Выбрать главу

– Nie znałam szczegółów z ich pożycia. Gloria lubiła flirtować, taką już miała naturę. Gdyby wspomniała Jake’owi o jakichś problemach, pewnie podzieliłby się ze mną tą informacją. Ale jeśli mieli problemy i utrzymywali je w tajemnicy, to nie przypuszczam, aby ktokolwiek z rodziny mógł się o nich dowiedzieć.

W czasie naszego spaceru domowy faks solidnie się napracował.

– Popatrz – powiedziała Lauren, wręczając mi trzy zadrukowane kartki. Jedną zostawiła sobie. – Zdaje się, że twoja znajoma dziennikarka zrobiła dokładnie to, co zapowiadała.

Byłem zajęty mieszaniem krewetek i chińskiej kapusty. Wytarłem ręce i spojrzałem na pierwszą kartkę.

Był to artykuł z dzisiejszego wydania „Washington Post”. U góry widniało nazwisko Dorothy Levin. Tytuł brzmiał: Śladem pytań o lewe pieniądze kandydatów. Uwaga autorki skupiła się na Raymondzie Welle. Przeleciałem wzrokiem pierwszą stronicę i zacząłem czytać drugą.

Na marginesie pierwszej kartki Dorothy napisała ręcznie: Et voila. Steamboat zapiera dech w piersi. Dosłownie. Tak wysoko, że nie ma tu już wcale powietrza.

Zastanawiam się, co to może oznaczać – powiedziałem, mając na myśli kolejną uwagę, tym razem na marginesie ostatniej strony. Dorothy napisała: „Spotkałam dziś człowieka, który nie pomógł mi wprawdzie w pisaniu artykułu, ale zdawał się dużo wiedzieć o okolicznościach śmierci Glorii Welle. Ciekawa historia. Będę z nim jeszcze rozmawiać. Planuję także rozmowę z kimś innym”.

– Jestem pewna – orzekła Lauren, kiedy pokazałem jej dopisek Dorothy – że w Steamboat jest mnóstwo ludzi, którzy twierdzą, że dużo wiedzą o okolicznościach śmierci Glorii Welle.

– Masz rację – stwierdziłem z uśmiechem. – Ale przynajmniej Dorothy dotrzymała słowa. Nie umieściła w artykule mojego nazwiska.

– W każdym razie ten artykuł ciebie ucieszył znacznie bardziej, niż ucieszy Raymonda Welle – powiedziała Lauren, spoglądając na wydrukowaną drobną czcionką linijkę u góry strony. – Wysłała to ze Steamboat. Nadal jest w Kolorado?

– Kiedy rozmawiałem z nią ostatnio, powiedziała, że zamierza przeprowadzić w poniedziałek kilka rozmów w ośrodku narciarskim. Zastanawiała się, czy zostać tam na weekend. Przypuszczam, że została. Co sądzisz o tym artykule?

– Nie znam dokładnie federalnego prawa wyborczego, ale jeśli to, co ujawnia „Washington Post”, jest prawdą, Ray może wpaść w niezłe tarapaty. Groźne są zwłaszcza zarzuty dotyczące japońskich pieniędzy, przekazanych przez osoby zatrudnione w firmie zarządzającej ośrodkiem. Szczególnie ze względu na kluczową rolę, jaką odegrał przy utrącaniu ostatniego projektu ustawy reformującej kampanię wyborczą.

Przypuszczałem, że największym problemem Raymonda Wellego okaże się nie artykuł na temat jego wyborczych finansów, ale śledztwo w sprawie dawnej zbrodni. Wskazałem ręką na kartkę, którą Lauren trzymała w lewej ręce.

– Co to jest?

– Faks od Russa Clavena, tego kierowcy, który wiózł nas na zebranie Locarda w Waszyngtonie. Przylatują tu jutro z Flynn Coe. Chcą się z nami spotkać przed wyjazdem do Steamboat.

– Flynn to ta kobieta z przepaską na oku? spytałem.

– Tak. I wspaniałym uśmiechem. Jest specjalistką od wizji lokalnych i koordynatorem naszego śledztwa.

– O której przylatują?

– Samolot ląduje o jedenastej trzydzieści. Proszą, żeby im opisać drogę do naszego domu.

– Do nas? A gdzie się zatrzymają?

– Nie napisali.

– Pozwól, że rzucę na to okiem. – Lauren podała mi kartkę. Faks został nadany w Szkole Medycznej Johna Hopkinsa. Czyli w miejscu pracy Clavena. – A może – zapytałem – oni chcą zatrzymać się u nas?

– Nie napisali.

– Mamy tylko jeden gościnny pokój. Czy oni są parą? Lauren roześmiała się.

– Nie napisali.

