Выбрать главу

Wieczorem, po wyjściu Dymitra, Aleksiej i Luba przynieśli mi prezent. Otworzyłam pudełko i znalazłam w nim kaszmirowy szal o barwie śliwki. Udrapowałam go na ramionach, żeby się im zaprezentować.

– Bardzo pasuje – stwierdził Aleksiej. – Dobrze podkreśla kolor twoich włosów.

Michajłowowie wyszli, a ja obserwowałam z okna, jak idą ulicą.

Zanim skręcili za róg, Aleksiej objął żonę w pasie, swobodnie, jakby od niechcenia. Był to gest intymnej poufałości, zrodzonej po latach wspólnego życia. Zastanawiałam się, czy podobna przyszłość czeka i nas. Ta myśl mnie przygnębiła. Byliśmy małżeństwem zaledwie od trzech miesięcy, a i tak większość czasu spędzaliśmy oddzielnie.

Następnego dnia, kiedy Dymitr przyszedł w odwiedziny, miał nieco lepszy nastrój. Uśmiechał się od ucha do ucha i radośnie klepnął mnie w biodro.

– Szkoda, że nie widziałaś, co się wczoraj działo! – powiedział. – Było zupełnie jak za dawnych czasów. Ludzie chyba mają dosyć tej głupiej wojny. Thornowie, Rodenowie, Fairbankowie, wszyscy przyszli. Madame Degas zjawiła się ze swoim pudlem i pytała o ciebie. Dobrze się bawili i postanowili powrócić na sylwestra.

– Już mi lepiej – poinformowałam go. – Przestałam kaszleć. Kiedy znów tu zamieszkasz?

– Widzę. – Dymitr pocałował mnie w policzek. – Po sylwestrze. Do tego czasu mam mnóstwo zajęć.

Rozebrał się i wykąpał, po czym kazał Mei Lin przynieść whisky. Zerknęłam w lustro korytarzu. Miałam ciemne cienie pod oczami, skóra wokół nozdrzy i ust się łuszczyła.

– Wyglądasz okropnie – poinformowałam swoje odbicie. – Jednak niezależnie od wszystkiego, i ty musisz iść na przyjęcie sylwestrowe.

Daj mi dobre pole, przyniosę ci złotą pszenicę, śpiewał w łazience Dymitr. Była to stara piosenka o żniwach. Jego zachowanie mnie ucieszyło. Daj mi jeszcze tydzień odpoczynku i salon piękności, a pojawię się na tym twoim przyjęciu, pomyślałam. Przyszedł mi do głowy nawet lepszy pomysł. Postanowiłam nie pisnąć na ten temat ani słowem. Moja obecność w klubie będzie spóźnionym gwiazdkowym prezentem dla Dymitra.

Schody do Moskwy – Szanghaju były puste, kiedy pojawiłam się przed klubem w sylwestra. Szalała zadymka, zabrakło czerwonego dywanu, poręczy ze złotego sznura. Dwa marmurowe lwy wpatrywały się we mnie, gdy wysiadłam z taksówki i weszłam na oblodzone stopnie. Wilgotny wiatr targał moje włosy. Podrażnił mi przełyk i zaczęłam rzęzić, ale za nic nie odstąpiłabym od swoich zamiarów. Postawiłam kołnierz płaszcza i wbiegłam na górę.

Ulżyło mi na widok tłumu ludzi w foyer, ożywiających rozmaity – mi barwami pastelowe wnętrze. Ich śmiech odbijał się echem od żyrandola i luster w ozdobnych ramach. Wygląd gości przyjęłam za dobrą monetę. Mogłam sobie jedynie wyobrazić poślednią klientelę, którą musiał zabawiać Dymitr, aby nie dopuścić do upadku klubu. Obecni dzisiaj ludzie, wręczający szatniarkom piękne wełny i jedwabie, niegdyś byli naszymi stałymi gośćmi. Wyczuwałam w powietrzu ich zapach: orientalne perfumy, futra, dobry tytoń i pieniądze.

