Выбрать главу

– Dziękuję, panno Meriton. – W staroświecki sposób ujął jej dłoń i ucałował. – Do przyszłego spotkania.

Zabrzmiało to tak, jakby był pewien, że rzeczywiście znowu się spotkają.

* * *

Pierwsze słowa, jakie wyrwały się z ust Gusa, kiedy wchodził do pokoju Tony'ego, brzmiały:

– No i co, czy ona to zrobi?

– Och, tak, zrobi. Nie zgodziła się jeszcze, ale zrobi.

Zanim zajął swe ulubione miejsce przy oknie, Tony popchnął butelkę wina i kieliszek w kierunku przyjaciela.

– Jak możesz być taki pewny? – spytał Gus nalewając sobie ofiarowany w ten sposób napój. – Całą drogę z powrotem milczała. Nie mogłem się w ogóle zorientować, jakie są jej reakcje.

– To bez znaczenia – powiedział Tony. – Teraz, kiedy już wyłożyłem jej cały problem, nie będzie mogła go unikać. Będzie musiała dotrzeć do prawdy, dla siebie samej, jeśli nie dla mnie.

Gus potrząsnął głową nad tym skomplikowanym wnioskiem i usiadł, opierając stopy na wojskowym kuferku, który pożyczył przyjacielowi.

– Mam nadzieję, że masz rację.

– Zaskakujesz mnie, Gus. Jak mogłeś spędzić tyle czasu z panną Meriton i nie ocenić jej niezwykłości. Te srebrne oczy i ciemne loki musiały cię rozpraszać.

– To ty zauważyłeś jej oczy – wytknął mu Gus. – I oczywiście te urocze loki również ci nie umknęły.

– Och, ona jest urocza. Byłbym ostatnim, który temu zaprzeczy. To czyni ją dla mnie wielce użyteczną. – Dobierał słowa starannie, tak aby zabrzmiało zimno i okrutnie. Czar towarzystwa panny Meriton był zbyt oczywisty. Tony odsłonił się bardziej, niż zamierzał to zrobić.

Możliwe, że nie zachował odpowiednio kamiennej twarzy. Gus wcale nie wydawał się oszukany jego gruboskórną wypowiedzią.

– Mnie się ona też podoba. Miałeś rację, ona nie schlebia nikomu.

Tony zastanawiał się chwilę, czy jego przyjaciel nie jest panną Meriton więcej niż zainteresowany. Ta myśl go zaniepokoiła, choć nie był pewien dlaczego.

– Więc – spytał Gus – jaki będzie nasz następny ruch?

– Następny ruch należy do niej – odpowiedział Tony. – Kiedy będzie gotowa, skontaktuje się z nami albo raczej z tobą. Wszystko, co możemy uczynić… to czekać.

Gus wykrzywił się.

– Człowiek czynu uwielbia to ponad wszystko.

– Teraz nie ma już nic, co mógłby zrobić człowiek czynu. Na szczęście – powiedział Tony z gorzkim uśmiechem – całkiem dobrze wyszkoliłem się w czekaniu.

* * *

Późnym wieczorem Emily usiadła przed swoją toaletką i powoli szczotkowała ciemne loki. Doszła do smutnego wniosku, że ona, do której wszyscy zwracali się ze swymi troskami, kiedy szukali współczucia lub wyjścia z sytuacji, ona sama nie ma do kogo zwrócić się o pomoc w kłopotach. A miała kłopoty. Poważne.

Kiedyś była Letty. Letty była pierwszą osobą, do której mogła pobiec z ze wszystkimi problemami, lecz tym razem to Letty była problemem. Kiedy Emily wróciła z przejażdżki, okazało się, że Letty poszła do łóżka, odmawiając przyjęcia wszelkich wizyt i odkładając wszelkie towarzyskie zobowiązania.

Emily wiedziała, że bal w Carlton House stanowił dla Letty nie lada wysiłek. Choć mogła być pewna, że Tony się nie pojawi, jego obecność była wszędzie wyczuwalna. Wszyscy o nim mówili i nie dało się tego nie słyszeć.

Letty mogła oszukać towarzystwo, przyznała w końcu Emily. Wszystkie te rozplotkowane matrony wysuwały tylko przypuszczenia co do Letty, żadnych nieprawdopodobnych wniosków. Jednakże to wszystko nie mogło oszukać Johna.