Lauren czuła się zmęczona po całym dniu. Poszła więc do łóżka, ja natomiast usiadłem przed komputerem i napisałem sprawozdanie dla A. J. Simes. Chciałem powiadomić ją jak najprędzej o mojej rozmowie z Kevinem Sample i o jego podejrzeniu, że Mariko Hamamoto mogła mieć romans ze starszym od siebie mężczyzną a także o przypuszczeniach jej rówieśników, że tym mężczyzną mógł być Raymond Welle.

Wydrukowałem tekst i wysłałem go faksem, a potem wyciągnąłem się na łóżku obok mojej śpiącej żony.

Russ i Flynn zjawili się następnego dnia kilka minut przed pierwszą. Bagażnik wypożyczonego przez nich samochodu wyładowany był ciężkimi workami ze sprzętem turystycznym. Russ przyjechał do Kolorado między innymi po to, aby powspinać się trochę w górach.

19.

Russ Claven okazał się jeszcze bardziej energiczny niż Adrienne, która miewała napady tak szaleńczej aktywności, że zastanawiałem się, czy nie potrzebuje pomocy lekarza.

Wyskoczył z auta, rzucił nam zdawkowe „cześć”, poklepał rozszczekaną Emily po łbie, wpadł do łazienki, żeby się odświeżyć i zmienić ubranie, zajrzał do kuchni, by sprawdzić zawartość naszej lodówki i porwać jabłko, a potem wrócił na dwór. Lauren i ja staliśmy jeszcze koło samochodu, odnawiając naszą krótką znajomość z Flynn Coe.

Tego dnia Flynn założyła przepaskę z prążkowanego, rdzawego atłasu. Układające się poziomo prążki ładnie harmonizowały z jej fryzurą.

Russ przerwał nam i zapytał o drogę do kanionu Eldorado. Naszkicowałem prowizoryczną mapkę na odwrocie koperty z biletem lotniczym. Aż pojaśniało mu w oczach. Nie mógł uwierzyć, że znajduje się zaledwie o dziesięć minut drogi od wspinaczkowych terenów dorównujących Disneylandowi. Zapytał Flynn, czy nie zechciałaby poobijać się przez jakiś czas samotnie. Odparła, że tak. Zwrócił się do mnie z pytaniem, czy pojadę z nim powspinać się trochę. Moją odmowę przyjął z wyraźną ulgą. Natychmiast wskoczył do samochodu i odjechał w kierunku Eldorado.

Zaprosiliśmy Flynn do środka. Przeprosiła nas i poszła do łazienki, tłumacząc, że długi lot w towarzystwie Russa Clavena nie sprzyjał regeneracji sił i wypoczynkowi. Odniosłem jednak wrażenie, że stwierdziła to z humorem i przynajmniej odrobiną sympatii dla swego towarzysza podróży.

Flynn grała w bilard gorzej niż Lauren, ale w każdym razie zmusiła moją żonę do pewnego wysiłku, co mnie nie udało się nigdy dotąd. Przepaska na oku utrudniała jej ocenę odległości i kątów, jej gra była więc tym bardziej godna uwagi. Spisywała się dzielnie i z wdziękiem przyjmowała kolejne porażki.

Usiadłem na krześle, by podziwiać utalentowane panie, które jednak po paru minutach zupełnie zapomniały o mojej obecności.

Lauren poprosiła swą przeciwniczkę, by opowiedziała o sobie, co Flynn uczyniła bez ociągania.

Przez pewien czas była asystentką Henry’ego Lee w policyjnym laboratorium kryminalistycznym Connecticut. Po ponad trzech latach została szefem laboratorium kryminalistycznego Karoliny Północnej, w którym pracowała do tej pory. Miała trzydzieści trzy lata. W dwudziestym czwartym roku życia wyszła za mąż, w dwudziestym szóstym rozwiodła się i została sama z dziewięcioletnią obecnie córką Jennifer.

Kimbera Listera znała od wielu lat. Poznali się, kiedy on uczestniczył w seminarium szkoleniowym w Akademii FBI, ona zaś była na ostatnim roku uniwersytetu Northwestern. Gdy Kimber wspomniał jej o pomyśle utworzenia Locarda, zaoferowała mu swoje usługi, nie czekając, aż sam złoży jej taką propozycję.

Po półtoragodzinnych zmaganiach przy stole bilardowym Lauren przeprosiła nas i poszła odpocząć. Zapytałem Flynn, czy ma ochotę zdrzemnąć się po podróży. Odparła, że nie i poszła ze mną do kuchni, gdzie zabrałem się do przygotowania czegoś do jedzenia.

– Czy pani i Russ zostaniecie u nas na kolacji? – zapytałem.