Oddałam płaszcz i zauważyłam, że przygląda mi się oparty o kontuar młody mężczyzna z kieliszkiem ginu w dłoni. Jego spojrzenie omiotło moją sukienkę, uśmiechnął się do mnie. Miałam na sobie szmaragdowy szeongsam, jak podczas pierwszych odwiedzin w klubie. Potraktowałam go jak amulet, miał przynieść szczęście Moskwie – Szanghajowi i mnie samej. Minęłam niedoszłego adoratora i rozpoczęłam poszukiwania Dymitra.

Niemal zmiażdżył mnie tłum zmierzający do sali balowej. Na scenie czarna orkiestra w śliwkowych garniturach grała ciężki jazz. Muzycy wyglądali wytwornie, ich proste zęby i hebanowa skóra lśniły w blasku żyrandoli. Parkiet pełen był ludzi podrygujących w rytm trąbek i saksofonu. Zauważyłam Dymitra przy drzwiach, rozmawiał z kelnerem. Obciął włosy, teraz były krótkie nad uszami i na czole. W tej fryzurze wyglądał młodziej. Rozbawiło mnie, że oboje cofnęliśmy się w czasie, ja dzięki sukience, Dymitr – krótkim włosom. Kelner odszedł, a Dymitr zerknął w moim kierunku, lecz mnie nie rozpoznał, dopóki nie podeszłam bliżej. Na mój widok zamarł. Zmroziło mnie jego niezadowolenie. Amelia podbiegła do niego i coś powiedziała. Kiedy jednak nie zareagował, podążyła wzrokiem za jego spojrzeniem. Na jej twarzy pojawiła się podejrzliwość. Z jakiego powodu?

Po chwili Dymitr przepchnął się do mnie.

– Aniu, powinnaś być w domu. – Złapał mnie za ramiona, jakbym za chwilę miała się przewrócić.

– Nie przejmuj się – powiedziałam. – Zostanę tylko do północy. Chciałam cię wesprzeć.

Wciąż się nie uśmiechał. Wzruszył tylko ramionami i oznajmił:

– Chodź, napijemy się w restauracji.

Ruszyłam za nim po schodach. Kierownik sali posadził nas przy stoliku z widokiem na parkiet. Zauważyłam, że Dymitr spogląda na moją sukienkę.

– Pamiętasz ją? – spytałam.

– Tak – odparł i oczy mu błysnęły. Przez chwilę myślałam, że napełniły się łzami, ale była to tylko gra świateł.

Kelner przyniósł butelkę wina i napełnił nasze kieliszki. Zjedliśmy dwa niewielkie bliny z kawiorem i kwaśną śmietaną. Dymitr pochylił się nade mną i dotknął moich włosów.

– Piękna z ciebie dziewczyna – powiedział.

Poczułam dreszcz rozkoszy. Przysunęłam się bliżej, w nadziei na szczęście, które nas omijało od śmierci Siergieja. Wszystko będzie dobrze, pomyślałam. Od teraz wszystko zacznie układać się lepiej.

Oderwał ode mnie spojrzenie i wbił je w swoje dłonie.

– Nie chcę, żeby między nami były jakieś kłamstwa, Aniu.

– Nie ma żadnych kłamstw – przytaknęłam.

– Amelia i ja jesteśmy kochankami.

– Co? – Zabrakło mi tchu.

– Nie zrobiłem tego celowo. Kochałem cię, kiedy braliśmy ślub – dodał.

Odsunęłam się od niego. Zrobiło mi się zimno.

– Co? – Miałam wrażenie, że skręcają mi się wnętrzności.

Zawodziły mnie zmysły, jeden za drugim. Muzyka zwolniła, przestałam dobrze widzieć. Ściskałam kieliszek, ale go nie czułam.

– To prawdziwa kobieta – dodał. – Właśnie tego teraz mi trzeba. Prawdziwej kobiety.

Wstałam od stolika, przewracając kieliszek. Czerwone wino zaplamiło biały obrus, ale Dymitr tego nie zauważył. Przestrzeń między nami się zniekształciła. Zamiast przy tym samym stoliku, znajdowaliśmy się po dwóch stronach pomieszczenia. Dymitr uśmiechał się do siebie. Nieznajomy, który niegdyś był moim mężem, nie patrzył na mnie. Znajdował się wiele kilometrów stąd: mężczyzna zakochany w innej.

– Zawsze nas coś łączyło – powiedział – ale dopiero po śmierci Siergieja drzwi się otworzyły.

