Выбрать главу

W tej chwili do namiotu wszedł kupiec.

– Tadeuszu, zostawię cię tu z przyjacielem, byście mogli porozmawiać. Moi słudzy zaraz przyniosą wam daktyle, ser i świeżą wodę i nie będą was więcej niepokoili. Chyba że będziecie czegoś potrzebowali. Ja muszę udać się do miasta, gdzie już pojechały moje towary. Wrócę po południu.

– Josarze – odezwał się Tadeusz – ten dobry kupiec nazywa się Jozua i podczas podróży do Jerozolimy korzystałem z jego ochrony. To dobry człowiek. Słuchał nauk Jezusa, lecz trzymał się z boku, ponieważ obawiał się, że Nauczyciel go nie przyjmie. Ale Jezus, który widział wszystkich, nawet tych najcichszych, powiedział mu któregoś dnia, by podszedł bliżej, a jego słowa okazały się balsamem dla duszy Jozuy, który niedawno owdowiał. To dobry przyjaciel, pomógł nam i zawsze jest gotów nieść słowa Mistrza do różnych zakątków świata.

– Bądź pozdrowiony, Jozuo – odparł Josar. – Znajdujesz się wśród przyjaciół, powiedz tylko, czy możemy ci czymś służyć?

– Dziękuję, bracie, ale nie brak mi niczego. Doceniam jednak twą ofiarność. Wiem, że podążałeś za Nauczycielem.

Tadeusz i Tomasz bardzo cię szanują. Udam się teraz do miasta i wrócę przed zmrokiem. Cieszcie się spotkaniem, na pewno macie sobie wiele do opowiedzenia.

Jozua wyszedł z namiotu, tymczasem niewolnik, czarny jak noc, ustawił przed nimi półmiski z daktylami i dzban wody.

Wyszedł równie cicho, jak się pojawił.

Izaz przypatrywał się tej scenie w milczeniu. Nie miał odwagi przypominać o swojej obecności. Zdawało mu się, że wuj o nim zapomniał, lecz Tadeusz uśmiechnął się i dał mu znak, by podszedł.

– A ten młodzieniec?

– To mój siostrzeniec, Izaz. Uczę go rzemiosła skryby. Być może kiedyś będzie pracował w pałacu. To dobry chłopiec, słucha nauk Jezusa.

Nagle do namiotu wszedł Marwuz.

– Josarze, wybacz, że ci przerywam, lecz Abgar przysłał służącą z pałacu. Nie może doczekać się ciebie i człowieka z Jerozolimy.

– Masz rację, Marwuzie, tak się wzruszyłem spotkaniem, że zapomniałem, iż król czeka na nasze wieści. Na pewno chce cię poznać i godnie podjąć, Tadeuszu. Trzeba ci wiedzieć, że Abgar porzucił pogańskie wierzenia i czci teraz Boga jedynego, Naszego Pana i Ojca. A królowa i cały dwór również przyjęli do serca Jezusa. Zbudowaliśmy nawet skromną świątynię, w której gromadzimy się, by modlić się do Boga Ojca i rozmawiać o naukach Jezusa. Spisałem to, co zapamiętałem z jego słów, ale skoro tu jesteś, sam możesz opowiedzieć nam o wszystkim, czego nas uczył, i lepiej niż ja wytłumaczyć, jaki był Jezus i jak postanowił umrzeć, by nas zbawić.

– Udajmy się więc do króla – zgodził się Tadeusz – a po drodze opowiesz mi o tym, co się wydarzyło. Pewni kupcy przynieśli do Jerozolimy wieści, jakoby Abgar wyleczył się ze śmiertelnej choroby, dotknąwszy szaty, w którą po śmierci owinięte było ciało Pana. Chcę, byś mi opowiedział o tym cudzie uczynionym przez naszego Zbawiciela i jak zaszczepiłeś wiarę w Niego w tym pięknym mieście.

Abgar się niecierpliwił. Królowa, jak zwykle nie odstępując go ani na chwilę, usiłowała go uspokoić. Josar i Tadeusz tak długo nie nadchodzili. Słońce już mocno przypiekało, a ich wciąż nie było. Królowa gorąco pragnęła wysłuchać ucznia Jezusa, by dowiedzieć się jeszcze więcej o Zbawicielu. Poprosi go, by został u nich na zawsze, albo chociaż przez jakiś czas, by wszyscy mogli posłuchać o Panu.

On, Abgar, władca tego kwitnącego miasta, nie zawsze rozumiał sens słów Mistrza, lecz przyjmował je z ufnością, albowiem żarliwie wierzył w człowieka, który uleczył go, choć sam już nie żył.

Wiedział, że w mieście nie wszyscy pogodzili się z jego zarządzeniem, by zastąpić bogów czczonych tu od zarania dziejów Bogiem bez twarzy, który posłał swego syna na Ziemię, na ukrzyżowanie. Syna, który mimo cierpienia, jakie go czekało, kazał wybaczać wrogom i zapewniał, że łatwiej będzie wejść do nieba nędzarzom niż bogaczom.

