniając oczy przed słońcem. – O Boże! – krzyknęłam.
– Kto to? Kto to? – Irina stanęła obok mnie.
Zaczęłam wymachiwać rękami do ratownika i wrzeszczeć:
– Iwan! Iwan! Iwan!
Betty i Ruselina słuchały radia i grały w karty przy stoliku pod oknem, kiedy wpadliśmy do mieszkania, jedno za drugim. Betty zerknęła znad kart i zrobiła zeza. Ruselina się odwróciła. Nakryła dłonią usta, a z oczu popłynęły łzy.
– Iwan! – zawołała i zerwała się, by go przywitać.
Iwan wyszedł jej naprzeciw i uścisnął ją tak mocno, że stopy staruszki oderwały się od ziemi. Kiedy Iwan postawił Ruselinę, ukryła twarz w dłoniach.
– Myślałyśmy, że nigdy cię już nie zobaczymy – powiedziała.
– Nie jesteście nawet w połowie tak zdumione jak ja – odparł. – Sądziłem, że wszystkie wyjechałyście do Ameryki.
– Z powodu choroby babci trafiłyśmy tutaj – wyjaśniła mu Irina.
Popatrzyła na mnie, a ja poczułam wyrzuty sumienia, choć wiedziałam, że nie o to jej chodziło. Ale w końcu to ja miałam do niego napisać.
Iwan zauważył Betty na kanapie i powitał ją po rosyjsku.
– To moja przyjaciółka Betty Nelson – wyjaśniła mu Ruselina. – Australijka.
– Australijka – powtórzył Iwan. Podszedł do Betty i uścisnął jej dłoń. – No to lepiej mówmy po angielsku. Jestem Iwan Nachimowski. Stary przyjaciel Ruseliny i dziewczyn.