Dziwny niepokój skręcający mi wnętrzności zmienił się w przerażający ból. Pomyślałam, że jeśli teraz odejdę, to nie będzie prawda. Odwróciłam się od Dymitra i zaczęłam torować sobie drogę między stolikami. Ludzie spoglądali na mnie znad talerzy albo przerywali w pół zdania. Usiłowałam wysoko trzymać głowę, żeby wyglądać jak doskonała gospodyni, lecz łzy żłobiły bruzdy na moich upudrowanych policzkach.

– Nic pani nie jest? – spytał jakiś mężczyzna.

– Nic, nic – odparłam, ale ugięły się pode mną kolana. Uczepiłam się kelnera roznoszącego drinki. Razem się przewróciliśmy, padając, zmiażdżyłam kieliszek z szampanem.

Po pewnym czasie odzyskałam przytomność i uświadomiłam sobie, że jestem w mieszkaniu, a Mei Lin wyciąga kawałki szkła z mojego ramienia. Znieczuliła skórę lodem, ale ramię mi spuchło i miało kolor śliwki. Sukienka zwisała z oparcia krzesła obok kredensu; zaplamiona krwią dziura w rękawie kojarzyła się z raną po kuli. Dymitr przycupnął obok kominka.

– Jeśli rana jest czysta, obandażuj ją, a jutro wezwiemy lekarza – powiedział do Mei Lin.

Dziewczynka spojrzała na niego, wyczuwając napięcie. Przycisnęła gazę do rany i zabezpieczyła ją bandażem. Skończywszy, rzuciła Dymitrowi przenikliwe spojrzenie, a następnie odeszła.

– Ta mała robi się bezczelna. Nie powinnaś jej tak rozpieszczać – zauważył i sięgnął po płaszcz.

Wstałam i zatoczyłam się jak pijaczka.

– Dymitrze! Jestem twoją żoną.

– Wyjaśniłem ci sytuację – stwierdził zimno. – Teraz muszę wracać do klubu.

Oparłam się o drzwi, nic nie rozumiejąc. Jak Dymitr mógł mi to zrobić? Czemu mówił, że kocha Amelię? Wykrzywiłam usta i wybuchnęłam płaczem. Od łez rozbolała mnie pierś, walczyłam o oddech.

– Daj spokój. – Dymitr próbował mnie ominąć. Zamrugałam, usiłując dojrzeć coś przez łzy. W jego twarzy było zacietrzewienie, którego nigdy wcześniej tam nie dostrzegłam. Zrozumiałam, że żaden płacz niczego nie zmieni.

Jedna choroba ustąpiła miejsca innej. Następnego dnia Mei Lin próbowała mnie zmusić do jedzenia, ale nie mogłam przełknąć nawet łyżeczki jajecznicy. Złamane serce jest o wiele gorsze od gorączki. Bolało mnie całe ciało. Ledwie oddychałam. Dymitr mnie zdradził i odszedł. Nikt mi nie pozostał. Ani ojciec, ani matka, ani opiekun, ani mąż.

Luba pojawiła się w progu w niespełna godzinę po moim telefonie.

Zazwyczaj starannie układała fryzurę, tego ranka jednak kosmyki sterczały jej na wszystkie strony, kołnierzyk bluzki był zawinięty pod materiał. Poczułam się dziwnie pokrzepiona, gdy zrozumiałam, że mój stan odbił się na jej wyglądzie.

Zerknęła na mnie i od razu pobiegła do łazienki. Wróciła z wilgotną szmatką, którą przetarła mi twarz.

– Najgorsze w tym wszystkim jest to, że usiłowałaś mnie ostrzec – westchnęłam.

– Kiedy coś zjesz i odpoczniesz, przekonasz się, że nic nie jest takie straszne, jak się wydaje.

Zamknąwszy oczy, zacisnęłam pięści. Czyżby mogło być gorzej? Przecież to właśnie Luba powiedziała mi, że Amelia doprowadziła nieznaną kobietę do samobójstwa i że miała jakąś ponurą władzę nad duszą Dymitra.

– Nie uwierzysz mi, ale teraz, kiedy już do tego doszło, widzę przewagę po twojej stronie – stwierdziła. – Sprawy, których nie dostrzegałam wcześniej.