John tego wieczoru wyznał, jak dalece martwi się o Letty. Inny mężczyzna mógłby zareagować na taką sytuację ze zrozumiałym uczuciem zazdrości, lecz nie John. Ostatecznie przekonywał sam siebie, że to fałszywe poczucie winy jest prawdopodobnie przyczyną takiego a nie innego zachowania się Letty. Letty, mówił, oskarża się, że nie pozostała wierna swojej pierwszej miłości, nawet jeśli wierzono, iż człowiek ten od wielu lat nie żyje. Czuje, że opuściła Tony'ego przyjmując do wiadomości jego śmierć i sama żyjąc dalej. To nie jest rozsądne, zgadzał się, ale wygląda na to, że Letty myśli w ten sposób.

Wywody brata nadały myślom Emily inny kierunek. Kiedy John opisywał spodziewaną reakcję Letty na powrót ukochanego, Emily zamiast tego wyobraziła sobie, co odczułby prawdziwy Tony. Gdyby chodziło o kogoś innego, Emily powiedziałaby, że to nierozsądne wymagać, aby kobieta czekała dziesięć lub więcej lat na powrót kochanka. Jednakże Letty, gdyby sądziła, że ten wciąż żyje, czekałaby. Emily wiedziała o tym.

Serce bolało ją, że nie może się zdecydować, czy wierzyć, czy nie wierzyć człowiekowi utrzymującemu, iż jest Tonym. Gdyby naprawdę był tym, kim mówi, że jest, prawdopodobnie dobrze się stało, że Letty na niego nie czekała, pomyślała Emily. Ostatnie dziesięć lat za bardzo zmieniło ich oboje. I te zmiany nie podniosłyby na duchu mężczyzny czekającego dziesięć lat, aby ujrzeć dziewczynę, którą kochał.

Emily spróbowała wyobrazić sobie w takiej sytuacji Edwarda i kompletnie jej się nie udało. Edward niezdolny był do takich uczuć. Co do Tony'ego, to nawet kiedy próbować ukryć swe uczucia, Emily ani razu nie zwątpiła, iż jest to człowiek, który czuje i to głęboko.

Och, doprawdy, zgrabnie złapał ją w pułapkę. Miała odkryć, czy mówi on prawdę, czy też nie. Kłopot w tym, jak dowiedzieć się o czymś od niego, nie dając się oszukać i nie dostarczając mu szczegółów, których mógłby użyć z korzyścią dla siebie. Jak dziś po południu. Gdyby pierwsza wyznała, że wie, iż byli z Letty zaręczeni, nigdy nie byłaby pewna, czy on naprawdę o tym wiedział, czy po prostu śledził jej wywód i zgodził się z tym, co powiedziała.

Emily odłożyła szczotkę i zdmuchnęła świece. Leżąc w łóżku wpatrywała się w sufit, wciąż nie mogąc przestać o nim myśleć. Czy on robi to samo? – zastanawiała się. Czy myśli o ich spotkaniu i zastanawia się, czy ona mu wierzy? Może gratuluje sobie udanego przedstawienia.

Może leży w łóżku i myśli o Letty, którą tak długo kochał. Emily zawsze ubolewała nad faktem, że ona sama nigdy nie potrafiła u żadnego mężczyzny wzbudzić tak silnych uczuć. Tony, jeśli to był Tony, musi myśleć, że lepiej było, gdyby nigdy się nie zakochał, skoro znalazł swą dziewczynę kochającą innego. Trzeba nie lada człowieka, aby martwił się najpierw o to, czy jego utracona ukochana jest szczęśliwa, zanim rozważy własną przyszłość.

Emily usnęła w końcu i śniła kapryśny sen o pięknym, smukłym dżentelmenie o błyszczących, ciemnych oczach, którego uczucia bynajmniej nie były letnie, za to wyraźnie czytelne na pokrytej bliznami twarzy.

Rozdział czwarty

– Withers – Emily zwróciła się do kamerdynera – mój brat z pewnością poinformował was, że podczas niedyspozycji lady Meriton ja zajmę się nadzorem nad całym domowym gospodarstwem.

Postać idealnego kamerdynera, z obowiązkowym odpowiednim brzuszkiem i łysiną, ukłonem potwierdziła, że o tym wie.

Emily z ledwością zmusiła się do poczekania na właściwą porę ranka, aby przeprowadzić tę rozmowę. Siedziała złożywszy ręce na kolanach i żałowała, że nie zabrała sobie jakiejś robótki, żeby czymś zająć palce.

– Sir John zapewnił mnie również, że mogę liczyć na waszą pomoc – ciągnęła Emily. – Jest pewna sprawa, która mnie interesuje i chciałabym ją teraz poruszyć.

Właściwy kamerdynerowi nastrój melancholii zdawał się znikać. Wyprostowane ramiona świadczyły o pełnej gotowości.

– Czym mógłbym panience służyć?