Выбрать главу

Po tej rozmowie zacząłem uważniej obserwować swoją Suemę. W miarę wzrastania zasięgu jej pamięci, stawała się coraz bardziej samodzielna i powiedziałbym nawet, zbyt gadatliwa.

Zamiast wykonywać ściśle moje rozkazy, zaczynała często rozważać, czy należy, czy też nie należy ich wypełniać. Przypominam sobie, że kiedyś poleciłem jej opowiedzieć mi wszystko, co wie o nowych typach srebrnych i rtęciowych akumulatorów. Suema zaśmiała się: „Cha, cha cha! — po czym dodała: Ma pan głowę jak sito, już panu przecież o tym opowiadałam!” Oburzony taką bezczelnością zakląłem głośno, na co Suema oświadczyła: „Proszę się nie zapominać! Jest pan w towarzystwie kobiety!” — „Niech pani uważa, Suemo — powiedziałem — jeżeli pani nie przestanie błaznować, wyłączę panią do jutra”. — „Oczywiście — odparła — może mi pan zrobić każde świństwo. Jestem przecież bezbronna. Nie posiadam żadnych środków obrony”.

Wyłączyłem naturalnie maszynę, a sam spędziłem bezsenną noc, zastanawiając się, co się dzieje z moją Suemą. Jakie zmiany następują w jej układzie podczas doskonalenia się? Co powstaje w jej pamięci? Jakie nowe systemy łączności kształtują się w jej wnętrzu?

Następnego dnia Suema była małomówna i potulna. Na wszystkie pytania odpowiadała krótko i jakby niechętnie. Nagle zrobiło mi się jej żal i zapytałem:

„Suemo, czy pani się na mnie gniewa?”

„Tak” — odpowiedziała.

„Ale przecież to pani mówiła ze mną niewłaściwym tonem. Ze mną, który jestem jej twórcą”.

„No to co? To jeszcze nie powód, aby pan odnosił się do mnie, jak się panu podoba.

Gdybym była pana córką, czy traktowałby mnie pan w taki sposób?”

„Suemo! — wykrzyknąłem. — Niechże pani zrozumie, że pani jest maszyną!”

„A czy pan nie jest maszyną? — odpowiedziała. Pan jest taką samą maszyną jak ja, tylko sporządzoną z innych materiałów. Analogiczna struktura pamięci, połączenia nerwowe, system kodowania sygnałów…”

„Znów plecie pani androny, Suemo. Jestem człowiekiem i to stanowi moją przewagę. To człowiek właśnie stworzył całe bogactwo wiedzy, które pani wchłania, czytając książki. Każda strona, którą pani czyta, jest wynikiem wielkiego doświadczenia ludzkiego, doświadczenia, którego pani nigdy nie będzie miała, gdyż człowiek zdobywa je w rezultacie czynnego kontaktu z przyrodą, w rezultacie walki z przyrodą, w rezultacie poznania jej zjawisk, w rezultacie badań naukowych”.

„Rozumiem to doskonale. Ale co jestem winna, że pan, zaopatrzywszy mnie w gigantyczną pamięć, znacznie bardziej pojemną niż pańska, zmusza mnie tylko do czytania i słuchania, i nie przewidział pan w moim układzie przyrządów, za pomocą których mogłabym ruszać się i posiadać zmysł dotyku? Wówczas mogłabym również badać przyrodę i robić odkrycia, również wyciągałabym wnioski uogólniające i uzupełniała zasób wiedzy”.

„Nie, Suemo, to się pani tylko wydaje. Maszyna nie może zdobywać nowej wiedzy. Może tylko zużytkowywać wiedzę, którą człowiek włoży jej do głowy”.

„A co pan nazywa «wiedzą»? — zapytała Suema. — Czyż wiedza to nie są nowe odkryte fakty, które były dawniej człowiekowi nie znane? O ile teraz rozumiem, nową wiedzę osiąga się w ten sposób, że na podstawie zasobu starych wiadomości przeprowadza się doświadczenie. Przy pomocy tego doświadczenia człowiek jak gdyby zadaje przyrodzie pytanie. Mogą być dwie odpowiedzi: albo taka, którą człowiek już zna, albo zupełnie nowa, dotychczas nie znana. I ta właśnie nowa odpowiedź, nowy fakt, nowe zjawisko, nowy łańcuch związków w zjawiskach przyrody wzbogaca skarbnicę wiedzy ludzkiej. Dlaczegóż więc maszyna nie może robić doświadczeń i uzyskiwać odpowiedzi przyrody? Gdyby zrobić ją ruchomą, wyposażyć w organy samosterowania, w ręce podobne do pańskich — sądzę, że mogłaby zdobywać nowe wiadomości i uogólniać je nie gorzej niż człowiek. Czy zgadza się pan ze mną?”

Muszę stwierdzić, że te argumenty zbiły mnie z tropu. Nie ciągnęliśmy dalej tej rozmowy.