Niektórzy poddani nadal oddawali w swoich domach cześć bogom przodków, udawali się też do jaskiń w górach, by ofiarowywać wino księżycowemu bogu.

Król przymykał na to oko, ponieważ wiedział, że nie może narzucić ludowi nowej wiary i że, jak utrzymywał Josar, z czasem przekona niedowiarków, iż Bóg jest tylko jeden.

Poddani nie tyle wątpili w boskość Jezusa, ile myśleli, że jest on po prostu jednym z wielu bogów, takim go też akceptowali, nie odrzucając kultu przekazanego im przez ojców.

Josar opowiadał Tadeuszowi, jak stojąc w grocie, w której złożono Jezusa, poczuł potrzebę, by zabrać ze sobą tkaninę, w którą owinięte było jego ciało, wiedząc, iż żaden z jego przyjaciół nie odważy się jej dotknąć, bo zgodnie z żydowskim prawem całun pośmiertny to przedmiot nieczysty. Tadeusz kiwał głową, potwierdzając opowieść przyjaciela. Nie zauważono braku płótna, zapomniano o tym kawałku tkaniny, dopóki nie rozeszły się wieści, że sprawiła ona cud, przywracając zdrowie królowi Abgarowi. Zadziwiło ich to i oczarowało, chociaż towarzysze Jezusa przywykli do cudów.

W końcu Tadeusz wyjawił Josarowi powód swego przybycia.

– Tomasz zawsze serdecznie cię wspomina. Pamięta, jak nalegałeś, by Nauczyciel udał się do Edessy uzdrowić króla, oraz że Jezus zobowiązał się przysłać tu jednego ze swych apostołów. Dlatego też, dowiedziawszy się, iż całun uzdrowił Abgara i że ty głosisz nauki Zbawiciela, poprosił mnie, bym przyjechał ci pomóc. Pozostanę tak długo, jak długo będziecie mnie potrzebowali, i pomogę ci głosić wśród tych dobrych ludzi Słowo Pańskie. Jednak nadejdzie czas, gdy będę musiał wyjechać, bo wiele jest miast i wielu ludzi, którym powinniśmy nieść prawdę.

– Czy chcesz zobaczyć całun? – zapytał Josar.

Tadeusz zawahał się. Był Żydem, prawo żydowskie było jego prawem, temu samemu prawu podlegał Zbawiciel. Niemniej ten kawałek tkaniny kupiony przez Józefa z Arymatei, w który owinęli ciało Jezusa, zdawał się być nasączony mocą samego Zbawiciela. Nie wiedział, co powiedzieć, ani jak się zachować.

Josar zdawał sobie sprawę, jaką walkę toczy w sumieniu przyjaciel.

– Nie martw się, znam wasze prawo i je szanuję – powiedział, kładąc rękę na jego ramieniu. – Nas jednak, mieszkańców tego starego grodu, pośmiertna szata nie mierzi, wolno nam brać ją do rąk. Nie musisz nawet na nią patrzeć, powiem ci tylko tyle: Abgar polecił najlepszemu rzemieślnikowi w Edessie zrobić skrzynię, by schować w niej całun, który znajduje się teraz w bezpiecznym miejscu, pilnie strzeżony przez straże króla. Ta tkanina czyni cuda, uzdrowiła Abgara i wielu innych, którzy zbliżyli się do niej z ufnością i wiarą. Musisz wiedzieć, że krew i pot zostawiły na niej ślad twarzy i ciała Jezusa. Mówię prawdę, przyjacielu. Patrząc na płótno, widzę naszego Nauczyciela i cierpię, wspominając ból, jaki zadali mu Rzymianie.

– Nadejdzie taka chwila, że poproszę cię, byś pokazał mi tę cudowną tkaninę, muszę jednak poszukać przyzwolenia w mym sercu, bo oznaczać to będzie złamanie prawa mojego ludu.

Dotarli do pałacu. Abgar powitał ich serdecznie. Królowa, stojąc u jego boku, nie potrafiła ukryć podniecenia, z jakim wyczekiwała przybycia apostoła.

– Jesteś tu mile widziany jako przyjaciel Jezusa – zapewniła. – Możesz pozostać w naszym mieście jak długo chcesz, będziesz naszym gościem i niczego ci nie zabraknie. Prosimy tylko, byś opowiadał nam o Zbawcy, byś wspominał jego słowa i czyny, ja zaś, jeśli mi na to pozwolisz, poproszę skrybów, by uważnie słuchali twych słów i zapisywali je skrzętnie na pergaminach. Tą drogą ludzie tu i w innych miastach poznają życie i nauki Mistrza.

Przez cały dzień i część nocy Tadeusz wraz z Josarem opowiadał królowi i dworzanom o cudach, jakich dokonał Jezus.