Jednakże Edward uporał się z tym ze swym zwykły urokiem.
– Nie mogę ręczyć za dzisiejsze… rozerwanie, lady Jersej. Mam tylko nadzieję, że dla mnie będzie tak zajmujące, jak wydaje się być dla innych.
– Zatem on będzie upierał się przy swoim? Tak, rozumiem, że tak. No, no, zapowiada się interesujące lato. Szkoda, że nie znałam lorda Varrieura, zanim wyruszył do Francji. Oczywiście, wtedy był jeszcze chłopcem.
Lady Jersej z takim powodzeniem dokuczała Edwardowi, że Emily chętnie udała się na kolację, choć wiedziała, że czeka ją nadmiar jedzenia i długotrwałe siedzenie przy stole. Zły humor Edwarda uniemożliwiał radowanie się pięknością budynku i widowiskową oprawą balu. Otwarto podwójne drzwi pomiędzy przestronnymi pokojami i stworzono jedną salę długości trzystu pięćdziesięciu stóp. Na wyłożonych boazerią ścianach widniały złote, profilowane ornamenty i tarcze z herbami Anglii. Jednakże ogromny tłum gości sprawił, że Emily najpiękniejszym wydał się widok na zachodni kraniec budynku, gdzie otwarto szerokie gotyckie drzwi na rozległy zielony trawnik z płaczącymi wierzbami i przechadzającymi się tu i ówdzie pawiami – a wszystko ozłocone blaskiem zachodzącego słońca.
Emily miała w końcu szczęście: gości rozsadzono tak, że znalazła się z dala od zachmurzonego oblicza Edwarda. Jej partnerami przy kolacji byli – wojskowy, który sam był ojcem dwóch oficerów służących pod Wellingtonem, i Dominic Neale, dżentelmen, który pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a którego już poznała przez lorda Castlereagha. Znając jej koneksje, zabawiał Emily opowieściami o tysiącach szczegółów związanych z przygotowaniami do kongresu w Wiedniu.
Emily nie mogła się spodziewać, że cały czas będzie miała szczęście, i wiedziała o tym. W końcu plotki o przyjęciu Edwarda, szerzące się tam i sam wśród gości, dojdą również do niej. Emily sądziła, że jest na nie przygotowana, lecz siła reakcji jej sąsiada mocno ją zaskoczyła.
– Ależ to absolutnie śmieszne! – z pewnością siebie zakrzyknął Neale. – Ten człowiek zmarł we Francji ponad dziesięć lat temu.
– Lord Palin byłby zadowolony, gdyby pana słyszał – odpowiedziała. – Jednakże, panie Neale, tego faktu należy dowieść. Nikt z nas nie był we Francji, kiedy to się zdarzyło.
– Ale ja byłem – powiedział ku jej osłupieniu.
– Pan tam był?
Pan Neale zawsze był swego rodzaju wybitnym dżentelmenem, a teraz, dla niej, stał się autorytetem. Emily popatrzyła na niego z rosnącym zainteresowaniem. Sądząc po śladach siwizny na skroniach, zgadywała, że musi być w wieku jej brata, na tyle stary, aby dostrzec coś więcej niż niewygody własnej sytuacji we Francji. Nie wątpiła, że niewiele uszło jego bystrym oczom.
– Tak, byłem jednym z tych nieszczęśników, których dekret Napoleona przyłapał w Paryżu. Większość z nas wysłano do Verdun, tak jak lorda Varrieura. Moja sytuacja finansowa nie pozwoliła mi na podróż w tym samym towarzystwie co on – wyznał. – Lecz liczba d'etenus (jeńcy) w mieście nie była tak wielka, żebym nie wiedział o jego obecności. Obawiam się, że był raczej znany ze swego zwyczaju popadania w kłopoty z władzami.
– Jakiego rodzaju kłopoty?
Pan Neale uśmiechnął się.
– Nie tego rodzaju, o jakich z pewnością pani, panno Meriton, pomyślała. Wystarczyło niewiele. Jedno słowo uchybiające cesarzowi i już można było znaleźć się w drodze do Bitche. Co w końcu spotkało jego lordowską mość. Bitche to ciężkie więzienie – wyjaśnił.
NIe zwykłe więzienie, lecz ciężkie więzienie. Emily nie pojmowała, co mogło się za tym kryć.
– Czy to to, w którym zmarł, jak się uważa? – spytała ściszywszy głos.
– To, gdzie rzeczywiście zmarł. Gorączka, która tam się szerzyła, była nie do pokonania. Duchowny, który był z Varrieurem, awanturował się, żeby ciało wysłano do Verdun, aby je pogrzebać. Biedny człowiek, potem już nigdy nie doszedł do siebie. Wyświadczył Varrieurowi przysługę. Ośmielam się twierdzić, że wielu ludzi, którzy byli na tym pogrzebie, przebywa teraz w Londynie.