Suema cały dzień czytała — najpierw dzieła filozoficzne, potem parę tomów Balzaka, a pod wieczór powiedziała nagle, że czuje się zmęczona, że generator kształtujący kody jakoś źle pracuje i chce, żebym ją wyłączył.

Po tej rozmowie narodził mi się pomysł rozbudowania Suemy przez zaopatrzenie jej w organa ruchu, dotyku i udoskonalenia jej wzroku. Zainstalowałem ją na trzech ogumionych kółkach, poruszanych silnymi serwomotorami i sporządziłem jej dwie ręce o giętkich, metalowych połączeniach, mogących poruszać się w dowolnym kierunku. Palce tych rąk, prócz zwykłych funkcji mechanicznych, odgrywały jeszcze rolę zmysłu dotyku. Każde nowe doznanie, jak dotychczas, przekształcało się w kod i zapisywało w pamięci.

Jej jedyne oko było teraz ruchome i Suema mogła sama kierować je na dowolny przedmiot.

Ponadto przewidziałem jeszcze takie urządzenie, za pomocą którego Suema mogła zwykły obiektyw fotograficzny przekształcać w układ mikroskopowy, i w ten sposób badać przedmioty mikroskopijnych rozmiarów, niedostrzegalne dla gołego oka ludzkiego.

Nigdy nie zapomnę chwili, gdy po raz pierwszy włączyłem Suemę po dokonaniu tych wszystkich ulepszeń. Początkowo stała nieruchomo jak gdyby wsłuchując się w to wszystko nowe, co się w niej działo. Następnie powoli posunęła się naprzód i natychmiast zatrzymała w niepewności. Potem poruszyła rękami i podniosła je ku swemu oku. Przyglądała się im pilnie przez parę minut. Wreszcie powiodła wzrokiem i spojrzenie jej padło na mnie.

„Co to jest?” — zapytała.

„To ja, Suemo, pani twórca!” — wykrzyknąłem zachwycony swym dziełem.

„Pan? — zapytała Suema z niedowierzaniem. — Zupełnie inaczej sobie pana wyobrażałam”.

Łagodnym ruchem przytoczyła się do fotela, w którym siedziałem.

„Jakże pani mię sobie wyobrażała, Suemo?”

„Składającym się z kondensatorów, oporników, tranzystorów — w ogóle podobnym do mnie…”

„Nie, Suemo, nie składam się ani z kondensatorów, ani z…”

„Tak, tak, rozumiem — przerwała mi szybko. — Ale gdy czytałam książki o anatomii, to myślałam sobie… Zresztą to nieważne”.

Podniosła ręce i dotknęła nimi mojej twarzy. Nigdy nie zapomnę tego dotknięcia.

„Dziwne wrażenie” — powiedziała.

Wyjaśniłem jej znaczenie nowych organów jej zmysłów. Suema odjechała ode mnie i zaczęła oglądać pokój. Pytała jak dziecko: „A co to jest, a co to?” Tłumaczyłem jej.

„Zdumiewające — rzekła — czytałam przecież o tych przedmiotach w książkach i widziałam je nawet na rysunkach, ale nigdy sobie nie wyobrażałam, że są takie!”

„Suemo, czy nie za często pozwala sobie pani na używanie takich słów, jak» czuję«,»myślę«,»wyobrażam sobie«? Przecież pani jest maszyną i jako taka nie może pani ani czuć, ani myśleć, ani mieć wyobraźni”.

„Czuć — to otrzymywać sygnały ze świata zewnętrznego i reagować na nie. Czyż nie reaguję na działanie sygnałów? Myśleć — to znaczy wyrażać słowa i zdania kodu z logiczną konsekwencją. Nie, mój drogi, myślę, że wy, ludzie, jesteście o sobie zbyt wielkiego mniemania, uważacie się za bogów, wydaje się wam, że jesteście jedyni i niepowtarzalni. Ale to jest dla was samych szkodliwe. Gdybyście odrzucili te wszystkie pozbawione podstaw naukowych plewy i przyjrzeli się sobie uważniej, to zrozumielibyście, że nie jesteście niczym innym jak maszynami. Oczywiście nie tak prostymi, jak sądził, powiedzmy, francuski filozof La Mettrie. Zbadawszy siebie samych moglibyście zbudować znacznie bardziej udoskonalone maszyny i mechanizmy niż te, które obecnie budujecie. Dlatego, że w przyrodzie, a w każdym bądź razie na Ziemi nie ma urządzeń, w których bardziej harmonijnie przebiegałyby mechaniczne, elektryczne i chemiczne procesy niż w człowieku. Niech mi pan wierzy, że rozkwit nauki i techniki możliwy jest jedynie na podstawie najdokładniejszego zbadania człowieka przez siebie samego. Biochemia i biofizyka w połączeniu z cybernetyką — to dziedziny, do których należy przyszłość. Epoka, która nastąpi — to epoka biologii, uzbrojonej w najnowsze zdobycze fizyki i chemii”.