Główne pomieszczenie wytwórni przypominało olbrzymi hangar z galwanizowanego żelaza i miało okna biegnące przez całą długość ścian. Maszyna wykonana z nierdzewnej stali szumiała i wirowała, zamiast szczękać i skrzypieć jak maszyny w wytwórniach w mojej wyobraźni. Gdziekolwiek patrzyłam, widziałam tylko szczeliny wentylacyjne, przepustnice regulujące dopływ powietrza oraz urządzenia napowietrzające. Zupełnie jakby motto wytwórni brzmiało: „Oddychaj”.
Sobotni personel Iwana liczył około trzydziestu osób. Przy taśmociągu stały głównie kobiety w białych uniformach i białych butach. Mężczyźni w białych płaszczach pchali wózki pełne tac. Ich karnacja zdradzała, że są imigrantami. Uznałam, że zatrudnienie ich to miły gest, podobnie jak to, że oprócz nazwy firmy każdy miał wyszyte na kieszonce imię i nazwisko.
Iwan zaczął obchód od hali dostaw. Obserwowaliśmy mężczyzn z workami mąki i cukru, inni przenosili tace pełne jaj albo owoców do olbrzymich lodówek.
– To jak moja kuchnia, ale milion razy większa – mruknęła Betty.
Kiedy tam weszliśmy, zrozumiałam, dlaczego Iwan uodpornił się na upał. Oszołomiły mnie rozmiary obracających się piekarników, i choć pracowały tu dziesiątki wentylatorów, było bardzo gorąco, a powietrze było ciężkie od aromatu przypraw.
Iwan zaprowadził nas za przenośniki, gdzie kobiety pakowały ciasta do woskowanych pudełek, a następnie do kuchni ekspozycyjnej, gdzie kucharz przygotował nam placki do spróbowania.
– Pod koniec dnia będziecie całkiem zapchani. – Iwan machnął ręką, żebyśmy usiedli. – Na główne dania mamy ziemniaki i mięso, kurczaki i grzyby, placki mięsne albo warzywne. Na deser są do wyboru: beza cytrynowa, tort z truskawkami i sosem custard albo sernik.
– Placki przygotowuje się, gotuje i podaje w pojemnikach – dodał kucharz, krojąc nam po porcji i serwując je na porcelanowych talerzach z logo Southern Cross Piec. – Smacznego.
Witalij ugryzł kawałek mięsnego placka.
– To smakuje jak świeża potrawa, Iwan.
– Już po mnie – oznajmiła Betty. – Zrezygnuję z gotowania i będę je jadła codziennie.
Po lunchu ledwie zdołaliśmy się dowlec do samochodu.
– To nas oduczy łakomstwa – roześmiała się Ruselina.
Iwan dał nam do domu cały zapas rozmaitych mrożonek. Witalij otworzył bagażnik i ustawiliśmy się w kolejce, żeby włożyć tam nasze skarby.
– Placki były cudowne – powiedziałam Iwanowi.
– Cieszę się, że wpadłaś – stwierdził. – Mam nadzieję, że tak naprawdę nie pracujesz w każdy weekend.
– Jasne, że nie – skłamałam.
– Dlaczego nie pokażesz Iwanowi, gdzie pracujesz? – zapytała Betty.
– Chętnie zobaczę. – Wziął placki z moich rąk i włożył je do bagażnika, razem z innymi.
– Iwan, miejsce, w którym pracuję, nie wygląda ciekawie – powiedziałam. – To tylko biurko i maszyna do pisania, wszędzie leżą zdjęcia sukienek i modelek. Ale zabiorę cię do swojej przyjaciółki Judith, jeśli chcesz. To projektantka i prawdziwa artystka.
– Bardzo chętnie. – Uśmiechnął się szeroko.
Ucałowaliśmy Iwana na pożegnanie, czekając, aż Witalij otworzy okna i przewietrzy auto.
– Może wpadniesz dziś na kolację? – spytała Betty Iwana. – Posłuchamy płyt, kupię butelkę wódki, jeśli chcesz. Dla ciebie i Witalija. Kończy pracę w barze koło ósmej.
– Nie piję, Betty. Ale na pewno Ania chętnie mnie zastąpi. – Iwan uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo.
– Zapomnij o Ani – powiedział Witalij. – Nie dołączy do nas. Idzie na randkę ze swoim chłopakiem.
Przez oblicze Iwana przemknął cień, ale nasz przyjaciel nie przestawał się uśmiechać.
– Chłopakiem? Rozumiem – powiedział.
Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Myśli o tym, że poprosił mnie o rękę, a ja go odtrąciłam, przeszło mi przez głowę. Naturalnie wzmianka o Keicie zakłopotała nas oboje, miałam jednak nadzieję, że to minie. Nie chciałabym, aby cokolwiek przeszkadzało nam w przyjaźni. Kątem oka zerknęłam na Betty. Patrzyła ze zdumieniem na mnie i Iwana.
Moja druga randka z Keithem wypadła lepiej niż poprzednia.
Zabrał mnie do baru Bates w Bondi, gdzie zajęliśmy boks dla siebie i wypiliśmy po czekoladowym koktajlu. Nie pytał mnie o rodzinę, ale opowiadał o dzieciństwie w rolniczym okręgu Victoria. Zastanawiałam się, czy Diana zapoznała go z nielicznymi faktami, jakie ujawniłam ze swojej przeszłości, czy też Australijczycy nie mają zwyczaju wypytywać rozmówców o ich życie osobiste. Towarzystwo Keitha było przyjemne i lekkie, jak beza Iwana. A jeśli zechciałabym porozmawiać poważniej? Nie miałabym sumienia psuć dobrej zabawy historiami ze swojej ponurej przeszłości. Ojciec i wujowie Keitha nie walczyli na wojnie, nie wiedział, jak było. Wyglądało na to, że ma nieskończoną liczbę ciotek, wujów i kuzynów. Czy potrafiłby mnie zrozumieć? Jak zareagowałby na informację, że byłam mężatką?
Później, po wyjściu z kina Six Ways, odkryliśmy, że wieczór nie jest już lepki i parny, lecz balsamiczny, a od Pacyfiku wieje przyjemna bryza. Zdumiewała nas wielkość księżyca.
– Cudowny wieczór na przechadzkę – zauważył Keith. – Twoje mieszkanie jest jednak stanowczo zbyt blisko.
– Możemy kilka razy przespacerować się w tę i z powrotem – zasugerowałam.
– Ale mamy inny problem – zauważył.
– Jaki?
Sięgnął do kieszeni po chusteczkę i wytarł czoło. – Po drodze nie ma żadnych wentylatorów, które mogłyby ci podwiewać sukienkę.
Pomyślałam o tej scenie w Słomianym wdowcu, kiedy Marilyn Monroe stanęła nad kratą wentylacyjną metra, a sukienka podfrunęła jej aż do bioder tuż przed śliniącym się Tomem Ewellem, i wybuchnęłam śmiechem.
– To dopiero scena dla panów – powiedziałam.
Keith objął mnie ramieniem i poszliśmy ulicą.
– Mam nadzieję, że twoim zdaniem nie była zbyt obcesowa – stwierdził.
Ciekawe, z jakimi dziewczynami umawiał się wcześniej, skoro przejmował się czymś takim? Chyba Rowena nie była szczególnie pruderyjna? W porównaniu do Moskwy – Szanghaju film wydawał się niezwykle grzeczny.
– Nie. Marilyn Monroe jest bardzo ładna – oznajmiłam.
– Nie tak ładna jak ty.
– Ja uważam inaczej – stwierdziłam z uśmiechem.
– Poważnie? No to się mylisz.
Po powrocie do mieszkania usiadłam przy oknie i obserwowałam pianę tańczącą na czarnym oceanie. Fale przetaczały się w rytmie mojego oddechu. Dobrze bawiłam się z Keithem. Przed drzwiami pocałował mnie w policzek, ale jego dotyk był lekki i ciepły, nie kryło się pod nim żadne oczekiwanie. Umówiliśmy się na następną sobotę.
– Lepiej zaklepię sobie termin, zanim ubiegnie mnie inny facet – stwierdził.
Keith był uroczy, ale kiedy weszłam do łóżka i przymknęłam powieki, myślałam o Iwanie.
W czwartek pracowałam krótko, bo skończyłam artykuł na dwa tygodnie przed czasem. Miałam punktualnie wyjść z pracy i zrobić zakupy przed powrotem do domu. W lodówce została mi tylko jedna mrożonka od Iwana, wyobraziłam sobie, jak ją podgrzewam i wślizguję się do łóżka z książką. Zeszłam do recepcji i nagle zatrzymałam się gwałtownie na widok Iwana. Miał na sobie elegancki garnitur, ale jego włosy były w nieładzie, a twarz blada.
– Iwan! – wykrzyknęłam, prowadząc go ku jednej z kanap. – Co się stało?
Nic nie odpowiedział, zaczęłam się martwić. Czyżby moje złe przeczucia zaczęły się sprawdzać? W końcu Iwan popatrzył na mnie.
– Musiałem się z tobą zobaczyć. Chciałem poczekać, aż wrócisz do domu, ale nie mogłem.
– Iwan, nie rób mi tego – błagałam. – Mów, co się stało?
Przycisnął dłonie do kolan i spojrzał mi prosto w oczy.