Powinna powiedzieć to Edwardowi. Byłby zadowolony, mając tak wielu świadków. Jednakże było coś w tej historii, co jej nie zadowoliło. Pastor utrzymywał, że Tony jeszcze żyje, przypuszczalnie już po tym, jak widział jego ciało. Z drugiej strony musiało być więcej świadków, którzy widzieli ciało, przeświadczonych, że to ciało Varrieura.
Emily roztrząsała tę kwestię po kolacji i podczas niekończącej się ceremonii prezentacji nowych gości. Edward ponownie ją opuścił, musiał pilnie przedyskutować z innymi gośćmi jakąś sprawę. We wszystkich salach było ciepło, lecz w zatłoczonej Sali Tronowej panował upał prawie nie do zniesienia. Lekkie rozdarcie falbany przy sukni dało Emily szansę zniknięcia na parę minut.
Nie miała wielkiej ochoty wracać do tłumnej sali. Wojskowy stojący tuż u jej wejścia bez wątpienia odczuwał to samo. Nawet cienki jedwab sukni Emily był za ciepły na ten upał. Jak okropnie musieli czuć się ci biedacy w swoich sztywnych mundurach? Wojskowy dostrzegł jej wzrok i uśmiechnął się zachęcająco.
– Jeśli pani nie powie nikomu, że opuściłem posterunek, nie powiem nikomu o pani – obiecał.
Emily nie znała się na mundurach, lecz sądząc z akcentu, ten młodzieniec musiał należeć do kontyngentu pruskiego lub austriackiego. Z pewnością, nie będąc przedstawionym, nie powinien był odzywać się do niej, lecz oczy jego lśniły takim rozbawieniem, że nie potrafiła dać mu odprawy. Z drugiej strony jego obecność i tupet uniemożliwiały jej pozostanie tutaj.
– Błagam, niech pani nie wraca tam z mojego powodu – nalegał.
Emily spróbowała nadać swej wypowiedzi karcący ton.
– Moja szwagierka będzie mnie szukać.
– Lady Meriton pogrążona jest właśnie w konwersacji z hrabiną Lieven.
O ile wiedziała, Letty nie zaliczała żadnego niemieckiego ani austriackiego dżentelmena do grona swoich znajomych.
– Pan zna lady Meriton?
– Słyszałem o niej. Nie – dodał, przesuwając się lekko, żeby zagrodzić jej drogę – jeśli pani ją znajdzie, nie będzie mogła zgodnie ze zwyczajem przedstawić nas sobie. Jednakże mamy wspólnego przyjaciela… lorda Palina.
Wiedziała, kogo ma na myśli, choć wolała nie przyjąc tego do wiadomości.
– Lord Palin jest w środku, rozmawia z sir Jamesem Withby-Edwardsem.
– Pan Edward Howe może rzeczywiście rozmawia tu z sir Jamesem, lecz lord Palin nie otrzymał zaproszenia. Bez wątpienia z winy sekretarza księcia.
Ani na jotę nie zmienił wesołego i poufałego tonu. Naprawdę, pomyślała pełna wyrzutów sumienia Emily, nie powinna tu stać i tego słuchać. To było niewłaściwe, a zarazem w najwyższym stopniu nielojalne w stosunku do Edwarda. Zgodnie z twierdzeniem pana Neale, ten przybysz był oszustem. Kim wobec tego był jego przyjaciel?
Podczas gdy ciekawość Emily walczyła z jej poczuciem przyzwoitości, oficer prędko wyłuszczył swoją prośbę:
– On chciałby z panią pomówić.
Ciekawość zwyciężyła. Zaskoczona Emily szeroko otworzyła oczy.
– Co pan mówi?
– Miał rację, pani ma srebrne oczy – powiedział oficer wykrętnie. – Powiedziałem, że Tony chce z panią porozmawiać.
– Dlaczego ze mną? – Nie miała odwagi zakwestionować pierwszej uwagi.
– Bo jest pani bliska lady Meriton – stwierdził. – Bo znana jest pani z uczciwości. Bo pani słucha, gdy ludzie mówią. Niech pani go wysłucha, to wszystko, o co prosi.
– Pan i pański przyjaciel założyliście, że mam taki, a nie inny charakter.
– Czyżby się mylił?
Emily zignorowała prowokację i odpowiedziała pytaniem:
Dlaczegóż miałabym się na to zgodzić?
– Dla poznania prawdy, bo jest pani ciekawa. Dla lady Meriton, bo jest nie tylko pani szwagierką, lecz i przyjaciółką.